Landsknechci na ziemiach polskich
    historie znane i nieznane28 · historia Rzeczypospolitej28
2008-12-03
Po raz pierwszy w granicach Rzeczpospolitej landsknechci pojawili się prawdopodobnie pod koniec lat dziewięćdziesiątych XV stulecia. Przyczyniła się do tego klęska bukowińska w 1497 r. i pierwszy najazd turecko – tatarski na ziemie polskie w roku 1498. Wówczas to Jan Olbracht uzyskał dzięki poselstwu Mikołaja Rosenberga na sejm w Warszawie pomoc pieniężną i 8 tysięczną armię niemiecką[1].

Oprócz tego cesarz Maksymilian polecił elektorowi brandenburskiemu Janowi Cicero, elektorowi saskiemu Fryderykowi III Mądremu, księciu pomorskiemu Bogusławowi X, księciu miśnieńskiemu Albrechtowi oraz arcb. magdeburskiemu Ernestowi Saskiemu, aby pospieszyli Polsce z pomocą militarną w razie najazdu tureckiego[2]. Powtórnie zwrócił się Rosenberg z tą samą prośbą do cesarza Maksymiliana w 1500 roku na sejmie Rzeszy w Augsburgu. Owocem dyplomacji Rosenberga były posiłki niemieckie, o których wspomina w swej kronice Bychowiec:

„ W leto tysiacza petsot, wielki kniaź Aleksandro posłał do Koruny Polskoie y do Czechow y do Niemiec y neskolko tysiaczey pryniał za peniazi...Tohda pryiede k nemu do Litwy odyn Czech imenem Jan Mirnin, y inne mnohije Czechowe y Niemcy”…[3].

Werbunek najemników czeskich i niemieckich był najprawdopodobniej efektem apelu cesarza do elektorów. Niemieccy landsknechci byli wykorzystywani do działań zbrojnych na ziemiach polskich przez Moskwę w 1513 i 1514 r. Sprowadził ich na moskiewską służbę Michał Gliński, który „...posłał Schleinica Niemca do Sląska, do Czech i do Niemiec, który za pieniądze bardzo wiele rejetrów i knechtów naprzyjmował i do Moskwy przez Inflanty przywiódł[4]. Prawdopodobnie oddziały landsknechtów zwerbowanych przez Glińskiego wzięły udział w bitwie pod Orszą przeciw Polakom. Udział zaciężnych wojsk niemieckich po stronie Moskwy potwierdza również Decjusz w „Księdze o czasach króla Zygmunta”: „Wódz wojsk moskiewskich książę Wasyl nieprzyjaciel chrześcijaństwa, kiedy miał zamiar rozpocząć wojnę z Zygmuntem, królem Sarmacji i Polski, to nie ufał swoim siłom (chociaż zasobów miał pod dostatkiem) i zwrócił się do władców chrześcijańskich po środki potrzebne do tej wojny. Sam bowiem nie śmiał się zmierzyć z takim królem, jakim jest Zygmunt. Najął na służbę do siebie Niemców i Włochów...”[5].

Z całą pewnością wojska landsknechtów niemieckich dowodzone przez Wytrycha von Schonberga i Wilhelma Von Isenburga[6] wkroczyły w granice Rzeczypospolitej i Prus Królewskich podczas zmagań polsko – krzyżackich w latach 1519 – 1521 jako posiłki dla Zakonu.

Oddziały landsknechtów w służbie Zakonu i na żołdzie Gdańska będą występowały od tej pory aż po kres wieku XVI. Landsknechci ciągnęli na służbę do księcia Albrechta i do Gdańska zwłaszcza po zakończeniu wojny szmalkaldzkiej 1546-1547. Stanowili oni trzon armii mistrza Henryka von Gallen w walkach z arcybiskupem ryskim Wilhelmem Hohenzollernem. Mistrz dysponował wówczas siłą 4 tysięcy landsknechtów zaciągniętych na terenie Saksonii[7]. Również Albrecht Pruski przygotowując się do działań zbrojnych w 1556 r. poczynił zaciągi 4 tysięcy landsknechtów na terenie Niemiec[8].

