Kuba w rytmie son
    Kuba12 · reportaże z podróży201 · Karaiby5 · Ameryka Północna6
2012-04-29
Luty…. a my lądujemy w Varadero na Kubie, która jest ”jak wulkan gorąca”. To porównanie zaczerpnięte ze znanej piosenki do której słowa napisał Z. Sztaba ( muzyka ludowa ), mówi o tym kraju wielką prawdę – temperatura powietrza około 30 stopni, Kubańczyków rozsadza wielki temperament

nie tylko w muzyce, tańcu, życiu prywatnym, ale także w przeobrażeniach historycznych czy politycznych jakie dokonały się na przestrzeni pięciuset lat.

Kuba to kraj wyspiarski położony między Oceanem Atlantyckim a Morzem Karaibskim skąd niedaleko do Meksyku, Haiti, Jamajki czy Florydy w USA, otoczony zespołem wysp, wysepek zwanych cayo, tworzących w sumie aż pięć archipelagów. Jest ona największą wyspą Antyli. Dominuje bujna zieleń, błękitne niebo i odcienie niebiesko- zielone oceanu przechodzące na horyzoncie w granat. Cały ten malarsko urokliwy świat odbija od białych piasków plaż. Teren bardzo urozmaicony przechodzi od zachodnich nizin aż po wschodnie, górskie przestrzenie. Kraj ten dzieli się geograficznie na trzy części – zachodnią, środkową i wschodnią oraz na liczne powiaty. Długość wyspy sięga 1250 km. a szerokość około 100 km. Zamieszkuje tę wyspę 11 milionów mieszkańców.

Po dość długiej odprawie paszportowo – celnej, w czasie której zrobiono każdemu z turystów zdjęcie, odtransportowano nas do hoteli. Zamieszkaliśmy w hotelu położonym w środkowej części półwyspu Peninsula de Hicacos, który przypominał palmiarnię. W powodzi zieleni mieścił się lobbing, restauracje, bary, pokoje dla gości…Ale nie to jest najważniejsze, lecz natura, a więc ocean z całą gamą niebiesko- zielonych odcieni, białe, prawie dzikie plaże, czyste powietrze, lekki wiatr dający się nie raz we znaki swoją gwałtownością, możliwość uprawiania sportów wodnych, słońce przed którego szaleństwem można się schronić pod parasolami z ułożonych, suchych gałęzi palm, no…i ludzie a przede wszystkim ciekawe zabytki. Gośćmi byli Francuzi, grubi, krzykliwi Kanadyjczycy, bezpośredni, frywolni, rozbawieni Niderlandczycy, Rosjanie, Wenezuelczycy, no i mała grupa Polaków w tym znaczna część emigrantów, których cechowała jakaś nerwowość, rozbiegane spojrzenia, interesowność, poza… Kiedy oni zaczną wypoczywać- pomyślałem sobie.

Kuba - Plaża w Varadero, zdjęcia Aleksanderd TalarkiewiczKuba - Plaża w Varadero, zdjęcia Aleksanderd Talarkiewicz

Początkowo trzeba było pokonywać drobne trudności – a to się nie zamykały drzwi na kartę magnetyczną,a to napięcie 110 uniemożliwiało ładowanie telefonu czy kamery filmowej, więc trzeba było prosić pracowników recepcji o pomoc. Cały dzień czuło się nie narzucającą się opiekę, można było zawsze wybrać coś dla siebie – aerobik, naukę salsy, piłkę plażową, odizolować się w ciszy, wybrać się na wycieczkę, a wieczorem o godz.21.30 oglądać występy artystyczne zespołu baletowego, którym nie powstydziłby się niejeden teatr muzyczny w Polsce ( młodość, wysokie umiejętności techniczne, wyrazistość, wdzięk, czar ), lub spędzić czas w restauracji, kawiarni, barze, gdzie podawano wspaniałe koktajle; Mojito, Cuba Libre, Pina Colada, a przede wszystkim Daiquiri., który jest sporządzany wg receptury Ernesta Hemingwaya. Niektóre z tych barów czynne są aż całą dobę. Obsługa sympatyczna, szczególnie pracownicy recepcji, kelnerzy, pokojowe. U barmanów zwanych cantinero odczuwa się nie raz zmęczenie, które może wynikać ze zbyt dużej ilości gości, temperatury lub z niezadowolenia ze zbyt małej ilości napiwków, które nie są wymuszane, ale lepiej dać, gdyż następny trunek może nie być już tak smaczny.

