Nie byliśmy skazani na porażkę
    Historia27 · II wojna światowa82 · Trzecia Rzesza6 · książka historyczna8
2012-10-23
W historii państw, zwłaszcza takich jak Polska, są momenty kiedy naród staje przed historycznym wyborem. Często decyzja ta ma wymiar tragiczny, wymaga zaciśnięcia zębów i ogromnych poświęceń.

Paneliści na spotkaniu wokół książki „Pakt Ribbentrop-Beck”, foto: Paweł Krulikowski

Książka Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck” od ponad miesiąca odbija się echem w publicznym dyskursie historyków i publicystów. Jej główna teza – w 1939 roku na Zamku Królewskim w Warszawie należało podpisać Pakt Ribbentrop-Beck i iść z Niemcami na Moskwę była tematem spotkania zorganizowanego przez NZS na Uniwersytecie Warszawskim.

Czy mieliśmy wybór?

Gośćmi konferencji byli dr hab. Tadeusz Rutkowski, dr hab. Maciej Wojtyński, publicysta „Rzeczpospolitej” Piotr Semka oraz główny sprawca całego zamieszania – Piotr Zychowicz. On też rozpoczął dyskusję, uzasadniając dlaczego w ogóle broni karkołomnego założenia słuszności sojuszu z Hitlerem. Zadał więc sobie pytanie – czy Polska musiała przejść przez dramat II wojny światowej? Krwawą drogę ofiar, których substancja biologiczna była dla państwa bezcenna? Czy konieczne były gigantyczne straty materialne? Autor odpowiadał wprost – nie. Winę ponosi fatalna w skutkach polityka obozu rządzącego Polską w latach 1933-1939, zaś jego „twarzą” i spiritus movens był wg publicysty ówczesny minister spraw zagranicznych, Józef Beck. Mieliśmy wybór – stwierdził Zychowicz. Wymagało to elastycznej polityki zagranicznej, postawiliśmy na Anglię i Francję, które nas zdradziły. Skończyliśmy tak czy inaczej w szponach dyktatury, tracąc nieskończenie wiele. Czy ocaliliśmy honor, tak gloryfikowany w słynnym sejmowym przemówieniu Becka? To według autora książki jest sprawą otwartą, ale każdemu z obecnych pozostawił do oceny ucieczkę Rządu do Rumunii i porzucenie kraju samemu sobie. Beck swoją polityką bronił jednego miasta, Gdańska, które de facto do nas nie należało. W konsekwencji straciliśmy o wiele więcej, a przede wszystkim przedwojenną Warszawę. Co należało czynić? Przyjąć dwa wzorce – Polski w okresie I wojny światowej – czekać na właściwą szansę oraz, paradoksalnie, Wielkiej Brytanii z lat 1938-1945. Łamać sojusze, kierować kolejne uderzenia Niemiec z daleka od nas, podpisywać korzystne dla nas pakty, nawet jeśli byłyby to „przymierza z diabłem” (tak jak w przypadku porozumienia Churchilla ze Stalinem). Wszyscy gracze w tym okresie prowadzili prawdziwą politykę, walczyli brutalnie o swoje interesy. Polska powinna zrezygnować ze swojego romantyzmu – podsumował wprowadzenie Zychowicz.

Fundamentalnie się nie zgadzam

Piotr Semka stanął w zdecydowanej opozycji do zaproponowanej tezy. Skonstatował, iż Zychowicz trafił w idealny moment historyczny, w którym dyskusja jest możliwa i sądząc po zainteresowaniu książką rozpala dyskurs publiczny. Życzliwie zauważył, że przez publikację przemawia troska o przeszłość, wybór słusznych rozwiązań oraz szlachetna niezgoda na los ofiary. Tym niemniej nie zmienia to faktu, iż dla Semki perspektywa sojuszu z Niemcami była nie do zaakceptowania. Życzeniowe myślenie o byciu jak Wielka Brytania zestawił z piosenką Alicji Majewskiej „Być kobietą” - Polska powinna być wg Zychowicza jak ta kobieta, oszukiwać, dręczyć, zdradzać. Ale nie pozwala nam na to nasze położenie geopolityczne. W przypadku naszego kraju istnieją tylko dwa możliwe scenariusze – polski, to jest walczyć i czeski, czekać. Mimo to, jak skwitował Semka, nie dało się wygrać dla nas takiego układu, który powstał w Europie Środkowej w 1939 roku. Można było tylko przegrać – z honorem, lub bez.

