Marszałek Piłsudski mniej odświętny
    Piłsudski7 · XX wiek3 · II RP19 · bohaterowie historii9
2010-11-12
Marszałek Józef Piłsudski, uosabiający niemal święto 11 Listopada, został zredukowany do postaci brązowej statuy. Ten pomnikowy Marszałek straszy z podręczników i filmów historycznych. A przecież był to człowiek z krwi i kości, który unikał jak mógł swej „legendy”. Nie był wyrachowanym politykiem, lecz człowiekiem szczerym, skromnym i serdecznym.

Marszałek oddający się ulubionej rozrywce - stawianiu pasjansa.

Święto 11 listopada jest co roku okazją do odgrzewania legendy Józefa Piłsudskiego. Tej legendy, którą po śmierci Marszałka uparcie wbijali nam w głowę Piłsudczycy, a w czasach PRL równie wytrwale przemilczali i wypaczali komuniści. W III RP powrócił mit Ojca Narodu, który całe swoje życie poświęcił służbie Rzeczpospolitej, walczył z zaborcami, a potem z równą zaciekłością umacniał młode państwo. Całkiem zasłużenie jest Józef Piłsudski uznawany za największego polskiego męża stanu XX wieku. Niestety nazbyt często zapominamy, że był też człowiekiem. Wyjątkowy nie tylko przez swój polityczny i wojskowy dorobek. Jak na sprawnego i doświadczonego polityka Marszałek zadziwiał szczerością, skromnością i pragmatyzmem... a także poczuciem humoru i wielkim uczuciem, jakim darzył najbliższych.

Marszałek patrzy z pomnika

Długie lata manipulowania wizerunkiem Józefa Piłsudskiego nie najlepiej mu służą. Nieodmiennie wymieniany na czele listy wielkich Polaków i rozpoznawany przez rodaków, nie doczekał się w stolicy godnego pomnika. Oczywiście, w Warszawie stoją aż dwa poświęcone Marszałkowi posągi, jednak oba są, delikatnie rzecz ujmując, dalekie od doskonałości.

Nieodmiennie wymieniany na czele listy wielkich Polaków i rozpoznawany przez rodaków, nie doczekał się w stolicy godnego pomnika.

Pierwszy z nich stoi nieopodal Belwederu, jego ukochanej rezydencji, w której spędził wiele lat służby państwu. Jednak spiżowy Marszałek, zgarbiony już nieco i oparty na szabli, wylądował za płotem prezydenckiej rezydencji, do której ustawiono go tyłem. Wygląda jakby eksmitowany z pałacu, przycupnął strapiony sytuacją. Jak na ironię, wzrok ma zwrócony w stronę Placu na Rozdrożu, gdzie u zbiegu Alei Szucha i Alei Ujazdowskich stoi kamienna figura Romana Dmowskiego, jego wielkiego antagonisty.

Drugi pomnik Piłsudskiego zdobi plac noszący jego imię, który jest zwykle miejscem wielkich państwowych uroczystości. Mimo jednak, że tu kamienny Naczelnik Państwa stanął w osi placu, naprzeciw Grobu Nieznanego Żołnierza, to nie rzuca się w oczy. Skromnie cofnięty pomiędzy budynki, niemal poza obrys placu, przegrywa choćby z monumentalnym Krzyżem Papieskim. Zwłaszcza, że jak sam Józef Piłsudski, pomnik wygląda skromnie, niemal zbyt skromnie.

Człowiek prosty i szczery

Marszałek w odróżnieniu od wielu ówczesnych, czy obecnych dostojników państwowych, gardził przepychem i gdy tylko mógł, umykał od blichtru politycznego życia. Jeśli sytuacja na to pozwalała, porzucał galowe, kapiące od akselbantów i orderów stroje, na rzecz znoszonego, szarego munduru, bez ozdób i dystynkcji. Zamiast obszywanej srebrem rogatywki, głowę krył pod skromną „maciejówką”, pamiętającą jeszcze czasy legionowe. Podobny rodowód miały jego szare, mundurowe kurtki i nieco zbyt długie spodnie z lampasem. Żony nieodmiennie narzekały, iż nie chciał mierzyć nowych ubrań, twierdząc, że stare dobrze mu służą.

Marszałek w odróżnieniu od wielu ówczesnych, czy obecnych dostojników państwowych, gardził przepychem i gdy tylko mógł, umykał od blichtru politycznego życia.



Prostota stroju była też wyrazem jego pragmatyczności. Klacz, która służyła mu przez całą wojnę nazwał „Kasztanką”, gdyż była maści kasztanowej. Gdy w 1926 roku dostał obronnego wilczura wyszkolonego przez policję, nazwał go po prostu „Psem”. Ta pozorna niedbałość, czy może obcesowość, kryła jednak głębokie uczucie. Kasztanka towarzyszyła mu przez wiele lat, darząc właściciela głębokim i odwzajemnionym uczuciem, a będąc już bardzo sędziwym koniem trafiła „na emeryturę” do ciepłej stajni i sutego obroku. Pies szybko uznał swego pana, będąc całkowicie posłusznym Ziukowi, jak zdrobniale nazywali Marszałka przyjaciele. Właściciel zaś pokochał go głęboko. Szczególnie za to, że Pies strzegł pilnie obu córek Marszałka, które były jego największym i długo wyczekiwanym skarbem.