Aby przebić się przez ten egzotyczny świat i poznać go, musieliśmy zaplanować sobie własne trasy turystyczne i powoli realizować swoje zamierzenia. Podróżować po Kubie można konno, rowerem, taksówką, cocotaxi ( niezwykły, trzyosobowy skuter ), autobusem, pociągiem. Rozpoczęliśmy zwiedzanie od najbliższego terenu, półwyspu na którym znajdował się nasz hotel.

Peninsula Hicacos – bo od niego postanowiliśmy poznawać otaczający świata, to wspomniany półwysep o długości około 20 km. A jest co zwiedzać….Za 5 cuc-ów od osoby (5 euro ) kupiliśmy bilet autobusowy ważny cały dzień i wybraliśmy się w drogę. Wygodne dla nas było to, że można było wysiąść gdzie się chce ( na zaplanowanych przystankach ) i wsiąść ponownie, i dalej podróżować…Pierwszy autobus wypadł z kursu. Zgromadziła się większa ilość turystów i odjechaliśmy z półgodzinnym opóźnieniem. Był to autobus piętrowy, czerwony, z otwartą górą i napisem Autotour Beche Varadero. Siedząc na jego piętrze można obserwować i fotografować widoki, hotele, restauracje, pola golfowe, przystanie morskie…Informacji dotyczących miejsc godnych zwiedzania udzielała konduktorka siedząca na podwyższeniu. Wysiadamy….

Las Americas - dawniej Mansion Xanadu to luksusowa rezydencja położona na malowniczym, skalnym przylądku San Bernardo, nad brzegiem błękitnego Oceanu Atlantyckiego od strony Cieśniny Florydzkiej, wzniesiona przez inż. chemika Alfreda Irenee Dupont’a, amerykańskiego milionera, który na początku XX wieku wykupił od dziedziców hiszpańskich właścicieli część owego półwyspu, by po pewnym czasie sprzedać tę ziemię Amerykanom i Kubańczykom zwielokrotniając w ten sposób swoją fortunę.

Mansion Xanadu to czteropiętrowa rezydencja wzniesiona wg. projektu kubańskich architektów Govantesa i Cabarrocasa .Przy budowie wykorzystano włoskie marmury i różne gatunki drewna, a dach pokryto zieloną francuską dachówką (karbowaną ).Budowa została zakończona w 1929 roku, kosztowała jak na ówczesne czasy zawrotną sumę dolarów (338.000 ). Zlokalizowana została w pięknym ogrodzie pełnym ciekawych roślinnych okazów, obok rozległych, zielonych pól golfowych. Patrząc z perspektywy czasu, można stwierdzić, że jest ona ilustracją przemian politycznych, jakie dokonały się na Kubie. Podczas rewolucji w 1959 roku, Dupont uciekł do Ameryki pozostawiając całą rezydencję w rękach kubańskiego rządu, który postanowił w 1963 roku w tych murach otworzyć ekskluzywną restaurację Las Americas. Zachował się bogaty wystrój – piękna klatka schodowa z czarnego drewna, kasetonowe sufity, marmurowe posadzki, piękna jadalnia, biblioteka a w niej ciekawy księgozbiór oraz fotografie z albumu rodziny Dupont , a na ostatnim piętrze taras z widokiem na ogród, pola golfowe i wspaniałą morską panoramę. Wyposażona w meble dawnych właścicieli przyjmuje gości w sali na parterze i ostatnim piętrze, które zamienione zostały na eleganckie restauracje, zaś goście grający w golfa mogą wynająć luksusowe pokoje za lukratywną cenę. Obecnie można tę rezydencję zwiedzać i podziwiać piękne pejzaże z tarasu bez konieczności zamawiania. Ot … taki piękny gest.

Punta Hicacos – położona jest na wschód od Las Americas. To wspaniały rezerwat przyrody- bogata roślinność, schronienie dla rzadkich, okazów ptactwa i zwierząt ( wstęp 2 cuc-i ).Można także obejrzeć rejon lagun, zatopić się w ciszy i spokoju istniejących tam plaż, odizolować się od świata.

