Kultura memu
    społeczeństwo116 · Internet53 · społeczność internetowa5
2011-12-14
Autor: Otto Katz
Rządzą internetową modą. Wyznaczają trendy. Wokół nich buduje się dziesiątki mniej lub bardziej zabawnych dowcipów. Dostarczają rozrywki Internautom, a z przestrzeni wirtualnej błyskawicznie przenoszą się do codzienności i dają o sobie znać w firmowych biurach, na szkolnych korytarzach, przy kawiarnianych stolikach. Naturalnie chodzi o memy

Mem, czy nie mem

Pojęcie internetowego memu jest mętne, a przez to bardzo szerokie. Może nim być właściwie wszystko. Wycieczkę przez świat tych niezwykłych owoców wirtualnej rzeczywistości warto więc zacząć od przyjrzeniu się historii samego pojęcia. Słowo „mem” nie ma bowiem w swojej pierwotnej formie nic wspólnego z Internetem. Jego korzenie sięgają klasycznej greki i terminu „mimeme”, który oznaczał „naśladować” lub „imitować”. Richard Dawkins, wybitny biolog, popularyzator nauki, wojujący ateista, jeden z największych celebrytów akademickiego świata, potrzebował jednak nieco innego słowa. Pisząc w latach 70' książkę Samolubny gen, która miała potem przynieść mu światową sławę, szukał jakiegoś zgrabnego połączenia pomiędzy „mimeme”, a „genem”. I tak narodził się mem. Swoje karkołomne lingwistyczne zabawy sam Dawkins tłumaczył w sposób następujący: Potrzebna nam nazwa dla nowego replikatora, rzeczownika, który wyrażał by jednostkę kulturalnego przenoszenia albo jednostkę naśladownictwa. „Mimeme” wywodzi się z pasujących nam greckich korzeni, ale wolałbym coś jednosylabowego, brzmiącego trochę jak „gen”. Mam nadzieję, że moi klasycystyczni przyjaciele wybaczą mi, jeżeli skrócę „mimeme” do „memu”.

Koncepcja zaproponowana przez brytyjskiego ewolucjonistę rozprzestrzeniła się bardzo szybko, a kulturoznawcy i socjologowie z całego świata zaczęli się prześcigać w tworzeniu kolejnych definicji. Jak to jednak zwykle z definicjami w socjologii i kulturoznawstwie bywa, każda skupia się na innym aspekcie zjawiska i żadna nie wyjaśnia go w przystępny sposób. Nam jednak nie potrzeba takiego mącenia, bo koncepcja memu wbrew pozorom wcale nie jest taka skomplikowana. Dawkins utrzymywał, że to, czym malutki fragment kwasu DNA jest dla natury, występuje również w jej przeciwieństwie – kulturze.

Podstawowa jednostka przenoszenia informacji w biologii to gen. Można go znaleźć. Zupełnie fizycznie umiejscowić w chromosomach. Mem to jego kulturowy odpowiednik. Chociaż sam w sobie jest znacznie bardziej abstrakcyjny, to na bazie porównania z ewolucjonizmem łatwo można złapać cały koncept. Wszystko, co stworzył człowiek, całość jego kultury, jest zapisywana w takich właśnie memach. Te z kolei, różnymi środkami przekazu, idą dalej, z pokolenia na pokolenie, tworząc nasz wspólny cywilizacyjny dorobek. Po drodze, zupełnie jak ich biologiczne pierwowzory, mogą ulegać zmianom i mutacjom. Nie są także odporne na proces doboru naturalnego. Tak przynajmniej utrzymuje Dawkins i choć jego teoria memetyki, nie bez pośredniej i mocno przypadkowej pomocy Internetu, mocno zakorzeniła się już w powszechnej świadomości, to wcale nie brakuje jej zagorzałych przeciwników.

Wszystko to brzmi strasznie poważnie. Jakieś biologie, kwasy DNA, mutacje, ewolucyjne paralele, no cuda na kiju. Ale jak ta cała abstrakcyjna idea ma się do Internetu? Tutaj sprawa prezentuje się znacznie bardziej rozrywkowo i lekkostrawnie. Memem w sieci może być praktycznie każdy rodzaj treści i to niezależnie od jego objętości, czy nawet sensowności (ba, często popularność jest odwrotnie proporcjonalna do sensu!). Najbardziej widoczne jest to w przypadku tekstów. Szaty memu może bowiem przywdziać zarówno cała zawartość wiadomości przesyłanej pocztą elektroniczną jako głupawy łańcuszek (żywotność tej archaicznej formy pozostaje imponująca – gro osób po czterdziestce nie ustaje w wierze, że jeśli nie prześlą maila do kolejnych 15 znajomych, będzie z nimi krucho), ale także krótkie, chwytliwe hasełka. Słynne na całym świecie „O RLY?”, czyli ironiczne „serio?”, ciągle można tu i ówdzie zasłyszeć lub przeczytać. W Polsce natomiast wielką furorę robił swego czasu komentarz „żal.pl”. Ale co za dużo to nie zdrowo. Nadużywanie tej odzywki przez Internautów sprawiło, że odeszła do lamusa. Dziś napisać „żal.pl” na forum internetowym czy blogu byłoby w równie złym guście, co przyjść na wesele własnej córki w poplamionym dresie.

