Nie na swoim podwórku - Chiny podbijają Birmę
    Birma18 · polityka Chin30 · junty wojskowe13 · Aung San Suu Kyi8
2011-11-21
Ponad trzydziestostopniowy upał typowy dla krajów Azji Południowo – Wschodniej i spokojna wędrówka przez góry, no właśnie góry? Lasy, no właśnie lasy? Początkowo można poczuć się jak w Sudetach.

Po dwóch dniach dochodzimy do gór w połowie pociętych, rozprutych, pojedynczych drzew, wykarczowanych lasów, o istnieniu których byśmy nie wiedzieli gdyby nie tubylcy, a wszystkiemu towarzyszy słowo „China”.

Jednak nie o Chinach tutaj mowa a o Birmie, bądź też używając nowej nazwy Myanmar – w Polsce używa się tej pierwszej jako poprawnej. Kraju w południowo – wschodniej Azji, sąsiadującym z Tajlandią, Laosem, Indiami, Bangladeszem i jak się wydaje jej największym wrogiem Chinami. Co prawda nie można tutaj mówić ani o wrogu militarnym, bo też nie prowadzona jest żadna wojna, ani o wrogu politycznym, bo też oba rządy współpracują a współpraca ma się dobrze. Mowa jest o wrogu publicznym, pożyczając w tym momencie nazewnictwa z filmu Toniego Scotta o tym samym tytule.

Prof. Góralczyk Birmańska odwilż.

Birmę zamieszkuje 53 miliony ludzi, które rządzone i jednocześnie terroryzowane są przez juntę wojskową. Obecny reżim doszedł do władzy w roku 1988 w wyniku zamachu stanu. W dwa latach później zostały przeprowadzone wybory w których 82% głosów uzyskała prodemokratyczna partia na której czele stała Aung San Suu Kyi . Wyników wyborów nie zaakceptowali rządzący generałowi i obsadzili wszystkie stanowiska w państwie ludźmi wywodzącymi się z szeregów junty wojskowej, a wszelkim opozycjonistom zamknięto usta zsyłając do więzień. Sytuacja powtórzyła się w roku 2010, kiedy również doszło do wyborów, i które również sfałszowano.

Mnisi, Birma, foto Radosław Mincewicz Birma, zdjęcie:Radosław Mincewicz

Na czym zależy władzy generałów? Dokąd zmierza Birma? Według haseł generałów ku demokratyzacji, której plan implementacji liczy już sobie 8 lat. 8 lat to okres wystarczająco długi aby przeprowadzić szereg reform, zrestrukturyzować rząd, jednak czy rządzącym się spieszy? Co więcej czy junta na pewno chce wprowadzać demokrację, Nie. Generałowie żyją sobie spokojnie, co raz to prześcigając się w idiotycznych pomysłach, chociażby tego o przeniesieniu stolicy. Jak historia głosi Than Shwe, głowa państwa, po wysłuchaniu pewnego wróżbity postanowił przenieść stolicę do nikomu wcześniej nieznanej wioski, która miała znajdować się w optymalnym układzie naszkicowanym przez układ gwiazd. Przeniesienie stolicy ma również wymiar historyczno – kulturowy, każdy nowy władca zmieniał stolicę, która ostatecznie zmieniała się aż 14 razy. Wymiary mistyfikacyjnego dodaje tłumaczenie nazwy nowej stolicy, Naypyidaw to inaczej ‘królewska stolica’.

To jest opis obrazka Birma, zdjęcie:Radosław Mincewicz

Ponadto junta chciała zerwać jakiekolwiek więzi postkolonialne i odsunąć się od stolicy wyznaczonej przez Brytyjczyków. Co więcej decyzją powodowały kwestie bezpieczeństwa, które były najprawdopodobniej najważniejszym czynnikiem decydującym. Nowa stolica znajduje się w centralnej części kraju, oddalonej o bezpieczną odległość od wybrzeża uznanego za potencjalne źródło ataku. A całe to przenoszenie stolicy pochłonęło ogromne ilości pieniędzy, które w tak biednym kraju potrzebne są gdzie indziej niż nowych pałacach prezydenckich. Dane o kosztach przeprowadzki są niedostępnie, można jedynie szacować, w przypadku przeprowadzki w Kazachstanie kwota wyniosła 400 milionów dolarów oficjalnie, a nieoficjalnie znacznie więcej, koszty w Birmie są prawdopodobnie jeszcze wyższe. Wokół stolicy powstają wille, korty tenisowe, baseny, a wszystko dzieje się w kraju pogrążonym w biedzie.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Władze rządzące Birmą nie dążą do demokracji, zastraszając społeczeństwo swoją siłą pomnażają swoje majątki. Nie potrafią a co bardziej prawdopodobne nie chcą się zając ważnymi dla kraju sprawami ekonomicznymi. Interesują ich jedynie ich portfele, a kraj stacza się i należy do najbiedniejszych na świecie. PKB na jednego mieszkańca wynosi jedynie 1100 dolarów amerykańskich, co klasyfikuje Birmę na 209 miejscu na świecie pośród 228 krajów, będąc biedniejszą od min. Ugandy, Ruandy. Birma jest drugim najbardziej skorumpowanym krajem na świecie wątpliwego zaszczytu ustępując jedynie Somalii. Łapówki przyjęły już formę podatku, czego sam byłem świadkiem przemieszczając się autobusami po kraju. Gdzie na przestrzeni 1 km policja zatrzymywała autokar 5 krotnie(!). Nikt nie był tym ani zdziwiony ani zniesmaczony, kierowca zwalniał, otwierał szybę i nie zatrzymując się wręczał policjantowi stałą, odliczoną kwotę. Ludzie żyją w biedzie i boją się rozmawiać o polityce, jednak jeśli się ośmielają zazwyczaj padają ostre słowa krytyki w kierunku rządu i … Chin.