Kuba - Parque Retiro Josone, zdjęcia Aleksanderd TalarkiewiczKuba - Parque Retiro Josone, zdjęcia Aleksanderd Talarkiewicz

Parque Retiro Josone – został założony przez bogatego właściciela zakładu produkującego na wielką skalę rum – JoseUturrio. Nazwa tego parku to romantyczna kombinacja pierwszych sylab imienia założyciela i jego żony Onelli (Jos + One). Jest to malowniczy, pełen barw i świateł park, położony nad stawami połączonymi mostkami w którym rosną wysokie palmy, tropikalne kwiaty i bujna roślinność. Wody tych stawów odbiją cały otaczający świat przyrody oraz dawną rezydencję właścicieli w której obecnie mieści się restauracja. Dominuje w pejzażu kolor zielono- oliwkowy. Można także popłynąć łodziami wsłuchując się w cudowny śpiew ptaków, które tutaj znalazły bardzo dobre schronienie. O umiłowaniu ptactwa, świadczy ciekawy, biało - niebieski gołębnik, spotkany tuż po wejściu do ogrodu.

Museo Muncipal (Muzeum Miejskie) – opuszczając park Josone, po drugiej stronie przebiegającej, ruchliwej ulicy, spotyka się w głębi dość zaniedbanego ogrodu, biało – niebieską willę z drewna, krytą czerwoną, francuską, dachówką. Została ona wzniesiona w stylu kolonialnym, tak modnym na początku XX wieku w USA i w rejonie karaibskim, przez pierwszego właściciela – arch. Leopolda Abreu . On to biorąc pod uwagę piękne położenie rezydencji nad brzegiem oceanu, zaprojektował park, który dzisiaj znajduje się w szczątkowym stanie.

W budynku tym mieści się obecnie muzeum prezentujące ciekawą ekspozycję związaną z historią Varadero jako ośrodka miejskiego i turystycznego oraz kolekcję narzędzi i przedmiotów typowych dla kultury indiańskiej.

Central Parque – centralny punkt Varadero, miasta pozbawionego zabytków. Dominuje niska zabudowa, gdzieniegdzie smutne bloki, a wszędzie kramy z pamiątkami, restauracje, dyskoteki. Central Parque to miejsce mało ciekawe – plac obsadzony drzewami, ławki, tereny do gier sportowych dla młodzieży.

Zapadał zmierzch. Wsiedliśmy do autobusu i pełni wrażeń powróciliśmy zmęczeni całodzienną wycieczką do hotelu na kolację.
Już w Polsce planowaliśmy zwiedzenie stolicy tego kraju kryjącej w sobie tyle tajemnic, w której rozegrały się tak ważne wydarzenia historyczne, gdzie działało wielu twórców i związało z nią swoje życie.

Hawana – aglomeracja zamieszkana przez 2,5 milionów ludności…Jak ją zwiedzić, by jak najlepiej to miasto poznać – indywidualnie z przewodnikiem w ręku, czy taksówką , która nas obwiezie, czy z wycieczką organizowaną przez biuro turystyczne, gdzie zaproponowano kilka opcji ? Zdecydowaliśmy się na trzecią możliwość, na wycieczkę Cita Tour z przewodnikiem w języku francuskim, gdyż nie było polskojęzycznego.

Dotychczas znałem Hawanę tylko dzięki informacjom prasowym, książkom kubańskiego autora Pedro Juana Gutierreza - Brudna trylogia o Hawanie i Tropikalne zwierzę, które nie były publikowane na Kubie, lecz poza jej granicami, między innymi w Hiszpanii i w Polsce oraz filmom – Hawana- miasto utracone w reżyserii Andy Garcii w którym stworzył także ciekawą kreację i Hawana w reżyserii Pollocka.z Robertem Redfordem i Leną Olin. Wspomniane książki mówią o życiu codziennym inteligenta, mieszkańca tej stolicy w dziewięćdziesiątych latach, który został całkowicie zepchnięty na margines życia. Natomiast filmy ukazują Hawanę przed 1959r. i w czasie rewolucyjnych przeobrażeń. To za mało, za mało- muszę tę stolicę bliżej poznać, powiedziałem towarzyszowi podróży i sprawdzić czy mieli rację autor książek i bohater pierwszego z wymienionych filmów, że Hawana jest jak róża, która pachnie, ma piękne płatki, ale ma także kolce.

