Mauzoleum (w którym nie ma) Czyngis Chana
    historyczne ciekawostki40 · Chiny152 · reportaże z podróży201 · Mongołowie1
2009-11-07

Był kiedyś taki kawał, z serii o Radiu Erewań. Dzwoni słuchacz i pyta się: „czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody?”. „Tak, to prawda” – odpowiada Radio Erewań – „ z tym, że nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie na Placu Czerwonym, lecz na Placu Rewolucji, nie samochody a rowery, i nie rozdają, tylko kradną”. Anegdota pasuje jak ulał do niniejszej historii. Czyngis Chan: najsłynniejszy koczownik świata, twórca największego imperium w dziejach, bohater narodowy Mongolii, ma swoje Mauzoleum. To prawda. A teraz szczegóły


Grobowiec słynnego Mongoła nie leży w Mongolii, lecz w Mongolii Wewnętrznej. A to zasadnicza różnica, gdyż określenie „wewnętrzna” pełni tutaj klasyczną rolę tzw. „przymiotnika niwelującego”. Sformułowanie to, z PRL –u rodem, znakomicie demaskowało komunistyczne slogany. Otóż, za czasów „jedynego słusznego ustroju”, mówiło się o „demokracji ludowej”, czy też „socjalistycznej”, bohaterowie powieści socrealistycznych prezentowali „rewolucyjny humanizm”, zaś sądy kierowały się „klasową świadomością prawną”. Każdy z tych przymiotników był jawnym zaprzeczeniem określanego rzeczownika, całkowicie go niwelował – stąd nazwa. I chociaż, chwała Bogu, system, który stworzył ten fascynujący wyjątek gramatyczno – semantyczny, większości krajów świata odleciał już do świetlanej przyszłości, to gdzieniegdzie „przymiotnik” jest wciąż wiecznie żywy, by wspomnieć choćby tylko „sterowaną demokrację” Putina.

Tak jest również z Mongolią Wewnętrzną. I chociaż ta nazwa tego regionu jest dużo starsza, to w realiach chińskich do wspomnianego określenia pasuje jak ulał. Jest to bowiem nic innego jak historyczna część Mongolii, która, w przeciwieństwie do zajętej (najpierw przez Białych, a potem Czerwonych) Rosjan, Zewnętrznej, pozostała pod władaniem Chin (z wyjątkiem krótkiego okresu Mengjiang) po dziś dzień (de iure i de facto). I chociaż Chińczycy musieli się zgodzić (najpierw Czang Kaj-szek w 1945, potem Mao Zedong w 1950) na niepodległość Mongolii (Zewnętrznej), to południową część historycznego terytorium tego kraju (Wewnętrzną) zachowali. I zaczęli sinizację.

Po 1949 roku, gdy tylko ucichły strzały wygranej przez KPCh z KMT wojny domowej, zaczęła się asymilacja Mongołów. Co prawda pozostawiono im prawo do zachowania języka mówionego i pisanego (tu różnica in plus z Sowietami, którzy narzucili Mongolii Zewnętrznej cyrylicę), to była to wyłącznie dekoracja, gdyż cały wysiłek skupiono na wymazaniu dominującej tu religii: tybetańskiego buddyzmu oraz – a właściwie przede wszystkim – na zniszczeniu koczowniczego trybu życia. To, w połączeniu ze stymulowaną migracją Chińczyków Han, sprawiło, że Mongołowie stanowią obecnie ok. 15 % populacji tego regionu – i żyją w większości w miastach. Ów los potomków koczowników sprawia, że Mongolia Wewnętrzna jest dziś Mongolią tylko z nazwy: przymiotnik „Wewnętrzna” skutecznie ją niweluje oraz ilustruje niepodważalną prawdę, że są to (już) Chiny.

Również narodowość głównego bohatera, wbrew pozorom, budzi wątpliwości. Otóż według obowiązującej obecnie w ChRL wykładni ideologicznej, zwanej zhonghua mingzu Czyngis Chan nie był Mongołem, tylko Chińczykiem, z mongolskiej mniejszości etnicznej. Koncepcja ta, sięgająca XIX wieku, głosi, że Chińczykami są nie tylko przedstawiciele dominującej tutaj ludności Han, lecz również wszystkie zamieszkujące Państwo Środka mniejszości: m.in. Mandżurowie, Tybetańczycy, a więc i również – Mongołowie. Według niej można bycie Chińczykiem przyrównać do bycia Europejczykiem – jest nim i Niemiec, i Francuz, i Polak, nie tracąc jednocześnie swego genu narodowego. Tak samo tu: Chińczykiem jest zarówno Han, jak i, powiedzmy, Naxia, Bai, czy 54 inne narodowości (w tym Mongołowie). „Chińskość” to jakby szerszy zbiór. Tyle tylko, że Chiny to nie Europa.

Koncepcja ta idzie w poprzek całemu dotychczasowemu pojmowaniu historii Chin. Bo jak teraz opisać, powiedzmy, inwazję mandżurską z połowy XVII w.? Ano, jako wewnętrzną rozgrywkę, kłótnię w rodzinie wręcz! To wyjątkowo sprawna i politycznie wygodna doktryna. Stwarza wiele możliwości, a przez swoją (pozorną) tolerancję i eklektyzm, jest, dla samych zainteresowanych, łatwa do przyjęcia,. Jeśli oczywiście nie weźmie się pod uwagę szczegółów. A są one takie, że idzie za tym wszystkim najzwyklejsza asymilacja, owe „mniejszości etniczne” powoli rozpływają się w bezdennym morzu chińskości (Han). Ta koncepcja ma jeszcze jedną wielką zaletę: wszystko wytłumaczy „po linii”, każdą klęskę zamieni na zwycięstwo. Jak chociażby z Mongołami.

