Nobel dla Obamy - Klaus i Europa - Tusk i polska afera
    prasa zagraniczna40 · Waclaw Klaus10 · Nagroda Nobla6 · traktat lizboński43
2009-10-10
Przegląd mediów niemieckojęzycznych.

Nobel dla Obamy


Obamie "udało się w krótkim czasie nadać nowy ton w stosunkach międzynarodowych i stworzyć gotowość do rozmów" - tak informację o Pokojowej Nagrodzie Nobla dla amerykańskiego prezydenta skomentowała szefowa niemieckiego rządu, Angela Merkel (CDU). I dodała: "Powinniśmy go wszyscy wspierać. Otworzył okno możliwości". Merkel dodała, że zaangażowanie Obamy na rzecz osiągnięcia sytuacji na świecie bez broni nuklearnej jest celem, do którego dążyć należy w następnych latach.
"Ta nagroda jest z pewnością bodźcem dla prezydenta i dla nas wszystkich", podsumowała niemiecka kanclerz.

Dla szefa niemieckich liberałów, przyszłego ministra spraw zagranicznych RFN, Guido Westerwelle nagroda dla Obamy jest bodźcem w staraniach o lepszą, globalną współpracę. "Ta nagroda jest mniej wyróżnieniem za już dokonane, bardziej natomiast wsparciem jego polityki, która bazuje bardziej na kooperacji, niż na konfrontacji, stawiając jednocześnie na rozbrojenie, a nie na nowe zbrojenia" - powiedział Westerwelle. I dodał, że tak sformułowana polityka "obowiązuje nie tylko Waszyngton. Bowiem współpraca i pozyskiwanie zaufania stanowią najlepszą tradycją niemieckiej polityki zagranicznej".

Przedstawiciele niemieckiej partii Zieloni ocenili fakt przyznania nagrody Obamie, jako dążenie do rozbrojenia i współpracy pomiędzy państwami. "Nagroda jest sygnałem przełomu", czytamy w oświadczeniu wydanym w Berlinie przez duo szefów partii, Renatę Künast i Jürgena Trittina. "Decyzja komitetu w Oslo jest wezwaniem, by ta zmiana strategii była dalej kontynuowana".

"Pokojowa nagroda Nobla z niczego", tytułuje swoją wiadomość niemiecki serwis "Focus online".
"Odznaczenie za wiele obietnic", czytamy w serwisie internetowym dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung", "faz.net".
"Aplauz, krytyka i pokora" ocenia serwis "Zeit online" reakcje mediów i samego prezydenta USA.
"Nagroda dla nosiciela nadziei" stwierdza austriacka "Die Presse".
"Nagroda jest wielkim honorem, ale również brzemieniem", stwierdza rzecznik do spraw polityki zagranicznej niemieckiej chadecji (CDU/CSU). I dodaje: "związane z nagrodą wysokie oczekiwania nie ułatwią trudnych rozmów z Iranem lub z Rosją, nie ułatwią podejmowania decyzji wobec Afganistanu lub Pakistanu".

Czechy, Klaus i Lizbona

Ten temat jest jednym z częściej komentowanych w niemieckich mediach w ostatnich dniach. Oczy zjednoczonej Europy, w tym oczy niemieckich mediów skierowane są ku Pradze. Pierwszy program niemieckiej, publicznej tv - ARD, nie jest tu wyjątkiem.

Czeski premier, Jan Fischer, przypominają niemieckie media, pragnie, by Traktat z Lizbony ratyfikowany był przez Czechy do końca roku. "I tym samym wyraża zdanie większości Czechów, których 53% w jednym z badań sondażowych opowiedziało się za ratyfikacją. Ale prezydent Klaus nie jest człowiekiem, którego można przekonać. On po prostu wierzy, że wie lepiej. Wizja, że swoim zachowaniem przysparza własnemu krajowi więcej szkody, niż jakikolwiek Traktat z Lizbony mógłby to kiedykolwiek uczynić, jest dla Klausa obca. Toteż czescy zwolennicy traktatu wierzą, że jeszcze w tym roku Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnie ostatecznie ten spór, nie pozostawiając jednocześnie przeciwnikom traktatu jakichkolwiek, kolejnych otwartych drzwi. (…) Bo przecież obie izby czeskiego parlamentu konstytucyjną większością głosów zdecydowały, że są za Traktatem z Lizbony. Zadanie czeskiego prezydenta polegać powinno więc jedynie na tym, by go podpisać" - cytuje czeskiego politologa niemiecka tv, ARD.

