„Czekam aż napiszesz coś o Tatrach” – wysłała mi maila Ala.
Napiszę, ale to nie będzie łatwe, bo to tak jakbym pisała o sprawach najintymniejszych…
Tatrzański Park Narodowy obejmuje ¼ powierzchni całych Tatr. Pozostałe ¾ to słowacki Tatransky Narodny Park. Całe Tatry mają powierzchnię 785 km2, /dla porównania – Alpy mają 220.000 km2/ część polska wynosi 174 km2. W linii prostej „Polskie Tatry” mają zaledwie 51,5 km – taka jest bowiem odległość od Przełęczy Huciańskiej po Przełęcz Zdziarską.
Tatry to najwyższa część Karpat. Są malutką skalną wysepką o charakterze alpejskim. Są naszym największym polskim przyrodniczym skarbem, którego nie można porównać z niczym i nigdzie, z żadnym innym łańcuchem górskim na świecie.
Wędrówki po tatrzańskich szlakach powinno się zaczynać zaraz po wschodzie słońca. Wtedy góry są jeszcze puste i budzą się do życia. Na szlaku są tylko najprawdziwsi turyści, dla których największą przyjemnością jest oglądanie opadających lub wznoszących się mgieł, słuchanie odgłosów budzących się ze snu regli, oglądanie cieni i zarysów najpiękniejszych gór świata na progu dnia.
„A pamiętasz jak chodziłyśmy po Tatrach? – spytała Grażyna – o tym napisz”
Pamiętam Grażynko, pamiętam też jak Wojtek zabrał nas na rykowisko na Polanę Rusinową.
Miałam 19 lat gdy przechodziłam pierwszy raz koło „Betlejemki” /czyli szkoły wysokogórskiej/ na Hali Gąsienicowej. Siedząca przed nią jakaś parę lat starsza ode mnie dziewczyna zapytała czy nie chciałabym nauczyć się wspinać. Odmówiłam, nie czułam się na siłach. Odchodząc w stronę Murowańca słyszałam, że udało jej się zainteresować wspinaczką inne dziewczyny. Po jakimś czasie zobaczyłam jej zdjęcie w jakiejś gazecie …. Bo zdobyła kolejny szczyt gdzieś w innych bardzo wysokich górach. Gdybym wiedziała, że rozmawiam z samą Wandą Rutkiewicz…
W najmniejszym tatrzańskim schronisku na Hali Kondratowej zauważyłam ostatnio na ścianie drewniane tabliczki z wyrytymi cytatami z książek wielkiego miłośnika gór Władysława Krygowskiego. Na jednej z nich jest napisane „Do gór trzeba dorastać, a nie obniżać góry do siebie”. Jakież to mądre i oczywiste.
„Powinnaś napisać o tym co nas połączyło na całe życie” – powiedziała Basia z nad rzeki Mlecznej ,dla której Tatry są sensem życia.
Masz rację Basiu,… tylko tak piękne przeżycia mogą połączyć na zawsze. W tych górach jest wszystko co kochamy: wolność, przestrzeń, czyste powietrze, wspaniałe widoki, piękna przyroda, zwierzęta i ptaki, zapachy, cisza i … muzyka gór. Składa się na nią wiatr, który szumi w gałęziach drzew, szum potoków, brzęczące owady na polanach, odgłosy zwierząt i śpiew ptaków a także łamiące się gałęzie drzew, obsuwające się kamienie, dźwięk dzwoneczków owiec i szczekanie owczarków podhalańskich… a także coraz już rzadszy śpiew góralek i odpowiadające mu nawoływania juhasów i… sama najlepiej wiesz co jeszcze. Po tych górach wędrowałyśmy razem w całkowitym milczeniu, bo rozumiałyśmy je bez słów. W tych górach pozostawiłam 43 lata z mojego życia, bo tyle już lat po nich chodzę. Nigdy nie liczyłam ile razy wchodziłam na dłużej do Świątyni zwanej Tatrami, ale myślę że jest to liczba ogromna.
Dla wielu osób Tatry są miejscem świętym. Nawet ci, którzy nie wierzą w Boga przyznają, że w Tatrach łagodnieją, stają się bardziej pokorni. Bo chodząc po tych górach z reguły wyciszają się i przyznają, że jest to miejsce wyjątkowo piękne i majestatyczne. I że ktoś to piękno musiał stworzyć. Jakaś Siła –… tylko jakby ją tu nazwać? Bo gdy schodzi się z Zawratu i patrzy się na panoramę Doliny Pięciu Stawów Polskich to przecież nie myśli się o tym że… jakiś milion lat temu zaczęła się epoka lodowcowa, że trzy czy cztery razy lodowce następowały i cofały się pozostawiając po sobie w dolinach piękne stawy i że to one rzeźbiły ten teren.
