Marksizm – o co naprawdę chodzi?
    lewica30 · komunizm25 · idee polityczne11 · Karol Marks2
2014-02-16
Zygmunt Bauman, Czesław Miłosz, Leszek Kołakowski, Wisława Szymborska, Ryszard Kapuściński, Julian Tuwim, Andrzej Garlicki... co łączy wszystkie te postaci? Jedną rzeczą jest na pewno fakt, że stanowili absolutną elitę intelektualną/artystyczną Polski, a ich dzieła są czytane i cytowane po dziś dzień na całym świecie.

Karol Marks

Są to niewątpliwie „wizytówki” naszego kraju, z których możemy być dumni. Jest jednak jeszcze druga rzecz, która sprawia, że te tak bardzo przecież różne od siebie życiorysy możemy umieścić pod jednym szyldem. Tą cechą jest ich młodzieńcza wiara w marksizm – najprawdopodobniej najpotężniejszy i najbardziej wpływowy nurt myślowy przełomu XIX i XX wieku, który przez tysiące wybitnych intelektualistów przyjęty został za ostateczną wykładnię rzeczywistości i rozwiązanie dotychczasowych problemów filozoficznych, społecznych oraz ekonomicznych świata. Praktycznie wszystkie wymienione przeze mnie postaci były jednostkami o ponadprzeciętnej inteligencji, nieustającymi w swoich intelektualnych poszukiwaniach co doprowadziło w końcu do ich rozbratu z ideologią marksistowską – czy to jeszcze w okresie stalinizmu (jak u Miłosza), czy też dopiero po wydarzeniach 1956 roku (jak u Kapuścińskiego). Sam jednak fakt, że tak wiele wybitnych umysłów zawierzyło i uznało marksizm za prawdziwą wizję świata zmusza nas do zadania sobie pytania – co takiego zawierało się w tej ideologii, cóż ona obiecywała i jakich argumentów używała, aby przekonać najtęższe umysły epoki do swojej słuszności? I w końcu – jakie lekcje możemy wyciągnąć z doświadczenia marksizmu my, czy ideologia ta posiada jeszcze jakieś aktualne obecnie elementy, a jeśli tak – to jakie?

Zrozumieniu podstawowych założeń ideologii marksistowskiej poświęcone zostały opasłe tomy, z których najbardziej chyba kompletną pracą są „Główne nurty marksizmu” autorstwa Leszka Kołakowskiego, wydane w latach 70-tych w Paryżu. Kołakowski – jeden z czołowych krytyków ideologii komunistycznej – posiadał tą zaletę, że sam w młodości był jej gorliwym wyznawcą, co pozwalało mu na empatyczne wejście w umysły innych zwolenników marksizmu. Aby rzetelnie zrozumieć (słowo-klucz) jakąkolwiek ideologię czy doktrynę filozoficzną, musimy bowiem podjąć się pewnego trudu intelektualnego – z jednej strony podejść do tejże doktryny z empatią i założyć tymczasowo jej hipotetyczną słuszność (co dyskwalifikuje radykalnych antykomunistów z roli analityków marksizmu), a jednocześnie zachować krytyczny dystans i przesłanki tejże ideologii traktować jedynie na sposób „roboczy” (co z kolei dyskwalifikuje marksistów z roli analityków wyznawanej przez siebie ideologii).

Dopiero po tym jak sami staniemy się na chwilę „marksistami” i zrozumiemy schematy myślowe kierujące tym nurtem myślowym, będziemy w stanie podjąć się rzetelnej krytyki – krytyki, którą dana ideologia może odeprzeć bądź też nie. Marksizm tej krytyki nie przetrwał i jego głównymi grabarzami byli jego dawni entuzjaści. Co ważne – ten sam schemat odnosi się do analizy jakichkolwiek innych prądów filozoficznych bądź ideologii. Cienka linia między empatią a krytycyzmem jest ciężka do utrzymania, z tego tez powodu tak mało rzetelnych analiz doktryny marksistowskiej – zamiast tego mamy najczęściej bądź to jednoznaczne potępienia „zbrodniczej ideologii” bądź też apoteozy „wspaniałej, lecz wypaczonej idei”.

Nie jest celem tego stosunkowo krótkiego tekstu publicystycznego dokonywanie wszechstronnej i złożonej analizy marksizmu – chodzi mi raczej o uchwycenie samej istoty tej ideologii, która jest bardzo często niezrozumiana przez osoby, które komunizm kojarzą nie tyle z ideą, co z jej praktycznym wcieleniem w życie – czy to w Polsce, czy to w ZSRR.

