Literacki Nobel dla Niemki z Rumunii
    Nagroda Nobla6 · literatura światowa12 · Herta Müller1
2009-10-10
Cienie z przeszłości rozgonić można atramentem. Herta Müller zdaje się posiadać takie możliwości. Urodzona w roku 1953 w zamieszkałej przez niemiecką mniejszość narodową, części (wówczas) socjalistycznej Rumunii, w regionie Banat niemiecka pisarka jest tegoroczną laureatką literackiej nagrody Nobla.

Herta Muller, nobelprize.org

Wielka radość niemieckiego środowiska literackiego jest tym większa, iż mimo że Müller uważana była za jedną z faworytek do nagrody, to jednak decyzja komitetu w Sztokholmie jest zaskoczeniem. Pozytywnym rzecz jasna. I przy tej okazji rozpoczyna się w Niemczech dyskusja na temat, że to, kto w danym roku dostąpi zaszczytu otrzymania nagrody Nobla, stanowi nierozłączny element spekulacji, towarzyszący przyznawaniu tej nagrody. Wielkość nagrody uzasadnia towarzysząca jej zawsze, tuż przed ogłoszeniem werdyktu jury, adrenalina.

Po Niemcu Günterze Grassie dziesięć lat temu i Austriaczce Elfriede Jelinek w roku 2004 po raz trzeci w tak, jak na historię noblowskich nagród, krótkim czasie, niemieckojęzyczny autor otrzymuje literackiego Nobla. Nagroda wynosi około 970 tysięcy euro i wręczona zostanie 10. grudnia w stolicy Szwecji, Sztokholmie.

Mówi się o tegorocznej laureatce, że jest "kronikarką życia powszedniego pod dyktaturą". Müller spędziła całe swoje dzieciństwo i poważną część dorosłego życia w Rumunii i nazywa je często "szkołą strachu". W jej książkach jest o nim ciągła mowa, są też one jednocześnie świadectwem dyktatury, jej czasu i rządzących nią zasad.

Od początku lat 90. książki Müller ukazały się w tłumaczeniach na ponad 20 języków. W tym i na polski. Polskiemu czytelnikowi Müller znana jest, niestety, dopiero od niedawna. Pierwsze tłumaczenie jej książki pt.: "Herztier" ukazało się w Polsce dopiero w roku 2003 - "Sercątko" (Wydawnictwo Czarne), w której opisuje życie opozycjonistów w Rumunii.

"Zawsze, kiedy stoję przed fotografem, kiedy mówi: w prawo, w lewo, uśmiech, nie uśmiechać się, jego słowa, nawet jeśli wymawiane szeptem, zmieniają się w krzyk rumuńskich oficerów bezpieki. Przesłuchań Securitate, rumuńskiej służby bezpieczeństwa, się nie zapomina. Zamiast drzew, na tle których fotograf chce mi zrobić zdjęcia, widzę ciemny pokój i błysk flesza. Tracę oddech. Zdarza się, że płaczę" - mówi Herta Müller w rozmowie z dziennikarką "Gazety Wyborczej". Rozmowa - rzeka, opublikowana została w ramach dodatku do "GW" ("Duży Format", 21.06. 2009) na długo przed literackim Noblem.

Rozmowa to, jak życie Herty Müller i jak jej książki, wstrząsająca. I czujemy od razu, że do bólu prawdziwa.
A później w tej samej rozmowie przychodzi czas i jest miejsce na słowa o uwarunkowaniach życia w Rumunii tamtych lat. Życia w ramach systemu i życia z bagażem niesionym przez własnych rodziców. Podczas drugiej wojny światowej ojciec Müller był żołnierzem niemieckiej SS.

"- Urodziłam się w roku, w którym Stalin umarł. W niemieckiej wiosce w rumuńskim Banacie. Ojciec opowiadał o wojnie jak o największej przygodzie swego życia. Kiedy był pijany, śpiewał nazistowskie pieśni. Pamiętam jego błyszczące buty. Zawsze, zanim wyszedł z domu, pluł na nie i rozcierał ślinę szmatką", czytamy w tym samym wywiadzie.

Jej pierwsza książka, pod tytułem "Niziny" ukazała się po raz pierwszy dwa razy. Raz, po wielu latach cenzorskich dyskusji i poprawek z wieloma dokonanymi przez władze zmianami i ograniczeniami w Rumunii w roku 1982. Dopiero kolejne wydanie, już bez ingerencji tym razem w Niemczech i dwa lata później uznać można za wydanie prawdziwe i naprawdę pierwsze."Niziny" ("Niederungen") ukazały się w polskim tłumaczeniu daleko po tym, gdy i PRL przestała istnieć, dopiero trzy lata temu.
Ta pierwsza książka opisuje dzieciństwo w szwabskiej wiosce w rumuńskim regionie Banat. Wiosce zamieszkałej przez niemiecką mniejszość. W realiach... socjalizmu, w którym żyją... byli narodowi socjaliści.

"Po ukazaniu się książki mamę ciągali na przesłuchania, chłopi z kołchozu nie chcieli jeździć z nią na traktorze ani wozem, zostawiali samą na polu. Dziadkowi, który całe życie golił się u fryzjera, zakazano wejścia do zakładu. W końcu matka przyjechała do Bukaresztu i prosiła: "Zostaw wieś w spokoju, nie możesz pisać o czymś innym? To ja tam muszę żyć, nie ty" ". - wspomina Müller w tej samej rozmowie w "GW".

