Nie zaśmiecajmy łomotem przestrzeni publicznej
    Warszawa56 · miasto2
2013-07-08
Tak jak nie wolno śmiecić w miejscach publicznych, tak też nie powinno być wolno zaśmiecać tej przestrzeni hałasem. To po pierwsze. Gdy ktoś wyleje nieczystości na ulicę, to dostanie mandat. Gdy zagłusza wszystkich łomotem głośników, to nic mu nie grozi.

Wolności każdego człowieka kończą się tam, gdzie zaczynają wolności innych. Prawo do „hałasowania” każdego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna cisza kogoś innego. Każdy ma swobodę robić w swoim mieszkaniu co chce (prawie) ale tak, by nie zakłócać spokoju innych. Zatem ta wolność „w swoim domku” kończy się na tego domku ścianach. W prasie co rusz pojawiają się ogłoszenia o badaniach słuchu, bo jest z tym coraz gorzej - i to u młodych ludzi. Podobno aż 1/3 populacji ma problemy. A przecież udowodniono, że hałas jest tak samo szkodliwy, jak walenie pałką po głowie. Na ostatnim Pikniku Naukowym był namiot z tytułem „podzielmy się kilometrami”. Tłumek podskakiwał w „rytm” łoskotu zagłuszającego wszystko. Może prowadzący ten spektakl był już głuchy. Ale na pewno był prymitywem. Gdyby natężenie dźwięku było o połowę mniejsze nadal byłoby przy czym skakać. Każdej imprezie towarzyszy jednak łoskot głośników.

Inny przykład – niedziela, 23 czerwca, godzina 12:00, koncert Chopinowski w Łazienkach Królewskich. Z dołu, od lewej strony patrząc, od bramy w kierunku pomnika dochodzi łoskot pop-muzyki. Komentarz zbyteczny. W tę samą niedzielę, Krakowskie Przedmieście w Warszawie, pokaz mody, długi wybieg dla modelek, u szczytu głośniki aż dygoczą od łomotu na full.

Można by rzec – w tym kraju nikt już nie potrafi bawić się nie dewastując łomotem przestrzeni.

Przepis mówiący o ciszy nocnej pomiędzy 22:00 a 6:00 rano jest rzeczywiście absurdalny. To jest przepis koszarowy. Ani straż miejska, jak w średniowieczu, nie chodzi wieczorami po ulicach każąc mieszczanom gasić światła, ani też rano trębacze nie trąbią pobudki. Czasami jeszcze dzwony kościelne budzą rano wiernych i wzywają na modlitwy. Ale i na to są też skargi. Tym bardziej, że przepis o ciszy nocnej 22:00-6:00 jest traktowany przez niektórych za przyzwolenie na to, by w godzinach 6:00-22:00 swobodnie demolować otoczenie hałasem. I zdarza się, że ktoś zaczyna np. fedrować ściany wiertarką udarową, 5 minut przed 22, bo wszak ma jeszcze 5 minut. Albo od 6 rano.

Zatem ustalmy za fundamentalne i niezbywalne prawo każdego do ciszy. Cisza, a właściwie zakaz jej naruszania bez istotnej potrzeby wynikającej z normalnego życia miasta, powinna obowiązywać zawsze. A bezwzględna cisza od 20:00 do 8:00 rano. Godziny dozwolone na głośne prace, np. remont, powinny być ustalone w umowie społecznej mieszkańców danego siedliska. Aktywność ludzka jest bardzo różnorodna, wielu pracuje w nocy, a w dzień wypoczywa, ma pracę zmianową, chce wieczorami posłuchać muzyki według własnego uznania, itd. I to trzeba bezwzględnie uszanować. A dzisiejsza regulacja jest dla nich krzywdząca. Jeszcze stosunkowo niedawno, przy trzepakach w osiedlach był zakaz trzepania przez godzinę-dwie około 11 rano i bodajże koło 15, bo to był czas, kiedy małe dzieci zwykle śpią! Toczy się walka o prawa do odmienności. Szanujmy prawa tych, co czuwają w nocy a śpią w dzień.

W kinach, w małych salkach, na które podzielono dawne wielkie sale, natężenie hałasu (bo nie muzyki) w czasie reklam przed filmem jest wręcz zabójcze. Czy obsługują te sale głusi, czy aż tak prymitywni, że sądzą, że im większy hałas, tym skuteczniejsza reklama? Kiedyś w salach takich kin jak Relaks czy Moskwa w Warszawie wchodzących witała dyskretna cicha muzyka. Kiedyś… To samo było w kawiarniach. Dzisiaj w niejednej trudno rozmawiać, nie słyszy się osób siedzących przy tym samym stoliku.

Organizatorzy imprez odbywających się na tzw. świeżym powietrzu chwalą się tysiącami kilowatów mocy dźwiękowej. A każda zapowiedź kolejnego utworu kończy się wrzaskiem zapowiadającego. Bez wrzasku i ogłuszania słuchaczy nie ma imprezy. Jak impreza odbywa się w zamkniętej przestrzeni, np. na stadionach sportowych – to oczywiście nie ma problemu – są tam ci, którzy chcą tego słuchać..

