Machaj: Zamiast OFE – propozycja reformy emerytalnej
    Instytut Misesa18 · system emerytalny46 · oszczędzanie3 · OFE28
2011-02-25
Autor:
Żyjemy w trochę dziwnym systemie, którego uzasadnienia ustrojowe kłócą się z codzienną praktyką jego funkcjonowania. Z jednej strony opiera się on na owocach burżuazyjnych wartości i wierze w suwerenność oraz samodzielność jednostek (szeroko rozumianą wolność) — stąd pochodzi sztampowe uzasadnienie demokracji jako rządów wybieranych przez masy.

Z drugiej jednak strony jest to system, który nakazuje traktowanie tych jednostek jako niezdolnych do samodzielnego życia ignorantów i odmawia im prawa do indywidualnej decyzji o oszczędzaniu na starość. W ten oto sposób pozbawia się ludzi prawa do decydowania o swojej emeryturze, natomiast każe się im wybierać swoich przedstawicieli, którzy myślą w perspektywie czteroletniej, a mają podobno przygotowywać efektywny system emerytalny dla społeczeństwa.

Wyjdźmy jednak od założeń przyjmowanych przez zwolenników systemu przymusowego oszczędzania na emeryturę, a argumenty o wyższości systemu dobrowolnego zostawmy na kiedy indziej. Przedstawiamy tutaj propozycję prostej reformy emerytalnej, która naszym zdaniem powinna zostać bez problemów zaakceptowana przez wszystkich zwolenników Otwartych Funduszy Emerytalnych. Przy założeniu, że ludzie są zbyt ignoranccy, żeby odkładać na własną emeryturę, jak mógłby wyglądać system bez OFE?

Więcej na temat systemu emerytalnego w Polsce

Należałoby w całości znieść II filar. Składki, które były tam odprowadzane, bynajmniej nie powinny trafić do ZUS. Zamiast tego obywatel powinien je otrzymywać na indywidualne konto w wybranym przez siebie banku. Zgodnie z niewolniczymi założeniami obecnego systemu nie może ich wypłacać, ale będą one przekazywane na wybrane przez niego instrumenty inwestycyjne. I tak 60% środków należy przeznaczyć albo na obligacje Skarbu Państwa, albo na wybraną przez przyszłego emeryta lokatę bankową (jakąkolwiek dostępną na rynku). Pozostałe 40% środków ma być inwestowane w dowolnej proporcji w obligacje, lokaty albo indeks Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Ten system zachowuje wszystkie zalety systemu OFE, które podaje się, porównując go do systemu ZUS, a do tego ma dodatkowe istotne zalety.

Po pierwsze, proponuje większą dywersyfikację oferty oszczędzania niż obecne oligopolistyczne OFE. Obywatel sam może wybierać, czy 40% środków przekaże na akcje giełdowe, czy też woli inwestować bezpiecznie i przeznaczyć całość kapitału na lokaty i obligacje. Płacąc składki OFE, takiego wyboru praktycznie nie mamy i jesteśmy skazani na inwestycyjne widzimisię menedżerów zarządzających środkami. Po drugie, co wiąże się z powyższym, system ten jest elastyczny, tzn. oszczędzający łatwo może zmienić decyzję. Gdy spodziewa się nadejścia kryzysu finansowego albo usłyszy o upadku Lehman Brothers, może się wycofać z inwestowania w indeks giełdowy i przeznaczyć całość środków na lokaty i obligacje. Ta decyzja leży po stronie przyszłego emeryta – w obecnym systemie nie ma on praktycznie nic do powiedzenia, zaś bodziec do rozwagi po stronie OFE jest w zasadzie żaden.

Po trzecie, ten system jest dużo tańszy niż obecne OFE. Istniejący dziś oligopol odznacza się głównie klasycznym rent-seeking, gdzie prywatne fundusze kapitałowe walczą o publiczne środki i pobiera się wysokie opłaty za zarządzanie nimi niemal w sposób automatyczny (tak jak nakazuje ustawa). Tymczasem badania dotyczące stóp zwrotu z inwestycji w fundusze akcyjne w porównaniu ze wzrostami indeksu giełdowego nie wypadają za bardzo na korzyść funduszy. Po co nam wobec tego opłacani pośrednicy, skoro działają automatycznie i skoro przyszły emeryt sam może zrobić to, co oni, jednym prostym podpisem?

