Nie ma już hegemona, będzie Wielka Trójka?
    geopolityka27 · USA213 · scenariusze polityczne24 · Unia Europejska276
2008-05-24

Tydzień temu w sobotnim Dzienniku w dodatku „Europa” ukazały się dwa teksty dwóch amerykańskich politologów, Paraga Khanna i Waltera Laquera, dotyczące roli kilku państw w świecie. Pierwszy generalnie stawia tezę o końcu hegemonii USA i podziale władzy pomiędzy USA, Europę (UE) a Chinami, drugi ostro krytykuje Europę i raczej nie widzi nas w roli światowego potentata.


USA nie są już hegemonem na świecie
Pierwszy tekst pod tytułem „Pożegnanie z hegemonią” daje nam jasno do zrozumienia: USA już się nie liczą jako hegemon, już nie są wstanie zapanować nad całym światem, za dużo popełniły błędów, teraz świat będzie rozgrywką trzech Wielkich: USA, UE i Chin. Od razu Khann daje do zrozumienia, w Trójce nie ma miejsca dla Rosji, Indii, Brazylii, czy innych krajów. Dlaczego? Różne powody nim kierują. Rosja na przykład to wyludniający się kraj, co roku ubywa 0,5 miliona ludzi, więc kraj ten będzie musiał się zmierzyć z problemem demograficznym a co za tym idzie z problemem wyludnienia azjatyckiej części tego państwa. Za 20 lat będzie miała mniejszą liczbę ludności niż Turcja. Jak stwierdza autor, Rosja ma mniejszy PKB niż Francja, więc nie może rywalizować z największymi, do tego 56% eksportu Rosji to surowce więc gospodarka jest rzec by, monokulturowa. Khann zalicza takie kraje jak Rosja, Turcja, Brazylia, Indie, jako „drugi świat” lub „państwa do wzięcia” czyli państwa, które czeka próba zdominowania lub wcielenia ich w orbitę wpływów Wielkiej Trójki.

Ktoś powie bez przesady, przecież Unia Europejska to umierający twór. Khann jednak argumentuje pozycję UE, kilkoma rzeczami: po pierwsze każdy z wielkich kieruje się innym systemem wartości, którym próbuje przyciągnąć inne kraje ościenne do siebie. USA tworzą koalicje, Europa kieruje się konsensusem, Chiny zdobywają sojuszników metodą konsultacyjną (brak ingerencji w wewnętrzne sprawy). Która z tych trzech metod jest najbardziej efektywna. Autor twierdzi, że europejska i chińska. Gdyż: euro uważa się teraz już za najmocniejszą walutę, wiele rozliczeń na świecie jest prowadzone w tej walucie również transakcje ropą naftową i gazem. Udział dolara w światowych transakcjach spadł do 65% (i tak dużo), wiele firm, instytucji finansowych przenosi swoje siedziby do Londynu, Unia posiada największy rynek zbytu, więc będzie dyktować warunki, dosyć skutecznie konkuruje z USA i Chinami w Afryce i Ameryce Południowej, wypiera wpływy USA z Bliskiego Wschodu . No cóż, muszę przyznać, że sposób podawania pozytywnych danych na temat Unii Europejskiej, mnie nieco przeraża. Co prawda UE faktycznie nie ma takiej złej „prasy” w świecie jak USA. Bardzo wiele krajów jest wstanie bez przeszkód nawiązywać bliższe relacje z Europą, znacznie znacznie szybciej niż z USA. To jednak nie zmienia faktu, że Europa prezentuje się według mnie raczej mizernie, nie jest dynamiczna i jak pisze drugi autor Laquer „Europę toczy długotrwały kryzys. Jego początek przypada na lata 70 XX wieku […] Europa stopniowo maleje. Na dodatek części Europy są powoli i pokojowo przejmowane – w sensie demograficznym – przez dawne kolonie”.

USA jednak dalej najpotężniejsze

Oboje panowie, mają wiele racji pisząc o słabnącej pozycji USA, przynajmniej, jeżeli weźmiemy pod uwagę hegemonię absolutną. Chociaż przecież nadal to najmocniejsze państwo świata. PKB per capita to ponad 13 bilionów dolarów (2006), Chin ponad 10, dla przykładu Polska miała 552 mld dolarów, Rosja 1 bilion 756 miliardów, Francja 1 bilion 891 miliardów (źródło MFW). Jeszcze lepiej USA wypadają w PKB nominalnym (2006), gdzie PKB USA liczony jest na 13,5 biliona a drugiej Japonii na 4,5.