„Wolność” u Marksa

Jakie było główne założenie marksizmu? Większość osób stwierdzi na ślepo, że była nim równość – wszyscy ludzie powinni mieć po tyle samo, a zagwarantowane to będzie ustrojem, który niszczył będzie wszystkie odstępstwa od normy. Sęk w tym, że Marks kładł nacisk na zupełnie co innego. W telegraficznym skrócie – komunizm miał być „skokiem do królestwa wolności” (jest to też tytuł świetnej książki autorstwa Andrzeja Walickiego, na której w dużej mierze się opieram). Komunizm to gwarant wolności – w tym momencie każdej myślącej osobie powinna zapalić się czerwona lampka. Podstawowe pytanie brzmi – co Marks rozumiał pod pojęciem „wolności”?

Podstawowym znaczeniem słowa wolność, którego używamy w codziennym życiu, jest jego liberalna koncepcja. Zakłada ona możność swobodnego działania jednostki w ustalonym porządku społecznym (najczęściej demokracji liberalnej) bez naruszania wolności drugiej jednostki. Człowiek posiada więc pewien zakres dowolności, który ograniczany jest przez szereg czynników od człowieka niezależnych. Takim niezależnym czynnikiem jest np. rynek – możemy dokonywać pewnego ograniczonego wyboru (czy zechcemy pracować jako nauczyciel, czy też jako fryzjer), wybór ten jest jednak warunkowany przez działanie sił rynkowych, na które konkretna jednostka nie ma wpływu. Wybór łódki oraz trasy został dokonany już za nas, to co my możemy robić to jedynie balansować tą łódką – raz w lewo, raz w prawo, co uznajemy za wyznacznik naszej wolności. Możemy się ożenić bądź pozostać kawalerami, pójść do kina albo do restauracji, być wierzącymi albo ateistami – ten wąski zakres wyboru uznajemy za zakres naszej wolności. Naszymi życiami rządzą jednak cały czas procesy, na które nie mamy wpływu, bardzo często jest to zwykły przypadek. Nasze „wolne” decyzje są więc wolne jedynie z pozoru, konstatuje Marks.

Człowiek według Marksa nie jest więc wolny tak długo, jak jest niewolnikiem przypadku oraz procesów od niego niezależnych. Wolnością jest zatem stan, w którym ludzkość sama decyduje sama o sobie, eliminując jakikolwiek przypadek oraz efekt działań sił niezależnych od niej. Człowiek wolny jest niezależny od wybryków przyrody (dlatego Marks był piewcą postępu technologicznego), od sił popytu i podaży, indoktrynacji religijnej, politycznej – sam bierze odpowiedzialność za swe działania i zaczyna nareszcie kierować swoim losem.

Łatwo sobie wyobrazić, że główną ofiarą takiego postrzegania idei wolności był rynek, który dla Marksa stanowił najwyższy poziom zniewolenia człowieka. Podaży i popytu nie możemy nijak kontrolować – są one ślepymi siłami, które czynią nas jedynie marionetkami w grze,będącej jednym wielkim chaosem i w której ludzie nie mogą sami siebie determinować. Człowiek nie może sam siebie realizować będąc więźniem potężnej gry rynkowej. Jedynym panaceum na ten problem jest likwidacja wymiany handlowej i gospodarki rynkowej, a zamiast tego wprowadzenie gospodarki planowanej, w której każda działalność jest z góry zaplanowana przez ogół społeczeństwa. Komunizm miał być więc społeczeństwem pozbawionym przypadku – społeczeństwem, w którym ludzie nareszcie zapanują nad otaczającą ich rzeczywistością.