Po czwarte, w omawianym systemie środki mogłyby być z punktu prawnego własnością obywatela, który je oszczędza. Oznacza to, że dużo trudniej byłoby przeprowadzić taką operację, do jakiej szykuje się rząd Donalda Tuska. Opór w przypadku nacjonalizowania środków OFE jest oczywiście dużo mniejszy. Obywatele nie pałają nadmiernym entuzjazmem do podmiotów na rynku finansowym, które korzystają z ich pieniędzy przymusowo pobranych przez państwo. Zwłaszcza że bezpieczeństwo tych funduszy jest gwarantowane publicznymi pieniędzmi. Sprawa wyglądałaby jednak inaczej, gdyby owe środki prawnie zabezpieczyć jako formę własności przyszłego emeryta. Wtedy operacja skoku na te pieniądze byłaby o niebo trudniejsza. Nie oznacza to oczywiście, że nie mogłaby być wykonana, niemniej jednak pojawiłoby się dużo więcej wątpliwości prawnych, nie mówiąc już o oporze społecznym. Wątpię, czy rząd tak łatwo poradziłby sobie z ludźmi, którzy obserwując swoje konto i zarządzając jego środkami, następnego dnia zobaczyliby na nim zerowe saldo, ponieważ te środki musiałyby wpłynąć do ZUS. Na pewno byłoby to dużo trudniejsze niż w przypadku OFE.

Po piąte, system opiera się na istniejących już państwowych gwarancjach, to znaczy na obligacjach Skarbu Państwa albo gwarancjach bankowych. Nie ma zatem konieczności rozszerzania gwarancji państwowych na inne podmioty na rynku kapitałowym — na przykład zaręczania, że fundusze emerytalne mają zabezpieczenie państwowe. Dzięki temu system nie powiększa państwowego parasola ochronnego.

Po szóste, system ten uczy obywatela dbania o własny interes i kapitał. Uczy rozwagi i przyzwyczaja do zasad gospodarki rynkowej.

Zachęcam wszystkich zwolenników obecnego systemu OFE do wyjaśnienia, w czym przedstawiony system byłby gorszy od obecnego i dlaczego nie mielibyśmy go wprowadzić. Zachowuje wszystkie zalety, które podaje się w odniesieniu do OFE, a oferuje mnóstwo ogromnych dodatkowych korzyści.

Okazuje się, że coś z powyższej propozycji pojawiło się w wypowiedzi minister Fedak, której zdaniem należy skończyć z koncesjonowanym rynkiem i wprowadzić większą swobodę wyboru, pozwalając obywatelowi inwestować część pieniędzy w lokaty, albo obligacje. Wywołuje to szum medialny, ponieważ sprawa dotyczy pozostałych 2,3% składek, podczas gdy minister realizuje plan przekazania 5% z powrotem do ZUSowskiej dziury. Jest to krok pomysłowy i przemyślany, gdyż wprowadza trochę zamieszania w środowisku przeciwników ZUS i zmniejsza stopień dyskusji w sprawie nacjonalizacji pozostałych 5% składek.

Ze względu na nasze powyższe wywody z samą ideą możliwości wybierania, w co inwestować należy się zgodzić — pytanie tylko, dlaczego ma to dotyczyć pozostałych 2,3%? Dlaczego w ogóle przekazywać 5% do ZUS? Dlaczego wszystkich pieniędzy, które obecnie trafiają do OFE, nie przekazać w ten sposób w prywatne ręce przyszłych emerytów? Skoro pani minister jakiś czas temu atakowała OFE, argumentując, że rzekomo „powodują” deficyt budżetowy, to czy nie zaatakowałaby za jakiś czas obywateli, oszczędzających tak pieniądze i kupujących obligacje, że teraz oni „powodują” deficyt?

Jeszcze ciekawsza jest natomiast odpowiedź ze strony stronników systemu OFE. Profesor Orłowski stwierdził, że jest to ultraliberalna propozycja, gdyż OFE mają gwarancję państwa, a w propozycji minister nie będzie żadnego zabezpieczenia przyszłych emerytów. Jest odrobina przesady w epitecie „ultraliberalna” — wszak propozycja wyboru między obligacją, lokatą, a ZUS jest i tak regulowaną propozycją. Byłaby ultraliberalna, gdyby te pieniądze można by przeznaczyć na edukację dzieci, kupno pralki, albo zwyczajnie przejeść. Abstrahując już od tego, jak zwróciliśmy uwagę wyżej, że system bankowy ma również gwarancje państwowe. Wszak lokaty są objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, a obligacje same w sobie są gwarantowane przez państwo. Oczywiście, nie oznacza to nigdy absolutnej pewności, ale gwarancje bankowe i obligacje są co najmniej tak samo pewną gwarancją, jak ochrona OFE. A moim zdaniem są nawet pewniejsze, czego dowodem powinno być to, że istniejące gwarancje państwowe w żaden sposób nie uchroniły przed nacjonalizacją składek z powrotem do ZUS. Co w przypadku posiadanych przez obywateli obligacji albo lokat z pewnością nie byłoby tak proste.