"Ale kłótnia o Lizbonę jest jedynie w Czechach oznaką tego, że młoda czeska demokracja choruje. 20 lat po zmianie ustroju, kraj przeżywa coś na kształt decydującego roku. Wszystko, co Czechy wyznaczały sobie jako cel w latach 90., postawione zostało teraz pod znakiem zapytania. Pierwszym celem był powrót do Europy, tak by żelazna kurtyna raz na zawsze przepadła. Cel został osiągnięty, a teraz, na kanwie dyskusji o Lizbonie, powraca jako temat od nowa. I tu mamy do czynienia z zasadniczym pytaniem: gdzie znajdują się Czechy w stosunku do Europy? Czy chcą w niej uczestniczyć, czy zająć raczej pozycję kraju uprzywilejowanego?

Drugim celem było członkostwo w NATO i szczególne stosunki z USA. Te drugie pogrzebane zostały wraz z wycofaniem się Ameryki z programu tarczy antyrakietowej. Decyzja Obamy wywołała u Czechów poczucie niepewności. A strach przed władzą Moskwy znowu wzrósł.

I wreszcie temat trzeci, wewnątrzpolityczna niestabilność. Czechy, przez wiele minionych lat były jednym z niewielu krajów Europy środkowo - wschodniej, w którym rządziły relatywnie stabilne stosunki, gdzie demokracja rzeczywiście funkcjonowała. Teraz, w wyniku kryzysu gospodarczego, kraj popada w rekordowe zadłużenie. Poważna cześć politycznej góry uwikłana jest w różnorodne afery korupcyjne. To może oznaczać, iż zarówno system polityczny, a także sama demokracja znajdują się na rozdrożu. I, że w najbliższych dniach lub tygodniach rozstrzygnie się, w jakim kierunku rozwijać będzie się kraj. A tu prezydent Klaus chciałby z pewnością mieć słówko do powiedzenia. W tej sytuacji zwolennik Traktatu z Lizbony, tymczasowy czeski premier, Jan Fischer, potrzebuje z Brukseli bardziej porady, niż reprymendy
".

Tusk i afera hazardowa

Media niemieckojęzyczne polskiej aferze hazardowej poświęcają stosunkowo niewiele miejsca. Brakuje prawie zupełnie komentarzy. Szczegółowo za to informują o szczegółach i kolejnych etapach wydarzeń.

Austriacka "Die Presse" ocenia, że zdaniem komentatorów premier Tusk "dobrze zrobił wykonując krok do przodu i mówiąc o samooczyszczeniu swego zespołu rządowego". Gazeta podkreśla, że Tusk "postępować musi rygorystycznie, by nie zaprzepaścić swych szans w zbliżających się w roku 2010 wyborach prezydenckich". Mowa jest także o dwuznacznej roli CBA, która "odkryła co prawda aferę, następnie ją jednak stymulowała i upubliczniła, by zaszkodzić partii rządzącej".

Ukazująca się na obszarze graniczącej z Polska Brandenburgii, lokalna gazeta "Märkische Oderzeitung" pisze, że "szef CBA, Michał Kamiński, uważany jest za instrument w rękach Jarosława Kaczyńskiego. Opozycja domagać będzie się teraz powołania parlamentarnej komisji śledczej i tym samym Tusk tak szybko nie uwolni się od tematu afera".

Szwajcarska "Neue Zürcher Zeitung" relacjonując przebieg i poszczególne etapy polskiej afery zaleca by na "ostateczne efekty jednak zaczekać" i zastanawia się czy "postępowanie Tuska jest wystarczające, by uwolnić się od zarzutów, czy też to tylko może gigantyczny blef. A do stracenia ma Tusk wiele, bowiem, jak dotychczas, był najbardziej pewnym kandydatem na stanowisko prezydenta państwa w wyborach 2010".

Austriacki "der Standard" polska aferę nazywa "Black Jack Gate" i szczegółowo relacjonuje przebieg wydarzeń, nie opatrując ich jednak słowem komentarza.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Jan Palikot”, czyli co zagraniczne media donoszą o polskich wyborach

Jeszcze w czasie trwania kampanii wyborczej "The Economist" oceniał ją jako nudną. Jeśli do tego dodamy wynik wyborów gwarantujący polityczne status quo, to łatwiej będzie można zrozumieć,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".