USA posiadają najmocniejszą armię świata. Dysponują budżetem rzędu 600 miliardów dolarów (2007), (nie licząc wydatków na Irak i Afganistan) co oznacza, że od budżetów innych armii dzieli ich przepaść. Takie Chiny wydadzą na armię w 2008 roku blisko 140 miliardów, Rosja 32 miliardy (2007), Wielka Brytania 66 miliardów dolarów, a dla porównania budżet armii polskiej to 11 miliardów dolarów. Trzeba również brać pod uwagę zaawansowanie technologiczne armii, poziom wyszkolenia, wyposażenia.

Jednak jak to bywa często same liczby nie tworzą pełnego obrazu. Istnieje jeszcze coś co możemy nazwać „przyciąganiem”. Europa i Chiny przyciągają inne kraje do siebie w różny sposób. Unia Europejska buduje rzec by można, „krainę dobrobytu”. Otacza kraje przyjęte lub wchodzące w skład Unii dobrobytem, bezpieczeństwem. Dając możliwość i szansę w przyszłości na przyjęcie do swojego grona, jakby neutralizuje wrogie nastawienie do niej (przynajmniej ma to tak działać). Nie narzuca jak USA swoich pomysłów na organizację państwa, raczej stara się wskazywać jej własne lepsze elementy od zastanego systemu. USA to oczywiście szerzenie demokracji typu amerykańskiego za pomocą kija i marchewki. Z reguły za pomocą kija. Można mieć różne zdanie na temat amerykańskiego sposobu wprowadzania „ładu amerykańskiego” w różnych częściach świata, podszytego oczywiście interesami USA. Faktem jednak jest, że kilka razy w historii świata, USA ratowały wiele narodów czy państw od unicestwienia lub starały się ratować. Nie ukrywajmy, I i II wojna światowa, Wietnam, Korea, Afryka, również Bośnia i wojna z Miloszewiciem, miały na celu ratowanie życia wielu milionom ludzi. Przy okazji wprowadzano ład amerykański, przy okazji kwitła amerykańska gospodarka. No o altruizm to bym nie posądzał akurat Amerykanów, zresztą powiedzmy sobie szczerze, nikogo.

Ta wizja „ładu amerykańskiego”, przez długi czas bardzo ponętna, gdzieś się rozbiła o Irak, nawet nie o Afganistan, bo raczej tej operacji nikt nie neguje, przecież talibowie to nie rdzenni mieszkańcy Afganistanu (raczej wyznawcy, odłam religijny), przynajmniej nie wszyscy. Tak, wojna w Iraku, ta ostatnia to kompromitacja neokonserwatywnej polityki USA, polityki wojny prewencyjnej, polityki szerzenia demokracji za pomocą siły. To wszystko doprowadziło do olbrzymiej niechęci w świecie do Ameryki. Nikt się nie może temu dziwić. Obalili jednego dyktatora, wprowadzając na jego miejsce drugiego. Terroryzm.

Wątpię jednak, aby w najbliższym czasie USA oddała pozycję dominującą nad światem takim krajom jak Chiny, Rosja, Japonia czy UE, w szczególności UE. Co nie oznacza, że ktoś teraz a przynajmniej ta grupa krajów drży na widok prezydenta Busha grożącego palcem. Rola dominatora została zakończona. Pytanie co dalej?

Jakie przewidywania na przyszłość?

Khann bardzo fajnie opisuje kontynent po kontynencie. Co się dzieje, jakie ruchy robią kraje Wielkiej Trójki, jak pozyskują lub będą pozyskiwać nowych sprzymierzeńców. Kto się jeszcze włączy do gry. Widać wyraźnie, jak aktywne są Chiny i to nie tylko w Azji, ale również w Afryce i Ameryce Południowej. Widać jak kraje azjatyckie starają się powiązać swoje interesy z Chinami no może oprócz Indii, Korei, Japonii i Australii. Widać jak USA próbują zabezpieczać się w Afryce (budowa AFRICOOM-u), jak trwa rywalizacja w bogate w złoża gazu i ropy kraje Azji Środkowej (Kazachstan, Uzbekistan) co się dzieje na Bliskim Wschodzie. Jak radzi sobie Iran , który coraz mocniej wiąże się z Chinami, poprzez budowę do tego kraju gazociągu drogą lądową aby pominąć niebezpieczną dla Chin drogę morską przez cieśninę Malakka, jak radzi sobie Arabia Saudyjska coraz mocniej zaniepokojona aktywnością Iranu. Wreszcie w Ameryce Południowej wzrost znaczenia Wenezueli oparte o petrodolary a w szczególności Brazylii, która urasta do roli dominatora na tym kontynencie.