Ziuk, Dzieci i śmiech

Witaliśmy Polskę odrodzoną nie dźwięcznym śmiechem odrodzenia, lecz jakimś kwasem śledzienników i jakąś zgryźliwością ludzi o chorych żołądkach. Więc głosem z trąby błagam: matki i ojcowie, gdy sami śmiać się nie możecie, w kąt rzućcie instrumenty pedagogiczne, gdy wesoły srebrny dzwonek roześmianych buziaków dziecinnych w waszych domach się rozlega.

Osobliwie zbiegły się losy kraju i jego najzacieklejszego obrońcy. Przybywając do Warszawy 10 listopada 1918 roku, Józef Piłsudski spieszył się zarówno do odrodzonej Polski, jak i do dziewięciomiesięcznej córki Wandy, którą miał ujrzeć po raz pierwszy. Gdy w lutym 1918 roku Aleksandra Szczerbińska urodziła mu dziecko, ponad pięćdziesięcioletni już wówczas Piłsudski siedział w Magdeburskiej twierdzy i zamartwiał się zdrowiem ich obu. Druga córka, również po królewsku nazwana Jadwigą, narodziła się dwa lata później, w burzliwym czasie wojny polsko-bolszewickiej. Tak największe sukcesy Marszałka, te prywatne i służbowe, zbiegały się w czasie.

Obie córki były dla nie najmłodszego już bohatera powodem wielkiej radości i dumy. Obie też sprawiedliwie obdzielał ojcowska miłością, nie stroniąc od zabaw, rozpieszczając, ale też dbając o ich wykształcenie i charakter. Najwięcej miał dla nich czasu w latach 1923-1926, gdy wycofawszy się z polityki spędzał czas w Sulejówku. Wreszcie mógł córkom poświęcić cały swój czas. Z entuzjazmem i radością dziecka, nie licującą pozornie z wiekiem i powagą znacznej persony, Ziuk Piłsudski szalał z Wandą i Jadwigą po parkach i lasach. Zajmował się pszczołami, doglądał kwiatów w ogrodzie…



Sielankę tę przerwał Przewrót Majowy, jednak nawet zajęty licznymi sprawami państwa nie zapominał o córkach. W 1927 roku przywiózł im z Genewy, gdzie rozstrzygano konflikt polsko-litewski, słoik konfitur, które długo i barwnie zachwalał. Gdy wreszcie pozwolił zniecierpliwionym dziewczynkom otworzyć naczynie, ze środka wystrzelił gumowy wąż, ku uciesze obecnych. Może to żart cokolwiek trywialny i cokolwiek niemądry, lecz Piłsudski potrafił też bardziej roztropnie obdarowywać córki, dbając o ich wykształcenie. Wyjeżdżając do Rumuni w roku 1928 Marszałek obiecał sprawdzić, jakiego koloru jest Morze Czarne. Ku uciesze córek nie tylko zbadał dla nich całą sprawę, ale też przywiózł opieczętowany oficjalnymi certyfikatami dokument, zaświadczający że niebieska wstążka zanurzona w Morzu Czarnym przez godzinę nie zmieniła swego koloru. Które dziecko nie chciałoby w ten sposób uczyć się geografii?

Rozmowa Piłsudskiego z trąbą

Wiele jeszcze można by opowiadać o tym Piłsudskim, osobliwie odmiennym od posągowych wizerunków Marszałka, jakie straszą nas z filmowych, licznych historycznych inscenizacji, czy kart podręczników. Warto jednak, aby sam bohater mojej gawędy powiedział coś od siebie. Tonem i słowami, które zaskoczą pewnie niejednego, a mnie skłoniły do napisania tego tekstu. Bowiem słowa te nie tylko burzą mit srogiego i posągowego bohatera, ale też nie straciły wcale aktualności, jakże pasując również do naszej obecnej sytuacji. W wypowiedział je marszałek Józef Piłsudski w roku 1924, dokonując nagrania swego głosu na płytę gramofonową. Słowami tymi chcę zakończyć opowieść, snutą przecież w nawiązaniu do narodowego święta 11 listopada. - Witaliśmy Polskę odrodzoną nie dźwięcznym śmiechem odrodzenia, lecz jakimś kwasem śledzienników i jakąś zgryźliwością ludzi o chorych żołądkach. Więc głosem z trąby błagam: matki i ojcowie, gdy sami śmiać się nie możecie, w kąt rzućcie instrumenty pedagogiczne, gdy wesoły srebrny dzwonek roześmianych buziaków dziecinnych w waszych domach się rozlega. Niech się śmieją polskie dzieci śmiechem odrodzenia, gdy wy tego nie umiecie!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Ostatnia ofiara wojny Jom Kippur

W czerwcu 2007 r. arabskie media obiegła wiadomość o śmiertelnym wypadku pewnego egipskiego biznesmena. Aszraf Marwan, bo o nim mowa, w niewyjaśnionych okolicznościach wypadł z tarasu swojego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".