Kwartalniki przy korycie
    Ministerstwo Kultury1 · Fronda1 · Krytyka Polityczna11
2011-03-04
Ministerstwo Kultury ogłosiło listę kwartalników, które w tym roku wspomoże dotacją. Abstrahując od sensowności i celowości tego typu dotacji, którymi za chwilę się zajmę, nie byłoby w tej informacji nic szczególnie ciekawego, gdyby nie fakt, że oprócz bardzo niszowych pism zajmujących się literaturą, teatrem czy innymi dziedzinami sztuki, dotację, w wysokości 140 tysięcy złotych otrzymała „Krytyka Polityczna”.

Jak sam tytuł wskazuje, jest to periodyk, którego głównym obszarem zainteresowania jest polityka. Oczywiście, zajmuje się także kulturą i sztuką, ale z konkretnych pozycji politycznych – tak się składa, że radykalnie lewicowych.

Wniosek o dotację złożył też kwartalnik „Fronda”. Pismo również głównie polityczne, aczkolwiek o orientacji konserwatywno-katolickiej. Ten periodyk pieniędzy z ministerstwa nie dostanie. Komentatorzy z szeroko rozumianego obozu prawicowego rozdarli szaty…. Nie, nie dlatego, że z pieniędzy podatników finansowane będzie lewacka „Krytyka”. Prawicowców oburzyło, że „Fronda”, ani żadne inne pismo prawicowe takiej refundacji nie dostąpi. Czy jest to sytuacja sprawiedliwa? Nie, jest to rażąca niesprawiedliwość i przejaw faworyzowania jednej opcji politycznej kosztem drugiej. Czy zatem solidaryzuję się z pozbawioną dotacji „Frondą” (którą przez długi czas czytałem)? Otóż: nie!

Przede wszystkim zastanówmy się, czy dotowanie czasopism z budżetu (a więc z pieniędzy zabieranych nam w podatkach) ma sens? Moim zdaniem nie ma. Jeśli pragnę poczytać gazetę lub czasopismo to idę to kiosku i kupuję je. Jeśli dany tytuł nie znajdzie wystarczającej liczby nabywców to upadnie (jest to oczywiście pewien model teoretyczny, w latach dziewięćdziesiątych padały dobrze sprzedające się periodyki, mając problem ze zdobyciem reklamodawców, ale to temat na inny tekst). Tak to działa przynajmniej w odniesieniu do dzienników i tygodników. Czemu w przypadku kwartalników miałoby być inaczej?

Ktoś może powiedzieć, że czasopisma poświęcone wysokiej kulturze, sztuce są niszowe, nie znajdują wielu nabywców i bez pomocy państwa by upadły, a spełniają ważną rolę, mimo iż nie przynoszą dochodów. Taki argument jestem w stanie przyjąć do wiadomości. Oczywiście, jeżeli nie stać kogoś na wydawanie pisma na papierze, to swoje teksty może ogłaszać w Internecie (bądź zgrać na jakiś nośnik) po znacznie mniejszych kosztach, więc argument ten jest mniej przekonujący niż kilka lat temu i zapewne z biegiem czasu tracić będzie na sile przekonywania. Przyjmijmy jednak, że jest pewna pula tytułów w sposób wartościowy zajmujących się kultura i sztuką, utrzymywanie których przy życiu przez państwo ma pewien racjonalny cel.

Nie rozumiem jednak, z jakiej racji państwo (czyli podatnik) finansować ma pisma ideowo-polityczne, takie jak „Krytyka Polityczna” czy „Fronda”? Bo inaczej pisma te nie mogłyby się utrzymać przy życiu i nie wyszłyby na papierze? Nawet jeśli, to co z tego? Dzięki rozwojowi techniki ich autorzy mają jak komunikować się z czytelnikami – strony internetowe obydwu kwartalników robią dobre wrażenie.

Na prawicy oburzenie i niepokój budzi zdobywanie coraz to większych wpływów przez środowisko, uważanej za skrajna, „Krytyki Politycznej”. Faktycznie, przed tą –spora przecież – dotacją była tez sprawa otrzymania przez „KP” lokalu na kawiarnię w samym centrum Warszawy na wyjątkowo preferencyjnych warunkach. Faktycznie, „Krytyka” chłonie nasze pieniądze jak gąbka. Czy jednak środowiska prawicowe nie postępowały analogicznie? Zewsząd rozlega się charakterystyczny dla polskiej prawicy cierpiętniczy ton - że znowu ta wstrętna lewica jest forowana, że rząd szykanuje biedną prawicę, kasy podatników na nią nie chce dawać.