Co na to Unia Europejska? Niewiele. Prowadzi prace nad dywersyfikacją dostaw surowców, bo zaczyna ją niepokoić uzależnienie od Rosji, stara się prowadzić dosyć miękką politykę wobec Chin. Sporo za sprawą Francji dzieje się w Afryce. Ale tak naprawdę Europa ma związane ręce. Nie myśli globalnie. Tak jak kiedyś pisałem, nie mamy instytucji, która by koordynowała działania polityczne w innych regionach świata. Hiszpan nie myśli o europejskiej polityce wschodniej, my nie myślimy o problemach Hiszpanów. Ciężko nam zrozumieć ich problemy, gdyż nas nie dotyczą. Nasz świat zainteresowań bezpieczeństwem kończy się na Niemczech zapewne a na Wschodzie na Rosji. To jest olbrzymi problem. Uświadomić Europejczykom, że każdy kierunek jest ważny dla globalnego miejsca Europy w świecie. Chiny i USA mają wyznaczone mniej lub bardziej ważne regiony, które są istotne z punktu widzenia ich interesów, bezpieczeństwa narodowego. Działają bez oporu własnych instytucji na każdym kierunku. W Europie każde państwo stara się aby jego problemy były najważniejsze dla całej Unii. To spowalnia proces, ogranicza nasze możliwości.

Wydaje mi się, że jednak Europa, nawet posiadając olbrzymie środki finansowe, technologię, najlepiej jednak rozwiniętą cywilizację pod względem kulturowym, nie jest wstanie stać się aktywnym graczem na świecie. Będzie raczej cały czas dążyła do poprawienia swojego bezpieczeństwa wokół siebie, być może poszerzając swoje oddziaływanie na kraje Afryki Północnej, Turcji, rejon morza Kaspijskiego (spór o Gruzję?), może obejmie swoimi wpływami kiedyś Rosję? Może? To wszystko. Będzie raczej starała się budować słynny rimmland wokół swoich granic, nic próbować zapanować nad światem.


Komentarzy: 7

gjw
24 maja 2008 (23:19)
Amerykański „idealizm”
Myślałem o tych sprawach przez wiele lat. Przestudiowałem pewne wydarzenia i tezy na ich temat bardzo dokładnie. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że Anglosasi w XX wieku zrobili cokolwiek pragnąc uratowania ludzi z innych kręgów kulturowych. Niemców kajzerowskich, a potem hitlerowskich i militaryzm japoński musieli powstrzymać i złamać z jednego powodu; obie te potęgi zagrażały panowaniu Anglii i Ameryki na morzu. Serbów konsekwentnie zwalczają jako sojuszników Rosji – potęgi morskiej. Z kolei mieszkańców Azji Południow-Wschodniej z radością wydali w ręce komunistycznych ludobójców. Odnoszę się oczywiście do ogólnych tendencji. Od czasu rozpoczęcia budowy Imperium Brytyjskiego w XVII wieku było jasne, że tylko panowanie na morzu może zapewnić rozwój i dobrobyt ludziom mówiącym po angielsku. Polityka amerykańska po drugiej wojnie światowej była wybitnie samolubna. To prawda, że był plan Marshalla itd., ale twierdzenie, że amerykański rząd coś komuś dał za darmo (nie licząc nie tak znów w sumie kosztownych paczek UNRRA) nie odpowiada prawdzie. Pomoc w odbudowie Europy zachodniej i Japonii polegała na ułatwieniu zakupu amerykańskich surowców. W zamian Jankesi pomogli Anglii, Francji, Belgii i Holandii stracić kolonie i wpływy neokolonialne w celu pozbawienia ich rezerw strategicznych i trwałego uzależnienia od siebie. W wyniku trwale osłabili nie tylko Europę, ale też Zachód jako taki. Od lat siedemdziesiątych praktycznie rzecz biorąc robią wszystko w celu wysprzedania również własnych fundamentów gospodarczych na rzecz importu z Azji. To wielki naród o wspaniałej przeszłości i ogromnych zaletach, naród nadzwyczaj sympatyczny w codziennych kontaktach osobistych, ale pozwala sobie narzucić nieudolnych albo opanowanych rozmaitym maniactwem przywódców, którzy go niszczą. Dlatego w XXI wieku przestanie odgrywać najważniejszą rolę na świecie, a spadając z wysokiego piedestału boleśnie się potłucze, tak jak to spotkało w poprzednim stuleciu jego brytyjskich kuzynów.

