Kynologiczna polemika z Bronisławem Wildsteinem
    Wildstein12 · Karnowski2 · media publiczne61 · Trójka3
2010-02-23
Gdybym chciał rozłożyć jakąś stację radiową to zatrudnił bym w niej Michała Karnowskiego. Innego zdania jest jednak Bronisław Wildstein, który w tekście „Nagonka medialnej sfory” broni swojego kolegi po fachu przed protestującymi dziennikarzami radiowego programu III.

Wildstein zaczyna tradycyjnie od górnolotnych frazesów, którymi lubi bombardować swoich czytelników, tradycyjnie już przy tym miesza kłamstwo z prawdą, pisze bowiem : „Sprowadzenie dziennikarza do roli partyjnego propagandzisty odbiera mu jego fundamentalną, zawodową kwalifikację. Publicysta musi mieć poglądy na temat zjawisk, którymi się zajmuje — ich brak dopiero powinien budzić niepokój (…) Musi prezentować krytyczny dystans do politycznych instytucji. Partyjna afiliacja taki wyklucza.” Pierwsze zdanie sam Wildstein powinien powiesić sobie nad łóżkiem i czytać na głos przed zaśnięciem, szkoda że nie czytał tego w momencie gdy z nominacji PiS zostawał prezesem TVP, którą następnie rozłożył tak bardzo, że dziś nie ma już co z niej zbierać i w praktyce możemy już zapomnieć o czymś takim jak telewizja publiczna.

Co do reszty...cóż, trudno mi sobie wyobrazić dziennikarza o afiliacji politycznej silniejszej od tej którą ma Michał Karnowski. Przyznam się szczerze, nie jest to publicysta z mojej bajki. W odróżnieniu od blogera Azraela, uważam bowiem że Karnowski nic szczególnie ciekawego ani wartościowego do powiedzenia nigdy nie miał i nie ma. To moim zdaniem klasyczny przykład kariery dziennikarskiej zrobionej li tylko na serwilizmie politycznym, najpierw wobec AWS, a następnie PiS. Jest chyba najlepszym uosobieniem tego czego żaden dziennikarz i publicysta robić nie powinien, czyli trzymając się słów Wildsteina, braku krytycznego dystansu do politycznych instytucji. Postać Karnowskiego jest też moim zdaniem idealnym odzwierciedleniem wszystkich problemów polskiego dziennikarstwa. Karnowski bowiem jest (nie bójmy się tego stwierdzić) dziennikarzem niepopularnym wśród widzów i czytelników. To człowiek do bólu przewidywalny w swoich ocenach, którego sympatii politycznych nawet nie trzeba zgadywać. Dowolny widz w Polsce po dwóch zdaniach Karnowskiego już wie co ten ma do powiedzenia (zawsze to co jest w danej sytuacji najkorzystniejsze dla PiS).



Co gorsza, Karnowskiemu brakuje sznytu Ziemkiewicza, kontrowersyjności Wildsteina, ostrości Warzechy. Nad nim nawet nie można się zlitować tak jak choćby nad trącącą niekiedy myszką lecz posiadającą pewien konserwatywny urok publicystyką Piotra Zaremby. W jego przypadku nie ma ani z kim zejść do rynsztoka, ani z kim wspinać się na Olimp. Można odnieść wrażenie, że Michał Karnowski to dziennikarz nijaki, dla którego jedyną szansą na karierę medialną jest właśnie afiliacja polityczna. Trzymając się stylistyki zaproponowanej przez Wildsteina, można pokusić się o wniosek, że definicja publicysty z powyższego cytatu o wiele bardziej pasuje do większości polskich blogerów politycznych niż do Karnowskiego.

Dalej w swoim tekście Bronisław Wildstein wypływa na najlepiej znany mu akwen czyli walkę z salonem i pisze: „Przypadek Karnowskiego jest jednak egzemplifikacją szerszego problemu, który stanowi o patologii mediów i całego życia politycznego naszego kraju. Normalnie funkcjonujące media powinny wykorzystywać argumenty opozycji, aby przygwoździć władzę i domagać się wyjaśnienia podnoszonych przez jej politycznych konkurentów wątpliwości.” Dla normalnie funkcjonujących mediów przygwożdżenie kogokolwiek nie stanowi istoty ich istnienia. Takie zdanie świadczy jedynie o tym, że owszem mamy do czynienia z patologią, ale w redakcji „Rzeczpospolitej” i kilku zaprzyjaźnionych i spokrewnionych redakcjach i nigdzie indziej. Odnajdujemy tu też szloch pisowskich mediów, który można streścić jednym zdaniem: „to PiS jest w opozycji, więc czemu nie walicie w Platformę!?”. Odpowiedź dla Wildsteina jest prosta jak refren ze starej dobranocki i brzmi „bo wszyscy PiS już znają i „kochają”.