Z kolei doktor Wojciechowski z FOR stwierdza, że pomysł musiałby się wiązać z „ograniczeniem wysokości pobieranych opłat, limitami inwestycyjnymi i karami za nieosiągnięcie wymaganej stopy zwrotu”. Najlepsze w tym pomyśle jest właśnie to, że te koncesje i regulacje są zupełnie niepotrzebne, ponieważ o tym w większym niż w przypadku OFE stopniu decydowałby mechanizm rynkowy. Czy dzisiaj ktoś reguluje wysokość opłat za lokaty bankowe? Nie, banki podają kwotę zwrotu netto i nikt się tym nie martwi. Podobnie mogłoby być w tym wypadku.

Czego miałyby dotyczyć limity inwestycyjne? Jak zaznaczyliśmy w propozycji powyżej, te limity byłyby ustalone w taki sam sposób, jak w obecnym systemie z OFE: 60% w obligacje i lokaty bankowe. Pozostałe 40% albo w to samo, albo w indeks WIG, ale tylko w indeks bez możliwości wyboru poszczególnych spółek. O stopy zwrotu wtedy nie ma się co martwić, bo średnio prowadziłoby to do lepszego rezultatu niż tego osiąganego przez OFE, ponieważ obywatel inwestowałby pieniądze w te same instrumenty, ale bez rozrośniętego pośrednika, niemal bezpośrednio. A wysokość pobieranych opłat nie byłaby taka jak w OFE, ponieważ na rynku lokat i w pośrednictwie sprzedaży obligacji jest większa konkurencja. Czy naprawdę trzeba przekonywać zwolenników gospodarki rynkowej i swobody działalności gospodarczej, że im więcej konkurencji i wolności wyboru, tym taniej i lepiej?

Jak OFE będzie nam wypłacać emerytury?

Stąd zachęcam gorąco zwolenników systemu Otwartych Funduszy Emerytalnych, aby porzucili projekt OFE i podchwycili tę parę zdań wypowiedzianych przez minister Fedak. Należy przyznać jej rację i otwarcie zacząć popierać ten pomysł w mediach. I zaproponować, że skoro pomysł jest taki dobry, to niech całe 7,3% będzie rozdysponowywane indywidualnie przez obywatela. Naprawdę jest to koncept, który zawiera w sobie wszystkie zalety systemu OFE, a do tego oferuje bezcenne dodatkowe zalety i pozbywa się kilku poważnych, uciążliwych wad.

Autor Mateusz Machaj jest głównym ekspertem Instytutu Misesa
Tekst pierwotnie ukazał się na stronie Instytutu Misesa