tomahawki są bezpieczne
25 maja 2008 (10:51)
dokładne studiowanie
Człowieku to jest jakaś ideologiczna bzdurologia. Wróć jeszcze kilka lat wstecz i studiuj wszystko od nowa. Primo: nie wiem kto ci na wbijał do głowy o tych Anglosasach niszczących wszystko i wszystkich dookoła. Przyjmij do wiadomości, że dzieki jak już chcesz, Anglosasom jeszcze istniejemy, istnieje Twoja ukochana Rosja (bardzo dzwine, że tak mocno ją uwielbiasz, zastanawiające, ale to Twoja sprawa, jak chcesz podziwiać potiomkinowskie wioski, nic mi do tego), przjmij do wiadomości, że choć działali często w swoim interesie, to jednak przeciwstawili się kilka razy komuś , kogo śmiało można nazwać mianem mordercy narodów. Secudno: Nigdy powtarzam, nigdy ani Niemcy, ani Japonia, nie były wstanie zagrozić potęgom morskim USA i WIelkiej Brytanii, Hitler zrozumiał to zbyt późno, Japonia bardzo szybko. Tertio: Bez jaj stary - Rosja potęgą morską? Chyba w innym wymiarze czasoprzestrzeni, no chyba że wliczymy zardzewiałe wraki w stan liczebny floty rosyjskiej. Nie pisz przekłamanych informacji z rosysjkich źródeł. Proszę. quatro: masz rację USA przejęły domeny po krajach europejskich na całym świecie. Jak to mówią, prożnia musiała zostać wypełniona. Na ihc miejsce, mogły przyjść jakieś ciemne siły komunistyczne. Nie dziw się Amerykanom. Typowe zachowanie każdego z nas. Masz okazję to kupujesz taniej. Koniec kropka. Na koniec. Wcale nie jestem przekonany, czy USA odda szybko tak pole. Być może w ogóle jednopodmiotowa hegemonia była ułudą. Totalną słabością innych, być może nigdy tak nie było, a wszystko co mówiło się o hegemonii USA, było ułudą kiepskich neokonserwatystów. Być może. Po co włożyłes w swój komentarz Serbię? Bo nie rozumiem. Wybrali Zachód stary, tylko nie mów że wybory sfałszowano, pewnie na temat Gruzji też tak twierdzisz. Pawłowski CIę omotał Gjw.

tomahawki są bezpieczne
25 maja 2008 (10:59)
jeszcze do autora
kilka słów. Nie należy kierować się tekstami, które są wyraźnie według mnie sprokurowane na wywołanie dyskusji. Dosyć skrajne rozumowanietych dwóch amerykańskich historyków, mają nam uświadomić, że istnieje olbrzymie spektrum wydarzeń w przyszłości. Czyli nic z tego nie wynika.... Wybrnąłeś stary (przepraszam, ale sobie już od jakiegos czasu czytam ten serwis), dodając wlasne zdanie. Nie kierować się opiniami innych, (tutaj odnośnie stałego bywalca na forum tego serwisu hehe), tylko czytać czytać i wyciagać własne wnioski. Cała prawda to ostatnie 10 zdań. Więc powiem: autor wybrnął z tego galimatiasu dziwnych teorii z twarzą. Tak Europa będzie budować rimmland wokół siebie. Pytanie z Rosją? Rzecz wątpliwa, Rosją ciagnie w stronę CHin, bo gdzie ma ciagnąć. Musi w stronę silniejszego. Przecież ma na głowie strate Syberii.

