Nadmiar a deficyt demokracji
    USA213 · Kongres USA16
2010-11-02
W ostatnim numerze „Przekroju” (26 października) ukazał się bardzo ciekawy tekst Łukasza Wójcika dotyczący kryzysu politycznego w Stanach Zjednoczonych, w których lada moment odbywać się będą wybory do Kongresu. Tezą autora jest to, że problem USA leży w nadmiarze demokracji.

Patrząc przez ten pryzmat na sytuację polityczną w Polsce – stwierdzić można z żalem, że nasz kryzys polityczny (który jest faktem niezaprzeczalnym) jest efektem czegoś zupełnie odwrotnego – deficytu demokracji. Posiłkując się najbardziej wyrazistymi przykładami z tekstu Wójcika – można zestawić nasz deficyt z amerykańskim nadmiarem, a ponadto zastanowić się – czy któreś z państw jest w lepszej sytuacji i czy w ogóle o tej „lepszej sytuacji” można mówić.

„W najbliższy wtorek wszyscy Amerykanie znów idą do urn zakreślać nazwiska w większości nieznanych im kandydatów na stanowiska, o których istnieniu często nie mają pojęcia” – pisze Wójcik. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie mogą sobie poradzić z nadwyżką ofert. Ich rynek polityczny - jak określają to fachowcy od marketingu – jest wielki. Przy tym jednak należy nadmienić, że jest także przepełniony. Rzeczywiście, staje się to w dużej mierze problematyczne zważywszy na przypadkowość wyboru.

Deficyt polskiej demokracji przejawia się po pierwsze w braku nowych ofert politycznych, a po drugie w polaryzacji sceny politycznej na stronę prawą i jeszcze bardziej prawą. Od 2007 r. życie polityczne reżyserowane jest przez PO, PiS, PSL i SLD. Dziś poza tymi czterema partiami nie dzieje się absolutnie nic. Planktony polityczne, takie jak choćby SdPL, demokraci.pl czy Prawica RP (potencjalnej partii Palikota nie biorę póki co poważnie pod uwagę) – nie biorą faktycznego udziału w życiu politycznym w Polsce. Idąc dalej – petryfikacja polskiej polityki powoduje, iż jest ona w dużej mierze patologiczna. Z czterech największych partii – PSL jest na politycznym wymarciu, a SLD z jej obecnym liderem nie ma perspektyw aby wyjść poza 15% poparcia. Patologię sceny politycznej potęguje polaryzacja na dwie prawicowe partie, z czego jedna jest zepchnięta przez własnego prezesa do trwałej opozycji (poprzez rezygnację z działalności politycznej na rzecz histerycznego upominania się o krzyże, trumny, samoloty i pomniki), a druga stała się typową partią władzy, w której główną sferą działalności nie są reformy, lecz zimna socjotechnika.

Łukasz Wójcik wspomina o tym, że Amerykanie zaznaczają na kartach kandydatów, o których istnieniu wcześniej nie mieli pojęcia. Większość nazwisk jest zupełnie nieznana, anonimowość kandydatów powoduje przypadkowy wybór stanowisk państwowych.
Problemem w Polsce jest to, że o politykach startujących w wyborach wiemy bardzo wiele, niestety wiedza ta oparta jest na przekazie mass-mediów. Polacy nie mają pojęcia o programach ugrupowań politycznych, mają problem z przyporządkowaniem konkretnych polityków do ich partii. Doskonale jednak znają polityków z ich wybryków, sposobów zachowania w programach telewizyjnych. Wszyscy wiedzą, że Palikot wymachiwał sztucznym penisem, niewielu zaś wie, jakie idee głosi ten polityk. Jarosław Kaczyński słynie z przyznania się do tego, że nie pamięta za wiele ze swej kampanii, gdyż zażywał środki uspokajające. Słynie również z wybryków w towarzystwie pochodni pod pałacem prezydenckim czy heroicznej walki o pomnik dla brata. Nie wiadomo zaś do końca, jakie przyświecają mu idee, jaki program ma jego partia (czy w ogóle jakiś ma?). Elektorat często nie wie o politykach wiele więcej niż to, że są rozwrzeszczanymi frustratami.

W tekście Wójcika pojawia się również fragment dotyczący „obywateli histeryków”. Mowa jest o przeciętnych obywatelach, którzy „… stymulowani jakąś nieprzewidywalną pasją lub zwiedzeni kłamliwymi pogłoskami […] podatni [są] na histerie”. O ile w tekście dziennikarza „Przekroju” nie można znaleźć czarno na białym, że tacy właśnie obywatele zawładnęli Ameryką – myślę, że z kontekstu ogromnej ilości anonimowych kandydatów wynika, że pojawia się równie ogromna grupa obywateli motywowanych przypadkiem.
W kontrapunkcie do tego typu postawy mamy w Polsce inny model obywatela – obywatela obojętnego. Polacy nie wykazują się większym zainteresowaniem polityką, kwestiami społecznymi czy ideologicznymi poza to co wykracza poza ramówkę TVP czy TVN24. Co za tym idzie – nie wykazują się tym bardziej histerią (poza sytuacjami wyjątkowymi, kiedy to przez chwilę w mediach pokrzykuje się o „zrywach narodowych”). Zaangażowanie Amerykanów (chociażby to powierzchowne – lansowane przez stacje telewizyjne) nijak ma się do obojętności Polaków. Czy jednak – biorąc pod uwagę skutki polityczne dla państwa – są od siebie tak odległe?

Zestawiając sytuację USA „w przeddzień” wyborów z realiami polskimi – nie można stwierdzić, że któreś z tych państw jest w lepszej czy gorszej sytuacji. Uważam, że problemy Amerykanów i Polaków są porównywalne. Głównym powodem tej sytuacji jest przewijający się bez przerwy motyw przypadkowości wyborów. Co bowiem można stwierdzić o zbyt dużej bądź zbyt małej ilości ofert politycznych dla obywateli? Czym dla państwa jest niewiedza dotycząca kandydatów? Czy wreszcie lepsza jest obojętność obywateli względem wyborów, życia politycznej czy ich potencjalna histeria? Wszystkie te czynniki powodują, że wybieramy kandydatów przypadkowych. Brak ofert politycznych powoduje wybór mniejszego zła, które jest takim samym przypadkiem jak zaznaczenie nieznanego nazwiska na karcie wyborczej. Obojętność wobec wyborów wpływa równie destrukcyjnie na sens głosowania jak udział „histeryczny”. Nie mówiąc o tym, że obojętność bardzo często może przekształcić w tą „histerię” – choćby w momencie głosowania, ale to wystarczy…

Daleko więc zarówno Amerykanom, jak i Polakom do arystotelesowskiego złotego środka, jakim jest system, którego chyba nie znamy, którego nikt nie wymyślił. Bo być może coś w tej naszej ukochanej demokracji jest takiego specyficznego, że albo jej za dużo, albo za mało.


Komentarzy: 1

A.
5 listopada 2010 (17:41)
poprawka
"Mass media" pisze się bez myślnika. Zarówno "Nowy słownik ortograficzny PWN", jak i "Nowy słownik poprawnej polszczyzny" podają taką pisownię. Pozdrawiam.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Jan Palikot”, czyli co zagraniczne media donoszą o polskich wyborach

Jeszcze w czasie trwania kampanii wyborczej "The Economist" oceniał ją jako nudną. Jeśli do tego dodamy wynik wyborów gwarantujący polityczne status quo, to łatwiej będzie można zrozumieć,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".