Landsknechci pojawiają się też na służbie Gdańska za panowania Stefana Batorego. Podczas konfliktu zbrojnego między Gdańskiem a królem polskim, ok. 10 tysięcy landsknechtów zostaje wystawionych przez Gdańsk podczas bitwy pod Lubieszowem w 1577 r.[9]. Gdańsk w 1575 r. zbrojnie występuje przeciwko Rzeczypospolitej. Pretekstem było nieznanie elekcji Stefana Batorego w grudniu 1975 r. Batory w odpowiedzi zarządził blokadę Gdańska od strony lądu i wysłał przeciw buntownikom polską jazdę i węgierską piechotę pod dowództwem Hetmana Jana Zborowskiego[10]. Gdańszczanie zaciągnęli wojska niemieckie pod wodzą znanego kondotiera Hansa Winckelbruch z Kolonii[11]. Niemiecki dowódca za wszelką cenę chciał zniszczyć najsilniejsze polskie jednostki stacjonujące w Tczewie i 17 IV 1577 r. stanął z wojskiem pod Lubieszewem na lewy brzegu Motławy[12]. Prawy brzeg rzeki był obsadzony przez wojska polskie. Oddziały oddzielała od siebie zabagniona dolina rzeki i most[13]. W skład wojsk gdańskich wchodziło: sześć kompanii landsknechtów – 3100 ludzi, 400 rajtarów zaciężnych i 400 jazdy miejskiej oraz artylerii złożonej z 7 dział i 30 hakownic[14], oraz zbrojne mieszczaństwo zorganizowane w chorągwie cechowe liczące od 8000 do 10000 ludzi[15].

Wojska polskie były znacznie słabsze. Ich liczba wahała się od 2027 do 2446 ludzi, oraz 6 dział i 28 hakownic[16]. Hans z Kolonii naprzeciw wojsk polskich postawił chorągwie złożone z mieszczan i wzmocnił je 200 żołnierzami, zaś główne siły przeprawiał przez groblę[17], aby zająć wysoki brzeg Motławy i oskrzydlić jednostki polskie. Straże strzegące przepraw (kozacy) poinformowały Zborowskiego o manewrach niemieckich jednostek. Hetman przerzucił część oddziałów w stronę grobli i i rozkazał spalić most[18]. Główne siły polskie zaatakowały wojska Hansa z Kolonii, kiedy niemiecki dowódca przeprawiał swe jednostki na wschodni brzeg jezior[19]. Działa niemieckie zostały zdobyte przez wojska polskie i natychmiast użyte przeciw siłom gdańskim[20] na skutek czego Hans z Kolonii i Gdańszczanie ponieśli klęskę. (Informacje na temat bitwy pod Lubieszewem czytelnik może znaleźć także w: S. Bodniak, Jan Kostka kasztelan gdański, prezes Komisji Morskiej i rzecznik unii Prus z Koroną, i w: S. Herbat, Wojskowość polska i wojny w okresie 1576 – 1648). Landsknechci biorą również udział w dalszych starciach z wojskami polskimi.

Przypisy:
1. M. Plewczyński, Daj nam Boże sto lat wojny, Warszawa 1997, s. 153.
2. J. Tyszkiewicz, Ostatnia wojna z Zakonem Krzyżackim 1519 – 1521, Warszawa 1991, s. 15, 16.
3. Kronika Litewska Bechowca [w:] „Pomniki do dziejów litewskich zebrane przez Teodora Narbutta”, Wilno 1846, s. 70.
4. M. Stryjowski, Kronika polska, litewska, żmudzka…, Warszawa 1846, s. 373.
5. L. Decjusz, Księga o czasach króla Zygmunta, Warszawa 1960, s. 75.
6. J. Tyszkiewicz, Ostatnia wojna z Zakonem Krzyżackim 1519 1521, Warszawa 1991, s. 55
7. M. Plewczyński, Daj nam Boże sto lat wojny, Warszawa 1997, s. 170.
8. Ibid., s. 172.
9. K. Olejnik, Stefan Batory 1533- 1586, Warszawa 1988, s. 287.
10. M. Głosek, B. Łuczak, Bitwa pod Lubieszewem (17. IV. 1577). W świetle badań archeologicznych [w:] Studia i materiały do historii wojskowości, T. XXV, Wrocław 1982, s. 81.
11. Ibid. , s. 82.
12. Ibidem.
13. Ibidem.
14. Ibid., s. 83.
15. Ibid., s. 84.
16. Ibidem.
17. Ibidem.
18. Ibidem.
19. Ibid., s. 85.
20. Ibidem.


Komentarzy: 6

Kot Który Mówi
4 grudnia 2008 (08:44)
Bardzo profesjonalny ...
Wycinek z większego tekstu. Tylko, że trudno doszukać się w nim sensu i intencji autora. Nie dowiadujemy się z niego kim byli landsknechci i dlaczego istotne jest ich pojawienie się "na ziemiach Polskich". Potem ni z gruszki, ni z pietruszki jest przejście do opisu walk Stefana Batorego z Gdańskiem. Całość nie trzyma się kupy, jest bezładna i bezcelowa. Jak dla mnie to jakaś chałtura. Na dodatek chwilami kulawa językowo. Autor pewnie akurat pisze taki tekst i fragment bez najmniejszej zmiany wepchnął na portal. Uważam, że to żenujące. Czytając tytuł liczyłem na kilka ciekawych słów na temat tej barwnej bandy łobuzów.