„Samowzbogacająca alienacja” – klucz do marksizmu

Prawdziwa nienawiść niemieckiego filozofa do gospodarki rynkowej znajduje uzasadnienie w kluczowym dla marksizmu pojęciu, jakim jest „samowzbogacająca alienacja”. Jest to najważniejszy chyba koncept w marksowskim materializmie dialektycznym i przez jego pryzmat należy postrzegać ogół marksowskiej filozofii. Głównym problemem jest tutaj fakt, że człowiek tracąc kontrolę nad otaczająca go rzeczywistością (czego gospodarka kapitalistyczna jest najwyższym stadium) traci kontrolę nad wytworami swojej własnej pracy i przez to ulega „rozdwojeniu”, a w końcu dehumanizacji, nie mogąc realizować swojej istoty gatunkowej. Na człowieka składa się bowiem nie tylko fizyczne ciało, ale również wszystkie jego wytwory oraz dzieła, które stanowią rozwinięcie jego osobowości oraz istoty. Tracąc kontrolę nad tymi wytworami – które dostają się pod władzę chaotycznych sił rynkowych – człowiek traci „cząstkę siebie”, a wraz z tym kontakt z samym sobą, ze swoją naturą gatunkową. To samo co człowiek współtworzył, teraz staje się dla niego obcą, wrogą mu siłą – jednostka jest teraz wyalienowana od własnego człowieczeństwa.

Wprowadzenie komunizmu miało znieść to rozdwojenie – człowiek znowu powróci do siebie, stanie się jednością, poprzez zaabsorbowanie wszystkich swoich wytworów oraz dzieł. To, co było jednostce dotychczas obce, nad czym nie miała żadnej kontroli, stanie się tym razem częścią jej samej.

W telegraficznym skrócie – komunizm sprawi, że człowiek uzyska pełną kontrolę nad sobą i wytworzonymi przez siebie dobrami. Kontrola ta sprawi, że na powrót staną się one częścią człowieka, a nie niezależną od niego siłą. Człowiek przestanie być więc rozdwojony, a stanie się jednością. Komunizm przywróci zatem człowiekowi jego własne człowieczeństwo.

Na drodze postępu

Dlaczego alienacja „samowzbogacająca”? Otó, proces alienacji w dziejach świata przebiegał stopniowo. Na samym początku – gdy ludzie funkcjonowali w społeczeństwach pierwotnych – człowiek nie był wcale wyalienowany i żył w zgodzie ze swoją istotą gatunkową. Alienacja rozwijała się stopniowo poprzez niewolnictwo, feudalizm, aż do kapitalizmu, osiągając coraz bardziej skrajne formy. W kapitalizmie zniewolenie człowieka osiąga swój szczyt i jedynym krokiem naprzód jest jego powrót do swojej istoty gatunkowej poprzez przejście do komunizmu. Czy robotnik w fabryce jest bardziej zniewolony od starożytnego niewolnika albo średniowiecznego chłopa? Dla wielu taka konstatacja może wydawać się przesadzona, jednak wynika ona logicznie z marksowskiej koncepcji alienacji – zarówno niewolnik jak i chłop byli MNIEJ wyalienowani od robotnika, albowiem mieli personalną, osobistą styczność z przedstawicielami niezależnych od siebie sił – jak chociażby pan feudalny. Robotnik jest w stanie alienacji kompletnej – nie jest uzależniony od konkretnej osoby (z którą przykładowy chłop, jeśli mu się poszczęści, może nawet czasami porozmawiać albo zjeść obiad) lecz od zdepersonalizowanych sił kapitalizmu. Jakakolwiek cząstka humanizmu zostaje tu zatracona.

Czy więc komunizm stanowi powrót do społeczeństwa pierwotnego? U wielu myślicieli komunistycznych czy anarchistycznych (jak rosyjscy narodnicy) – tak, jednak nie u Marksa. Społeczeństwo komunistyczne będzie przypominało społeczeństwo pierwotne pod względem niektórych elementów strukturalnych i relacji człowieka do samego siebie. Nie jest to jednak tylko „powrót” – wtedy wszystkie poszczególne etapy rozwoju, jak feudalizm czy kapitalizm, można by pominąć jako błąd i wypaczenie – lecz najwyższy poziom rozwoju społeczeństwa, który „zaabsorbuje” wszystkie poprzednie tezy i antytezy w końcowej, wszechogarniającej syntezie. Zarówno niewolnictwo, jak i feudalizm i kapitalizm, pomimo stopniowego zniewolenia człowieka, stanowią więc kroki do przodu w rozwoju ludzkości, etapy, których nie można pominąć – albowiem wtedy komunizm nie byłby możliwy. Tak, mamy tu do czynienia z czystym Heglem, z ta różnicą że przeniesiony on został na grunt materializmu. Alienacja jest samowzbogacająca – każdy następny jej etap jest rozwinięciem etapu poprzedniego, historia jest zatem nieustającym progresem oraz postępem, a komunizm to ostatni etap tego procesu. Marks nie chciał powrotu do przeszłości, skoku w tył. Chciał on postawić ostatni i ostateczny już krok do przodu.