Bo fakt mongolskiego najazdu i podboju Chin na początku wieku XIII, przedstawia jako jedno z wielu wewnętrznych starć, z których zwycięsko wyszli bracia Mongołowie, jeden z wielu narodów tworzących chiński mikrokosmos. Sam zaś Czyngis Chan jest tutaj założycielem nie tylko CHIŃSKIEJ dynastii Yuan, lecz także – wielkiego CHIŃSKIEGO imperium, największego w dziejach świata. I o to chodzi. I temu poświęcony jest ów grobowiec.

Na tym paradoksów nie koniec. Wedle logiki Mauzoleum winno znajdować się w miejscu śmierci, a przede wszystkim – zawierać szczątki „właściciela”. Tak jednak nie jest. Czyngis Chan prosił, by pochowano go w nieznanym miejscu, bez żadnych oznaczeń. Legenda głosi, że kondukt żałobny zabijał każdego kogo spotkał na swej drodze – by nie zostawić świadków. Po wykonaniu grobowca pracujący robotnicy zostali zamordowani, podobnie zresztą, jak wykonujący to polecenie żołnierze – później, przez innych. Tak więc, nie ostał się nikt znający miejsce pochówku. Ponadto ziemię, w której go pochowano stratowało stado koni, potem zaś zasadzono dla niepoznaki drzewa. Nie zachowały się żadne wiarygodne źródła dotyczące miejsca śmierci Czyngisa. Już Marco Polo w XIII wieku pisał, że Mongołowie go nie znali (ale akurat ten autor nie jest zbyt wiarygodny), zaś główna kronika: „Tajna historia Mongołów” informuje o śmieci Czyngisa, lecz nie o lokalizacji grobu. Po dziś dzień nie wiadomo nic wiążącego na ten temat. Przypuszcza się, że ciało pochowano gdzieś w okolicach rzeki Onon. Inne źródła twierdzą, że znajduje się ono w Burkhan Khaldun, na terenie zwanym Ikh Khorig. Nazwa to oznacza „Wielkie Tabu” i ten 240 kilometrowy obszar był przez wieki uznawany przez Mongołów za święty. I zamknięty: ktokolwiek nań wkroczył, był karany śmiercią. Bez względu na wszystko zarówno Onon, jak i Burkhan Khaldun leżą w Mongolii (Zewnętrznej), nie zaś w Chinach, gdzie jest Mauzoleum.

Zdjęcie Mao Zedonga wmurowującego kamień węgielny pod muzeum Zdjęcie Mao Zedonga wmurowującego kamień węgielny pod muzeum

Wreszcie ostatnia kwestia: Czyngis Chan był najsłynniejszym koczownikiem w dziejach. Całe życie spędził na stepach, właściwie nigdzie nie założył stałej stolicy. Nomadyczny styl życia był jedynym jaki prowadził. Wątpliwe więc, by życzył sobie wielkiego, trójczłonowego, kamiennego mauzoleum w stylu chińskim, z okrągłym, wykafelkowanym (sztuczną) laką, dachem. Namiot chyba bardziej by pasował. Nim zresztą był ów grobowiec do 1954 r., w którym Chińczycy (Han) postanowili zbudować mauzoleum. W miejscowym muzeum jest zdjęcie pokazujące Mao Zedonga z łopatą w ręku wmurowującego kamień węgielny. Pewnie przez myśl mu nie przyszło, że za 25 lat jego towarzysze, na czele z Hua Guofengiem, jemu samemu zgotują gorszy od Czyngisa los.

Dziś na owym domniemanym miejscu pochówku Wielkiego Chana uradować oczy można sporym kompleksem, złożonym z konnego pomnika Czyngisa, mauzoleum, a także – kopca: ołtarza Wielkiego Nieba, któremu Czyngis oddawał cześć. Tylko to ostatnie jest w jakimś stopniu autentycznym miejscem tutaj. Stożek usypanych kamieni szczelnie wypełniają powiewające na wietrze biało - błękitne szmatki, przywodzące na myśl szamańskie obrzędy, zaś całość usytuowana jest trochę z boku kompleksu, z ładną perspektywą na widniejące na horyzoncie stepy.

Kopiec - ołtarz Wielkiego Nieba Kopiec - ołtarz Wielkiego Nieba

To właśnie owo odludne usytuowanie grobowca, cisza i przewijające się co pewien czas przezeń stada owiec trochę ratują ogólnie sztuczną atmosferę tego grobowca. Bo poza tym, z wrażeniem z pobytu w tym miejscu jest jak z przytoczonym na początku kawałem o Radiu Erewań: prawdą jest, że istnieje Mauzoleum Wielkiego Mongoła, twórcy największego imperium w dziejach, najsłynniejszego koczownika w dziejach: Czyngis Chana. Z tym, że nie leży w Mongolii, lecz w Chinach, nie Mongoła, tylko Chińczyka, imperium nie mongolskiego, tylko chińskiego, nie jest jurtą, lecz z kamienia, a tak w ogóle, to go tam nie ma, bo nie wiadomo, gdzie jest. Ale to prawda.


foto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubinafoto:Michał Lubina
Komentarzy: 1

czytelnik
2 czerwca 2010 (12:38)
biało-błekitne szmatki to khadag
biało-błękitne szmatki to khadag to jakby nazwać różaniec wisiorkiem
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".