Przepraszam bardzo. Z "Frondą" po raz pierwszy zetknąłem się w liceum, w czasie rządów Jerzego Buzka. No i wtedy to pisma prawicowo-konserwatywne dość udatnie ssały, za przeproszeniem „budżetowy cycek”. Oprócz dotacji z pieniędzy podatników były też reklamy zarządzanych przez AWS spółek skarbu państwa, a w numerach "Frondy" imienne podziękowania dla polityków (chyba Mariana Krzaklewskiego, Janusza Tomaszewskiego, o ile pamięć mnie nie myli także Stefana Niesiołowskiego – dosyć to dzisiaj wstydliwe i dla niego, i dla „Frondy”) i biskupów za wsparcie z własnej kieszeni. Szanse na „ustawienie się” były. A że nie potrafiło się ich wykorzystać…

Zresztą powiedzmy sobie szczerze – „Fronda” bardzo dużo zrobiła, żeby tej dotacji nie dostać. Gdyby to było pismo o założeniach takich jak przy pierwszych numerach – czyli za pomocą popkulturowych i kontrkulturowych środków promujące integralnie katolicką wizję świata – to wówczas, jeżeli założyć że praktyka przyznawania dotacji tego typu pismom jest słuszna, na pieniądze faktycznie by zasługiwało, chociażby jako przeciwwaga dla „Krytyki Politycznej”. Tymczasem mało jest, mniej niż kiedyś, we „Frondzie” artykułów o tematyce historycznej czy chociażby zasłużenie kiedyś sławnej „frondowej” krytyki literackiej. Od dobrych paru numerów jest to pismo w zasadzie stricte polityczne. W dodatku poruszające wciąż tematy z tego samego kręgu: „aborcja, geje, Zapatero”. Redaktorzy „Frondy” tworzyli kiedyś tygodnik „Ozon” (wydawany za pieniądze – o ironio! – Janusza Palikota, sam tygodnik zresztą bardzo lubiłem i boleję nad jego upadkiem) i odnosiłem wrażenie, że teraz też robią taki „Ozon”, tylko że cokwartalny, a nie cotygodniowy. Ok, niech robią, tylko czemu w takim razie chcą dotacji od Ministerstwa Kultury, skoro ich pismo jest polityczne, a nie kulturalne? (Żeby nie było – o tym jaka jest „Krytyka Polityczna” świadczy sam jej tytuł, ale redaktorzy „Frondy” naprawdę więcej uwagi mogliby poświęcać zjawiskom z zakresu kultury, z niebanalnej analizy których ich pismo kiedyś słynęło). Zresztą jest to bardzo ciekawe zachowanie – krytykować na łamach rząd Donalda Tuska (znów żeby nie było – jak najbardziej słusznie!), a następnie domagać się od tegoż rządu dotacji. I potem jeszcze dziwić się, czemu nie zostały przyznane, i krzyczeć, jaka to krzywda się dzieje.

Publicyści kojarzeni z prawicą, z Igorem Janke i Łukaszem Warzechą na czele apelowali do ministra Zdrojewskiego o zachowanie ideowej równowagi przy przydzielaniu dotacji. Minister, aby pokazać jaki to jest pluralistyczny przyznał dodatkowe środki na pisma nielewicowe. Postawę obrońców dotacji dla „Frondy” można oczywiście zrozumieć – skoro już całe społeczeństwo zrzuca się na kwartalniki, to niech przynajmniej ta zrzutka będzie jakoś równomiernie, w sposób bardziej sprawiedliwy, redystrybuowana. Czy można zrozumieć postawę redakcji „Frondy” i się z nią solidaryzować – ocenę pozostawiam czytelnikom. Przypominam, że „Frondzie” nikt o dotacje występować nie kazał – redaktorzy sami z pełną świadomością zdecydowali się na ten krok – jak wykazałem w artykule, według mnie mocno dyskusyjny.

Zaś to dopominanie się o rzekomo należne pieniądze po ogłoszeniu, że dotacji nie będzie, zrobiło na mnie bardzo negatywne wrażenie. I nie piszę tego przeciwko „Frondzie” jako takiej. Poruszam głownie jej temat, a nie „Krytyki Politycznej” z prostego powodu. Otóż „Frondę” czytałem przez długi czas, była - i w sporym stopniu nadal jest – mi bliska. Natomiast „Krytyki Politycznej” w życiu bym nie kupił, bo pismo to po prostu mnie nie interesuje. Nie oburza mnie fakt, że „Fronda” jednak dostanie dotacje. Oburza mnie fakt, że opłacamy pisma stricte polityczne – nieważne czy „Krytykę Polityczną” czy „Frondę”. Opłacamy pod przymusem. Gdybym chciał finansować tego typu wydawnictwa, po prostu udałbym się do empiku. I po raz kolejny podkreślam – prędzej zarobiłaby na mnie „Fronda” niż „KryPo”.