Jak ludzie mieli jednak żyć już po tym ostatnim kroku? Cóż to miało oznaczać, że człowiek „powróci do samego siebie” i „stanie się jednością”? Aby to zrozumieć należy przypomnieć sobie fakt, że Marks był zagorzałym materialistą i ateistą. Ergo, nie wierzył on w istnienie nie tylko Boga, ale również duszy. W chrześcijaństwie to dusza stanowi czynnik indywidualizujący – każdy z nas posiada odrębną duszę, która sprawia że każdy z nas jest inny. Marks, odrzucając istnienie duszy, przyjmował że wszyscy ludzie są dokładnie identyczni w swojej istocie gatunkowej, podobnie jak zwierzęta. Różnice między nami są efektem alienacji i w momencie zniesienia alienacji, zniesione zostaną wszelkie różnice międzyludzkie. Problem swar i konfliktów będzie rozwiązany – ludzkość będzie mogła planować produkcję i dystrybucję dóbr w sposób jednomyślny, zgodny ze swoimi interesami gatunkowymi. Niesie to ze sobą bardzo poważne konsekwencje – zniesienie istnienia indywidualnego człowieka, który będzie jeno „trybikiem” w maszynie, która będzie realizowała swoją istotę gatunkową. Nie będzie się już liczyło pojedyncze życie, tylko życie społeczeństwa, które zespoi się w swojej całości. Ta totalitarna koncepcja miała być paradoksalnie spełnieniem ludzkiej wolności – jednak już nie jako istoty indywidualnej, lecz społecznej.

Marksizm a religia

Cały świat żyjący pokojowo w jedności, ludzie powracający do swojej istoty... Ta piękna wizja bardzo mocno przypomina eschatologię religijną, rodzaj Królestwa Niebieskiego, w którym wszystkie grzechy ludzkości zostają odkupione i ludzie doznają masowego zbawienia. Trop ten nie musi być wcale błędny, wizja komunizmu wydaje się bowiem bardzo mocno inspirowana koncepcją biblijnego raju, który ma nas czekać po śmierci. Marks gwarantował samozbawienie ludzkości bez obecności Boga ani żadnej innej transcendentnej siły oraz utworzenie „królestwa bożego”, tyle że nie w jakichś odległych niebiosach, lecz tutaj – na materialnej planecie Ziemi. Co więcej – ten „raj na Ziemi” miał być nie tyle kwestią chwiejnej wiary, co twardych praw naukowych. Nadejście komunizmu miało być rzeczą pewną, podobnie jak pewne jest parowanie wody przy 100 stopniach Celsjusza. Niemiecki filozof gwarantował więc iście religijną wizję samozbawienia ludzkości oraz odkupienia wszystkich jej grzechów w materialistycznym świecie, opierając to na pewnych, naukowych przesłankach socjalizmu naukowego, stanowiących rozwinięcie idei Oświecenia. Połączenie religii i nauki, quasi-mistyki i postępu było niezwykle pociągająca mieszanką, której uległy tysiące intelektualistów.

Łatwo z tego punktu domyślić się, że marksizm oraz chrześcijaństwo (bądź wiele innych religii) wykluczają się permanentnie w najbardziej podstawowych założeniach. Moim zdaniem, nie jest możliwa próba pogodzenia marksizmu oraz chrześcijaństwa, choćbyśmy spróbowali najbardziej wymyślnych akrobacji intelektualnych (co ważne - zupełnie czym innym jest idea socjalizmu i lewicy w wydaniu współczesnym, wolnym od spuścizny marksizmu! Te jak najbardziej mogą iść w parze ze chrześcijaństwem). U Marksa istnieje tylko materia i puste miejsce po Bogu zajmuje człowiek, który determinuje i panuje całościowo nad otaczająca go rzeczywistością, sam siebie prowadząc do materialistycznego zbawienia. Niechęć marksistów do religii nie wynika z jakichś animozji czy uwarunkowań historyczno-kulturowych. Wynika ona z samej istoty marksizmu, w ramach którego miejsca dla Boga po prostu nie ma.

Marks totalitarny czy wypaczony?

