Kryzys w Hondurasie – geneza
    Ameryka Środkowa10 · Honduras3 · zamach stanu13
2009-07-08
Dnia 28 czerwca siły zbrojne na polecenie Sądu Najwyższego wtargnęły do siedziby prezydenta Hondurasu, odeskortowały go na lotnisko i z biletem w jedną stronę wysłały do sąsiedniej Kostaryki. Parlament honduraski poparł te działania, podczas gdy cała społeczność międzynarodowa je zgodnie potępiła nazywając zamachem stanu. Jak doszło do pierwszego od lat w regionie obalenia demokratycznie wybranego prezydenta?

Zelaya prezydentem

Manuel Zelaya objął urząd prezydenta Hondurasu w styczniu 2006 r. jako reprezentant jednej z dwóch tradycyjnych partii honduraskich - Partido Liberal de Honduras (PLH). Na początku swej prezydentury realizował neutralną politykę, niczym nie wyróżniając się na tle swoich poprzedników. Wkrótce jednak zmienił kurs wyraźnie skręcając na lewo i zbliżając się do innych lewicowych krajów w regionie, a zwłaszcza do Wenezueli Hugo Chaveza. Sam Zelaya argumentował to tym, iż dotychczasowa polityka i tradycyjne wsparcie Stanów Zjednoczonych były niewystarczające w walce o poprawę sytuacji w kraju, a Caracas oferowało wymierną pomoc gospodarczą (m.in. dostawy ropy naftowej po preferencyjnych cenach). Z czasem prezydent radykalizował swoje działania, do tego stopnia, że w 2008 r. wprowadził Honduras w szeregi chavistowskiej ALBA (Alternativa Bolivariana para las Americas).

Spotkało się to z jednej strony z aplauzem biednych mas (w Hondurasie 2/3 ludności żyje poniżej poziomu ubóstwa, a bezrobocie sięga 28%), z drugiej zaś z zajadłą krytyką przedstawicieli klasy średniej i wyższej, z których to środowisk Zelaya się wywodził i które na niego głosowały. Poczuły się one oszukane oraz zagrożone utratą dotychczasowych wpływów.

Kwestia reelekcji

Podstawowym powodem obalenia prezydenta były oskarżenia o próbę zmiany konstytucji w celu zapewnienia sobie reelekcji na stanowisku głowy państwa. Twórcy ustawy zasadniczej Hondurasu tak skreślili jej treść, aby zapobiec zapędom przywódców do wprowadzania rządów autorytarnych, które stały się częścią „kultury” politycznej region – m.in. poprzez ograniczenie prezydentury do tylko jednej kadencji. Artykuł 239 konstytucji mówi: „Żaden obywatel, który służył już jako głowa egzekutywy nie może być prezydentem ani wiceprezydentem. Ktokolwiek narusza to prawo lub proponuje jego zmianę [pogrubienie autora], jak również ci, którzy popierają bezpośrednio lub pośrednio takie naruszenie, będą niezwłocznie pozbawieni stanowisk i nie będę mogli sprawować funkcji publicznych przez 10 lat” (podkreślenia autora sugerują dużą dowolność interpretacji oraz możliwych reakcji). Należy dodać, że ten oraz kilka innych zapisów konstytucyjnych jest opatrzonych specjalną klauzulą zakazującą ich zmiany i jedynym sposobem ich obejścia jest po prostu zmiana całej konstytucji.

Manuel Zelaya - któremu w styczniu 2010 r. wygasa mandat prezydencki - już w 2008 r. mówił o potrzebie reformy ustawy zasadniczej, jako przestarzałej i nie pozwalającej w odpowiedni sposób reagować na złą sytuacją gospodarczą kraju. Mimo takiej oficjalnej argumentacji, kilkukrotnie dał do zrozumienia, iż chciałby ubiegać się o reelekcję. Przeciwnicy polityczni (w tym także jego własna partia), sądownictwo, parlament, kościół i armia – wszyscy skrytykowali sugestie zmiany konstytucji, węsząc w tym próby pójścia w ślady Chaveza i stworzenia z Hondurasu „drugiej Wenezueli”. Na przełomie lutego i marca 2009 r. (czyli zaraz po wygranym przez Chaveza referendum zapewniającym mu nieograniczoną liczbę reelekcji) powstał plan referendum, w którym Honduranie mieli się wypowiedzieć, czy chcą sformowania konstytuanty, która zajmie się opracowaniem nowej ustawy zasadniczej. Niemal wszystkie instytucje państwowe potępiły ten ruch.