Wyruszyliśmy na wycieczkę po śniadaniu o godz.7.00.Po dwóch godzinach obserwacji wsi, miasteczek, plantacji bananów, trzciny cukrowej, pięknych pejzażów, dotarliśmy do Hawany, która składa się z trzech części – Hawana Vieja – Centrum Hawana i Prado- Vedado i Plaza. Znaleźliśmy się w Centrum Hawana i zatrzymaliśmy się w bardzo ruchliwym punkcie miasta przed Kapitolem( Capitolio ) - okazałym, jasno szarym gmachem z monumentalnymi, symbolicznymi rzeźbami u szczytu reprezentacyjnych schodów i z kopułą ( 92 m. wysokości),symbolem miasta. Łączy on w sobie styl neoklasyczny z art deco. Budowa tego gmachu na wzór Capitolu w Waszyngtonie wg projektu Govantesa i Cabarrocasa ukończona została w 1929 r. za dyktatury Machado. Stał się on sceną ważnych wydarzeń politycznych, nie raz nawet krwawych ( z jego okien strzelano do demonstrujących robotników ).

Kuba - Pomnik Jose Martiego, zdjęcia Aleksanderd TalarkiewiczKuba - Pomnik Jose Martiego, zdjęcia Aleksanderd Talarkiewicz

W jednej części tego wielkiego gmachu znajduje się Izba Deputowanych, w drugiej Parlament a także ministerstwo nauki, technologii i ochrony środowiska oraz Narodowa Biblioteka Naukowo-Techniczna. Obok, po przekroczeniu Calle San Martin znajduje się wielki, szary gmach Teatru Wielkiego (Gran Teatro de la Habana), zaprojektowany przez belgijskiego architekta Paula Belau. Fasada pokryta jest dekoracyjną rzeźbiarką zwieńczoną wieżyczkami z uskrzydlonymi postaciami. Na szczególną uwagę zasługują cztery grupy postaci, które wyszły spod dłuta włoskiego artysty Giuseppe Morettiego symbolizujące Wiedzę, Muzykę, Teatr, Wychowanie. Uroczyste otwarcie tego teatru, powstałego na gruzach starego Teatro Nuewo- Tacon uświetnione zostało 22 kwietnia 1915 r. premierą Aidy. Na scenie tego teatru gościli Sarah Bernhard, Artur Rubinstein, Ernesto Lecuona, Artur Segowia. Tu działała wybitna tancerka Alicja Alonso założycielka Baletu Narodowego z którym występowała gościnnie w Polsce. Inicjatorka powstałego Muzeum Tańca w Hawanie. Wzdłuż linii frontowej teatru, po drugiej stronie ulicy rozpostarł swoją zieleń Parque Central w środku którego wznosi się z marmuru kararyjskiego, bijący swoją bielą pomnik Jose Martiego ( poeta z II połowy XIX w. autor esejów), dłuta Jose Vilalty y Saavedrę, odsłonięty przez Maxima Gomeza 24 lutego 1905 r. Pomnikowy poeta i bohater narodowy o szlachetnych rysach twarzy wyciąga dłoń jakby wskazywał narodowi drogę postępowania. Na cokole widnieją herb Kuby i symboliczne postaci.

Kolorytu tej szaro-zielonej przestrzeni nadają piękne hawanki w barwnych strojach kolonialnych z koszykiem lub wachlarzem w dłoni, pełne wdzięku, zalotności z którymi można się fotografować, a także ryksiarze proponujący przejażdżkę po stolicy i sznury barwnych, starych, rozkrzyczanych samochodów. Z ich kolorowych tablic rejestracyjnych można zorientować się, czy jest to samochód prywatny, taksówka czy służbowy.