Zapewne nie powodowałby większych protestów mieszkańców normalny gwar kawiarnianych ogródków, nawet usytuowany pod ich oknami. Ale gwar normalnych rozmów a nie ryk głośników wystawionych na ulicę czy wrzaski pijanych biesiadników. I powinna być pewność natychmiastowej interwencji policji czy straży miejskiej, gdy dochodzi do zwyczajnego już w naszym kraju wycia pijanej tłuszczy, używającej do tego rynsztokowych wyrazów. Społeczeństwo tak schamiało, że normą już jest głośne i publiczne używanie tzw. „wyrazów” i to w zwracaniu się do kobiet i w ich towarzystwie, a także przez nie. W tej materii zwycięstwo feministek jest pełne – mamy powszechne równouprawnienie dla obu płci do używania plugawego języka. Zatem, tak jak kluby piłkarskie odpowiadają za swoich kibiców, tak właściciele tych lokali powinni odpowiadać za przebywające tam towarzystwo.

W Gazecie Wyborczej red. Agnieszka Kubik w artykule „Nocne życie na pustym śródmiejskim placu” przytacza wypowiedź osoby działającej w Radzie Osiedla Centrum: Można sobie wyobrazić, że muzyka jest do godz. 23, a potem wzmacniacze są już wyłączone i ludzie rozmawiają przy cichszej muzyce, a nie łomocie, który odbija się od ściany Jak można rozmawiać w lokalu, w który „łomot odbija się od ścian” i jak można łomot nazywać muzyką, to zapewne wie tylko ta Pani. Łomot nie jest muzyką. I dlaczego do 23 mam być dozwolone łomotanie w przestrzeni publicznej. Dlaczego do 23 mieszkańcy tej ulicy, placu mają być narażeni na cudze łomotanie. To przecież jest chore.

Życie miasta jest wystarczająco głośne, by nie dodawać dodatkowych hałasów. Wszelkie wystawianie głośników w oknach, czy to w mieszkaniach prywatnych czy lokalach w celu zwabianie klientów do lokali, powinno być zabronione prawem pod karą grzywny. Nie wolno śmiecić w mieście także „łomotem”!

Wiele miast na świecie ma swoje dzielnice uciech, w których jest głośniej i to przez większą część nocy. Z tym że np. w Londynie w Soho nie słyszałem ryczących głośników ani wrzasków pijanych rozrywkowiczów. Może grzywny są zbyt dotkliwe. i może dlatego Brytyjczycy tak chętnie odwiedzają Kraków, gdzie czują się bezkarni. Z pewnością „rozrywkowe” miejsca są potrzebne w każdym mieście. Powstają zazwyczaj naturalnie, latami tworzy się jakaś dzielnica lub jej fragment, gdzie grupują się lokale uciech. Naszym nieszczęściem był bolszewizm, najbardziej ponura z ponurych rzeczywistość, która narzuciła organizację miast, wymieszaną do tego stopnia, że trudno coś wydzielić. Gdyby w Polsce po wojnie miasta odbudowywały się w naturalny sposób, pod kontrolą architektów i planistów przestrzeni, a nie ideologów, to kto przy zdrowych zmysłach wybudowałaby w środku miasta ciąg mieszkalnych pudeł – Oś Saską, zwaną Żelazną Bramą, zamieszkałą dziś głównie przez emerytów i wynajmujących mieszkania przybyszy z Azji.

Zatem do fundamentalnych praw człowieka wpiszmy – prawo do ciszy!

A teraz nieco mniej serio. Ale tylko nieco. Jest takie miejsce w Warszawie, które nadaję się znakomicie na krainę uciech. Można by to nazwać, za Londynem, gdzie jest mila kwadratowa businessu, milą uciech. Gdy wybudowano ten gmach, to już wówczas, gdy zobaczyłem wnętrza pełne złoceń, kandelabrów, sal zbiorowych i dyskretnych gabinetów, miałem dla niego przeznaczenie. Świetne miejsce na – w dzisiejszej nomenklaturze – agencję towarzyską i to imienia znamienitej postaci –Józefa Wisarionowicza Stalina. Oczywiście chodzi o tzw. Pałac Kultury. Byłby to znakomity sposób upamiętnienia zasług tego wodza rewolucji bolszewickiej. Goście, w tym bogaci właściciele pól naftowych, pchaliby się drzwiami i tarasami, na których lądowały by helikoptery. Plac wokół należałoby obudować kafejkami, pubami i innymi lokalami uciech, byle skierowanym do wewnątrz i powstałaby dzielnica uciech.

Nie wdając się w szczegóły, które mogłyby budzić złe skojarzenia – sądzę, że minister finansów odetchnąłby z ulgą. Z samych podatków przychód byłby bowiem taki, że budżet by się domknął i starczyłoby pieniędzy na emerytów. Byłby zatem spełniony chwalebny cel – młodzież utrzymywałaby swych seniorów.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".