Naukowiec vs publicysta

Z innej strony zaatakował tezę autora dr hab. Tadeusz Rutkowski. Zgodził się on, że postawienie problemu przez Zychowicza jest niewątpliwie słuszne. Pochwalił również motywację. Po czym wypunktował kolejne wady książki. Zarzucił jej kontekst publicystyczny, bez głębszego namysłu nad przyczynami i analizą polskiego społeczeństwa lat 1933-39. Rozczarowaniem nazwał naginanie faktów do tezy, uczynienie Becka wszechwładnym wcielonym diabłem, bubkiem ubranym w cylinder. Jako główny problem metodologiczny wskazał wizję prezentystyczną, a nie pożądaną przez naukowców wizję faktograficzną. Stwierdził również, że książka jest przesiąknięta przekonaniem o zbawiennym wpływie Piłsudskiego, który, jak twierdzi Zychowicz, poprowadziłby Polskę do pożądanego sojuszu z Niemcami. To, według wykładowcy Instytutu Historycznego, nie było wcale tak oczywiste.

Książka marzyciela

Do kwestii terytorialnych, które w tekście publikacji, jak i w wystąpieniu poruszył autor „Paktu Ribbentrop-Beck” odniósł się dr hab. Wojtyński. Uznał wizję posiadania Wrocławia, Wilna, Lwowa, Szczecina i Gdańska jako piękną, ale całkowicie nierealną. Zarzucił Zychowiczowi chęć przypisania rządowi polskiemu w dwudziestoleciu międzywojennym zdolności profetycznej. Poparł także słowa Rutkowskiego, przywołując słynną przepowiednie Piłsudskiego dotyczącą „podpalenia świata”: Beck zrealizował pomysł Marszałka. Zgodnie z danym mu rozkazem podpalił świat. Po raz pierwszy podniósł w dyskusji również problem Żydów w Polsce, który zdominował dalszą część dyskusji. Jak stwierdził: jesteśmy tylko ludźmi, bylibyśmy zdolni do udziału w Holocauście. Pozostałaby nam na zawsze etykieta współpracowników mordercy.

„Przestałem lubić Becka”

Przyparty do muru Zychowicz bronił się przed kolejnymi argumentami, wykorzystując fragmenty własnej książki. Odpierając kwestię profetyzmu przytoczył list konserwatywnego publicysty wysłany w maju (sic!) 1939 roku: Jeżeli Niemcy zostaną zwyciężeni przy kooperacji koalicji z Rosją sowiecką, musi ona być wynagrodzona, a może być wynagrodzoną tylko naszym kosztem. Wielka Brytania w swej prasie, występach parlamentu stale uważa osiągnięcie przez nas ziem wschodnich za jakiś imperializm, karygodny jak wszystkie imperializmy nieangielskie. Idea granicy Curzona Białystok-Brześć jest w wysokim stopniu zakorzeniona w Anglii. Z czystym sumieniem będą oddawali nasze wschodnie dzielnice . Przekonywał, że jego książka jest pełna takich właśnie dowodów, że były sygnały, które mogły zmienić wektor polskiej polityki zagranicznej lat międzywojnia. Dlatego, jak skonstatował: rzeczywiście przestałem lubić Becka. Odnosząc się do zarzutu testamentu Piłsudskiego przypomniał dalszą część jego „przepowiedni” dotyczącej podpalania świata. Polska do wojny miała wejść w drugim etapie. Powołał się na autorytet św. pamięci prof. Wieczorkiewicza, który takiej właśnie tezy bronił. Zostawiając na koniec kwestię Holocaustu Zychowicz zasłaniał się liczbami: Timothy Snyder wyliczył, że szansa Żyda na przeżycie w krajach sprzymierzonych z Niemcami była jak 1 do 2. W krajach okupowanych jak 1 do 20. Przytaczał również swoje rozmowy przeprowadzone w Izraelu, gdzie historycy bez ogródek stwierdzali, iż sytuacja Żydów była lepsza w krajach kolaborujących z Hitlerem. Podsumowując swoją polemikę, autor książki stwierdził: Ofiary poszły na marne, wojnę przegraliśmy, zostaliśmy ubezwłasnowolnieni na 45 lat. Tak nie musiało być.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Kontrowersje, kontrowersje

