Media 2.0
    serwisy informacyjne4 · dziennikarstwo społeczne19 · telewizja65 · nowe media5
2011-02-22
Autor: Otto Katz
Wcale niewiele czasu minęło od dni, kiedy wpływ przeciętnego Kowalskiego na kształt informacji pojawiających się w mediach był marginalny, by nie powiedzieć wprost – żaden. Z resztą, nikogo to nie dziwiło, bo sprawa jest przecież z pozoru całkiem oczywista. Dziennikarz pracuje w pocie czoła, by zaserwować milionom obywateli solidne materiały na wieczorny serwis informacyjny. Wszystko zmienił, a jakże, Internet. A konkretniej – standard Web 2.0, model treści generowanej przez użytkowników.

Dziennikarstwo obywatelskie nikogo dzisiaj specjalnie nie zaskakuje. Tylko w Polsce można znaleźć przynajmniej kilka niezłych, rzetelnych serwisów, funkcjonujących właśnie na bazie tego typu działalności. Stała redakcja liczy sobie na ogół tylko kilka osób, a materiałów pojawia się przecież całe mnóstwo. Jak to działa? Nic prostszego – w przypadku witryn tego rodzaju nie istnieje coś takiego jak sztywny podział na odbiorcę i dostawcę zawartości. W tym tkwi właśnie cała istota sprawy – dziennikarzem obywatelskim może być absolutnie każdy. Wystarczy mieć dobry pomysł na tekst albo być świadkiem ciekawego wydarzenia, czy to z dziedziny sportu, kultury, polityki i drzwi do amatorskiej żurnalistyki pro publico bono stają otworem.

Sieć to tylko pierwszy krok do upowszechnienia materiałów tworzonych przez obywateli. Coraz częściej bowiem widać kolejne symptomy tego, że citizen journalism próbuje wywiesić swój sztandar również nad mediami audiowizualnymi
Większości osób taką działalność kojarzy wyłącznie z być może największą siłą XXI wieku: Internetem. Nic w tym dziwnego, w końcu to cyfrowa przestrzeń jako pierwsza pozwoliła tej idei wykiełkować i urosnąć do rozmiarów, które przybrała dzisiaj. Na tym jednak medialna lokomotywa niezawodowego dziennikarstwa bynajmniej nie ma zamiaru się zatrzymywać. Sieć to tylko pierwszy krok do upowszechnienia materiałów tworzonych przez obywateli. Coraz częściej bowiem widać kolejne symptomy tego, że citizen journalism próbuje wywiesić swój sztandar również nad mediami audiowizualnymi. Pytanie tylko, jak to odbije się na rzetelności serwisów informacyjnych?

Lider

Większość widzów największej telewizyjnej stacji informacyjnej w Polsce - TVN 24 pewnie kojarzy charakterystyczne, czarno-zielone logo, towarzyszące emisji niektórych materiałów. Ostatnimi czasy widujemy ja na ekranie dość często, prawda? W ten właśnie sposób oznaczone są nagrania pochodzące z internetowej platformy Grupy ITI o nazwie Kontakt 24. To serwis, na którym każdy obywatel obdarzony przez naturę dziennikarską smykałką może zaprezentować swoje materiały. I o ile zdjęcia, czy artykuły nie są niczym nadzwyczajnym, bo tego przecież w sieci możemy znaleźć na pęczki, to już zupełnie inną sprawą są materiał wideo. Żeby stworzyć własny reportaż dla Kontaktu 24 nie trzeba wcale dysponować fachowym sprzętem za kilka tysięcy złotych. Zapomnijcie o potężnych kamerach, wozach transmisyjnych, czy nagłośnieniu rodem z planu filmowego. Wystarczy wam zwyczajna „cyfrówka” albo wręcz średniej klasy telefon komórkowy. Dla współczesnych urządzeń mobilnych bowiem nagranie wideo to żadna sztuka, a że nie oferują przy tym jakości High Definition? Kogo to obchodzi – na Kontakt 24 liczy się uchwycenie momentu, pokazanie czegoś istotnego, czego zawodowi reporterzy nie zobaczą, bo nie mają szans, żeby dotrzeć na miejsc zdarzenia w odpowiednim czasie. Z resztą, na stronie internetowej K24 znajduje się nawet krótki poradnik jak dobrze nakręcić materiał przy użyciu telefonu.

