REKLAMA
Litwa w szponach kryzysu
    Litwa6 · kryzys gospodarczy93 · kraje bałtyckie10
2009-05-24
Litewska gospodarka pada. Pada ofiarą nie tylko światowego kryzysu finansowego, ale też fobii swoich władz i społeczeństwa. Każdy kolejny rząd w Wilnie od roku 1990 wiedział, że ma „ziać ogniem jak smok w kierunku Kremla” (określenie jednego z tamtejszych ministrów spraw zagranicznych), ale nie wiedział, jaki ma być kierunek rozwoju kraju. Prócz hasła, że trzeba do NATO i UE (a do tego nie trzeba było żadnej oryginalności ani podejmowania ryzyka) nie wymyślono nic. Również obecnie tamtejsza klasa polityczna nie jest w stanie zdobyć się na jakieś śmiałe koncepcje przeciwdziałania kryzysowi, a tym bardziej wykorzystania choćby częściowo jego skutków na korzyść własnego kraju. Rząd konserwatywnych nacjonalistów premiera Kubiliusa wydaje się być nacjonalistami bez narodu, gotowymi beznamiętnie podzielić po równo nędzę między rodaków.

Elektrownie Ignalina: www.iae.lt

Stan zawałowy

O ile gospodarki tzw. starych krajów Unii powoli się zapadają, o tyle gospodarka litewska wręcz się wali. Towarzyszą zresztą temu podobne odgłosy z dwóch pozostałych państw bałtyckich. Objawy i obawy są w nich wszystkich bardzo podobne.

W latach 2003 – 2007 (oraz w pierwszym kwartale 2008) litewska gospodarka wręcz galopowała do przodu; dochód narodowy wzrastał o 6 do 9 %. W drugim kwartale 2007 liczba zarejestrowanych bezrobotnych stanowiła 4,1 % ogółu siły roboczej tego kraju (wg danych na marzec 15 %). Cały ten przejściowy i niepełny (powszechne narzekania na trudności w związaniu końca z końcem nie cichły) dobrobyt był jednak oparty na pobudzaniu eksportu do krajów UE (2/3 wartości wywozu w 2005), głównie do Niemiec i krajów skandynawskich oraz na przelewach od dwustu tysięcy ludzi (czyli ok. 15-20 % zdolnych do pracy obywateli) pracujących w Anglii, Irlandii, Danii i Niemczech, tudzież zachodnich emeryturach byłych emigrantów politycznych. Niebagatelną rolę odgrywała też elektrownia atomowa w Ignalinie (sprzedaż nadwyżek elektryczności). Koniec końców jednak to wpływy zagraniczne ratowały bilans płatniczy naszych północno-wschodnich sąsiadów, obciążony deficytem handlowym rzędu pół do miliarda euro rocznie. Przy tym dodatkowo pobudzało to popyt krajowy, głównie w budownictwie i na rynku nieruchomości.

Po tym, jak światowy kryzys finansowy brutalnie podciął zapotrzebowanie na towary importowane oraz zagraniczną siłę roboczą w krajach będących najważniejszymi partnerami handlowymi małej Litwy, musiała przyjść na nią wielka bieda. Rynek nieruchomości oraz urzędy pracy odnotowały skalę katastrofalnego wręcz załamania. W Wilnie jest około 2000 mieszkań na sprzedaż, a około 2500 ma zostać dobudowanych do końca roku. Tymczasem zaś liczba mieszkań zakupionych w ciągu miesiąca spadła do 100 (1/3 poziomu sprzed roku). Jest to największe załamanie na stołecznym rynku nieruchomości od czasu upadku Związku Radzieckiego. Ostatniego tygodnia lutego zarejestrowano 10 tysięcy bezrobotnych, w ostatnim tygodniu kwietnia 5 tysięcy, ale ekonomiści ostrzegali, że może to być tylko chwilowe wahnięcie w pożądaną stronę. W pierwszym tygodniu maja w urzędach pracy załatwiono pozytywnie grubo ponad 7 tysięcy petentów. Ruch na lotnisku międzynarodowym w Wilnie został ograniczony do połowy w wyniku niedawnego bankructwa krajowych linii lotniczych. Z Wilna można latać już tylko do 16 miast w Europie, prawie wyłącznie stolic.