Porzucając tę część stolicy, gdzie obok pięknych odremontowanych kamienic czekają w swojej kolejce następne, z okien powoli jadącego autokaru, dostrzegłem z lewej strony od Kapitolu -Parque de la Fraternidad założony w 1892 r. z okazji czterechsetnej rocznicy odkrycia Ameryki przez Kolumba. Między zielenią parku zauważyłem zatopione w nim pomniki- Jose Martiego, Bolivara, prezydenta USA Abrahama Lincolna oraz fontannę z białego marmuru dłuta Giuseppe Gaggini - Fuente de la India, która jest alegorycznym symbolem miasta. Piękna postać kobieca w koronie, siedząca na cokole, dzierży w dłoniach róg obfitości i tarczę z herbem, a u jej stóp dwie potężne ryby. Autokar zatrzymał się w najmłodszej części miasta, w Vedato, na Plaza de la Rewolucion. Opanowała nas szarość przestrzeni. Dostrzegliśmy bardzo wysoki obelisk (109m.) –Memorial Jose Martiego wzniesiony na planie pięcioramiennej gwiazdy pokryty szarym marmurem pochodzącym z wyspy Isla de la Juwentud. Budowę tego monumentu ukończono w 1958 r. W jego dolnej partii mieści się izba pamięci poświęcona owemu poecie i duchowemu przywódcy a w niej rękopisy, portrety, pamiątki. Obok sala ukazującą historię powstawania placu i pomnika, zaś w sali konferencyjnej odbywają się często koncerty słowno-muzyczne poświęcone imiennikowi. Przed obeliskiem drugi, biały pomnik Jose Martiego na którym jest pochylony, pełen zadumy nad historiozofią dziejów swojego narodu. Na tym placu odbywają się wielkie uroczystości państwowe, tu przemawiał do narodu Fidel Castro. Po przeciwnej stronie, na dalszym planie placu, twarze przywódców rewolucji Che Guevary i Camilo Cienfuegos na ścianach wysokich, szarych bloków jakby zwrócone w stronę wielkiego obelisku.

W tej części miasta godny wielkiej uwagi jest także Cmentarz Kolumba ( Necropolis de Colon ), który założony został w latach 1877 – 1886 ) wg projektu hiszpańskiego architekta Calixta de Loiry. Przestrzeń ta cechuje się planem symetrycznym. Główna brama z trzema łukowatymi wejściami i pięknym symbolicznym pomnikiem ukazującym Miłość, Nadzieję, Wiarę, wykonanym przez kubańskiego artystę Jose Vilalta (1904r.), wprowadza nas na główną aleję cmentarną Avenida Colon. Przecinają ją trzy okrągłe place. Przy środkowym placu znajduje się Kaplica ( Capilla Central ) zbudowana pod koniec XIX wieku. Spoczywają na tym cmentarzu mieszkańcy Hawany, wielu z nich zasłużyło sobie na ludzką pamięć – artyści, politycy, studenci, którzy uczestnicząc w rewolucyjnych przemianach oddali swoje życie. Pamięć o nich utrwalają pomniki w różnych stylach od eklektycznego do śmiałych przykładów sztuki nowoczesnej np. poświęcony studentom poległym w czasie szturmu na pałac prezydenta Batisty w 1957r.Hawańczycy często odwiedzają groby swoich bliskich lub przychodzą, by pospacerować w zielonej enklawie i snuć swoje refleksje.

W porze poobiedniej, aby znaleźć się w najstarszej części stolicy w Hawana Vieja dotarliśmy do słynnej promenady Malecon, miejsca spotkań towarzyskich i zakochanych par. Po drugiej stronie Zatoki Hawańskiej na skalnym cyplu widać Castillo del Morro z latarnią morską, która miała za zadanie obserwować, czy nie zbliża się wróg, zwłaszcza piraci, by chronić statki pełne towarów, płynące z Nowego Świata do Hiszpanii.

Uliczki starego miasta są urzekające. Dominuje w architekturze barok hawański, neoklasycyzm, secesja, styl kolonialny. Część zabytkowych domów jest pięknie odnowiona, inne czekają w swojej kolejności na renowację. Kawiarnie, restauracje, bary zapraszają do swoich wnętrz. Kroczymy szybko uliczkami z przewodniczką, która prowadzi nas wyznaczoną przez siebie trasą. Sycimy się atmosferą, barwnym tłumem z dominacją koloru żółtego, czerwonego i pędzimy do przodu jakby w rytmie son ( muzyka ludowa, która narodziła się na Kubie - połączenie afrykańskiego rytmu z melodyką hiszpańską ). Przy Calle Obispo wpadam do odnowionego eklektycznego hotelu w którym przebywał Ernest Hemingway i do restauracji, usiłuje utrwalić wnętrze kamerą i wypadam, bo muszę nadążyć za grupą. Dochodzimy do Plaza de Armas, który powstał XVII wieku na miejscu Plaza Mayor, centrum życia religijnego, politycznego i wojskowego, ulubionego miejsca przechadzek mieszkańców stolicy. Obecnie przypomina park, gdyż jest pełen egzotycznych krzewów, drzew i czerwonych kwiatów.