Jak widać wcale nie potrzeba ani wielkiego zaplecza finansowo-technicznego, ani warsztatowego, by pokazać się na największym tego typu portalu w Polsce „podpiętym” pod duży koncern medialny. Wystarczy odrobina zapału i na tyle szczęścia, by znaleźć się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Efekt tego jest taki, że już parę godzin później w Faktach można zobaczyć materiał własnego autorstwa. Jak na ironię, na ogół wiąże się to z pechem (lub nawet gorzej – tragedią) kogoś innego. Ale to nieodłączny element dziennikarstwa, prawda?

Inni podążają

Kontakt 24 to duża i popularna platforma, ale rzecz jasna nie jedyna taka nad Wisłą. Obok sukcesu ITI na tym polu inni wydawcy mediów nie mogli przejść obojętnie. Obecnie w stronę dziennikarzy obywatelskich zwraca się również Agora. W ramach portalu Gazeta.pl działa przecież serwis Alert24. Ktoś mógłby nawet dyskutować z moją opinią, iż to właśnie K24 dzierży palmę pierwszeństwa jako największa strona tego typu, ale nie chodzi tu tylko o liczbę odwiedzin (tą ciężko zmierzyć dla Kontaktu, ze względu na adres w domenie TVN-u). Liczy się też skala. Choć Alert z całą pewnością trafia do wielkiej liczby odbiorców (i tym samym również „nadawców”), to nie jest w stanie kusić ich „magią telewizji”. Na Kontakt 24 można nadsyłać materiały wideo i liczyć na to, iż trafią do TVN 24. Z kolei najbardziej prestiżowe wyróżnienie jakie oferuje Alert, to publikacja naszego dzieła na łamach jednego z tytułów Agory – czy to Metro, Gazeta.pl, czy nawet Gazeta Wyborcza. Oczywiście to też rewelacyjna sprawa, ale jednak nie działa na wyobraźnię tak, jak wieczorny serwis informacyjny.

Tym tropem starają się podążyć też media publiczne. Na stronie internetowej TVP Info można znaleźć specjalny formularz do wysyłania własnych materiałów przez telefon lub właśnie za pośrednictwem sieci. Niewykluczone, że wkrótce na „obywatelską” ścieżkę wkroczy również Polsat. Już w tej chwili można oglądać kanał Polsat News, a dedykowana mu witryna wciąż jest w budowie. Kto wie, może zatrudnieni przez Zygmunta Solorza webmasterzy pracują nad platformą podobną do Kontakt 24? Polsat News niedługo będzie obchodził trzecie urodziny – jeżeli w końcu ma stać się bardziej interaktywny, to chyba nadszedł już najwyższy czas. W trochę inną stronę zmierza Axel Springer. Na stronie Newsweeka znalazło się bowiem miejsce dla początkujących blogerów. Zamiast reporterów w wersji Web 2.0 mamy więc początkujących publicystów. Lepsza to czy gorsza ścieżka dopiero się okaże.

Społeczeństwo obywatelskie?

Czy takie dążenie do „zobywatelizowania” mediów jest słuszne? Cóż, nie sposób temu rozwiązaniu odmówić pewnych oczywistych zalet. Przede wszystkim – reporterzy to tylko ludzie. Nie mogą być w dwóch miejscach jednocześnie i żeby dotrzeć tam, gdzie akurat dzieje się coś ważnego, potrzebują trochę czasu. Nie zawsze zdążą. Może się zdarzyć, że najważniejszy moment umknie ich uwadze. Ponadto, duże media o pewnych sprawach, mających czysto lokalny charakter, nie zawsze wiedzą. A to, że coś nie obejmuje swoim zasięgiem całego kraju, nie znaczy bynajmniej, iż jest to sprawa błaha. Jakby tego było mało, czasem po prostu redakcja – nawet największa – nie ma na podorędziu tylu ludzi, by móc zająć się wszystkimi ciekawymi wydarzeniami danego dnia. Co wtedy? Nic prostszego! Należy po prostu odwołać się do treści generowanych przez osoby, które nie zajmują się dziennikarstwem profesjonalnie, ale zrządzeniem losu były w okolicy, kiedy akurat osobliwości najróżniejszego typu miały miejsce. Zwykła ludzka ciekawość stoi za tym, że materiałów od obywateli nigdy nie braknie. W tłumie gapiów zawsze znajdzie się ktoś (bądźmy szczerzy, na ogół nie jest to tylko jedna osoba), kto wyjmie telefon i zacznie filmować lub fotografować całe zajście. Ludzi nie trzeba nawet do tego specjalnie zachęcać. Wystarczyło zaproponować im możliwość publikacji materiałów w poważnych, dużych mediach i tak oto powstała samonapędzająca się machina z reporterami-amatorami w roli głównej. Perpetuum mobile, które pozwolę sobie roboczy nazwać tak, jak w tytule tego artykułu. Media 2.0.