Komentarzy: 3

ETFKO
26 luty 2011 (22:41)
O zaletach globalnego inwestowania
Gratuluję Autorowi nowatorskiego podejścia do zagadnienia. Po raz pierwszy spotkałem się z propozycją indeksowania jako sposobu budowy portfela polskiego emeryta. Na łamach ETFKO wielokrotnie pisałem o korzyściach płynących z indeksowania za pomocą funduszy ETF. Przy czym ja postuluję globalizację portfela indeksowego. Bo niby dlaczego ograniczać się do polskiego podwórka? Skąd ta pewność, że to właśnie polskie akcje dadzą zarobić najwięcej? ETFy do portfela poleca Bundesbank http://etfko.blogspot.com/2011/01/buba-ostrzega-przed-uleganiem-iluzji-i.html Lobbystka OFE strzela sobie w stopę http://etfko.blogspot.com/2011/01/indeks-gora.html Płatna lobbystka towarzystw emerytalnych przyznaje: „WIG był lepszy”. "Szefowa IGTE próbowała też odeprzeć argument, że wyniki funduszy są słabe. - Lepsze wyniki dał tylko WIG!". http://emerytury.wp.pl/kat,2752,title,OFE-sa-be-IGTE-bzdura-jestesmy-tani-i-efektywni,wid,12954660,wiadomosc.html Proszę Państwa. Warto zapamiętać tę wypowiedź. Toż to pięknie oszlifowany diament, wypowiedź z tupetem do potęgi n-tej. To się nazywa wciskanie ciemnoty w celu uzyskiwania olbrzymich profitów do przepastnych kieszeni pobierających haracz. Ta pani powiedziała tak: „Lepsze wyniki dał tylko indeks. Owszem, tani zakup indeksu jest możliwy gdzieś tam w szerokim świecie. Ale tu, na naszej ojczystej prowincji na szczęście nie ma takiej możliwości, żeby przyszły emeryt miał prawo wyboru pomiędzy tanim i dającym lepsze wyniki indeksowaniem, a aktywnym zarządzaniem przynoszącym szeregu wyżej postawionym osobom sowite profity. W końcu to z myślą o nich, ich rodzinach i znajomych (żeby było komu dać cieplutką posadkę) tworzona była reforma emerytalna.” Dla Czytelników ETFKO nie jest zaskoczeniem fakt, że indeks okazał się lepszy. Pisałem o tym wielokrotnie. Zadziwić może jedynie tupet biorących udział w łupieniu przyszłych emerytów. Żeby fundusze aktywnego zarządzania mogłyby być konkurencyjne dla indeksowania, powinny dopłacać ich uczestnikom (w przypadku OFE przyszłym emerytom) różnicę pomiędzy wynikiem uzyskanym przez indeks i swoim. Jednak tak nie będzie, bo nie leży to w ich interesie. I niech tak zostanie. Ale dlaczego przyszły emeryt zmuszony jest do finansowania przedsięwzięcia, które ewidentnie działa na jego niekorzyść? Dlaczego tak musi być? Bo tak chce płatna lobbystka nie dbająca bynajmniej o interes przyszłego emeryta? O zaletach globalnej indeksacji portfela Choćby ekonomiści przekonywali, że to polski PKB będzie rósł w rekordowym tempie przez najbliższych kilkanascie lat, i gdyby nawet to ich proroctwo się spełniło, to nie będzie to oznaczać, że wartość polskich akcji wzrośnie bardziej niż np. niemieckich, czy też japońskich. Oczekiwany wzrost PKB a przyszły wzrost indeksu (2) Wzrost gospodarczy nie znajduje prostego przełożenia na wzrost indeksu akcji danego kraju. Dlaczego tak się dzieje. Według mnie jest kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Przyczyna najważniejsza: 1. Ryzyko musi być opłacone Zyskowność akcji nie zależy od samego wzrostu gospodarczego. Zyskowność jest pochodną ryzyka (niepewności) do oczekiwań wzrostu gospodarczego, czy też wzrostu zysku (poszczególnych spółek). I tak w przypadku krajów postrzeganych jako ryzykowniejsze, wzrost gospodarczy honorowany jest wyższymi wzrostami indeksów. I na odwrót. Chiny są postrzegane jako pewniak? To gdzie tu miejsce na element zaskoczenia? To samo zjawisko ma miejsce na poziomie poszczególnych akcji. To dlatego na rynku blue chipów tak rzadko mają miejsce spektakularne wzrosty. Dużo więcej można zarobić na spółkach, które zaczynają kolejne życie (niczym Feniks z popiołów). Ale uwaga! Po pierwsze nie wszystkim się uda to zmartwychwstanie. Po drugie wcale nie znaczy to, że dobry portfel jest skonstruowany z samych ryzykownych składników. Chociaż w czasie hossy takie może być powszechne przekonanie. „Im ryzykowniej, tym zyskowniej, czyli tym inteligentniej”. A później przychodzi kolejna faza rynkowa (większe lub mniejsze ochłodzenie) i na rozgrzaną głowę wylewany jest kubeł zimnej wody..... 2. We wzroście PKB partycypują inne firmy Na wzroście PKB wcale nie muszą najbardziej korzystać firmy już notowane na giełdzie. Zarabiać mogą z powodzeniem firmy niepubliczne. Wie o tym Buffett i bije S&P500, o czym mogą tylko pomarzyć zarządzający funduszami akcji, dla których ten indeks jest benchmarkiem. 