Ostatnie dni prezydenta Zelayi

W następnych kilku tygodniach kwestia referendum nieco przycichła z powodu innych ważnych dla Hondurasu wydarzeń (skandalu łapówkowego w tamtejszym odpowiedniku Telekomunikacji Polskiej - Hondutelu, epidemii grypy typu A / H1N1 i trzęsienia ziemi). Kiedy jednak w czerwcu 2009 r. okazało się, że Zelaya mimo ogólnej krytyki nie zrezygnował ze swoich planów i wyznaczone na 28 dzień tego miesiąca referendum zbliżało się nieuchronnie, konflikt na linii prezydent – pozostałe instytucje państwowe nabrał rozmachu.

Zaznaczyć należy, iż zwołanie konstytuanty jest wyłączoną prerogatywą parlamentu, w związku z tym trzy instytucje: Sąd Najwyższy, Prokurator Generalny, Trybunał Elektorski i Rzecznik Praw Obywatelskich uznały decyzję prezydenta za krok nielegalny. Mimo to Zelaya kontynuował swój plan i w efekcie wydarzenia nabrały tempa:
23 czerwca – Parlament przegłosowuje prawo zabraniające przeprowadzania referendum na 180 dni przed lub po wyborach, a ponieważ na listopad 2009 zaplanowane są wybory prezydenckie, referendum przewidziane na 28 czerwca jest nielegalne. Zelaya przekwalifikowuje słowo „referendum” na „niewiążącą ankietę” (bez konsekwencji prawnych) i kontynuuje swój plan, mimo że pozostałe organy państwa podtrzymują zakaz jego/jej przeprowadzenia.

24 czerwca – Stojący na czele armii Honduraskiej Romeo Vásquez odmawia wykonania polecenia prezydenta, nakazującego logistyczną pomoc wojska w przygotowaniach referendum, gdyż w świetle decyzji parlamentu i Sądu Najwyższego jest ono nielegalne.

25 czerwca - Zelaya dymisjonuje generała. W obliczu takiej decyzji do dymisji podaje się minister obrony, a Prokurator Generalny i Sąd Najwyższy uznają dymisję gen. Vasqueza za nielegalną domagając się jej odwołania przez prezydenta. Jeszcze tego samego dnia prezydent odmawia, a następnie prowadzi tłum swoich zwolenników do bazy wojskowej, gdzie są przetrzymywane karty do głosowania. Wcześniej parlament zabronił ich wydawania, gdyż samo referendum było nielegalne więc tym samym przygotowania do niego (karty referendalne pochodziły z Wenezueli, bo jako nielegalnych nie można ich było wydrukować w kraju). Wojsko – mimo polecenia parlamentu - wówczas jeszcze nie reaguje na wtargnięcie prezydenta i ten zabiera karty referendalne. Prokurator generalny składa w parlamencie wniosek o impeachment Manuela Zelayi.

26 – 27 czerwca – Zwolennicy prezydenta dystrybuują karty referendalne do punktów głosowania. W międzyczasie parlament debatuje nad odsunięciem Zelayi od władzy i trwają rozmowy między przedstawicielami legislatywy a wojska. Prezydent oskarża swych przeciwników o próbę przeprowadzenia „technicznego zamachu stanu” przy pomocy manewrów prawnych (konstytucja zapewnia możliwość impeachmentu, ale w specyficznych warunkach, które wówczas nie były spełnione).

28 czerwca – Na kilka godzin przed planowaną datą rozpoczęcia referendum uzbrojony oddział sił zbrojnych wchodzi do pałacu prezydenckiego, zabiera prezydenta (w pidżamie), wywozi na lotnisko, wsadza do samolotu i zmusza do opuszczenia kraju. Sąd Najwyższy po jakimś czasie ogłasza, że armia działała na jego polecenie, parlament akceptuje tą decyzję i aprobuje nową głowę państwa. Tysiące Honduran manifestują w geście poparcia dla nowych władz, podczas gdy cały świat je potępia oskarżając o zamach stanu.

Skutki

W następnych dnia sytuacja się zaognia. Do głosu dochodzą zwolennicy obalonego prezydenta i tysiącami wychodzą na ulice. ONZ i OPA potępiają obalenie demokratycznie wybranego Zelayi domagając się jego powrotu na stanowisko, a Bank Światowy i Bank Międzyamerykański odcinają fundusze pomocowe; sąsiednie kraje wprowadzają blokadę gospodarczą. Państwa latynoamerykańskie i europejskie odwołują swoich ambasadorów z Tegucigalpy. Wspierany przez cały świat Manuel Zelaya dąży do powrotu do kraju i na stanowisko, a zastępujący go Roberto Micheletti składa obietnicę, że do tego nie dopuści. Wobec presji ze strony OPA, Honduras sam deklaruje odejście z organizacji. Napięcie w kraju narasta, pojawiają się pierwsze ofiary i kryzys się zaostrza.