Inni – wątpiący - idą w Tatry aby tam z Bogiem się kłócić, rozmawiać, dyskutować.
Lub żeby Go tam znaleźć.
W Tatry chodzę głównie po to by odpowiedzieć sobie na pytania postawione w dolinach, w ciągu całego roku, w smutne dni zimowe i późno-jesienne, w czasie choroby ciała lub duszy. By zrozumieć rzeczy i sprawy, które mnie przerastają i którym się ciągle dziwię i nie mogę z nimi pogodzić. Gdy siedzę na jakiejś przełęczy czy przysłopie, gdy wchodzę na jakiś szczyt lub schodzę w dół albo gdy siedzę po prostu pod reglami - to wszystko wydaje mi się piękniejsze, prostsze, bardziej oczywiste. W trakcie każdej wędrówki prowadzę z górami niemą rozmowę i one mi także bez słów odpowiadają. I z każdej wycieczki w Tatry wracam pogodzona, radośniejsza, spokojna, silniejsza. A z drugiej strony jestem potem trochę smutna i rozżalona, że zostawiam za sobą ten wyjątkowy cud.
Oczywiście patrzę na Tatry sercem, przez pryzmat własnych uczuć i przeżytych w tych górach pięknych chwil. Byłam przecież w innych, dużo większych i wyższych masywach górskich. Byłam w Alpach na Aiquille du Midi w Masywie Mont Blanc, na Pilatusie k/Lucerny, na Rigi. Byłam na Kaukazie i przejechałam go w poprzek tzw. Gruzińską Drogą Wojenną. Ale swojego zdania na temat Tatr nigdy nie zmieniłam i nie zmienię. Są najpiękniejsze.
„Pisz i pisz Jadziu, może teraz… o Holach ?” – zapytał w mailu Wojtek, dla którego Tatry to Hole.
Dziękuję Wojtku, że mnie wspierasz w moim pisaniu i wspominaniu. Pamiętasz jak schodziliśmy kiedyś z Kasprowego do Doliny Gąsienicowej? Naprzeciwko nas szło dwóch panów z wielkimi psami. Psy oczywiście były bez kagańców i biegały w tą i z powrotem po nowych nasadzeniach kosodrzewiny. Poprosiłeś tych panów aby natychmiast psy przywołali, założyli im kagańce i smycze. Byli oburzeni zwróconą im uwagą, chociaż widzieli Twój mundur leśnika. Wtedy pokazałeś im - pożyczając lornetkę - sarny pasące się wyżej na zboczu Kopy Magury. Powiedziałeś: „Te psy gdy wyczują sarny popędzą je po górach, a one nie przyzwyczajone i przerażone zaczną uciekać łamiąc nogi”. A później powiedziałeś jeszcze, że co roku pod Tatrami w czasie Sylwestra ginie dużo saren, jeleni i kozic. Gdy słyszą wybuchające fajerwerki uciekają na oślep i zabijają się o drzewa, skały, także o stojące blisko gór zabudowania.
14 sierpnia 2011 r. padł rekord w historii Tatrzańskiego Parku Narodowego. W tym dniu ponad 40 tysięcy osób weszło na szlaki Tatr, z tego ponad 13 tysięcy odwiedziło Morskie Oko. „Większość z nich – jak stwierdził dyrektor TPN Paweł Skawiński - to niestety „turyści” w klapkach na nogach . Ja dodam - … i niestety wielu z nich - z puszką piwa w ręce…
W Najpiękniejsze Góry Świata zaprowadziła mnie pierwszy raz moja Mama w wakacje po maturze. Zobaczyłam wtedy po raz pierwszy panoramę Hali Gąsienicowej. I ten widok pozostał mi przed oczami na zawsze. I jest moim lekiem na całe zło tego świata.
„Babciu, opowiesz mi o tych wysokich górach?” – zapytał mój 7-letni wnuczek.
Opowiem, ale wcześniej zabiorę Cię jeszcze na piękną wędrówkę. A wiesz, że kiedyś jak byłam na wysokiej przełęczy która nazywa się Wrota Chałubińskiego – to akurat była okropna mgła. I wtedy naprzeciwko nas wyszły kozice. Były zdezorientowane, trochę przestraszone, ale widocznie ta mgła stępiła im węch bo przeszły tuż koło nas. Baliśmy się ruszyć i staliśmy nieruchomo prawie nie oddychając.
