Liczba w tytule wzrasta proporcjonalnie do jakości
    muzyka bluesowa3 · muzyka alternatywna274 · muzyka108
2011-03-07
Autor:
Debiutanckie “19″ okrzyknięto najlepszym debiutem, Adele zgarnęła dwie nagrody Grammy i prestiżową BRIT Awards. Teraz wydała “21″. Moim zdaniem – płytę lepszą od poprzedniej. Nie przypominam sobie, żeby w Polsce 3 lata temu Adele ze swoim sukcesem debiutanckiej płyty, pojawiała się nawet w mojej lodówce. Duffy - tak, wtedy ona królowała na naszych listach przebojów. Pamiętam za to bardzo dobrze, że często nuciłam „Chasing pavements”, nie wiedząc nawet za bardzo kto to śpiewa. Nadrobiłam tą zaległość, przesłuchałam drugą płytę Angielki i się w niej zakochałam.

Singlowa „Rolling in the deep” jest tak samo, jeśli nie bardziej chwytliwa i piękna, jak „Chasing pavements”. Nie mogę jednak zarzucić wokalistce że „21” jest zaledwie porównywalną kopią debiutu. Nic z tych rzeczy. Nowe piosenki mają więcej popowego zacięcia, są bardziej chwytliwe, co nie oznacza – broń boże – że zrobione w całości pod komercyjną publikę. W przeciwieństwie do poprzednika, „Rolling in the deep” rusza do tańca, ma wyraźny szybki rytm, taki do ruszania kończyną. To jednak nadal ta sama Adele, z bluesowo – soulowym zacięciem, śpiewająca swoim ciepłym, niskim, lekko piaskowym głosem, który przywodzi na myśl takie divy jak Dusty Springfield, czy Janis Joplin. Przeważa spokojny, balladowy nastrój, choć jeśli trzeba, artystka potrafi okazać ekspresję, jak w singlu właśnie.




„Rumour Has It” rozpoczyna się dziwnie. Początkowo ta piosenka właśnie za początek i chórki, nie trafiła w mój gust, jednak w końcu pozostała na dłużej na playliście. To przepiękna kompozycja, z subtelnie wplecionymi, psychodelicznymi Hammondami w tle i porywającą, finezyjną sekcją rytmiczną. W podobnym rytmie do podziwiania jest jeszcze „I’ll be waiting”. Melodramatyczna strona płyty, to przede wszystkim „Turning tables” z chwytającym za serce fortepianem, czy „Set Fire the Rain” – z powodzeniem balansujące na granicy łzawego patosu i rozdzierającego serce soulu. Adele jest współautorką prawie wszystkich kompozycji. Wyjątek to „Lovesong” z repertuaru zespołu The Cure, który Adele i tak przerobiła na swoja modłę, nadając mu brzmienie delikatnej bossa novy.

Swego czasu prasa bulwarowa rozpisywała się o problemach jakie Adele ma z uzależnieniem. Na szczęście dla fanów aktualnych i przyszłych, a tacy z pewnością się pojawią dzięki „21”, wokalistka zebrała się w sobie i z pomocą specjalistów jak Rick Rubin czy Paul Epworth, wydała świetną drugą płytę. Czas żeby starsze koleżanki po fachu zaczęły brać przykład.

Maria Grudowska


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".