Kto ma więcej praw – złodziej czy ofiara?
    policja3 · Internet53 · przestępstwa6
2013-09-20
Michał Rusinek wywołał burzę umieszczając zdjęcia pary złodziei na swoim profilu na Facebooku. Jest to jednak normalna reakcja kogoś, kto został w sposób bezczelny okradziony.

Wygenerowane za pomocą www.glassgiant.com

Rusinek zapewnie i tak jest w lepszej sytuacji niż przeciętny Kowalski, bo jest osobą rozpoznawalną i policjanci będą pewnie postępowali w jego sprawie nieco inaczej niż zwykle. Ktoś inny mógłby zostać potraktowany jako sprawca pogorszenia policyjnych statystyk wykrywalności – bo złożył doniesienie, a winnego może uda się znaleźć, może nie.

Równolegle w Internecie rozpoczęła się dyskusja, czy miał prawo upublicznić wizerunek złodziei. Orzecznictwo polskich sądów w podobnych wypadkach jest niejednoznaczne i być może Rusinek naraził się właśnie na nieprzyjemności. Już jest ofiarą, bowiem został bezczelnie okradziony, teraz może jeszcze ściągnąć na siebie kłopoty natury prawnej. Został już zresztą ostrzeżony przez Policję, że jego postępowanie było nielegalne. Wielokrotnie słyszałem, że nie wolno publikować nazwisk i zdjęć przestępców, bo nie wolno karać podwójnie za to samo. Tylko czy to ma sens?

W połowie czerwca tego roku podobny przypadek miał miejsce w Galway w Irlandii. Trzech podchmielonych młodzieńców włamało się do popularnej piekarni i kawiarni w centrum miasta. Kamery uchwyciły sylwetki włamywaczy. Właściciel lokalu Jimmy Griffin, popularna i szanowana osoba w Galway, umieścił zdjęcia na profilu kawiarni. Post rozszedł się błyskawicznie pośród prawie 7000 osób śledzących tę stronę. Efekt był do przewidzenia – w jednym z komentarzy ktoś podesłał link do profilu jednego ze sprawców. Obywatelskie śledztwo było błyskawiczne i – co najważniejsze – skuteczne. Nikt nie zastanawiał się, czy rozpoczęcie śledztwa w takiej małej sprawie wpłynie na policyjne statystyki wykrywalności. Po prostu – pospolite ruszenie zakończone sukcesem.

To, co umieszczone w sieci, stało się nieodzownym elementem naszego życia. Dlaczego więc przestępcy mają być z tego wykluczeni?

Cała sprawa zakończyła się szczęśliwie dla włamywaczy, bowiem Jimmy postanowił dać im szansę i zapowiedział na swoim profilu, że jeśli sami się do niego zgłoszą, on nie wniesie oskarżenia. Tak też się stało. Cytując Jimmiego: One of the gentlemen in the photographs was man enough to phone me this morning and apologise for the incydent (tłum.: jeden ze sprawców stanął na wysokości zadania i miał odwagę zadzwonić i przeprosić za popełniony wybryk). Biorąc pod uwagę ich niekaralność i dobre opinie od ich pracodawcy Jimmy postanowił odstąpić od oskarżenia. Myślę, że taka nauczka na długo zostanie zapamiętana – nie tylko przez sprawców, ale także podziała odstraszająco jako przykład.

To niejedyny przypadek, kiedy Jimmy w ten sposób korzystał z Internetu – rok wcześniej umieścił na youtube filmik, na którym wyraźnie widać jak złodziej wybiera pieniądze z naczynia, do którego klienci wrzucali napiwki. Tym razem sprawa została zgłoszona Gardai (irlandzkiej policji – przyp. AW), a sprawca ujęty – miał już sporo podobnych kradzieży na sumieniu. Ale i tym razem internauci nie wahali się podać imienia i nazwiska sprawcy w komentarzach pod filmem.

Żyjemy w czasach, kiedy wszystko może znaleźć się w Internecie w przeciągu kilkunastu zaledwie minut. Każdy z nas może łatwo ponieść konsekwencje umieszczenia głupiego komentarza czy zdjęcia. Niejeden już stracił pracę poprzez nierozsądne komentarze na Facebook’u, np. dotyczące swojego pracodawcy(pomijając już fakt czy prawdziwe czy nie). Co więcej, wśród pracodawców wyszukiwanie w Internecie informacji o kandydacie na pracownika stało się zupełnie normalne. Sprawdza się w ten sposób wiarygodność potencjalnego pracownika. Można również łatwo wykryć zdjęcia z wakacji u kogoś, kto ponoć choruje... Konsekwencje mogą być nieprzyjemne dla każdego z nas.

Takie przeszukiwanie w sieci staje się normalne dla pracowników firm ubezpieczeniowych czy Urzędu Skarbowego. Każdy nasz nierozważny wirtualny krok może nas narazić na kłopoty - ale jesteśmy winni sobie sami zachowując się w określony sposób.

To, co umieszczone w sieci, stało się nieodzownym elementem naszego życia. Dlaczego więc przestępcy mają być z tego wykluczeni?

W Irlandii ochrona danych osobowych nie jest tak absurdalnie rozbudowana. W każdej gazecie można znaleźć zdjęcie, imię i nazwisko, a nawet dokładny adres (!) osób skazanych za jazdę pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Wyjątek stanowią przestępcy seksualni – ich twarzy i danych nie upublicznia się.

Podejście jest znacznie bardziej wyważone i nie ma tutaj absurdalnych sytuacji, kiedy dziennikarze piszą o Marcinie P., bo nie mogą podać pełnego nazwiska ze względu na toczące się postępowanie, choć zaledwie kilka tygodni wcześniej rozpisywali się o kłopotach Amber Gold podając pełne dane szefów firmy.

Samemu zdarzyło mi się zagadnąć znajomego Gardai, jak wygląda sytuacja z publikacją danych. Miałem na myśli kamerę – rejestrator samochodowy, gdyż w krótkim czasie miałem kilka sytuacji o włos... Zapytałem, czy takie filmy mogę potem umieścić w Internecie pokazując „mistrzów kierownicy”, którzy narażają innych kierowców na co najmniej sporą dawkę stresu. Ku mojemu zdziwieniu, w Irlandii jest to całkowicie legalne – nawet jeśli nie zamazałbym numerów rejestracyjnych. Kamera już zamówiona... Czekam na inspiracje dla nazwy videoblogu.

We współczesnej rzeczywistości postępowanie każdego z nas może zostać łatwo wyśledzone i każdy z nas może ponieść tego konsekwencje. Ot, choćby jeden młody Irlandczyk kilka dni przed odlotem na wakacje napisał na swoim profilu, że leci do USA i zniszczy Amerykę. Jakież było jego zdziwienie, gdy po wylądowaniu w Stanach został zawrócony do domu... Nie pomogły tłumaczenia, że to żart i chodziło tylko o dobrą zabawę. Amerykańskie służby bezpieczeństwa nie mają widać wielkiego poczucia humoru.

Z tego powodu przestępcy nie powinni być traktowani lepiej niż każdy z nas. Ich postępowanie musi być narażone na upublicznienie. Nie chodzi o piętnowanie, chodzi o ten czynnik odstraszający, bo taka informacja w sieci będzie krążyć prawdopodobnie dłużej, niż leżeć w policyjnych archiwach. Potrzebna jest granica, jak we wszystkim, by nie pojawiały się fałszywe oskarżenia, ale ktoś kto świadomie łamie prawo nie powinien być chroniony prawem bardziej niż ofiara.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".