Co to oznacza w praktyce? Tak opisuje to „Kurier Wileński”: „Kryzys ekonomiczny coraz bardziej pogłębia się na Litwie, dotyka coraz to nowe warstwy społeczne. Niemal 70 procent społeczeństwa oszczędza na wyżywieniu. Dla jednych oznacza to, kupowanie produktów spożywczych gorszej jakości, dla innych rzadsze wyjścia do kawiarni czy też restauracji. […] Laura, zatrudniona w jednej z firm zagranicznych opowiada: «U nas już od stycznia nastąpiło radykalne pogorszenie: zwolniono ponad 30 procent wszystkich pracowników. Tym, którzy zostali, zmniejszono wypłaty niemalże o połowę. W pracy panuje bardzo napięta atmosfera, jest mobbing, ażeby ci, których nie zwolniono, sami odeszli. Na wolne miejsca zatrudnia się nowe, niedoświadczone osoby, które nie wiedzą nic o zaistniałych zmianach i które przyjmą już nowe, dla nas bardzo złe warunki pracy». Ze słów rozmówczyni wynika, że firmy tak się zachowują dlatego, żeby ratować swój interes przed splajtowaniem. Osoby zwolnione, dla których ta praca stanowiła główne źródło utrzymania, okazują się w tym momencie w sytuacji bez wyjścia. Teraz zostają bez pieniędzy na opłatę za wynajem mieszkania, na produkty żywnościowe, a studenci – też bez pieniędzy na opłatę za studia.”

Cięcia budżetowe jako sposób na zduszenie gospodarki

W grudniu, a następnie w kwietniu rząd premiera Andriusa Kubiliusa wprowadził w życie program cięć budżetowych. Przycięto wszystkie wydatki po równo, a niektóre skasowano całkowicie, jednocześnie podwyższając podatki. Wywołało to komentarze w samym sejmie litewskim i poza nim, które są tak bardzo do siebie nawzajem podobne, że najwyraźniej muszą opierać się na prawdzie. Dla przykładu przytoczę głosy dwóch przewodniczących klubów poselskich, którzy ocenili przegłosowany w kwietniu budżet następująco:

„Sytuacja jest taka, że zmniejszając wydatki szczególnie na projekty inwestycyjne oraz zwiększając podatki, powodujemy zmniejszenie przychodów budżetowych, co znowuż wymaga krajania wydatków publicznych. To prowadzi do nikąd. Chcemy jasnej odpowiedzi o długoterminowej perspektywie, bo dzisiaj proponowane rozwiązania są najwyżej na kilka miesięcy do przodu. Z dużą dozą wątpliwości poparliśmy pierwszy etap cięć budżetowych, poparliśmy teraz również rządowe propozycje co do etapu drugiego, ale jeśli nie otrzymamy odpowiedzi na stawiane pytania, to nie poprzemy nowelizacji, nie zważając nawet na to, że jesteśmy w koalicji.”
(poseł Lajmontas Dinius - Wskrzeszenie Narodowe)

„Nowelizacja zakłada mechaniczne ciecia w sferze wydatków publicznych, nie przedstawiając w zamian przejrzystego planu naprawy sytuacji. Wiemy jedynie, że musimy oszczędzać, żeby zmniejszyć deficyt środków publicznych. Oszczędzanie takie prowadzi jednak do redukcji miejsc pracy i kolejnego niedoboru środków fiskalnych. Niebawem więc znowu będziemy musieli zmniejszać wydatki i koło się zamyka.”
(poseł Kiejstutis Daukszys, Partia Pracy, były minister gospodarki)

Najbardziej znienawidzony człowiek na Litwie

to minister finansów Algirdas Semeta, który stoi za programem zmniejszania wydatków budżetowych połączonego z podwyższaniem podatków. 19 maja opozycja postawiła nawet wobec niego votum nieufności, ale (jak było do przewidzenia) przegrała, uzyskując w glosowaniu 56 głosów (wobec 71 koniecznych do jego usunięcia).

Premier jest w pełni zadowolony z jego działalności, a przynajmniej tak zapewnia. Można mieć co prawda co do tego pewne wątpliwości, skoro pojawiły się pogłoski, że ten polityk mógłby dostać "kopa w górę" na stanowisko komisarza UE d. s. budżetu i finansów, opróżniane właśnie przez nową panią prezydent Republiki Litewskiej - Dalię Grybauskaite (wybraną 17 maja). Zresztą przecież sprawował już podobne stanowisko – był jednym z gubernatorów Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR).