Wokół tego eleganckiego placu wznoszą się piękne barokowe budynki. Z boku ma miejsce targ bukinistów – czynne są stoiska ze starymi wydawnictwami książek i czasopism z połowy XX wieku. Zainteresowały nas wydania z kubańskimi klasykami, które podobno nie są wznawiane. Stanęliśmy przed Palacio de los Capitanes Generales mieszczącym się w centrum placu. Powstał on z inicjatywy Gubernatora Felipe Fondesvieli wg projektu Antonio Fernandeza de Trebejos y Zaldivar. Budowę jego w stylu baroku kubańskiego ukończono w 1791r. Był on siedzibą gubernatora i kapituły, a w jego zachodnim skrzydle do 1934r. istniało więzienie. Od 1902 Palacio znalazło się w rękach władz republiki, a od 1967r. funkcjonuje jako muzeum miejskie( Museo de la Ciudad ).Przed pałacem ulica wyłożona kostką brukową z drewna. Sądzę, że jego mieszkańcy dbali o ciszę i pragnęli zniwelować stukot pędzących pojazdów. Wielka, głęboka brama prowadzi nas do wnętrza na duży dziedziniec na środku którego stoi biały pomnik Krzysztofa Kolumba, odkrywcy tej wyspy. A dookoła zieleń tropikalnej przyrody i spacerujący dumnie paw mieniący się swoimi kolorami. Wnętrze tego dziedzińca okalają z czterech stron podcienia i loggie z których prowadzą wejścia do poszczególnych sal z ekspozycją pierwszego parowozu, dyliżansu, powozów, rzeźb o tematyce sakralnej, mebli (jadalnia, sypialnia), obrazów, porcelany, naftowych lamp i szkła. Zachwyt budzą piękne kwiatowe i kryształowe żyrandole mieniące się swoim blaskiem. Jest to kolekcja bardzo bogata, wysokiej klasy, budząca podziw.

Na szczególną uwagę zasługują rzęsiście oświetlony z weneckimi lustrami Salon de los Espejos w którym ogłoszono koniec panowania hiszpańskiego i nastąpiło objęcie władzy przez pierwszego prezydenta oraz Sala Tronowa zaprojektowana dla hiszpańskiego monarchy, która nigdy nie została w tym celu wykorzystana, a także galeria popiersi sławnych postaci Luigiego Pietrasanty zaprezentowana w loggi pierwszego piętra. Opuściwszy to wielkie, szare gmaszysko skierowaliśmy się w kierunku Placu Katedralnego, wokół którego umieściły się ongiś pałacowe rezydencje, dziś są to budynki publicznej użyteczności oraz restauracja El Patio. Naszą uwagę skupiła Katedra Św. Krzysztofa (Catedral de San Cristobal ) pochodząca z XVIII wieku, wzniesiona w stylu kubańskiego baroku i zgodnie z kanonem kościołów jezuickich zbudowana na planie krzyża łacińskiego. Fasada szara ale bardzo piękna, dekoracyjna, z dwiema asymetrycznymi dzwonnicami, wnękami i kolumnami. Do wnętrza świątyni prowadzi troje drzwi .Dla turystów otwarte są środkowe, najszersze i najwyższe. Dano nam tylko przysłowiowe pięć minut na jej zwiedzenie. Wchodzimy. Wnętrze ma kolor beżowy, który kontrastuje z zewnętrznym licem ściany fasadowej. Oświetlone bywa pięknymi kryształowymi żyrandolami, które zawieszone są w łukach między kolumnami. Olbrzymie filary oddzielają nawę główną od niższych naw bocznych z ośmioma kaplicami umieszczonymi po bokach i z tyłu. Ołtarz główny pochodzi z XIXw, którego twórcą jest włoski artysta Giuseppe Bianchini.

