Ku rocznicy Wołynia
    Wołyń7 · Ukraina136 · Historia27
2013-07-11
Wraz ze zbliżaniem się siedemdziesiątej rocznicy tragedii wołyńskiej Polacy i Ukraińcy stają przed kolejnymi kwestiami do rozwiązania. Czy w obu krajach obchody będą wykorzystane na użytek wewnątrzpolityczny? Czy media zignorują rocznicę bądź będą wyłącznie chciały na niej zarobić? I przede wszystkim – czy na Wołyniu miało miejsce ludobójstwo?

Foto: Wikimedia Commons, Paweł5586, CC

Pod koniec lutego odbyło się w Warszawie piąte posiedzenie Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa pod patronatem ministrów spraw zagranicznych obu państw. Głównym tematem spotkania była zbrodnia wołyńska, a w szczególności działania, które mogłyby doprowadzić do pełnego pojednania Polaków i Ukraińców w tej kwestii.

Spotkanie to można uznać za sukces, co zawczasu nie wydawało się takie oczywiste. Obie strony zgodziły się co do zasadniczych faktów. Dość zgodnie stwierdzono też, że Polska i Ukraina odmiennie interpretują wydarzenia z lat 1943-1944, ale takie różnice są czymś naturalnym. Wskazano na główne problemy utrudniające dialog: zarówno po stronie polskiej i ukraińskiej.

Spór, ale o co

Na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej doszło w czasie II wojny do masowych mordów ludności polskiej, których sprawcami byli Ukraińcy. W ramach akcji odwetowych prowadzonych przez polskie podziemie, śmierć ponieśli również ukraińscy mieszkańcy tych ziem, niemniej straty po stronie ukraińskiej były dużo niższe.

Po polskiej stronie istnieje quasi-konsensus, że zbrodnia wołyńska zasługuje na miano ludobójstwa. W 2009 roku tezę tę sformułował polski Sejm, stwierdzając że na Kresach II Rzeczypospolitej miały miejsce masowe mordy o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójczych[1]. Ukraińcy odrzucają z kolei sformułowanie o ludobójstwie: jest ono sprzeczne z narodową historiografią (Ukraińcy jako ofiary ekspansywnej polityki sąsiadów, bojownicy UPA jako bohaterowie), ponadto słowo ludobójstwo jest zarezerwowane dla Wielkiego Głodu w latach 1932-1933.

Osobiście mam z tezą o ludobójczym charakterze zbrodni wołyńskiej problem, wiążący się w mniejszym stopniu z tym, co działo się na Wołyniu, a raczej z definicją samego pojęcia. Konwencja o ludobójstwie z 1948 roku określa je jako „którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich: a) zabójstwo członków grupy, b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy, c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego, d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy, e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.”[2] Definicja ta jest wysoce nieprecyzyjna, by nie rzec dziurawa. Nie obejmuje działań na rzecz likwidacji określonej grupy społecznej (na przykład walki z kułactwem). Uznaje za ludobójstwo działania na rzecz zniszczenia „części grupy” – ale jakiej części? Połowy, jednej dziesiątej, zaledwie kilku jednostek? Co znaczy „spowodowanie rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy”? Czy to sformułowanie odnosi się na przykład do ofiar wysiedleń (chociażby Polaków z zachodniej Ukrainy do powojennej Polski bądź Ukraińców do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a następnie – w ramach akcji „Wisła” – na tak zwane Ziemie Zachodnie)?

Dwa lata temu na łamach „Spraw Międzynarodowych” odbyła się ciekawa polemika Karola Karskiego i Patrycji Grzebyk na temat możliwości kwalifikacji zbrodni katyńskiej jako ludobójstwa[3]. Ciekawe, czy ich rozważania można by odnieść do tragedii wołyńskiej.