Królowie memów

Prawie każdy z Internautów słyszał kiedyś o witrynie 4Chan.org, a szczególnie jednej z jej części, zwanej kanałem /b/. Większość jednak, całkiem zresztą rozsądnie, trzyma się od tego z daleka. To największy śmietnik cyberprzestrzeni, wylęgarnia internetowej patologii. Siedlisko głupoty i bezmyślności. A jednak, od czasu do czasu można stamtąd wyłowić prawdziwą perełkę. Ponadto, dziwaczna społeczność 4Chana w zupełnie nieprzewidywalnych momentach potrafi się jednoczyć. Wtedy ich pomysły rozprzestrzeniają się w niewiarygodnym tempie. Dlatego właśnie są oni twórcami kilku memów, które na powierzchni internetowej masy informacji trzymały się długo i dzielnie. Jeśli ktoś przez ostatnie 5 lat zdołał ani razu nie zobaczyć żadnego obrazka z serii LOLcats, to prawdopodobnie nie surfował w tym czasie po sieci nawet przez najkrótszy moment.

Zabawne zdjęcia kotów, z niepoprawnymi gramatycznie, anglojęzycznymi podpisami, ciągle cieszą się bowiem ogromną popularnością. Jeśli kiedyś zastanawiała was miłość, jaką użytkownicy Internetu obdarzyli te urocze czworonogi, to możecie za to podziękować właśnie 4Chanowi. Zdarzyło się wam kiedyś kliknąć link do bardzo pożądanego filmiku na YouTube i przenieść się do piosenki Ricka Astleya – Never gonna give you up? Ten mem-dowcip, zwany Rick Roll także wykluł się na największym imageboardzie na świecie. Doklejany na zdjęcia Pedobear, czyli miś-pedofil? Tak samo. Nie inaczej jest z rysunkowymi twarzami wyrażającymi emocje od złośliwego samozadowolenia (trollface), po dziką furię (rageman, krzyczące „FUUUUU-!”), regularnie pojawiającymi się w krótkich sieciowych komiksach. Popularność 4Chanowi w dużej mierze zawdzięcza także tajemnicza grupa hakerów Anonymus, w takim samym stopniu znana ze swojej działalności, co czczych przechwałek. Wizerunek Anonimowych wykreowany w cyberprzestrzeni wszak też można nazwać memem.

Internet to płynna masa, pozostająca w nieustannym ruchu. Wszystko zmienia się tu jak w kalejdoskopie. Jeden obrazek, filmik, czy hasło niemal z dnia na dzień może stać się passé. Tymczasem coś zupełnie innego, mimo że w odmętach sieci tkwiło już od lat, może nagle urosnąć do miana megahitu. Stać się chwilowym królem memów. Błyszczeć na Facebooku, Twitterze, YouTube, w wiadomościach mailowych, na Demotywatorach, a poza ekranem monitora także na koszulkach, imprezach (rok temu piosenka Gdzie jest krzyż? robiła w niektórych klubach furorę – rola wirusowego rozprzestrzeniania się jej w sieci jest tutaj nie do przecenienia) i przy spotkaniach ze znajomymi. Ignorancją byłoby więc skupienie się tylko na 4Chanie, podczas gdy internetowe memy pojawiają się i znikają dosłownie wszędzie. Na anglojęzycznej Wikipedii jest cały artykuł, który stara się zebrać na jednej liście najbardziej popularne memy. List of Internet phenomena to w tej chwili już ponad 100 pozycji. To jednak ciągle nie jest nawet wierzchołek góry lodowej. Stworzenie pełnej kompilacji tego typu jest wręcz niemożliwe, zaś wśród przeszło setki wymienionych na Wiki hitów Internetu brakuje rzeczy tak popularnych, jak dowcipy o Chucku Norrisie, demotywatory, czy przeróbki słynnych ujęć z filmów 300 oraz Incepcja. A to tylko lista memów o globalnej sławie. Gdybyśmy jeszcze zaczęli dodawać do niej lokalne zjawiska, od wspomnianego „żal.pl”, po Krzysztofa Kononowicza i pomnożyli to przez liczbę języków, w których powstają memy... cóż, dość powiedzieć, że spisanie wszystkiego zajęłoby niewyobrażalnie dużo czasu. A w momencie zakończenia pracy nad takim projektem, w Internecie królowały by już zupełnie nowe hasła, obrazki i filmy.

Memy kształtują nie tylko kulturę sieci. Stały się nieodłącznym elementem codzienności. Błyskawicznie wrastają w język przede wszystkim młodych ludzi. Znajomość tego, co w Internecie jest najnowszym krzykiem mody, to w niektórych kręgach podstawa by nie wypaść „z obiegu”. Wszystko zmienia się jednak tak szybko, że wręcz nie sposób nadążyć za pojawieniem się każdego kolejnego memu. Najnowszym hitem jest hasło „I took an arrow in the knee„ z popularnej gry komputerowej Skyrim, ale zanim się obejrzymy, nikt już nie będzie o nim pamiętał, a wszyscy będą przekrzykiwali się z czymś zupełnie nowym.




Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".