Każdy medal, tak też i ten, ma swoje dwie strony. Hurraoptymistyczne spoglądanie na trend reprezentowany przez Kontakt 24, czy Alert24 byłoby błędem, graniczącym nawet z ignorancją. Materiały nadsyłane przez przypadkowych świadków zdarzeń to dla redakcji serwisów internetowych niemalże błogosławieństwo. Ale wiąże się również z niebezpieczeństwem pójścia na łatwiznę. W końcu po co trudzić się nad solidnym, rzetelnym, merytorycznym materiałem, skoro możemy po prostu skrócić go o połowę i wyciętą część zastąpić nagraniem otrzymanym od życzliwego obywatela? Zgadza się, to ekstremalnie czarny scenariusz, ale nie da się przeoczyć faktu, iż reportaże przygotowane przez profesjonalistów zawsze będą prezentowały się wielokrotnie lepiej, niż amatorska robota. Czasem szybkość działania faktycznie jest szalenie istotna, ale nie popadajmy w przesadę. W końcu to, co liczy się najbardziej to jakość przekazu.

Jednym z wyznaczników społeczeństwa obywatelskiego jest społeczna aktywność jego członków. I z tym wiąże się chyba największa kontrowersja, towarzysząca „Mediom 2.0”. Czy stanie w tłumie gapiów z kamerą, na przykład tuż po groźnym wypadku samochodowym, tylko po to, żeby nagrany film nadesłać potem do wybranej redakcji, można uznać za chwalebne? Za zrobione dla dobra publicznego? Podciąganie tego pod „aktywność społeczną”, szczególnie w tak karykaturalnej formie, jest może nieco na wyrost, ale czyż to nie iście groteskowy obraz? Sytuacja, w której ktoś rozbija się samochodem na drzewie, a pięć osób w ramach „dziennikarstwa obywatelskiego” zamiast udzielić pierwszej pomocy i zadzwonić po pogotowie zajmuje się filmowaniem dramatycznego zajścia to wymysł, który miejmy nadzieję nigdy się nie ziści, ale nie jest wcale tak nierealny jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać.

Czas pokaże

Póki co wszystko idzie w dobrym kierunku. Kontakt i Alert codziennie są zasypywane lepszymi i gorszymi materiałami, z których redaktorzy TVN 24 i Agory starają się wybrać co ciekawsze. Ten trend wyraźnie się nasila i czy kiedyś nabierze, nomen omen, alarmujących rozmiarów? Oby nie. Miejmy też nadzieję, że nie doczekamy się takiego skrzywienia stojącej za tymi projektami idei, jakie opisałem w poprzednim akapicie. To byłoby wysoce niefortunne, choć osoby z nadzwyczajnie czarnym poczuciem humoru mogłyby się pod nosem gorzko uśmiechnąć, widząc w tym okrutną ironię losu.


Komentarzy: 2

TomaszO
7 marca 2011 (14:05)
ciekawie
i muszę przyznać trafnie napisane. Oby się to nie sprawdziło

Michał
2 maja 2011 (21:36)
solidnym, rzetelnym, merytorycznym
"W końcu po co trudzić się nad solidnym, rzetelnym, merytorycznym materiałem, skoro możemy po prostu skrócić go o połowę i wyciętą część zastąpić nagraniem otrzymanym od życzliwego obywatela?" Ależ się ubawiłem. Szkoda, że autor nie dodał jeszcze: "niezależnym". Wtedy już z pewnością turlałbym się w pozycji horyzontalnej po moim małym mieszkanku.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".