To jest opis obrazka Birma, zdjęcie:Radosław Mincewicz

Chiny są bliskim partnerem gospodarczym dla, no właśnie nie dla Birmy a dla junty wojskowej. Państwo Środka ze swoją polityką Soft Power, której ważnym, a być może najważniejszym punktem jest nie ingerencja w sprawy wewnętrzne kraju, rozprzestrzeniły się na terenie Birmy. I tak jak w przypadku sprzedaży broni do Sudanu, Chiny mają sobie za nic politykę wewnętrzną kraju i współpracują z generałami. Współpraca Pekinu z władzami Birmy jest niehumanitarna, KPCH ma świadomość, że daje się bogacić jedynie garstce ludzi, która nie dba o interesy ogółu a co więcej jest dla nich ciemiężcom. Chiny zalewają Birmę swoimi tanimi dobrami nie dając możliwości wykształcenia się zalążka produkcji w Birmie.

Chiny budują w Birmie drogę szybkiego ruchu północ – południe oraz ropo i gazociąg w tym samym kierunku. Wszystko po to aby sprawnie transportować surowce, których w Birmie nie brakuje, do Chin wykazujących rosnący głód surowcowy. Wszystko to za zgodą junty wojskowej i z pomocą firm oraz robotników z Chin. Chiny odwdzięczają się poparciem na arenie ONZ. Co więcej Chiny płacą, i to płacą chyba nie najgorzej. Wykupują tereny znajdujące się na północy a pieniądze wędrują na konta generałów, których nie interesuje wiele więcej jak ilość zer na kontach bankowych.

Idąc w górach w centralnej części Birmy z lokalnym przewodnikiem, co krok słyszę o obecności chińczyków na tych terenach. Gdyby Birmańczycy nie oddawali się tak mocno buddyzmowi to z pewnością byłyby to słowa niecenzuralne, a tak to słyszymy jedynie głośne słowa niezadowolenia, frustracji, bezradności. „Tu był las, tereny zostały wykupione przez firmę z Chin, las wykarczowano. Gdzie jest drewno? Pojechało prosto do Chin”, kilka kilometrów dalej, nagle wyrasta restauracja, sklep, słyszymy „Firma chińska wykupiła ziemię pod cementownię, widzicie te dziury, tutaj wypalany jest cement, a tamte góry powybrzuszane to też cement, niedługo pewnie nie będzie tu nic innego niż biały surowiec, prawie jak u was w te wasze zimy”. Pytam, kto będzie pracował, przewodnik zdziwiony „ jak to kto? Chińczycy. my nie chcemy tutaj, dla nich pracować, wykupili naszą ziemię i ja niszczą dlaczego mielibyśmy im w tym pomagać?”.

Mnisi, Birma, foto Radosław Mincewicz Birma, zdjęcie:Radosław Mincewicz

Racja, przytakuję. Nie jest to sprawa incydentalna, na północy jest to na porządku dziennym. Chiny wykupują ziemie w poszukiwaniu bogactwa Birmy czyli rubinu. Zresztą na północy jest jeszcze gorzej, oprócz tego, że są to tereny niedostępne dla turystów, dlatego, że tereny te są miejscem uprawy narkotyków, których właścicielem jest rząd i na których sprzedaży również nieźle zarabia, na północy chińczycy są jak u siebie. Budują elektrownie wodną, przy budowie której wysiedlono Birmańczyków nie gwarantując dachu nad głową. A prąd wytwarzany w tej elektrowni będzie wędrował do Chin(!). Pomimo, że elektryczność w Birmie jest luksusem.

Chiny są dobrym wujkiem dla junty wojskowej i wielką krzywdą dla Birmańczyków. Czy to się zmieni? Jedno jest pewne, zmiana nie nadejdzie ze strony Pekinu ani też ze strony junty. Jedynym wyjściem jest powstanie ludności, np. jak te z 2007 w którym udział wzięli mnisi z Birmy. Rewolucja jednak została zdławiona, zabito oraz skazano na karę więzienia setki ludzi. Sygnałem mogłoby być podążenie za śladami rewolucji na bliskim wschodzie, ale skąd Birmańczycy czy Chińczycy mogą o tym wiedzieć, skoro oba kraje pogrążone są w głębokiej cenzurze.




Komentarzy: 1

Remus
17 maja 2013 (15:55)
zmiany
Junta doszła do władzy w 1962 roku... Birma monopol handlowy z Chinami rozbiła po "demokratyzacji", która rozpoczęła się od uwolnienia Aung San Suu Kyi, a właściwie od jej spotkania z Thein Seinem. W Birmie sporo się już zmieniło, kraj otworzył się na zachodnie rynki i może nie są to zmiany wielkie, o demokracji też nie można mówić, ale mieszkańcom żyję się troszkę lepiej. Jak byłem ostatnio w Birmie to zwłaszcza w Rangunie zmiany nie do poznania, jakieś plakaty Aung San Suu Kyi znajomi bez problemów o polityce gadali - przepaść do tego co było kilka lat temu jeszcze. Oczywiście na prowincji to trochę inaczej wygląda...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".