Zbrodnia to zbrodnia

Zarysowały się również różnice dotyczące przyczyn zbrodni, czy też przesłanek, jakimi kierowali się jej bezpośredni wykonawcy. Polacy wiążą mordy na Wołyniu z działalnością OUN-UPA. Przedstawiciele strony ukraińskiej starali się uzasadnić wydarzenia lat 1943-1944 w mniejszym stopniu czynnikiem narodowym, działalnością ukraińskich nacjonalistów, a raczej względami społecznymi. Podkreślali zatem ciężkie położenie ukraińskiego chłopstwa na tych ziemiach, tradycję żakerii à la Jakub Szela, głód ziemi, który miał pchać Ukraińców do mordowania polskich sąsiadów. Taka wizja jest w równym stopniu zrozumiała, jak i budząca sprzeciw. Mało kto zakwestionuje, że Ukraińcy byli najgorzej sytuowaną grupą społeczną na obszarze Wołynia, Podola, Kijowszczyzny przed 1917 roku;[4] również II Rzeczpospolita nie potrafiła wypracować polityki, która uwzględniałaby ich potrzeby i aspiracje.

Niemniej, ataki na polskie wsie miały charakter skoordynowany, co świadczy przeciwko tezie o ich oddolnym, zdecentralizowanym charakterze. Ponadto, wizja tragedii wołyńskiej jako wojny chłopskiej stawia w bardzo złym świetle ukraińskich mieszkańców tych ziem – ukazuje bowiem Ukraińców niemal jako barbarzyńców, których jedynym marzeniem było poderżnięcia gardeł polskim sąsiadom w celu zabrania im ziemi. Wreszcie – co może najważniejsze– zbrodnia pozostaje zbrodnią, niezależnie od tego czy ktoś zabił w imię walki o niepodległość ojczyzny, czy w celu poprawy bytu swojej rodziny.

W tym kontekście pojawia się pytanie: czemu niektórzy ukraińscy specjaliści lansują taką tezę? Myślę, że można to wyjaśnić na dwa sposoby. Po pierwsze, radziecka i w pewnym stopniu poradziecka historiografia miały silny aspekt klasowy – walka o swoje prawa społeczne prowadzona przez warstwy upośledzone jawiła się jako sprawiedliwa, uzasadniona, nawet jeśli była krwawa. Po drugie, uznanie społecznego, niemal indywidualnego („sąsiad zabił sąsiada”) charakteru konfliktu zdejmuje odpowiedzialność za tamtejsze wydarzenia z OUN-UPA, a zatem pośrednio z państwa ukraińskiego.

Tragedia na użytek własny

Niejednokrotnie pojawiały się głosy, że obecnie tragedia wołyńska ciąży na dwustronnych stosunkach bardziej niż w 2003 roku. Wydaje się ona słuszna. Fakt ten wypływa zarówno z uwarunkowań wewnątrzpolitycznych w obu krajach, jak i innych wyzwań.

W Polsce i na Ukrainie zaszły w ciągu minionego dziesięciolecia istotne zmiany polityczne. U progu nowego wieku Polską rządziła postkomunistyczna lewica, a polityka zagraniczna była zasadniczo przedmiotem ogólnonarodowego konsensusu. Konsensus ten obejmował zasadniczo integrację z Unią Europejską i NATO, a polityka Aleksandra Kwaśniewskiego wobec Ukrainy spotykała się jedynie ze sporadyczną krytyką. Zasadniczo jednak sytuacja była lepsza niż po 2005 roku, gdy, wobec wejścia Polski do Unii Europejskiej i relatywnej bliskości dwu głównych sił politycznych – Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej, polityka zagraniczna stała się zakładnikiem wewnątrzpolitycznych rozgrywek. Stało się już niemal normą, że siła rządząca w Polsce jest bardziej przychylna Ukrainie, podczas gdy opozycja wykazuje większy krytycyzm wobec naszych relacji. Klasycznym przykładem jest ewolucja Prawa i Sprawiedliwości, które w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego sprzyjało współpracy z Ukrainą, a po jego śmierci i utracie władzy stało się rzecznikiem bojkotu polsko-ukraińskiego projektu, jakim było Euro 2012.

Na Ukrainie w okresie rządów Leonida Kuczmy sytuacja również była do pewnego stopnia sprzyjająca. Oczywiście, prowadzona przez ukraińskiego przywódcę – często w imię doraźnych interesów politycznych – polityka pojednania historycznego z Polską też napotykała na pewien opór (wystarczy przypomnieć spór o Cmentarz Orląt Lwowskich), niemniej w skali całego kraju nie miało to takiego znaczenia. Obecnie mamy do czynienia z inną sytuacją, powstałą w związku z wejściem do Rady Najwyższej Swobody Ołeha Tiahnyboka. Nowa ukraińska prawica jest bardziej radykalna, od tej z lat dziewięćdziesiątych, a zarazem w mniejszym stopniu orientuje się na Zachód, co może utrudniać dialog polsko-ukraiński. Można sądzić, że zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie pojawi się w tym roku pokusa ze strony niektórych ugrupowań, by wykorzystać obchody siedemdziesiątej rocznicy tragedii wołyńskiej do celów wewnątrzpolitycznych.