Faktem jest, że zaproponowana przez Piotra Zychowicza alternatywna historia pobudza do myślenia. I to nie tylko ludzi związanych z szeroko pojętą prawicą. Pierwsza minuta debaty została zawłaszczona przez działaczy o prowieniencji lewicowej, którzy rozpostarli ogromny transparent o treści Sojusz z Hitlerem = polskie obozy. Rozrzucili również w iście cyrkowym stylu gros ulotek (z tendencyjnym wyborem cytatów z książki Zychowicza), po czym... sami się ulotnili. Nie mieliśmy szansy usłyszeć ich argumentacji w czasie przeznaczonym dla publiczności. Może to i lepiej. Ten bowiem był zupełnym nieporozumieniem. Kolejni potencjalni adwersarze autora książki wygłaszali monologi z własnymi oświadczeniami, zaś hitem popisał się jeden z „pytających”, który stwierdził, że książki co prawda... nie przeczytał, ale i tak się wypowie. Dla mnie samego nie jest to pierwsze zetknięcie z tym tematem (po „prawej stronie” kwestie takiego sojuszu poruszali w swoich felietonach między innymi Rafał Ziemkiewicz, który opatrzył książkę komentarzem, czy Janusz Korwin-Mikke). Poza merytoryczną dyskusją niewątpliwym zyskiem sentymentalnym jest dla mnie podpis, jakim ozdobił mój egzemplarz autor. Poziom debaty, wiedza i zaangażowanie uczestników sprawiły, że dwugodzinna wymiana zdań wydała się chwilą. Teraz mogę z czystym sumieniem zagłębić się w lekturze „Paktu Ribbentrop-Beck”, co i wam polecam.

Za współpracę i dyskusję po debacie dziękuję Kamilowi Berrahalowi.

PS: Zainteresowanym tematem polecam również dyskusję Piotra Zychowicza na falach Radiowej Trójki, dostępną w całości: http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/677015,Polska-mogla-wygrac-II-wojne-swiatowa-W-sojuszu-z-Hitlerem-przeciwko-Sowietom

Przypisy:
1 Piotr Zychowicz, Pakt Ribbentrop-Beck, Poznań 2012, str. 327-328



Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na jakiś inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 7

BBB
23 października 2012 (17:54)
trója ale nie dla autora tekstu
jak mniemam zwolennika quasi tez stawianych przez autora tej książki dla historyków z przedszkola. Pytań, które można postawić jest wiele. Jedno jest pewne. Historyk nie gdyba....nie wymyśla alternatywnych historyjek, bo nie ma pojęcia jak potoczyłyby się dzieje całej tej sytuacji w szerszym spektrum. Dlaczego to niby Polacy mieliby wejśc do Mokswy, a dlaczego Stalin nie zaatakował by Polski w 39 czy 40 roku, a może poszedłby w trwały sojusz z Francją i Wielką Brytanią. Czy dzień po podpisaniu sojuszu z Niemcami, Beck by żył (a dlaczego tak?) czy rząd by przetrwał? Co robiłaby opozycja? Pytań i alternatyw jest tyle ile dni w roku i ludzi mogących sprawować władzę w Polsce nawet - czyli mnóstwo. Autor ułożył sobie tezę i brnął w nią by udowodnić, że coś co wymyślili w 1939 (oczywiscie że tak) miało rację bytu. To fantastyka a nie dyskurs z dziedziny historii.

TomaszO
23 października 2012 (18:18)
wszyscy wiedzieli, że po przystąpieniu ZSRR do wojny
i w razie zwycięstwa sowietów, będą chcieli rekompensat na Zachodzie, nawet tylko politycznych. Wiedział to już rząd nasz we Francji a potem w Anglii - Sikorski po 1941 roku był mocno przerażony tą wizją. Można by rzec, że nie wiedzieli ci co nie znali Stalina - czyli Zachód. Lub jak mówią inni - ci co przymykali na to oko. Ciekawi mnie tylko jedno - dlaczego autor uważa że Hitler by z nami wojnę wygrał? Nie potrafię znaleźć na tę tezę żadnych argumentów. Milion żołnierzy miało zmienić losy wojny? Żartujecie? Milion żołnierzy, którzy nie wiedzieliby o co walczą i bardzo szybko zapewne byliby wystrzelani, bo wątpię by Hitler na pierwszą linię frontu nie zaplanował wysyłać naszych wojaków (o dezercjach nie piszę)?

