Mrówki, które denerwują tygrysa
    Korea50 · Kim Dzong Un14 · konflikty29 · Daleki Wschód37
2013-04-04
Autor: Edgar Czop
Niegdyś nazywano Koreę „krewetką pośród wielorybów” albo „mrówką pomiędzy czterema słoniami”. Obecnie sytuacja Półwyspu wygląda inaczej – Republika Korei jest małym azjatyckim tygrysem z dużymi przyjaciółmi, a Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna może zostać porównana do stada mrówek, które drażni przeciwnika groźniejszego od siebie.

Kim Dzong Un, foto: Wikipedia

Kiedy w programach informacyjnych uwidaczniają się tendencje apokaliptyczne, a kolejne dzienniki i programy publicystyczne zwiastują wojnę pomiędzy państwami rozdzielonymi 38 równoleżnikiem, ja apeluję o spokój i zapoznanie się z faktami. Demonizowanie sytuacji i medialny szum mają więcej wspólnego z pjongjańską propagandą niż stanem rzeczywistym w Azji Wschodniej. Niestety wśród osób, które podejmują się analizy i opisu tego co dzieje się na Półwyspie Koreańskim nierzadko brakuje specjalistów oraz osób, które na spokojnie potrafią wytłumaczyć stan rzeczywisty.

Aby lepiej przyjrzeć się całej sytuacji warto, abym oprócz własnych analiz i badań oparł swój artykuł na diagnozach i spostrzeżeniach ekspertów z tematyki koreańskiej, z którymi miałem przyjemność spotkać się i rozmawiać. Są to prof. Waldemar Dziak (ISP PAN) i dr Nicolas Levi (Centrum Studiów Azja-Polska). Takie podejście pozwoli na uniknięcie bezzasadnych i błędnych założeń typu „wojna na Półwyspie Koreańskim wisi na włosku”. Dla pełnej inferencji wykorzystam trzy poziomy analizy (jednostkowy, wewnętrzny i systemowy), które w książce „Konflikty międzynarodowe. Wprowadzenie do teorii i historii” przedstawił i użył wybitny znawca polityki zagranicznej i jej mechanizmów Joseph S. Nye.

Czy Korea Północna mogłaby zaatakować sąsiada albo bazy amerykańskie w Japonii? Z technicznego punktu widzenia tak, ale wśród generalicji północnokoreańskiej nikt, kto zachowuje choć cień zdrowego rozsądku, nie podejmie się tak radykalnych kroków

Na samym początku warto ostudzić emocje wszystkich, którzy usłyszeli i pochwycili temat o rzekomej wojnie na Półwyspie Koreańskim. Kim Jong Un może i zerwał niedawno traktat o rozejmie, który był podpisany 27 lipca 1953 roku przez Amerykanów, Koreańczyków z Północy i Chińczyków, ale ten gest nie świadczy o niczym. Po pierwsze, ze strony Korei Południowej nie został złożony na dokumencie żaden podpis. Co więcej, pełniący wtedy urząd prezydenta Yi Syngman naciskał na sojusznicze Stany Zjednoczone, aby dalej walczyły one z Północą i ostatecznie ją opanowały. Po drugie, KRLD zrywało już tyle umów międzynarodowych, dokumentów, negocjacji (w tym najważniejszych w ramach tzw. procesu pekińskiego) i obietnic, że ostateczne wymówienie rozejmu i odcięcie się od centrali telefonicznej innych państw ma jeden cel - postraszyć państwa ościenne, wzmocnić pozycję władcy w państwie i odwrócić uwagę obywateli od złej sytuacji gospodarczej. Co równie istotne, Kim Jong Un chce pokazać swojemu narodowi i „starej gwardii” ze sfer wojskowych (w szczególności) i politycznych, że jest godny sprawowania władzy po Generalissimusie Kim Ir Senie i Drogim Przywódcy Kim Jong Ilu. Młody Kim chce być równy wobec nich we władzy i nieobliczalności sprawowanej polityki. Kolejny z rodu Kimów, aby zyskać sobie poklask wśród armii, robi to co ojciec.