Innym razem szliśmy w górę Wyżnią Doliną Chochołowską. Na szlaku ślady w postaci odchodów - zostawił niedźwiedź. Idący z naprzeciwka taternicy powiedzieli nam żebyśmy wracali bo wyżej w kosodrzewinie przebywa niedźwiedzica z małymi niedźwiadkami – i że może być groźna dla ludzi.
A wiesz o tym, że w Tatrach są pochowane skarby? Szczególnie w jaskini pod Giewontem. A w Morskim Oku… to żyje ryba z baranią głową, a w Jaskini Kasprowej Niżniej pływa złota kaczka, która raz w roku znosi diamentowe jajko. I że Morskie Oko jest połączone z morzem…
Bardzo lubię w górach patrzeć na grupki 3-pokoleniowe. Bo często zdarza się, że młodzi rodzice prowadzą ze sobą kilkuletnie dzieci /niektóre malutkie niosą na plecach/. A za nimi idą jeszcze babcia i dziadek tych maluchów. Cieszy mnie to podwójnie, bo znaczy że młodzi ludzie przekazują swoim dzieciom to czego nauczyli ich rodzice – odpowiedzialnej wędrówki po szlaku i w dobrych butach, z plecakiem w którym jest kurtka na deszcz, bandaż elastyczny, podstawowe lekarstwa, prowiant, woda do picia…
„A byłaś na tych wszystkich szczytach?” – to znowu 7-latek.
Byłam tylko na kilku z nich: na Krywaniu i Rysach od słowackiej strony, na Kominiarskim Wierchu wiele lat temu kiedy jeszcze prowadził tam szlak, na Giewoncie, Kasprowym., Kozim , na wszystkich szczytach Doliny Chochołowskiej. Mój szczyt często był dużo niżej, bo czasami bałam się wejść na ten prawdziwy. Byłam 2 razy na słynnej przełęczy Zawrat /1-szy raz gdy miałam 22 lata, 2 -gi raz – 28 lat później/, na Krzyżnem, na przełęczy Liliowe skąd bałam się już iść dalej na Świnicę, na Karbie gdzie czekałam aż zejdą z Kościelca moi towarzysze wędrówki,…
Gdy chodziliśmy ostatnio w Tatrach doszedłeś z tatą i dziadkiem do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Może następnym razem dojdziesz do Zmarzłego Stawu pod Zawratem. Ten stawek lubię najbardziej. Jest malutki, bardzo często nawet w lecie pokryty jest lodem i ma kształt łzy. A stamtąd kiedyś na pewno z młodszym bratem pójdziesz na Zawrat.
„A o Tatrach już napisałaś?” – zapytał Grzegorz.
Napisałam, ale nie wszystko, bo to nie jest możliwe. Nie napisałam jeszcze nic o wspaniałych schroniskach tatrzańskich, z których każde ma swoją historię i wyjątkową atmosferę. Nie napisałam o odkrywcach i znanych ludziach Tatr, którzy zostawili tu swoje ślady na zawsze. Nie napisałam o ratownikach górskich i o wielu innych związanych z Tatrami sprawach. Nie napisałam o limbach, goryczkach, krokusach, dziewięćsile bezłodygowym, szarotkach. O pomurnikach – czyli żyjących wśród skał ptakach, które potrafią chodzić po pionowych tatrzańskich skałach i dotrzymują w ten sposób towarzystwa taternikom. I o tym ile razy przeżyłam burzę w samym środku gór. O tym jak kiedyś wchodziłam na Czerwone Wierchy w lipcu w pięknym słońcu i upale a parę godzin później schodziłam w śnieżycy i prawie całkowitej ciemności. I o pięknym zwyczaju pozdrawiania się na szlakach.
I nie wiem czy udało mi się w tym tekście ukazać ogrom uczucia jakim darzę Góry Mojego Życia.
Z Tobą chodziłam po Najpiękniejszych Górach Świata najwięcej. Po ostatnim wspólnym pobycie w tej Świątyni napisałeś mi taką dedykację w jednej z książek o nich: „Z podziękowaniem za wszystkie te piękne i niezapomniane wycieczki po tatrzańskich szlakach,… a przede wszystkim z wdzięcznością za to, że nauczyłaś mnie chodzić po Tatrach –…”
Tekst ten dedykuję wszystkim z którymi przez wiele lat wędrowałam po Górach Mojego Życia /także tym, których nie wymieniłam z imienia/. Niestety, osoba, która mnie w te Góry zaprowadziła po raz pierwszy – tekstu tego nie może już przeczytać.
