Laos, co zostało z Królestwa Słoni, cz. 4
    Laos7 · Indochiny38 · komunizm25 · reportaże z podróży201
2009-12-04
Każdy wjeżdżający do Laosu z pewnością zada sobie pytanie, kim jest ten facet z charakterystycznie zalaną gębą, będącą skrzyżowaniem Buddy Amidy i Mao Tse-tunga, widniejący na każdym banknocie miejscowej waluty - kipów. Na to pytanie można sobie odpowiedzieć na przedmieściach Vientianie, gdzie znajduje się jego dom oraz mauzoleum.

Otóż jest to laotański Deng Xiaoping: Kaysone Phomvihane, przywódca Pathet Lao, który rządził krajem aż do śmierci na początku lat 90. i otworzył kraj na zmiany rynkowe, w duchu swego chińskiego mentora. Podobnie jak Deng, który przez 20 lat rządził Chinami formalnie piastując tylko urząd przewodniczącego kółka brydżowego, tak i Kaysone rządził zza pleców marionetki – sławnego na Zachodzie „czerwonego księcia” Souphanouvonga. Ale to on miał realną władzę, a że głupi nie był – co się wśród komunistów rzadko zdarza – to jemu Laos zawdzięcza dziś to, jak wygląda.

Ku czci Phomvihane na obrzeżach Vientiane zbudowano monumentalno–kiczowaty memoriał przypominający architektonicznie Mauzoleum Mao w Pekinie (tyle, że brzydszy, w co trudno uwierzyć). Przed wejściem stoi gigantyczny pomnik, również stylistycznie nawiązujący do Wielkiego Sternika (z charakterystyczną wyciągniętą ręką w dobrotliwym, gospodarskim wręcz geście). W środku dowiedzieć się można tego, że Kaysone praktycznie sam (no, może jeszcze z pomocą Souphanouvonga) wygnał z kraju Francuzów, Amerykanów i wszystkich serwilistycznych wobec nich zaplutych karłów reakcji. Poza tym pozna się frapujące osiągnięcia gospodarcze Laosu: ilustrują to pożółkłe zdjęcia przedstawiające zbiory pszenicy, ryżu, urzędnika rozmawiającego przez telefon z budki, wielkie hydroelektrownie, a także lodówki, radia i telewizory żywcem wyjęte z późnego Breżniewa. To już nawet nie jest śmieszne. To jest jak sam komunizm: trochę smutne, trochę straszne, a przede wszystkim szarobure.

I rzecz jasna: potężnie zakłamane, a do tego – bardzo umiejętnie. Rzeczywiście nie da się bowiem ukryć, że w 1975 r. walczący od prawie 20 lat Pathet Lao-owcy przejęli władzę głównie dzięki skutkom tzw. „tajnej wojny CIA”. W jej wyniku kraj został doprowadzony do ruiny amerykańskimi dywanowymi bombardowaniami (po dziś dzień Laos pozostaje najbardziej zbombardowanym krajem w historii wojen), a także jankeskim używaniem życia niczym w Sajgonie i psuciem gospodarki sztuczną pomocą. Dzięki temu komuniści zdobyli kraj, ostatniemu królowi pozwolili się połączyć z przodkami w nieznanych okolicznościach (chociaż twarzą rewolucji był jego krewniak „czerwony książę Souphanouvong, w pewnym więc sensie wszystko, czyli władza, zostało w rodzinie) i zaprowadzili „nowe porządki”. Tyle tylko, że – wbrew temu, co tam pokazują, nie były one idyllą, a najzwyklejszą, typowo komunistyczną, próbą inżynierii społecznej. I może sobie taki Niekrasz („Prawdziwy koniec Królestwa Słoni”) pisać, że buddyjscy bonzowie popierają socjalizm (to prawie jak w Birmie, gdzie, za Ne Wina, stwierdzono, że nie ma większych różnic między socjalizmem a buddyzmem), to jednak prawda jest taka, że co jak co, ale za religię się tu wzięto iście po leninowsku. A potem przyszły reformy w chińskim stylu, które doprowadziły ten kraj do obecnego stanu.

Realnego socjalizmu się tu praktycznie nie odczuje, chyba, że przyjedzie się na któreś święto państwowe, np. Laotański Dzień Narodowy, 2 grudnia, pamiątka przejęcia władzy przez Pathet Lao w 1975 r. Wygląda to, jakby było żywcem wyjęte z jakiegoś komunistycznego skansenu: ulice są ozdobione flagami z sierpem i młotem, w stolicy odbywają się marsze ze sztandarami i nomenklaturowe przemowy. Siermiężność tego wszystkiego w połączeniu z otoczeniem (komunizm mieszkańcom dżungli i gór!) daje pewien efekt komiczny, który z pewnością spodoba się amatorom koszulek z Che Guevarą. O skutkach działań „jedynego słusznego systemu” można się tutaj przekonać głównie w szczegółach, nijako przy okazji. Jak chociażby zwiedzając, położony około godziny drogi od Vientiane, zaraz za Mostem Przyjaźni z Tajlandią (nazewnictwo też pozostało stare, przyjaźń między nimi trwa jak między nami a Rosją), jeden z najbardziej niezwykłych i frapujących zabytków Laosu: Park Buddów. Jest to dzieło miejscowego guru Luang Pu, miejscowego prekursora azjatyckiego ekumenizmu, który w swej nauce połączył wierzenia buddyjskie, hinduistyczne i kilka innych. Park jest swoistą egzemplifikacją jego doktryny.

Zbudowany przez jego uczniów, w duchu pierwszych chrześcijan (to znaczy: za darmo), jako Xieng Khuan, co znaczy Duchowe Miasto, ukazuje, poprzez iście nadrealne posągi Buddy, Wiszniu, Śiwy, Durgi i in., kolejne prawdy wiary. A jest co oglądać, bo posągi są naprawdę niezwykłe - a to wielkie niczym dom, a to groteskowo powykręcane, a to z kolei wiejące grozą swych pandemonicznych przedstawień. Ten park ma w sobie coś – i nie jest to tylko wystawa nowoczesnej rzeźby laotańskiej à la Abakanowicz. Liczni bogowie z panteonu tego parku nie byli łaskawi dla naszego guru: musiał uciekać za Mekong w 1975 r. (widać uznał, że buddyzm to nie to samo, co socjalizm, nawet jego ekumenizm miał swoje granice), pozostawiając dzieło swego życia. Ale jego owieczki się nie rozbiegły, uciekły wraz z nim i w Nong Khai, mieście vis à vis Vientiane po tajskiej stronie, zbudowały drugi taki sam park.


foto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubina
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".