W tej materii warto powiedzieć parę słów o ideologii seongun, która została wprowadzona po śmierci Kim Ir Sena w 1994 roku. Zakłada ona prymat wojska na każdej płaszczyźnie życia w Korei Północnej – jak głoszą slogany „armia jest najważniejsza”, „armia jest filarem”. Dlatego też w latach dziewięćdziesiątych 25-33 proc. PKB kraju pochłaniały wydatki na ten sektor. Stąd też dzisiejsza mnogość informacji o „wielkiej” Koreańskiej Armii Ludowej liczącej 1,2 mln żołnierzy, która zasilona przez grupy bojowe i wyszkolonych cywili może wzrosnąć nawet do 7 mln osób. Inną kwestią pozostaje wartość bojowa owych jednostek. Czytając między wierszami trzeba zauważyć, że koncentracja kolejnych przywódców KRLD na wojsku ma za zadanie po pierwsze, pozyskanie przychylności generałów i po drugie, podtrzymywanie wewnętrznego militaryzmu. To z kolei pozwala na wykonywanie agresywnych gestów w stosunku do USA i Republiki Korei, które są sposobem na unikanie reform i otwarcia kraju (co zresztą sprawdziło się w połowie lat dziewięćdziesiątych, czyli w dobie kryzysu gospodarczego w Korei Północnej).

Działania mobilizacyjno-propagandowe ze strony aparatu władzy w Korei Północnej są podejmowane celem konsolidacji całego establishmentu, do których zalicza się przedstawicieli technokratów, menadżerów, ideologów, praktyków, konserwatystów i postępowców – nie sposób dociec kto jest kim. Konflikty między członkami „grupy trzymającej władzę” są na porządku dziennym. Nie można być także pewnym autonomiczności działań Kim Jong Una, tak samo jak nie można było w to wierzyć za czasów jego ojca i dziadka. Jak pisze prof. Dziak w książce „Kim Jong Il”: W praktyce podejmowanie większości decyzji politycznych istotnych dla partii, armii i państwa zapada w gronie ścisłych i nieformalnych zespołów przywódczych. Ich cechą charakterystyczną jest to, że nie są zinstytucjonalizowane.

Warto zauważyć, że od chwili śmierci Kim Ir Sena armia, która dotychczas była narzędziem w rękach wodza, zaczęła stanowić coraz bardziej autonomiczny ośrodek decyzyjny. Istniał także pogląd, że Kim Jong Il może być „zakładnikiem” armii, choć według innego nurtu, to partia i władca kierowała militarystami, a nie odwrotnie. Jak zauważa prof. Dziak, nie ma pewności co do żadnej z tych opcji, jednak zarówno Kim Jong Il jak i jego następca bez zgody ważnych figur wojskowych nie mogą podjąć kluczowych decyzji – m.in. o otwarciu państwa czy reformach wewnętrznych.

Wczoraj dr Levi w programie „Info świat” stwierdził, że północnokoreańska armia sama w sobie jest zdezorganizowana i według niektórych źródeł konflikt nie jest Koreańczykom z Północy wcale na rękę. Analityk z Centrum Studiów Polska-Azja stwierdza, że władze w Pjongjangu szukają pretekstu do kolejnej próby atomowej i jak na razie (patrząc na manewry Stanów Zjednoczonych) im się to udaje. Popieram tu prognozy Levi’ego co do kolejnych agresywnych gestów ze strony KRLD. Wszystko odbędzie się zapewne na kilka dni przed rocznicą urodzin Wiecznego Prezydenta Kim Ir Sena (15 kwietnia). Warto dodać, że wcześniejsze przewidywania, które wysuwałem zarówno ja, jak i inni analitycy sprawdziły się – na kilka dni przed pierwszą rocznicą śmierci Kim Jong Ila został wystrzelony „satelita” w postaci rakiety Unha-3.

Patrząc na ostatnie wydarzenia, można się tylko upewnić w wysuwanych wnioskach. Podczas sesji plenarnej Partii Pracy Korei 31 marca b.r. młody Kim stwierdził, że tylko broń jądrowa jest narzędziem do obrony przed Stanami Zjednoczonymi i nie zostanie ona wymieniona na pomoc gospodarczą (aluzja do wcześniejszych pertraktacji denuklearyzacyjnych) ani na amerykańskie dolary. Kim Jong Un podkreślił też, że rozwój broni atomowej i realizacja projektów gospodarczych (stwierdzenie propagandowe) są głównym zadaniem partii. Niepokoi także fakt zamknięcia przez władze w Pjongjangu parku maszynowego w miejscowości Kaesong usytuowanej tuż przy granicy obu Korei (okręg przemysłowy gromadzi robotników z KRLD i kapitał oraz know-how z Republiki Korei). Takie działanie reżimu miało być odpowiedzią na manewry Amerykanów na Półwyspie Koreańskim, jednak poprzez podjęcie takiej decyzji ucierpieli Koreańczycy z Południa, którzy nie mogą jak na razie wrócić do domów.