Komentarzy: 22Azalia/Grażyna
18 września 2011 (22:42)
Poryczałam się, najnormalniej się poryczałam. Tyle miłości i czułości do Tatr w każdym słowie, że nawet gdybym nigdy nie była po Giewontem czy na Kasprowym, to dzięki Twojemu wpisowi już byłabym oczarowana i zakochana w naszych górach. Tak, nasze Tatry, to cud natury. Pamiętam, kiedy jako szesnastolatka po raz pierwszy znalazłam się w Zakopanem i zobaczyłam Giewont, to mi dech zaparło. Z okna pensjonatu miałam tego śpiącego rycerza na wyciągnięcie ręki. A kiedy stanęłam u jego stóp, poczułam się taką maleńką drobinką, jak ziarnko piasku. Zrozumiałam i odczułam wielkość i potęgę gór.To uczucie towarzyszy mi gdy jestem w Górach. Ale co tam znaczy te kilka moich spotkań z Tatrami w porównaniu do Twoich wędrówek i poznanych szlaków i urokliwych miejsc. Tak pięknie piszesz, malujesz słowem obrazy, przekazując w ten sposób swoje uczucia, podziw, że musiałam się popłakać. W ciekawy sposób od strony technicznej poprowadziłaś narrację, odwołując się do rozmów, maili. To świetnie urozmaicenie i ubarwienie tekstu. Jest on żywym materiałem, a nie tylko zwykłym opisem. Fotki są piękne. Dziękuję Jadziu.
notaria
18 września 2011 (23:33)
Mój wielki podziw dla Ciebie, Jadwigo, za ten tekst. jest niezwykły za sprawa formy, jaką zastosowałaś. Z ułamków zdań stworzyłaś dialog, wpisując w niego tyle uczuć, tyle miłości.... Ja sobie tę metodę u Ciebie podpatrzę i może kiedyś zapożyczę;-) A góry? Nie znam ich tak, jak Ty, byłam w Tatrach kilka razy, liznęłam je zaledwie, ale wyniosłam z tych wycieczek dwa nawyki: zawsze mam przy sobie czekoladę i zawsze wybieram wygodniejsze buty niż elegantsze:-)))
Jadwiga
19 września 2011 (06:24)
To na pewno dla mnie te wszystkie słowa uznania? Dziękuję Azalio. Cieszę się że rozbudziłam Twoje wspomnienia.
Jadwiga
19 września 2011 (06:29)
Dziękuję....ale ja po prostu po ostatnim pobycie w Tatrach usiadłam i napisałam to.... co noszę w sercu od lat....
paczucha
19 września 2011 (11:36)
To wszystko o czym piszesz to prawda, ten zachwyt, ta świadomość swojej małości, te piękne krajobrazy, widoki, ten trud wspinaczki.Pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedys się tam spotkamy:)
Jadwiga
19 września 2011 (12:03)
Dziękuję, jestem przekonana że to się kiedyś zdarzy.....
Joter
19 września 2011 (17:31)
Tak pięknego opisu Tatr nigdzie nie spotkałam. Myślę, że zostaniesz dostrzeżona i wyróżniona za to, na liczącej się płaszczyźnie Właściwie to nie opis gór, ale opis uczucia, opis miłości, tęsknoty i niezaspokojenia, które najtrudniej opisać, żeby nie wejść w banał. Łzy wzruszenia są we mnie całej i widzę Ciebie we wszystkich scenach, które opisałaś. Wiele też można sobie wyobrazić z Twoich sugestywnych opisów, ale góry, to góry, każda chwila inna i tego już ludzki umysł nie ogarnia. Jadwigo kochana, masz ogromny talent pisarski, kłaniam Ci się nisko i pozdrawiam Cię z całego, wzruszonego serca.
Jadwiga
19 września 2011 (19:49)
Zupełnie nie wiem co mam Ci odpowiedzieć. Więc po prostu - BARDZO DZIĘKUJĘ !!!
