Nabucco - koniec marzeń o niezależności Europy
    Nabucco15
2012-04-24
Mieliśmy mieć do czynienia z projektem, który znacząco zmniejszyłby stopień uzależnienia Unii Europejskiej od rosyjskiego gazu. Jednak Nabucco wciąż nie wszedł w fazę realizacji. I nic nie wskazuje na to, by miało do tego w najbliższym czasie dojść. Czy to koniec wielkiego projektu Południowego Korytarza?

Choć oficjalna strona spółki odpowiedzialnej za realizację projektu wciąż informuje , że budowa ma się rozpocząć pod koniec 2013 roku, zaś pierwsza transza błękitnego paliwa popłynie przez nowy gazociąg już cztery lata później, to wiele sygnałów sugeruje, że plany te trzeba będzie zrewidować. O ile nie w ogóle porzucić.

Pierwszą – i absolutnie nie ostatnią – z przeszkód stojących na drodze do realizacji ambitnego projektu zagospodarowania Południowego Korytarza jest problem Unii z zawarciem stosownych porozumień z państwami, z którymi porozumienie jest warunkiem sensowności przedsięwzięcia. Mowa tu o Turkmenistanie i Azerbejdżanie, a zatem państwach będących planowo źródłem surowca, który miałby popłynąć przez Nabucco. Przyczyny takiego stanu rzeczy bywają różne – począwszy od unijnego kręcenia nosem wobec niespełniania przez wymienione państwa standardów ochrony praw człowieka, kończąc na alternatywnych inicjatywach , w które owe państwa się angażują postrzegając je jako szybsze i pewniejsze drogi realizacji swoich interesów.

Nowe: Gaz łupkowy w Polsce – słomiany zapał czy zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego

Drugą przeszkodą jest podejście do tematu Turcji – państwa, przez które przebiegać ma niemal 2/3 całego gazociągu . Dążąca wyraźnie do ugruntowania statusu głównego państwa tranzytowego w regionie Ankara jest coraz mniej przychylna projektowi, który w znacznej mierze realizowany byłby na jej terytorium, a pozostawał poza jej bezpośrednią kontrolą. Udziały w spółce Nabucco Gas Pipeline są bowiem podzielone po równo między sześć koncernów: Bulgarian Energy Holding, turecki Botas, węgierski FTSZ, austriackie OMV, rumuński Transgaz oraz niemieckie RWE.

Ten ostatni jest zresztą źródłem kolejnego problemu, który staje na drodze do realizacji projektu, stawiając ją pod znakiem zapytania. RWE jest bowiem jedną z tych firm, które zostały najmocniej dotknięte decyzją rządu federalnego o wycofaniu się z korzystania z elektrowni jądrowych. Zwiększenie zadłużenia, spadek wartości akcji oraz przewidywane koszty przeprofilowania to wystarczające przesłanki, by zrozumieć przedstawione w styczniu bieżącego roku przez Juergena Grossmana stanowisko firmy o braku woli dla angażowania się w przedsięwzięcia wymagające od niej znaczących nakładów finansowych.

Czytaj więcej na temat gazociągu Nabucco

Istotną przeszkodą są też powstałe i wciąż powstające projekty alternatywne, z których najgłośniejszym jest rosyjski South Stream . Rozwiązanie to nie dość, że uderza w koncepcję leżącą u podstaw unijnego projektu (dostawa gazu z pominięciem Rosji), to jeszcze stosunkowo niedawno Rosjanom udało się zawrzeć porozumienie z Turcją, na mocy którego ta ostatnia zgodziłaby się udostępnić swoją wyłączną strefę ekonomiczną na rzecz budowy gazociągu. Porozumienie nie przesądza jeszcze co prawda o przyszłym powodzeniu przedsięwzięcia, jednak ponownie zwraca uwagę na niespecjalnie silne przywiązanie Turcji do idei Nabucco, dla której realizacji jest ona państwem kluczowym. Powstaniu Nabucco w pierwotnie planowanym kształcie nie sprzyja też ciągłe przesuwanie rozpoczęcia budowy, skutkujące zwiększaniem się szacowanych kosztów (nawet oficjalna strona projektu zastrzega, że przedstawiona tam kwota 7,9 mld euro jest obecnie weryfikowana), a także pomysłami okrojenia inwestycji.

Nabucco jest więc wciąż tylko projektem. „Tylko”, choć wielkim, a przy tym posiadającym silne wsparcie polityczne. Kłopot w tym, że wsparcie to płynie ze strony, która w gruncie rzeczy ma w całym przedsięwzięciu najmniej do powiedzenia. Unijne plany krzyżuje szereg zjawisk, inicjatyw i zabiegów, które czynią Nabucco koncepcją obiektywnie coraz mniej atrakcyjną i prawdopodobną. Tureckie ambicje, alternatywne projekty, kłopoty z państwami-źródłami surowca, problemy udziałowców spółki odpowiedzialnej za budowę gazociągu, a wreszcie rosnący koszt ewentualnej inwestycji – to wszystko składa się na coraz bardziej prawdopodobne fiasko europejskiej inicjatywy.




Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Ukraina, Rosja i UE w gazowym klinczu

Reakcja na wydarzenia na Ukrainie w pierwszych miesiącach 2014 roku po raz kolejny pokazała, w jakim klinczu znajdują się Unia Europejska, Rosja i Ukraina. Z Rosji pochodzi trzecia część...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".