Za nim trzy freski Giuseppe Perovaniego .Po prawej stronie olbrzymia figura Św. Krzysztofa, imiennika tej katedry, dłuta hiszpańskiego artysty-Martina de Andujar. Wyrzeźbiona postać charakteryzuje się zakłóconą proporcją, co spowodowane zostało koniecznością częściowego obcięcia nóg, aby można było przenieść tę figurę przez portal. Jest ona okryta żółtoczerwoną szatą,, na lewym ramieniu trzyma malutkie dziecię. Szczególnie czczony bywa 16 listopada. Myślę, że barokowe wnętrze tej świątyni różni się jednak swoją skromną dekoracyjnością, iluzorycznością od europejskich Kościołów np. Il Gesu w Rzymie, poznańskiej Fary czy krakowskiej Św. Anny…Słusznie dodano do terminu barok określenie uściślające- kubański. Wychodzimy ze świątyni i znów spotykamy hawanki w ubiorach kolonialnych chętnie pozujące do zdjęć za określoną sumę. Szczególnie zapisała się w naszej pamięci gruba, dość zadziorna hawanka paląca cygaro oraz osoby kalekie proszące pod kościołem o wsparcie.

Skręcając w prawo dotarliśmy do Palazo de la Familia Pedroso (Artresano), budynku w kolorze biało- niebieskim, w stylu kolonialnym, gdzie znajduje się galeria w której można było kupić upominki kubańskie, wypić drinka lud kawę. Wewnątrz istnieje dziedziniec z podcieniami i loggiami z którego wchodzi się do poszczególnych pomieszczeń galerii. Po półgodzinnym pobycie przeszliśmy do autokaru, który czekał na nas na Maleconie, skąd rozpościerał się widok na Castillo del Moro. Czekających turystów szybko dostrzegli ludzie oczekujący wsparcia. Pojawiła się młoda kobieta usiłująca sprzedać trzy gladiole i banany, które miała w siatce, kalecy mężczyźni, opowiadający tragiczną historię swego losu, będącą wynikiem ich udziału w wojnie. Nie było to nachalne wyciąganie dłoni, lecz forma, która miała w pewnym stopniu zniwelować ich skrępowanie. Spotkali się z ludzką życzliwością.

Opuszczaliśmy powoli Hawanę, która jest piękna jak wspomniana na wstępie róża. Tworzyli ją kiedyś wspaniali artyści pochodzenia europejskiego i kubańskiego, którzy uwiecznieni zostali na ścianie jednej z kamienic starego miasta. Wierzę, że za kilka lat będzie jeszcze piękniejsza, ponieważ przez UNESCO w 1982r. uznana została dziedzictwem kulturowym ludzkości, gdyż stanowi największe kolonialne centrum miejskie w Ameryce Łacińskiej. A kolce – myślę, że posiada je każda wielka aglomeracja, tylko trzeba je dostrzec….Myślę, że zależy to od indywidualnej wrażliwości człowieka i umiejętności postrzegania świata.
Trochę odpoczęliśmy i po kilku dniach postanowiliśmy kontynuować swoje podróże indywidualnie lub korzystać z ofert biura turystycznego.


Kuba - Varadero- Sprzedawcy gadżetów, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Varadero- Pelikany na wodach oceanu, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Plaża w Varadero, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Peninsula Hicacos- Las Americas, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Peninsula Hicacos -.Park Retiro Josone, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Hawana- Capitolio, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Hawana- Pomnik Jose Martiego, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Hawana-Plac Rewolucji - Monument Jose Martiego, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Hawana- Dziedziniec Palacio de los Capitanes Generales, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Hawana- Stara hawanka w stroju kolonialnym paląca cygaro, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Pomnik Che Guevary w Santa Clara, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Trynidad- Urok przeszłości w oczekiwaniu na remont, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Trynidad- Czarna piękność w swoim wnętrzu, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Dzieci powracające ze szkoły - Cienfuegos, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Urok palm, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Kościół Cienfuegos , zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - Plaza Mayor w Trynidad, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba -  Peninsula  Hicacos- Muzeum Miejskie, zdjęcia Aleksander TalarkiewiczKuba - nastroje hawańskiej ulicy, zdjęcia Aleksander Talarkiewicz
Komentarzy: 1

Pawka
3 maja 2012 (13:31)
Kuba w rytmie son
Reportaż bardzo ciekawy, przemyślany,pełen rzeczowych informacji i subiektywnych spostrzeżeń. Styl bardzo obrazowy, język bogaty. Gratuluję!
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".