Kto nie sprzyja pojednaniu?

Procesowi pojednania nie sprzyjają również – co nie znaczy, że są mu z natury wrogie – szkolnictwo i media, dwa najważniejsze instrumenty pozwalające kształtować opinię publiczną. Nauczyciele niezbyt chętnie uczą o dziejach najnowszych, zwykle słabiej zbadanych, zwłaszcza jeśli są one kontrowersyjne. Często też, w szczególności w Polsce, nie starcza na nie czasu. Po stronie ukraińskiej problemem jest relatywnie niewielkie zainteresowanie narodowej historiografii historią stosunków polsko-ukraińskich w czasie II wojny światowej. Ważnym, choć spornym tematem jest działalność OUN-UPA postrzeganej na zachodzie kraju jak bohaterowie, na wschodzie zaś jak niemieccy kolaboranci. W tym kontekście analizowana jest jednak przede wszystkim walka ukraińskiej partyzantki z Sowietami czy jej relacje z Rzeszą. Antypolska akcja na Wołyniu staje się tematem drugorzędnym.

Również media w obu krajach borykają się z odmiennymi problemami. Po polskiej stronie wyzwaniem jest rosnąca tabloidyzacja – mniej ceni się, zwłaszcza w mediach elektronicznych, rzeczową analizę. Ważniejsze jest przyciągnięcie uwagi widza, wywołanie skrajnych emocji. Temat Wołynia, „przemilczanego ludobójstwa”, nadaje się do tego znakomicie, zwłaszcza jeśli w charakterze ekspertów występować będą kresowiacy i ich przedstawiciele pokroju księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Media ukraińskie w niewielkim stopniu interesują się problematyką międzynarodową, co wynika po części z braku środków finansowych i ubogiej sieci korespondentów zagranicznych. Również stawiają one bardziej na rozrywkę niż na analizę. Większość z nich przytoczy zatem agencyjne doniesienia o polskich czy polsko-ukraińskich obchodach zbrodni wołyńskiej i tyle – nie będzie jednak raczej się wdawać w szczegóły.

W tym kontekście kontynuacja dialogu międzyspołecznego na temat trudnej wspólnej historii obu narodów, zwłaszcza z udziałem młodzieży, wydaje się zadaniem niezwykle ważnym. Jest to również jedno z ważnych zadań, jakie stoi przed Polsko-Ukraińskim Forum Partnerstwa.

Przedruk za wiedzą i zgodą redakcji Nowej Europy Wschodniej

Źródła:

[1]http://orka.sejm.gov.pl/opinie6.nsf/nazwa/2183_u/$file/2183_u.pdf
[2]http://libr.sejm.gov.pl/tek01/txt/onz/1948a.html
[3]„Sprawy międzynarodowe” 2011, nr 2.
[4]D. Beauvois, Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793–1914, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2005.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 2

Błażej
11 lipca 2013 (18:49)
nie tylko straty ludności ukraińskiej było o niebo mniejsze
ale AK wydało zakaz!!!zabijania osób nie biorących udział w walkach, a wiec kobiet, dzieci, starców,....czy tak postępuje ktoś kogo można przyrównać do ludobójców i morderców? Nie. Akcje odwetowe....bardzo złe określenie. To były akcje mające na celu likwidację oddziałów upa, a odwet oznacza mniej więcej mordowanie w okrutny sposób.

Alicja
11 lipca 2013 (19:09)
porównanie Katynia i Wołynia to jednak tylko pozornie
podobne sprawy. Natomiast kompletnie nie rozumiem Szeptyckiego odnośnie Kresowiaków? A co mają być wdzięczni UKraińcom za wyrżnięcie często 4/5 rodzin? Jezu w imię poprawności politycznej musimy każdemu wchodzić w dupę?
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Birma. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wywiad z Michałem Lubiną o jego nowej książce „Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”

O książce "Birma. Historia państw świata w XX i XXI w." oraz o problematyce birmańskiej z Michałem Lubiną rozmawia Roman Husarski.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".