Paweł Krulikowski
23 października 2012 (22:04)
Odpowiadam...
Pani/Panie BBB: Nie jestem zwolennikiem quasi tez stawianych przez Pana Zychowicza. Jestem za to zwolennikiem realpolitik i rozsądnej kalkulacji siły. To jeśli chodzi o moje poglądy. Co do mojego zdania na temat książki - to jest tylko jedna, alternatywna wizja, czy słuszna - moim zdaniem jest to uprawniony głos w dyskusji. Przypominam, że profesor Wieczorkiewicz czy Jerzy Łojek również dywagowali nad podobnym założeniem, a ciężko oskarżyć ich o kiepski warsztat naukowy. Zychowicz ułożył publikację pod swoją "quasi tezę". I jako publicysta ma do tego prawo, to nie jest zdecydowanie książka historyczna. Polecam dyskusję w Trójce, do której link zamieściłem. Tam szerzej o poglądach samego autora książki. Panie TomaszuO: Zychowicz nie uważa, że Hitler wygrałby wojnę. Wręcz przeciwnie, przegrałby ją, ale pokonując z nami Związek Radziecki, na który uderzyłby najpierw (miast iść na Zachód). Dla mnie jest to osobiście scenariusz mało prawdopodobny, ale jak sądzę - dyskutować można. Pozdrawiam i dziękuję za komentarze!

Kara Mustafa
24 października 2012 (07:46)
a jacy to historycy chcą komentować tę książkę?
można wiedzieć? Urąga ona wszelkim historycznym normom, to fantastyka, kiepsko napisana. Temat wałkowany przez Polaków mniej lub bardziej po cichu od 1940 roku, teraz widzę nowe pokolenie idealistów co to historią nazywają rzeczy ahistoryczne i z wypiekami na twarzy marzą i dyskutują (to akurat dobrze) co byłoby gdyby. Paranoja...to efekt niżu? braku pracy? jałowości światopoglądowej? znudzenia? naszej młodzieży, co?

TomaszO
24 października 2012 (07:53)
Pawle Krulikowski...
Otóż właśnie cała teza Zychowicza czy pójść czy nie pójść z Hitlerem opiera się na żalach, że w ten sposób wspólnie nie wygraliśmy z Hitlerem. Otóż nie ma żadnych przesłanek, że w 1939 czy 1940 roku Hitler byłby wstanie nie tylko zająć ZSRR, ale dotrzeć nawet tam gdzie dotarł w wojnie rok później. Nie miał po prostu czym, jak i kim. Machina niemiecka się nakręcała, swój szczyt osiągnęła w 1943 bodajże roku....gdyby Zychowicz nieco więcej zajmował się historią a nie pierdołami, wiedziałby, że Niemcy o mały włos (oo tym można dyskutować) nie ybliby wstanie dokończyć wojny w Polsce (19-20 września szły już raporty z 40% jednostek pierwszoliniowych, że zapasy amunicji, paliw starczy na maks 10-14 dni, do tego zmęczenie żołnierzy - a co dopiero wojna z ZSRR. Niepojęte, jak teraz byle celebryta, studencik, bierze się za coś i zostaje bohaterem młodzieży. Przypadek podobny do wypocin jegomościa z Arkan, który napisał ksiązkę o Wałęsie...ta Zychowicza przynajmniej pobudza dziecięcą wyobraźnię.

Paweł Krulikowski
24 października 2012 (15:46)
Odpowiadam
Panie Kara Mustafa: Tak jak zaznaczyłem, publicystyka i gdybologia. Ale ja zupełnie inaczej rozumiem cel tej książki - wsadzenie kija w mrowisko i próba podniesienia argumentów za prowadzeniem polityki realnej, a nie romantycznej. Z tym się można zgadzać lub nie, przeszłości nie zmienimy. Lecz przy piwie pogdybać sobie można. Pocieszę Pana, że wszyscy historycy, którzy wypowiadali się na temat tej książki zdecydowanie ją krytykowali, zarówno co do samych założeń, jak i oczywiście warsztatowo. W moim tekście znajdzie Pan dwa przykłady takiej krytyki, w audycji, do której wrzuciłem odnośnik kolejne. Panie TomaszuO: Zychowicz w samej książce zakłada, że na wojnę z ZSRR wybralibyśmy się w 1941 roku. Po tym jak nie tylko Wehrmacht by się do niej przygotował, ale również Wojsko Polskie. Słuszność i sprawdzalność scenariuszy to znowu gdybologia i wróżenie z fusów, lecz zupełnie nie widzę przeciwwskazań do pobudzania takiej dziecięcej wyobraźni. Pozdrawiam obu Panów!

Alojzy
30 października 2012 (12:52)
nie rozumiem....
prowadzenie RealPolitik to pójście z Hitlerem na Moskwę? Co za paranoja!!!
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".