W roku 1987 autorka wyjeżdża z ojczystej Rumunii do RFN, do ówczesnego Berlina Zachodniego. W minionych latach staje się jedną z popularniejszych niemieckich pisarek. Dokumentują to kolejne nagrody literackie. Następna czeka na nią już w najbliższych dniach. Tym razem może to być wielce ceniona w RFN "Niemiecka nagroda książki", (Deutsche Buchpreis) wręczana co roku podczas imprezy o światowej sławie, jaką są, coroczne, Międzynarodowe Targi Książki we Frankfurcie nad Menem.

Niemieccy recenzenci zachwycają się nad najnowszą książka Noblistki, pod tytułem "Atemschaukel" (w wolnym tłumaczeniu: "Huśtawka oddechu".)To fikcyjna opowieść o postaci mężczyzny, który w roku 1945 deportowany zostaje do sowieckiego obozu pracy. Także i tutaj Miller nie opuszcza tematyki życia w dyktaturze. Rozszerza ją jeszcze. Książka staje się rodzajem pomnika wobec wszystkich tych członków niemieckiej mniejszości narodowej, mieszkających w regonie Banat i w Siedmiogrodzie, którzy jako robotnicy przymusowi w sowieckich obozach pracy zapłacić musieli za grzechy narodowego socjalizmu. To był za czasów komunistycznej dyktatury w Rumunii oczywiście temat tabu.

A u nas.. Czy to u nas nie jest przypadkiem do dzisiaj temat tabu... Bo w Rumunii oczywiście jest to, i do dzisiaj, temat tabu. I to właśnie o tym, o czym milczy cały kraj, o tym opowiada Herta Müller. A także o doświadczeniach pod dyktaturą towarzysza Ceausescu.

Powieści "Lis już wtedy był myśliwym" ("Der Fuchs war damals schon der Jäger", 1992), "Sercątko" ("Herztier", 1994) i "Dziś wolałabym siebie nie spotkać" ( "Heute wäre ich mir lieber nicht begegnet", 1997) tworzą trylogię o życiu w totalitarnym systemie wszystko kontrolującego państwa, państwa, które wkracza w najdrobniejszy szczegół życia jego mieszkańców. Opisy tego życia do dzisiaj spotykają się w Rumunii z zarzutami, że są one... opluwaniem, kalaniem własnego gniazda. Gdy w ubiegłym roku pisarka wybrała się w prywatną podróż do swojej ojczyzny, również wówczas była... obserwowana. Ale strach zwalczać można i słowami. Tego uczy pisarkę napotkany w życiu jej nauczyciel, tego uczy Müller swoich czytelników w swych książkach. Tego uczy się sama od lat i na nowo.

"Herta Müller jest dokładną obserwatorką, której wyostrzone spojrzenie i polityczna niezależność nie zatrzymują się i przed jej własnymi doświadczeniami. Ona sama określa swe autobiograficzne książki jako rodzaj "auto fikcji". I coś jeszcze ją wyróżnia, postawa moralna i wyrazistość. Jej forma literackiego eseju pasuje do niej dokładnie tak samo, jak opowiadania prozą. Ważne dla Müller są wiersze – kolaże, w których bawi się, jak nożyczkami i klejem, by na ich środku pozostało pojedyncze słowo. To lingwistyczne majsterkowanie jest, jak sama mówi, jej radością, bo proza to już poważna praca" - pisze recenzentka na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

"Cień tego, co autorka przeżyła w obliczu wszechobecnego strachu, jest długi. Herta Müller nie próbuje go odpędzić, on trzyma ją i jej czytelników w napięciu. (…) W ostatnich latach okazała się w Niemczech cała seria powieści, których autorami są wnuki tych, którzy należeli do pokolenia ofiar narodowych socjalistów i wypędzonych. Czy więc jedynie drut kolczasty komunistycznych obozów stanowić ma granicę, której nie wolno przekraczać? W sztuce chodzi przecież zdecydowanie bardziej o to, jak poradzić sobie z taką tematyką. Herta Müller w swojej książce "Atemschaukel" (Huśtawka oddechu) wyśmienicie udowadnia, jak ogromna jest siła mowy. (…) Mowy, która światłem oświetla czasy ciemności", czytamy na łamach "FAZ".

"Nie jestem prawdziwą Niemką, ale nie jestem też prawdziwą Rumunką. Pochodzę z miejsca pomiędzy. W moich książkach nie napisałam jeszcze ani jednego zdania po rumuńsku" - Herta Müller w rozmowie z "GW".


Po polsku ukazały się następujące książki Herty Müller:
Sercątko, tłum. Alicja Buras, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2003, ISBN 83-87391-74-3
Dziś wolałabym siebie nie spotkać, tłum. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004, ISBN 83-87391-95-6
Lis już wtedy był myśliwym, tłum. Alicja Rosenau, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005, ISBN 83-89755-39-4
Król kłania się i zabija, tłum. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2005, ISBN 83-89755-22-X
Niziny, tłum. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006, ISBN 83-89755-60-2
Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie, tłum. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006, ISBN 83-89755-54-8
Głód i jedwab, tłum. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008, ISBN 978-83-7536-020-2

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".