Ponadto według Wildsteina: „Nikt tak jak oni (dziennikarze) nie potrafi wychwycić błędów przeciwników, rozbieżności ich deklaracji i działań, niekonsekwencji” . Najwyraźniej były prezes TVP z nominacji PiS zapomina o tym jak on i jego koledzy bronili władzy w latach 2005-07.Drwiąc wówczas bezczelnie z niepokoju milionów obywateli i ówczesnej opozycji, o stan polskiej demokracji i jej zagrożenie ze strony autorytarnych zapędów koalicji PiS, LPR, Samoobrona kierowanej przez Jarosława Kaczyńskiego. Nic to Wildstein atakuje dalej, tym razem PO i pisze: „PO przy współpracy dominujących mediów udało się zdelegitymizować opozycję, a co więcej, przybić tym, którzy do tego procederu się nie dołączyli, stempel pisowców.(...) To tych, którzy nie przyłączyli się do stadnej nagonki — procederu, który dyskwalifikuje dziennikarzy — dyskwalifikować się usiłuje. Właśnie to dotknęło obecnie niezależnego dziennikarza, Karnowskiego.” PO nikogo nie udało się zdelegitymizować, PiS zdelegitymizował się skutecznie sam swoimi rządami, a SLD współpracą z PiS-em, Platforma nie musiała nic w tej sprawie czynić, tym bardziej media jej przychylne. Najwięcej być może zrobiła Małgorzata Łaszcz z TVN 24, dlatego że w ogóle wpuszcza do studia dziennikarza takiego jak Michał Karnowski. On już PiS zdelegitymizuje skutecznie sam (przy okazji obniżając oglądalność jej programu).

W odróżnieniu od Wildsteina i Piotra Zaremby nie dziwię się protestującym dziennikarzom radiowej „Trójki”...każdy komu jakoś zależy na losie tej stacji powinien trzymać od niej z daleka ludzi takich jak Michał Karnowski mając choćby na uwadze koniec starego „Dziennika” i rolę jaką Karnowski w nim odgrywał. Problem zarówno Karnowskiego jak i samego Bronisława Wildsteina moim zdaniem polega na tym, że stempel pisowców przybili sobie na czołach sami, służąc i warując na potrzeby prezesa i z bezgranicznym oddaniem merdając do niego ogonkiem w latach 2005-07 i później. Dziś nie da się już tego zmyć i może właśnie stąd ta nerwowość publicystów „Rzepy”? A medialna sfora, o której pisze Wildstein ...cóż trzeba było nie warczeć. Psycholodzy zwierzęcy nazywają to zjawisko syndromem wielkiego psa, to sytuacja w której np. Ratlerkowi wydaje się że jest Dobermanem...kończy się to niekiedy dla takiego psiego delikwenta tragicznie...zupełnie tak jak dla niektórych publicystów.

Autor prowadzi bloga: www.benfranklin.bloog.pl


Komentarzy: 2

Bonduel
23 luty 2010 (16:16)
nie podoba mi się felieton
i nie chodzi wcale o Karnowskiego, w sumie już mi się nie chce czytać o Waszych wojnach dziennikarskich, piaskownica Panowie, żenada...jedni i drudzy, lewi i prawi, centrowi i nijacy...gdyby Was odseparować, to nie mielibyście o czym pisać.

Karol
24 luty 2010 (07:57)
zawsze ale to zawsze
jest dobrze przysolić takim postaciom jak Wildstein czy Karnowski. O ile Wildstein ma jednak swoje poglądy, Karnowski to dorobkiewicz, karierowicz pełną gębą. Zawsze pewny siebie i myślący że na wszystkim sie zna. Jest prawicowy do bólu, ale to jednak mniejszy kaliber od w. wymienionego. Ja Wildsteina lubię słuchać (merytoryki) bo jest z czym polemizować, nie lubię jednak jego buty na ekranie. Choć w tym swoim programie w TVP widać pewną zmianę i u niego.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Jan Palikot”, czyli co zagraniczne media donoszą o polskich wyborach

Jeszcze w czasie trwania kampanii wyborczej "The Economist" oceniał ją jako nudną. Jeśli do tego dodamy wynik wyborów gwarantujący polityczne status quo, to łatwiej będzie można zrozumieć,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".