Eurydyka
20 września 2011 (07:49)
Jadziu, jesteś mistrzynią słowa. Pięknie opisujesz niezwykłe zakątki. Rozbudzasz wyobraźnię, przywołujesz wspomnienia. Czytam Twoje artukuły z wielką przyjemnością i ze wzruszeniem. Masz taką delikatność w sobie, że czytając artukuły człowiek mimowolnie wycisza się. To niezwykłe. Nadal namawiam do napisania przewodnika. Piszesz, że jest ich wiele. Ale takich, sercem pisanych, nie ma. I ja kocham góry, ale moja wiedza i doświadczenie są maluczkie. Z serca pozdrawiam, dostarczyłaś pięknych przeżyć :))))
Jadwiga
20 września 2011 (10:08)
Ja chyba niedługo pęknę z dumy - bo tyle miłych słów o sobie czytam. Dziękuję serdecznie.
rodorek
20 września 2011 (18:42)
Czasami mówi się, że coś się przeczytało jednym tchem. Właśnie tak przeczytałam Twoją opowieść o Tatrach... Pięknie Jadwigo, jestem pod wrażeniem:) Pozdrawiam serdecznie:)
Jadwiga
20 września 2011 (21:00)
Dziękuję bardzo. Twój komentarz a także wszystkie dotychczasowe świadczą o tym, że chyba udało mi się pokazać moje uczucie do Tatr.
Samotna
21 września 2011 (22:15)
Wróciły wspomnienia... Tatry - piękne o każdej porze roku, ale dla mnie najpiękniejsze jesienią. Wtedy słońce i kolorowy górski pejzaż tworzą obraz, który zapada głęboko w serce i pozostaje tam na zawsze. W trudnych chwilach chce się uciec do tego świata, gdzie wszystko jest prawdą, ma sens i jest na właściwym miejscu. Tam jest spokój, wyciszenie i możliwość rozplątania życiowych supełków... Ty nauczyłaś mnie kochać Tatry. Dolina Jaworzynki - cudowna - jej piękno pokonało całkowicie mój lęk wysokości! Chyba się w niej zakochałam, bo, jak mówi moja religia, miłość pokonuje lęk... Dziękuję Jadziu.
Jadwiga
22 września 2011 (13:27)
Witaj Alu, bo rozpoznałam Cię gdy wspomniałaś Dolinę Jaworzynki. Pamiętam doskonale naszą wędrówkę po Tatrach. Może kiedyś tam jeszcze raz pojedziemy? Dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie.
sunniva
22 września 2011 (20:03)
Byłam kiedyś w górach,ale z pewnością nie opisałbym tego tak pięknie jak Ty to zrobiłaś:) Dziękuję Jadwigo:)
Jadwiga
22 września 2011 (21:21)
Dziękuję, cieszę się że Tobie ten tekst też się podoba.
anastazja
18 października 2011 (12:03)
Z wysokiej góry w mojej miejscowości,w piękny mrozny lecz słoneczny dzień,widac Tatry. Wpatrywałam się w nie z podziwem i lękiem. Ty mi je przybliżyłaś. Teraz będę patrzeć z podziwem i tęsknotą.
Jadwiga
18 października 2011 (12:32)
Witaj! Bardzo, bardzo się cieszę że do mnie zawitałaś. Za ten piękny komentarz serdecznie Ci dziękuję.
krakowianka
29 października 2011 (09:46)
Witaj Jadziu,to mój drugi komentarz,bo pierwszego tu nie widzę...hm... Pięknie o górach piszesz,czuję twoją miłośc do nich.W górach człowiek szuka....i odnajduje siebie,swoją wolnośc...swoją pokorę do wspaniałości natury.A natura dasłanam te przepiękne góry,najpiękniejsze... Pozdrawiam serdecznie:)
Jadwiga
29 października 2011 (16:43)
Cieszę się bardzo, że podzielasz mój zachwyt Tatrami. Dziękuję, że mnie tu znalazłaś i pozdrawiam serdecznie.
rennata
2 listopada 2011 (08:22)
Popłakałam się ze wzruszenia...Ja "zaraziłam" się Tatrami od przyjaciół,teraz wspólnie "zarażamy" nasze dzieci,w wieku od 4 do 18 lat:)) I ich przyjacół.W górach,nie tylko w Tatrach,wciąż jeszcze można spotkać dobrych,uczynnych ludzi.Góry wyzwalają dobro,wyciszają.I są takie piękne.
Jadwiga
2 listopada 2011 (09:25)
Zobaczysz że kiedyś te dzieci zabiorą w Tatry Wasze wnuki. Dziękuję za piękny komentarz i pozdrawiam.
„Panie pułkowniku Wołodyjowski !. Na Boga, Panie Wołodyjowski!... Larum grają, Wojna!... Nieprzyjaciel w granicach, a Ty się nie zrywasz? Szabli nie chwytasz? Na koń nie wsiadasz? Co się...


Start