Obecny minister finansów nie jest w żadnej mierze człowiekiem nowym w litewskiej polityce. Z zawodu statystyk, kierował już tamtejszą giełdą papierów wartościowych oraz głównym urzędem statystycznym. Rzeczą istotną jest, że pełnił już stanowisko ministra finansów w latach 1997-99 tj. w okresie poprzedniego kryzysu światowego, związanego z załamaniem tzw. azjatyckich tygrysów. W życiu gospodarczym Litwy jako człowiek podejmujący decyzje społeczno-polityczne jest jednak obecny znacznie dawniej, jako że już w latach 1991-92 kierował tamtejszą prywatyzacją. Bezpartyjny, typowy technokrata, ale to nie wyczerpuje obrazu. Do obecnego rządu wszedł dzięki poparciu Partii Konserwatywnej (założonej przez Vytautasa Landsbergisa i znanej na początku pod nazwą Sajudis). Człowiek znający kilka języków, posługujący się bezbłędnie komputerem i internetem. Człowiek, na temat życiorysu którego nawet w języku litewskim w necie można znaleźć tylko same ogólniki.

Człowiek sprawujący władzę, który w obecnym rozdaniu kart na scenie społeczno-gospodarczej swego kraju ma nader wątpliwe osiągnięcia. Jeszcze nigdy dotąd zrzeszenie zawodowe litewskich artystów nie skierowało pod adresem ministra finansów groźby, że o ile rząd nie wycofa się z decyzji zaprzestania dopłat państwowych do kultury, a jednocześnie bardzo wysokich podatków od dochodów z tytułu działalności zawodowej jej twórców, to ci gremialnie opuszczą kraj.

Co czeka teraz Litwę czyli odliczanie do katastrofy

Wg prognozy ekonomistów prowadzącego szeroką działalność na Litwie szwedzkiego banku Swedbank, opracowanej w końcu kwietnia litewski dochód narodowy spadnie w tym roku o 8,5 %. Ta ocena została poprawiona na gorszą. W końcu marca odnośna prognoza przewidywała spadek o 6 %. 15 maja litewski bank centralny przewidywał już spadek rzędu 15 %. 17 kwietnia ministerstwo finansów oznajmiło, że w bieżącym budżecie brak 351 mln litów na pokrycie najbliższych wydatków. W ramach oszczędności dokonuje się masowych zwolnień urzędników państwowych. Szukając uzupełnienia zmniejszonych dochodów rząd próbował narzucić drobnym kramarzom kasy fiskalne. Wycofał się z tego po burzliwych akcjach protestacyjnych, po czym chwycił się innego środka; sieciom handlowym i innym przedsiębiorstwom wzbroniono odsprzedaży żywności sprowadzanej z innych krajów UE (czytaj: z Polski). Oficjalnie podany powód; przez łańcuch pośredników polska szynka zamieniała się w krajową, tracąc po drodze podstawę do odliczenia od niej VAT-u. W komentarzach internauci drwią sobie z tego, wskazując, że VAT został już zapłacony przy nabyciu towaru po drugiej stronie granicy, a drobni kupcy zapłacą go drugi raz u siebie, jeśli tylko przekroczą miesięczny obrót w wysokości stu tysięcy litów (około 130 tysięcy złotych).

Nie ma co owijać w bawełnę. Gospodarka naszych północno-wschodnich sąsiadów załamuje się w coraz szybszym tempie. Na dodatek w końcu roku czeka ją atomowy cios w zęby – wyłączenie elektrowni atomowej. Obecnie już większość prawie każdego gremium na Litwie, z sejmem na czele, usiłuje do tego nie dopuścić. Czy jednak się uda, nie wiadomo. Sytuacją wokół Ignalińskiej AES, ukazującą los kraju znajdującego się w coraz bardziej niewesołej sytuacji między UE a Rosją, zajmę się jednak osobno.

korzystałem:
http://www.kurierwilenski.lt/index.php?subaction=showfull&id=1239718075&archive=&start_from=&ucat=2,3&ktgr=3
http://www.kurier.lt/?r=12&a=2457
http://www.baltictimes.com/news_lithuania/
http://en.wikipedia.org/wiki/Economy_of_Lithuania#Statistics
http://www.compiler.fi/tradestation/baltics/lithuania/lt-archive/lt-archive2009/lt.week16.09.html
audycje Radia Vilnius w języku angielskim:
http://www.lrt.lt/prenumerata/podcast.php?chid=234933&secid=2&flt=7345
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Abekonomia przynosi efekty

Japończycy i gospodarka kraju Kwitnącej Wiśni ponownie wraca na tory wzrostu gospodarczego, co można zaobserwować od początku roku po odczytach danych dotyczących m.in. produktu krajowego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".