gjw
25 maja 2008 (23:44)
Do bezkrytycznych wielbicieli wuja Sama
Doskonale was rozumiem. Kiedyś byłem taki sam jak wy. Mniej więcej od trzynastego do dwudziestego roku życia. Potem nauczyłem się odróżniać fakty od propagandy, nawet tej podawanej (chylę czoła przed umiejętnościami jej twórców!) niezwykle zręcznie na Zachodzie. Nie będę z wami polemityngował. Najpierw podciągnijcie swój poziom. Nie twierdzę, że do mojego, tak w ogóle. Nie bierzcie tego do siebie... Na początek polecam samodzielne zgłębienie kilku spraw z historii najnowszej, dotyczących mojego poprzedniego wpisu (oraz powyższego artykułu): 1) Jawa 1948-50 2) Kongo-Leopoldville (obecnie Demokratyczna Republika Konga ze stolicą w Kinszasie) 1960-64 3) Tzw. kryzys rodezyjski 1948 do dzisiaj; najciekawsze były chyba lata 1972-80. Wybrałem akurat te sprawy z wielu innych, podobnych, ponieważ pokazują, że Jankesi (pardon, nie chcę obrażać narodu amerykańskiego, dla którego mam ogromny szacunek i sympatię; chodzi mi oczywiście o ich Big Government) nie przyczyniali się do utraty wszystkiego w Afryce i Azji przez swoich kuzynów i formalnych sojuszników po to, aby coś samemu bezpośrednio na tym zyskać, ale wyłącznie po to, aby tamci stracili. Potem poszło to na zniszczenie przez egzotycznych łobuzów (garstkę krwawych dyktatorów) ku uciesze wszystkich sprawców zamieszania. Prześledźcie sobie te sprawy. Ja to zrobiłem całkowicie samodzielnie, w oparciu o dziesiątki różnych źródeł i wam też tak radzę. Jeśli wyciągnięcie inne wnioski, będzie to wasze niezbywalne prawo. Poproszę zatem (rozumiem, że choćby pobieżne przestudiowanie takich spraw musi zająć co najmniej parę miesięcy) o polemikę w oparciu o fakty, a nie tezy z CNN News Network itp. Na tej przyjacielskiej radzie kończę wymianę zdań z wami. Co do mnie, mam tysiąc innych, ciekawszych zajęć niż okładanie się z kimś młotami twierdzeń propagandowych. O. K.? See you later!

penicylina
26 maja 2008 (11:22)
czy aby na pewno?
nie zgadzam się zupełnie z tymi co w tekście, nie no trzeba być niewidzącym, żeby pisać, że Unia Europejska bedzie potęgą. Przecież to w zasadzie niedługo padnie na amen. Do konca nie jest to w autora, jedynie w tych super wiedzących pseudonaukowców z USA. Do gjw. Czy aby na pewno potrafisz rozdzielic fakty od propagandy? Czytając Twoje posty stary, ma inne wrażenia. Jesteś propagandą i ideologią przesiąknięty. I nie używaj socjo zagrywek, które mają ośmieszyć inne osoby. Bo Ty mając 40 lat pewnie, nie wiesz to co dzieciaki w liceum. Gdyby tak było jak piszesz, to Polski, w ogóle krajów Europy Srodkowej by nie było. Niemcy z Rosjanami dożynali by ostatnich ludzików. Tyllko nie pisz, że Europa Środkowa to Anglosasi!!.... wyznawco nacjonalistycznych wielkoruskich teorii spiskowych. Rosja potęgą morską, hahahahaha, w Twoich snach stary chyba. Zauważ, że nikt, ani autor tekstu, ani ten tomahawki, nie negują Twojego opisu powojennego odnośnie ”zaborów” kolonii europejskich przez USA. Więc spójrz na siebie trochę krytycznie. I zastanów się O wszystkowiedzący, co by było gdyby nie USA (jak ich nawet nie krytykuję, nie będę się tym zajmował, szkoda czasu). Natomiast wszyscy neguja Twoje chore teorie spiskowe. Gdzieś się uchował, wierząc IZwiestiji i innym putinowskim mediom. Co? Spójrz na siebie trochę krytycznie. Rzucanie pięcoma przykładami...śmieszne.

Krzysztof
11 października 2008 (14:35)
średnie
Nie bedę się wdawał w ideologiczne przepychanki mniedzy bezkrytycznymi wielbicielami Wuja Sama a jego zdeklarowanymi wrogami. Chce tylko zapytać autora skąd wziął informację o lądowym gazociągu z Iranu do Chin? Nie ma takiego projektu. Był za to okreslany kiedyś mianem kontraktu stulecia projekt przesyłania skroplonego gazu (LNG) statkami do chinskich portów. Wobec wycofania się wielkich zachodnich koncernów z budowy skomplikowanej instalacji do skraplania gazu projekt jest jak narazie zawieszony. Istnieje też bardziej prawdopodobny ale również ślimaczący się projekt rurociągu IPI (Iran-Pakistan-Indie) Jednak Indie to nie Chiny, choć leżą w pobliżu;-)

autor
11 października 2008 (14:55)
dziwię się Panu, że wpisuje mnie Pan jak to Pan nazwał "w ideologiczne przepychanki"
Informacja o gazociągu lądowym z Iranu do Chin podał Khann, z tego co ja wiem miał on być drugą nitką własnie tego gazociągu do Indii. Chodzi zapewne o złoża Pars, które w dużym stopniu należą do Chin. Istnieje również pomysł puszczenia nitek do Morza Kaspijskiego a stamtąd do KAzachstanu (jak wiadomo, będą miały własne połączenia z Chinami - gazowe).
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".