Do sprawy włączyły się Chiny czyli „chłodny sojusznik” reżimu, które od kilku dni mobilizują wojska na pograniczu z Koreą Północną. Przedstawiciel rządu w Pekinie wyraził swoje zaniepokojenie i wezwał do „normalizacji”. Nie zapominajmy, że Chiny to zarówno jedyny sojusznik KRLD (który de facto potępia wszystkie ostatnie działania reżimu Kimów), jak i ostatni kanał do ostudzenia zapędów Pjongjangu. Głos w sprawie Półwyspu Koreańskiego zabrał także sekretarz stanu USA John Kerry: Stany Zjednoczone będą się bronić, tak samo jak bronić będą sojusznika, którym jest Republika Korei. Aby poprzeć swoje słowa, na wody w pobliżu Korei Południowej został wysłany kolejny okręt USA – będzie on zapewne wsparciem dla samolotów F-22 Raptor, B-2 i B-52 oraz statków morskich John S. McCain i pływającego radaru SBX-1.

Czy Korea Północna mogłaby zaatakować sąsiada albo bazy amerykańskie w Japonii? Z technicznego punktu widzenia tak, ale wśród generalicji północnokoreańskiej nikt, kto zachowuje choć cień zdrowego rozsądku, nie podejmie się tak radykalnych kroków. Wojna jest niekorzystna zarówno dla Pjongjangu, ze względu na możliwą destabilizację państwa, ogromne straty w ludziach i brak poparcia z zewnątrz (w przeciwieństwie lat pięćdziesiątych), jak i dla Seulu, który nie zdołałby zapewne po raz drugi wciągnąć Stanów Zjednoczonych do wewnętrznego konfliktu na Półwyspie Koreańskim i poprzez wojnę zaprzepaścił swoje szanse na bycie na czele państw eksportujących. Po Iraku i Afganistanie także Amerykanie nie zgodziliby się na kolejną interwencję „na szeroką skalę”, oznaczałby to bowiem kolejne koszty finansowe i polityczne.

Nawet jeżeli doszłoby do starcia, Korea Północna mogłaby się bronić przed atakiem powietrznym przeciwnika jedynie przestarzałym sprzętem. Portal National Security (od Foreign Policy) w jednym z ostatnich artykułów prezentuje potencjał obrony przeciwlotniczej KRLD. Większość rakiet obronnych wojsk północnokoreańskich to arsenał pochodzący z lat 50-70, które zostały zaprojektowane bądź wyprodukowane w ZSRR (lub były na nich wzorowane). Rakiety typu SA-2 Guideline, SA-6 Gainful czy SA-3 Goa to przestarzałe pociski, których popularność miała miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w zupełnie innych konfliktach. Samoloty amerykańskie posiadają za to nie tylko system, który uniemożliwia wykrycie przez wrogie radary, ale są także wyposażone w rakiety, których nie wykryje i nie zestrzeli żadna bateria z KRLD. Co więcej, systemy obrony rakietowej Korei Północnej są łatwe do zablokowania i zmylenia, dlatego nie stanowią większego zagrożenia dla sił USA-RK. Tak więc na konflikt zbrojny nie ma większych szans. To stanowisko podzielam z prof. Dziakiem i dr Levim oraz innymi badaczami Półwyspu Koreańskiego (m.in. dr Burdelskim).

30 marca w programie „Fakty po Faktach” prof. Dziak stwierdził, że za każdym razem, gdy władze w Pjongjangu odnotowują wspólne manewry ćwiczeniowe USA i Korei Południowej, reżim Kimów wchodzi w stan tzw. półwojny. Warto także dodać, że w rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem profesor z Collegium Civitas podkreślił, że od czasu zakończenia wojny koreańskiej w 1953 roku mieliśmy do czynienia z kilkudziesięcioma tysiącami incydentów między Północą a Południem półwyspu, a mimo to nie doszło do żadnego poważnego starcia, nie licząc ostrzelania wysp Yeonpyeong 23 listopada 2010 roku.

Wojny z tego nie będzie – stwierdził prof. Dziak, po czym dodał – przywódcy koreańscy to szaleńcy, ale na 70 proc. Co już było wspomniane we wcześniejszej części tekstu, a co podkreśla prof. Dziak: Kim Jong Un może być kolektywną częścią wojska, ale może także rozgrywać własną partię. Nie sposób więc dociec prawdziwych intencji najbardziej hermetycznego i tajemniczego reżimu na świecie. Pewne jest za to, że wojna na Półwyspie Koreańskim to najmniej prawdopodobny scenariusz – nieważne co spekulują media i propaganda Pjongjangu.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".