Ta negacja Boga oraz jakiejkolwiek rzeczywistości transcendentnej była jedną z przyczyn zbrodniczych konsekwencji wprowadzania komunizmu w życie. Pojawia się tu niezwykle palące i ciekawe pytanie – czy totalitaryzm obecny w ustrojach Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich oraz innych jego naśladowców był naturalną konsekwencją pism Marksa czy też wypaczeniem i efektem specyficznych uwarunkowań historyczno-społecznych w Rosji? Innymi słowy – czy doktryna marksizmu jest totalitarna w samej swej istocie, czy tez stała się taka dopiero po jej implementacji u naszego wschodniego sąsiada? Nie możemy mieć najmniejszych wątpliwości, że ten drugi czynnik odegrał swoją rolę. Rosja była państwem nieprzygotowanym na komunizm, na dodatek był to kraj o tradycjach autokratycznych, który nie zaznał nigdy dobrodziejstw demokracji. Do wynaturzeń marksizmu doszło bez cienia wątpliwości.

Czy Marks jest jednak bez winy? Osobiście stoję po stronie stanowiska, że oryginalna, ortodoksyjna wersja marksizmu (nie licząc jej najróżniejszych reformistycznych odmian) zawierała w sobie presupozycję totalitaryzmu. Społeczeństwo, w którym wszelka wymiana handlowa musi być poddana ogólnospołecznej zgodzie (niemożliwa praktycznie do zaimplementowania) i w którym zarazem musi istnieć uniwersalna zgoda jest możliwe jedynie przyjmując paradygmaty marksowskiego światopoglądu. Przyjmując liberalny system wartości, niejako wymusza to totalitarny przymus i jedyną słuszną drogę rozwoju (tą, która prowadzi do „realizacji istoty gatunkowej człowieka”). Świat liberalny, w którym żyjemy, i ten marksistowski są zatem nie do pogodzenia – i zależnie od tego, po której stronie staniemy, ta druga wizja będzie wizją zniewolenia. Po empirycznych doświadczeniach, mało kto stoi dziś już jednak po stronie marksizmu.

Nie taki Marks straszny...

Fakt, że marksizm zawiódł i nie jest już dłużej aktualną teorią filozoficzną (patrząc na oryginalną myśl Marksa w całej jej rozciągłości) nie oznacza bynajmniej, że nie ma w nim pożytecznych myśli i idei, aktualnych po dziś dzień. Grzechem śmiertelnym i zwykłą głupotą byłoby sprowadzenie marksizmu do poziomu takich teorii jak narodowy socjalizm, które znalazły się raz na zawsze na śmietniku historii. Marksizm jako całościowe spojrzenie na świat odszedł w niebyt (nie licząc oczywiście skrajnie lewicowych utopistów), jednak jego poszczególne elementy i aspekty okazały się być jak najbardziej żywotne, również w XXI-wiecznej nauce.

Musimy pamiętać, że poza eschatologicznymi ciągotami Marksa, dużą rolę w rozwoju tej ideologii odegrała sytuacja ekonomiczno-społeczna w XIX-wiecznej Europie. Jeśli realny komunizm w ZSRR czy Chinach był systemem zbrodniczym (a był tylko w pewnych okresach i przyniósł oprócz zbrodni również sporo dobrego) to do podobnej kategorii zaliczyć można XIX-wieczny kapitalizm, szczególnie ten brytyjski. Miliony robotników w tak „cywilizowanych” krajach jak Wielka Brytania żyły w warunkach przypominających łagry, pracując po 12 godzin dziennie i będąc często traktowanymi jak – nie przymierzając – bydło. Dopiero dzięki ruchom lewicowym i socjalistycznym (była to jednak głównie lewica demokratyczna, a nie komunistyczna) udało się stopniowo wywalczyć system gwarantujący godną pracę oraz płacę. Krytyka kapitalizmu w wydaniu Marksa była więc słuszna w analizie negatywnej – ukazywała realia ustroju o cechach zbrodniczych i krytykowała dehumanizację człowieka we wczesnokapitalistycznej rzeczywistości. Za ten humanizm należą się Marksowi brawa. Zupełnie inaczej podejść musimy do jego analizy pozytywnej, czyli propozycji materializmu dialektycznego i utopii komunistycznej, o czym pisałem już powyżej.