Historyk wojskowości
5 grudnia 2008 (00:02)
Tekst nie dla każdego?
Jeżeli szanowny internauta nie zna zbyt dobrze historii Polski i nie umie czytać historyczno wojskowych tekstów ze zrozumieniem, to nie powinien tak surowo oceniać dobrze udokumentowanej i rzetelnej pracy na temat oddziałów zaciężnej piechoty pojawiającej się szesnastym wieku na ziemiach polskich. Tytuł tekstu wyraźnie mówi oczym on będzie - autor nie musiał opisać historii formacji landsknehtów, opisał dokładnie wydarzenia jakie maiły miejsce i którym towarzyszyły formacje, o jakich mowa w tytule. Język typowo wojskowy bez kwiecistośći, purysta może się przyczepić tylko po co, nie ma nieprawidłowości językowych. Pozdrawiam

Kot Który Mówi
6 grudnia 2008 (02:47)
Szanowny Historyk Wojskowości...
najwyraźniej musi zaznaczyć swój profesjonalizm i wyższość intelektualną chociaż swym nickiem. tekst może i nie jest tak zły, ale jako część pracy naukowej, a nie samodzielny artykuł na ogólno-publicystycznym portalu. Ja osobiście sobie z tym tekstem radzę, ale nie każdy czytelnik, a raczej większość, doczyta do końa. Teksty są chyba dla czytelników, a nie żeby autor wyrobił normę publikacji? Ergo - uważam że ten tekst jest tu całkiem nie na miejscu, tak samo jak drugi, pochodzący z tej samej pracy naukowej. Do takich publikacji sa portale profilowane bardziej historycznie. Tak samo źle ocenił bym hermetyczny bełkot na dowolny, inny temat.

Historyk wojskowości
6 grudnia 2008 (13:10)
C.D.
Witaj Nieznajomy Nie chciałem w żadnym wypadku urazić Cię jedynie przyznać kunszt autorowi jako historykowi zajmującemu się trudnym i nie do końca opracowanym w Polsce tematem. Masz rację, że tekst nie jest łatwy do odbioru, nie jest jednak bełkotem. Specjalnie zaznaczyłem swoje wykształcenie, żeby ująć się za autorem w sposób profesjonalny i żeby nie pozostawiać zbyt wielu argumentów do dyskusji innym. Jak widzę w temacie wyrabiania norm publikacji też nie jesteś najmocniejszy. Liczą się tylko te, które wychodzą w bardzo hermetycznych pismach naukowych, których tytuły znane są tylko uniwersyteckiej kadrze. Czytając taki tekst (z pisma dla historyków) na tym portalu faktycznie można by stwierdzić, że jest nudny. Jednak autor dokonał wielu uproszczeń dzięki czemu radzisz sobie z tekstem. Jak widzisz takie portale jak MOJE OPINIE mimo iz nie są naukowymi przyciągają też specjalistów, ponieważ piszą na nich ludzie o bardzo dużej wiedzy ( tak jak w dziale historia moich opinii - wiele dobrych tekstów, a niesłusznie skrytykowanych). Zatem proponuję, żebyś sam coś sklecił zobaczymy do czego będzie się nadawać. Pozdrawiam

Kot Który Mówi
11 grudnia 2008 (22:39)
W opowiedzi na CD
Cechą dobrego autora jest umiejętność dostosowania się do poziomu wiedzy czytelnika. Autor tego tekstu potrafi jak chce, na przykład w tekstach o artylerii średniowiecznej. Jest tam dużo informacji, ale też wyjaśnienie, co to śmiegłownica, a co bombarda. W tym tekście nie ma nawet śladu takiego zabiegu. Dla tego napisałem, że nietrafiony jest pod względem portalu, na którym został umieszczony. Może to i dobry tekst, ale do branżowego pisma. Tu jest dla większości czytelników półzrozumiałym, nudnym zakalcem. Też czasem pisuję teksty wysoce specjalistyczne i naprawdę wiem, o czym mówię. A chwyt w rodzaju „ jestem „historyk wojskowości” i to ostateczny argument w dyskusji” uważam za prostacki szantaż niegodny inteligentnego człowieka, tak samo jak tekst „jesteś taki dobry to sam coś napisz”. Tyle z mojej strony. Szkoda że sam autor nie raczył się wypowiedzieć. Widać los tekstu i jego odbiór jest mu całkiem obojętny. W takim wypadku szkoda twojego wysiłku „Historyku wojskowości”.

Kebab
20 grudnia 2008 (09:18)
LOL
historyk wojskowości to akurat specjalizacja naukowa na UW, jeżeli ktoś taką posiada to może się w ten sposób przedstawiać. Rozśmieszyła mnie też wypowiedź : to jest internet człowieku, przeczytać to może każdy, także człowiek na poziomie. Swoją drogą ciekaw jestem cóż to za wysoce specjalistyczne teksty pisałeś kocie. Podaj jakiegoś linka. Poczytamy to podyskutujemy.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Szwajcarska reduta

Rzym i Sparta stały zbrojne i wolne przez wiele wieków. Szwajcarzy zaś są bardzo zbrojni i bardzo wolni. N. Machiavelli "Książę"
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".