MIJAJĄC SIĘ Z ROZUMEM - Kariera zapisana w gwiazdach
    felieton25
2009-08-13
Swego czasu, w okresie wielkiej nudy i jeszcze większego deszczu za oknem, zaczęłam grzebać w internecie. Poszukiwałam ci ja wyznaczników, świadczących o tym, że jeśli tylko się postaram; będę pracowicie, uparcie i wytrwale dążyć do celu, to wybiję się ponad przeciętność i będę sławna. Nie zaszkodzi też, jeśli przy tym obrzydliwie bogata. A imię me przez długie lata będą sławić. Tudzież opluwać. Choć nie ukrywam, iż lepiej byłoby, żeby jednak to sławienie mnie, przeważało.

Tak więc zaczęłam internetowe poszukiwania. A że wręcz tonęłam w morzu nudy to, niewiele myśląc, horoskopowej brzytwy się złapałam. No i wyszło mi, iż ja, jako znak zodiaku Koziorożec, idąc śladami co znamienitszych, nietuzinkowych przedstawicieli tegoż znaku, mogę tworzyć rzeczy niezwykłe oraz ponadczasowe. A nawet bezpośrednio lub pośrednio na życie innych wpływające.

Przykładowo, mogłabym, jak Isaac Newton, fizykę zrewolucjonizować. Względnie, oberwać w głowę jabłkiem. Gdybym zaś wykazywała pociąg do wirusów, bakterii i zarazków, to mógłby on wynalezieniem jakiejś szczepionki zaowocować. Tylko na co? Wścieklizna odpada, gdyż tutaj już mnie Ludwik Pasteur wyręczył. Szczepionki na inne, co bardziej znane zarazy też już obstawione. Nawet z tą świńską grypą już mnie ubiegli. Hmm... a może jednak jeszcze nic straconego. Jakbym tak wojnę papierosowemu smrodowi wypowiedziała, to tylko patrzeć jak opracowany przeze mnie proces, rzeczonych papierosów „odsmradniania”, na moją cześć, po wsze czasy, joannizacją tudzież zalewizacją by określali. Chociaż, z drugiej strony, rozsądniej będzie z tymi zarazami nie igrać. Człek i pożyje dłużej, i na zdrowiu nie podupadnie.

Więc cóż? Czyżby polityka? Przy mojej awersji do niej, to dopiero byłby wyczyn. Chociaż, biorąc pod uwagę fakt ile „Koziorożcowych much” się na ten polityczny lep złapało, to nie byłoby wcale takie znowuż hańbiące. Tak po prawdzie, błysnąć jak Benjamin Franklin, z nudów cosik przy tym wynajdując, to w sumie nawet by mi pasowało. A jakby jeszcze moja podobizna na jakiejś monecie tudzież banknociku zagościła, to byłoby niczym najsłodszy miód na me serce. A i niejedna łezka by mi się ze wzruszenia w oku zakręciła. Co więcej, walka z dyskryminacją, walka o równouprawnienie, żarliwe, porywające tłumy przemowy w wykonaniu Martina Luter Kinga, to budujące jeszcze bardziej niż dokonania Franklina. A jakby mnie przy tym zamordowano, to jeszcze bonus w postaci plakietki męczennika. Ewentualnie mogłabym przystać na to, aby do końca swych dni, przez część społeczeństwa być, jak Leszek Balcerowicz, wyklinaną. Moje horoskopowe poszukiwania wskazują też, że insza „kariera” to demonica seksu i rozpusty (caryca Katarzyna). A jak się dobrze postarać to może nawet udałoby się i rozbioru jakiegoś państwa dokonać. No już od biedy, mogłabym śladami Michelle Obamy, wytrwale stać przy mężu oraz niezłomnie go wspierać, aby status prezydenckiej pary, wespół zespół z mą połowicą, wypracować. Względnie, spróbować zadowolić się czymś tak trywialnym jak bycie prezydencką żoną – Carla Bruni. Chociaż może być to zadanie nie tyle karkołomne, co wręcz niemożliwe. No cóż. W „Koziorożcowym rodzie” jest też jeszcze Joanna d'Arc i ojciec Maksymilian Kolbe, ino tutaj błyskotliwego komentarza mi zabrakło. Jest też i Agnieszka „Frytka” Frykowska, ale, do diaska, przecież każda rodzina ma swoją czarną owcę.

To internetowe, horoskopowe śledztwo uradowało mnie też wzmianką, że mogłabym zostać cenionym aktorem jak Anthony Hopkins czy Krystyna Janda. W zamierzchłych czasach zaś Marlena Dietrich oraz Helena Modrzejewska. Korzystając przy tym z uroków życia – Gerard Depardieu. I jeszcze pięknie przy tym wyglądając – Joanna Brodzik. Rozbawić miliony, tworząc postać, która przejdzie do historii danego gatunku – Rowan Atkinson (Jaś Fasola, Czarna Żmija). Zbudować kosmetyczne imperium – Helena Rubinstein. Na dokładkę błysnąć w malarstwie – Paule Cezanne, Wojciech Kossak. Sprawić, że ludzie w moją śmierć nie uwierzą – Elvis Presley. Realizować się w świecie baśni, nawet tych ponurych – Jakub Grimm. A jak mi dadzą jakiś zmyślny samochodzik, to dopiero wszystkim pokażę – Michael Schumacher. Dodatkowo, mogłabym zostać kolejnym wieszczem narodowym – Adam Mickiewicz. Jak również sprawić, aby studenci przeróżnych filologii głowili się co też autor ma na myśli – Virginia Wolf, Edgar Allan Poe, Molier.

I jakiż to morał z tych wynurzeń płynie, zapytacie? No cóż. Nawet jeśli nie za wiele na to wskazuje, to jednak powyższy wywód ma sens (choć niewykluczone, iż tylko ja jestem o sensowności tegoż tekstu święcie przekonana). Niemniej jednak, aby choć jedno z powyższych „mogłabym” i „mogę” zostało wprowadzone w życie, to jak stwierdził niedawno mój znajomy, cały myk tkwi w tym, aby nauczyć się szare zamieniać w złote. Od siebie zaś dodam, że nie zaszkodzi też odrobić niejedną pracę domową, pod tytułem: jak porażki przekuwać w sukcesy. Przede wszystkim zaś szukać. Szukać swej dziedziny, niszy, tudzież oznak geniuszu. Względnie, zaginionego w okresie wielkiej nudy, rozumu...


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Indie - mozaika ludów i języków

W świadomości wielu z nas utarł się schemat myślenia o mieszkańcach poszczególnych krajów jako o jednym narodzie. Być może jest to w jakimś stopniu spuścizna po czasach PRL-u.