Zasługi niemieckiego filozofa są szczególnie widoczne w dziedzinie socjologii, której Marks – obok Maxa Webera oraz Emila Durkheima – jest jednym z głównych ojców. Bardzo przydatne we współczesnej analizie politycznej czy też ekonomicznej jest zwrócenie uwagi przez Marksa na znaczenie oddziaływania procesów ekonomicznych na pozostałe dziedziny działalności ludzkiej oraz metoda demaskacji wpływu ideologii na ludzkie postrzeganie, czyli słynny podział na bazę i nadbudowę ekonomiczną. Wyjmując ten element filozofii Marksa spośród pozostałych, okazuje się być on bardzo pomocny w postrzeganiu procesów kierujących również dzisiejszym światem. Z pewną dozą ostrożności możemy z pism Marksa wyciągnąć całą masę mądrych spostrzeżeń, które sprawiają, że krytyczna analiza dzieł Marksa jest przydatna również dzisiaj. Problem alienacji czy reifikacji wcale nie zestarzał się tak mocno i doktryna marksistowska oferuje nam sporo narzędzi, które – przy odpowiednim użyciu – mogą przynieść sporo dobrego współczesnej nauce.

Podsumowanie

Nie możemy mieć większych wątpliwości co do tego, że marksizm jako całościowa wizja świata zawiódł i próby jego resuscytacji przez skrajną lewicę są co najmniej rozpaczliwe. Owszem, mamy dziesiątki odmian i interpretacji marksizmu, jednak wszystkie one rozbijają się o podstawowe problemy, leżące u sedna pism Marksa. Komunizm był w równym stopniu inspirowany socjologiczną oraz ekonomiczną analizą niemieckiego filozofa, co eschatologicznymi oraz quasi-religijnymi pragnieniami drzemiącymi w ludzkiej duszy. W efekcie powstała teoria naukowa o cechach religijnych, która przywłaszczyła sobie prawo do wyłącznie słusznej interpretacji świata. Głębiej wchodząc w tematykę marksizmu łatwo jednak dostrzec, że nie była to teoria wulgarna (chociaż była później niesamowicie wulgaryzowana, szczególnie przez jej praktyków), lecz naprawdę zniuansowana, oparta na złożonych przesłankach filozoficznych i naprawdę mogła ona wydawać się pociągająca dla zwolenników postępu. Zanim rzucimy kamień w kierunku intelektualistów wymienionych na początku tego artykułu, należy zadać sobie pytanie jaką postawę zajęlibyśmy na ich miejscu my. I czy przyjęcie przez nich marksizmu nie przesądziło paradoksalnie o ich późniejszym rozwoju w kierunku geniuszu. Geniuszu, którego znakomita część radykalnych antykomunistów nie jest w stanie zrozumieć – podobnie zresztą jak pism Karola Marksa.


Komentarzy: 3

znafca
18 luty 2014 (05:22)
Pląsam
Fajny artykuł, ale przy czytaniu o alienacji to spadłem z krzesła. Niewolnik ma lepiej od robotnika, bo sobie może z Panem porozmawiać albo coś w jego towarzystwie zjeść. Jak ci wszyscy inteligenci w ogóle to ogarniali to ja nie wiem, ale musieli być nieźle zaczadzeni. :D

Marx
18 luty 2014 (14:50)
Bez tytułu
Nie chodzi o, powiedzmy fizyczną wolność i to komu było lepiej, tylko o ostateczne oddzielenie człowieka od owoców jego pracy. Oddzielenie pracy od własności. Inny kontekst. A artykuł bardzo ciekawy.

jm58
8 maja 2016 (09:38)
Również się nad tym zastanawiam .
Również się nad tym zastanawiam od dłuższego czasu. Dawniej pozytywne podejście do marksizmu miałem pod wpływem ogólnej narracji PRL.Nie potrafiłem zrozumieć, wyjaśnić, dlaczego jest tak źle skoro idee są tak piękne i szlachetne. Nie miałem jaszcze tej wiedzy filozoficznej że aby przedmiot poznania zrozumieć , czyli tutaj marksizm,trzeba na niego spojrzeć obiektywnie , czyli z zewnątrz , czyli niezależnie od przedmiotu, czyli krytycznie .A wszelka krytyka marksizmu i Marksa była zablokowana przez państwowe represje. Artykuł jest super analityczny. Tak głębokiej analizy ze swojej laickiej pozycji jeszcze nie widziałem . Dzieło Leszka Kołakowskiego na temat marksizmu jest rozmiarów cegły ,to znaczy strasznie rozwlekłe i w wielu fragmentach jest po prostu opisem historycznym.Bardzo dziękuję za ten artykuł.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".