Kto zawinił? U źródeł konfliktu jest postawa Manuela Zelayi, który wielokrotnie złamał prawo i lekceważąc postanowienia władzy ustawodawczej oraz sądowniczej nie przestrzegał zasady równowagi władz zmierzając w kierunku autorytaryzmu a’la Hugo Chavez. Rozczarowuje jednak postawa pozostałych organów państwa, które na niejasnych dotąd podstawach prawnych decydują się na tak drastyczny krok – sprzeczny z ideą demokratycznego państwa - i łamiąc prawo (Art. 81 oraz 102 konstytucji gwarantują wolność przebywania w kraju i zakaz deportacji) zmuszają prezydenta do opuszczenia Hondurasu. W efekcie sprzysięgły przeciwko sobie całą społeczność międzynarodową, która słusznie może się domagać odpowiedzi na pytania: na podstawie jakich oskarżeń usunięto prezydenta? na których przepisach prawnych się opierano? gdzie dowody (Zelaya nie złamał wspomnianego na początku Art. 239 konstytucji, gdyż referendum nie odnosiło się expressis Derbis do tego właśnie zapisu)? gdzie proces zapewniający oskarżonemu niezbywalne prawo do obrony? gdzie zwykła procedura impeachmentu? Na żadne z tych pytań rząd Michelettiego nie przedstawił przekonywujących odpowiedzi, jak mantrę podkreślając swą „pewność”, że Zelaya zmierzał do zmiany konstytucyjnego zapisu o zakazie reelekcji. Demokratyczny porządek wymaga czegoś więcej.

Niewątpliwie w miarę rozwoju sytuacji będziemy dowiadywać się kolejnych szczegółów o przebiegu wydarzeń i zaangażowaniu w nie różnych sił politycznych (być może również zewnętrznych). Jednakowoż, jeden z wniosków, jakie już teraz można wyciągnąć jest następujący: przykład Hondurasu udowadnia, że demokracja to jeszcze niestety świeża koncepcja w niektórych krajach regionu i nie minęły echa dawnych zwyczajów odwoływania się do arbitralnych decyzji, w których argumentem była armia.

Żródła:
http://www.kwasniewskialeksander.pl/attachments/FAE_POLICY_PAPER_Kryzys_w_Hondurasie.pdf
http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2009/07/04/AR2009070400879.html
http://www.coha.org
http://www.laht.com
http://www.miamiherald.com

Marcin Maroszek – Absolwent stosunków międzynarodowych w Katedrze Amerykanistyki i Mass Mediów Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracownik Fundacji Amicus Europae, gdzie specjalizuje się w zagadnieniach związanych z obszarem Ameryki Łacińskiej oraz polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Członek Forum Młodych Dyplomatów. Autor bloga poświęconego Ameryce Łacińskiej: www.amerykalacinska.com.pl


Komentarzy: 2

Roman
8 lipca 2009 (11:10)
LEWICA
Myśle że państwa ALBA są dyktatorskie wiadomo Kuba,ale też Chavez,Morales teraz Zelaya chcą zmienić konstytucje żeby rządzić do końca życia.Myśle że w kilku państwach będzie demokracja przedewszystkim Meksyk,który wraz ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą należy do NAFTA.Także Kostaryka oazja spokoju,myśle że też Argentyna,Brazylia,Chile i Urugwaj gdzie rządzi umiarkowana lewica.Obawiam się Peru,Kolumbii,Haiti i Dominikany,gdzie jakiś populista ala Chavez,Morales dojdzie do władzy i będzie rządził wiecznie.

marcin m
8 lipca 2009 (13:38)
Możliwe...
Nie jest to wykluczone, ale: 1) należy rozróżnić między lewicą i populizmem; jest lewica, która nie jest populistyczna (np. Bachelet w Chile), a np. konserwatywny Uribe, "wróg lewicowych populistów" w regionie, sam gra populistyczną kartą, dążąc do zmiany konstytucji, aby zapewnić sobie reelekcję; 2) nie można twierdzić, że rządy lewicowe są ze swej natury złe; populistyczne - prędzej; 3) należy zadać sobie najważniejsze pytanie: dlaczego tacy ludzie, jak Chavez czy Morales dochodzą do władzy i są tak masowo popierani? (próbowałem na to pytanie odpowiedzieć - http://www.kwasniewskialeksander.pl/foundationb.php?id=63&mode=view) wynika to po prostu z historii i sytuacji gospodarczo-społecznej tych krajów; w regionie rządzili już populiści prawicowi i dyktatorzy, może teraz nadeszła era rządów lewicowych populistów? 4) można podejrzewać, że Zelaya chciał zmienić konstytucje i zapewnić sobie reelekcje, ale nie ma na to dowodów, a sposób w jaki zareagowali jego przeciwnicy jest fatalny... może chcieli dobrze, ale sami złamali prawo i zasady demokratycznego państwa czym ściągnęli na siebie słuszną krytykę m-wą; efekt uboczny jest taki, że środowiska lewicowe w Hondurasie tylko się wzmocniły...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".