3. Firmy zagraniczne korzystają ze wzrostu krajowego PKB Chińczycy się bogacą? To wspaniała wiadomość dla firm z Developed Markets! Bo to oznacza, że Chińczycy zjedzą więcej mięsa (w tym hamburgerów), wypiją więcej napojów gazowanych, będą kupować kosmetyki produkowane przez firmy zagraniczne w sklepach należących również do firm zagranicznych, będą kupować coraz więcej komputerów z USA, samochodów z Europy i Japonii itd. Niedawno przeczytałem, że jedynie ok. 30% Hindusów używa pasty do zębów. Jaki potencjał wzrostowy dla Colgate Palmolive! A proszę przy tym pamiętać, że przynajmniej na początku, te produkty wcale nie muszą być takiej dobrej jakości, jak te sprzedawane na głęboko nasyconych rynkach. Producent za podobną cenę może zaoferować produkt gorszej jakości (i zaoszczędzić na komponentach). I miejscowy lud to kupi. Zwłaszcza w hipermarkecie na promocji. Rynek polski jest tutaj niestety dobrym przykładem. Wzrost PKB nie ma prostego przełożenia na wzrost indeksu Panujące powszechnie przekonanie, że im większy wzrost PKB, tym większa rentowność indeksów akcji, nie ma pokrycia w rzeczywistości. W minionym dziesięcioleciu rynki emerging markets dały zarobić więcej niż developed markets. Ale nie ma żadnych przesłanek ku temu, żeby miało być tak samo w kolejnym dziesięcioleciu. Nie odradzam, ani nie namawiam do inwestowania w emerging markets. Każdy inwestujący powinien jednak zdawać sobie sprawę, dlaczego „rynki wschodzące” dawały zarobić więcej. Ryzyko musi być opłacone. Niestety ryzyko ≠ gwarancja dużego zysku. Duży zysk jest tylko potencjalny. Podobnie jak duża strata. A przyszły polski emeryt jest zainwestowany w OFE w 100% w polskie papiery. Akcje i obligacje rządowe. Za zakup i zarządzanie przyszły emeryt płaci krocie. Jako rozproszenie ryzyka tenże emeryt na dorobku ma zapisy elektroniczne w ZUS, które żadną obietnicą nie są. Tak orzekł sam Trybunał Konstytucyjny. Jak pieniądze będą, państwo może wypłacać emerytury. Jak pieniędzy nie będzie, państwo takiego obowiązku nie ma. Za to potencjalny emeryt składki opłacać musi. Tak orzekł Trybunał Konstytucyjny. A lud na to się godzi. A w ogóle skąd to przekonanie, że to akurat rynek warszawski będzie za lat X tym, który da najwięcej zarobić? Niedorzeczność. Bo niby dlaczego nie Malezja, Indonezja, Meksyk, Japonia, USA, Niemcy ...? Czyżby twórcy polskiego systemu emerytalnego posiedli tajemną wiedzę nieznaną nawet noblistom??? Niech się nią podzielą z przyszłymi emerytami. Oni chcą wiedzieć, jakaż to genialna myśl przyświecała twórcom w konstruowaniu tak karkołomnej konstrukcji portfela. Niestety jestem przekonany, że tu nie o wypracowanie jak największego zysku dla polskiego emeryta chodziło. A jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o .......... Tylko czyje? Pan Tusk swego czasu namawiał do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Rozumiem, że wezwanie jest już nieaktualne, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czyli jest OK, a będzie na pewno jeszcze lepiej. Komu? Jacek Pietkiewicz http://etfko.blogspot.com/

Kadar
1 marca 2011 (10:18)
szokująca informacja
Pan Machaj popiera działania rządu...w rzeczy niewątpliwie ważnej. W dyskursie o OFE. Szok!

Ktotam
6 marca 2011 (09:13)
wszystko ładnie i gładko...ale to tylko teoria
w systemie bez OFE, zaraz media ogłosiłyby, że upada giełda, będziemy mieli na emeryturach jeszcze mniej niż teraz itp. OFE i koncerny działają. Podejrzewam, że takim tekstem Pan Machaj wydaje w jakimś sensie wyrok na Ins. Misesa w świecie finan-ubezp w Polsce. Obawiam się jednego...że ludzie nie będą potrafili oszczędzać. Że zaczną narzekać, (oczywiście mogą wszystko wkładać w obligacje). Że za 10, 15 lat, będą myśleć, by to komuś....zlecić. Popieram ideę.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Forum Od-nowa: Janosikowe przykładem błędów systemu finansowego

Istnieją duże szanse, że dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z 4 marca 2014 r. ziści się długo oczekiwana przez zamożniejsze samorządy zmiana w mechanizmie działania tzw....
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".