Moi prawicowi znajomi – co mnie zdziwiło dotyczy to także prawicy o odcieniu libertariańskim - polemizując ze mną stwierdzali, że nie jest w naszej mocy zlikwidować całkowicie dotacji, więc możemy co najwyżej walczyć o ich sprawiedliwe rozdzielenie. Jak pisałem – jestem w stanie zrozumieć taki tok rozumowania. Zrozumieć – nie znaczy podpisać się pod nim. Jeżeli nikt nie będzie poddawał w wątpliwość sensu istnienie tego typu dotacji, to ludzie po prostu uznają ich istnienie za rzecz naturalną. I będą oburzać się, że do ich kieszeni sięgają „oni” a nie „nasi” zamiast oburzać się, że w ogóle ktoś sięga do ich kieszeni (przecież faktycznie „naszych” możemy poprzeć dobrowolnie). „Świnie się zmieniają, ale my zlikwidujemy koryto” – głosił stary slogan wyborczy Unii Polityki Realnej. Jeżeli za jedno z koryt uznamy dotacje budżetowe dla czasopism (przynajmniej tych o profilu stricte politycznym), to może zamiast walczyć ze świniami o dostęp do niego warto powalczyć o jego likwidację (zwłaszcza że periodyki prawicowe, będąc pomijane przy rozdawaniu dotacji, nie mają szczerze mówiąc wiele do stracenia)?


Komentarzy: 5

Juliusz Sabak
6 marca 2011 (11:12)
W pełni się zgadzam...
Nieczęsto mi się to zdarza, ale tym razem w pełni zgadzam sie z autorem. Temat dotowania różnych inicjatyw z kasy państwowej to moim zdaniem owoc mentalności komunistycznej, a przynajmniej socjalistycznej. Finansowanie z moich podatków różnych politycznych tub i tubek mierzi mnie od dawna. Tak samo jak finansowanie rozdętych, partyjnych struktur. W warunkach nieco bardziej dorosłej demokracji takie akcje jak Fronda i KP istniałyby w pełnych rynkowych realiach, lub ogłosiły się może "Think Tankami" odpowiednich opcji i czerpałyby z pieniędzy partii. Lub z państwowych dotacji dla partii. Dziś są jakimiś dziwacznymi hybrydami... Choć nikt w tej kwestii nie pobije Mediów "Publicznych", ze szczególnym wskazaniem na TVP która za nasze pieniądze, zamiast nas edukować i informować, pcha w nas papkę popkulturalną identyczną jak stacje komercyjne. Próbuje z nimi konkurować, zamiast wypełniać misje które sa im obce. O upolitycznieniu TVP nawet wspominać nie będę, bo po co?

Bartosz
6 marca 2011 (20:55)
autor jakie mam poglądy
prawicowe, konserwatywne, monarchistyczne, libertariańskie...ciężko wyczuć. Ale rację ma. Stado wilków dawniej było stadem baranków. I na odwrót. Tak jest i będzie. Pytanie dlaczego faktycznie MKiDN ma sponsorować ten bajzel, i (Fronda mocno walnęła się oskarżając Geremka o współpracę...toż to dyskwalifikuje. Krytyki nie czytam za słaba, zbyt intelektualna, zupełnie odjechana od realiów. Żizka to może każdy sobie kupić, do tego nie potrzebuję kwartalnika.

Alojzy
6 marca 2011 (23:27)
kawał dobrej roboty
Panie Michale

Tacyt
7 marca 2011 (21:10)
Fronda nie zasługuje na dotację
i słusznie jak autor tutaj wyjaśnił dlaczego. Gorzej z Krytyką, gdyż oni niby krytykują rządzących (cały system) ale robią to w taki sposób, by zawsze to dotykało sfery teorii, jakiś filozof, podpórką z Ziżka, działań w Hiszpanii. Ciekawie często się to czyta, gdyż nie atakują tak ostro polityków jak robią to np. niezależna, w polityce, czy fronda (a ci zmierzają w stronę tych wcześniej wymienionych. Ech

Nazgul
11 marca 2011 (20:29)
brawa za tekst
iście w stylu takim jaki sobie życzę od publicystów, własne zdanie, ale potrafi dokopać sprawiedliwie...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Czy w mediach rozrywka rozbiła misję?

Media przechodzą ostatnimi czasy głęboką metamorfozę. Zmienia się nośnik informacji, a jej „trzon” coraz bardziej zależy od preferencji odbiorcy. Dzieci rosną wraz z tabletami, czas...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".