Norymberga - kto wygrał bitwę o sprawiedliwość?
    historia wydarzenia16 · II wojna światowa82
2009-01-21
Czy można jednoznacznie stwierdzić, czy „bitwa o sprawiedliwość”, jak można nazwać Procesy Norymberskie, zakończyła się zwycięstwem aliantów? Jak się okazuje, znaki zapytania się mnożą…

Zbrodniarze i „zbrodniarze”

Herman Göring - Głównodowodzący sił powietrznych, przewodniczący Reichstagu, premier Prus. Twierdzi, że "nie ma się czego bać", gdyż "wysyłał lotników na śmierć w walce z wrogiem". Twierdzi, że ponosi pełną odpowiedzialność za politykę rządu. Wyłącza jednak z tego obszaru problemy eksterminacji o których "usłyszał dopiero podczas procesu". Żonaty dwa razy, miłośnik muzyki klasycznej, nie cierpi jazzu. Przeszkadza mu ból w prawej nodze. Miał normalne dzieciństwo. Uznany za winnego zbrodni - zbrodni przeciwko ludzkości, zbrodni przeciwko pokojowi oraz zbrodni wojennych. Popełnia samobójstwo dwie godziny przed planowaną egzekucją.

Rudolf Hess - Zastępca Führera. Po tajemniczym locie do Szkocji w 1941 roku nie odgrywa znaczącej roli w polityce Rzeszy. W Norymberdze przeżywa silne zaburzenia psychiczne. Skazany za spiskowanie i udział w zbrodni przeciw pokojowi, na dożywocie. Dożywa w więzieniu Spandau 92 lat.

Alfred Jodl - Od 1939 do 1945 roku dowódca OKW (Oberkomando der Wehrmacht-Najwyższe Dowództwo Sił Zbrojnych). Bezbarwny. Nie ukazuje emocji. Żonaty dwa razy. Jego obecna żona pomaga jego obrońcom. Skazany za spiskowanie w celu zbrodni, zbrodni przeciwko ludzkości, zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko pokojowi. Powieszony wraz z innymi hitlerowcami 16 października 1946 roku. W 1953 zrehabilitowany przez Niemiecki Sąd Denazyfikacyjny.

Hjalmar Schacht - Prezes Reichsbanku od 1939 roku. Minister bez teki w rządzie Rzeszy od 1943 Jeden z organizatorów zamachu na Hitlera w 1944 roku. Czuje, że jest sądzony jak "zwykły zbrodniarz wojenny". Uznany za niewinnego wobec stawianych mu zarzutów.

Hans Fritzsche - Radiowiec, urzędnik w Ministerstwie Propagandy. Ratował Żydów. Wyraża ubolewanie z powodu problemów jego rodziny, związanych z jego oskarżeniem (jego żona straciła zezwolenie na wykonywanie zawodu psychiatry). Uznany za niewinnego wobec stawianych mu zarzutów.

Julius Steicher - Naczelny gazety antysemickiej "Der Strümer". Twierdzi, że jego sumienie jest czyste jak u dziecka. Mówi, że poznaje Żydów na odległość. Winny zbrodni przeciwko ludzkości. Powieszony.

Hans Frank - Naczelnik Generalnej Guberni. Podczas procesu zostaje ujawniona notka z jego pamiętnika zawierająca informacje, że w przypadku zabicia 10 000 Polaków więcej – Hitler powiedziałby - doskonale. Twierdzi, że nie wysłał ani jednego Żyda do obozu koncentracyjnego. W czasie jego pobytu w więzieniu ma miejsce jego nawrócenie. Uznany za winnego zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych. Przed powieszeniem woła – Chryste, przebacz! Nie zmienia to jednak całokształtu jego win w czasie wojny.

Przybliżyłem tylko kilka sylwetek oskarżonych sądzonych w Norymberdze, według mnie najjaskrawiej ukazujących różnice dzielące niektórych z nich.

Z jednej strony mamy Alfreda Jodla - pośmiertnie uniewinnionego, wykonywującego rozkazy mające doprowadzić do zwycięstwa jego ojczyznę oraz po prostu człowieka wielkich pieniędzy - Schachta. Z drugiej - zwykli zbrodniarze - propagator antysemityzmu i redaktor nazistowskiej gazety - Steicher oraz nieudolnie broniących się i zapewniających o braku wiedzy o zbrodniach nazistów Göring i Frank.

Czy jednoznaczne przeświadczenie, że niektórzy z sądzonych nie zasłużyli na postawienie w jednej linii ze zwykłymi zbrodniarzami jest zasadne? Można mieć co do tego wątpliwości. Bo przecież gdyby sądzić tylko ewidentnie winnych i zasługujących na śmierć mogłyby się pojawić zarzuty mówiące o Trybunale jako o maszynce do mielenia nazistów, która bezmyślnie skazuje wszystkich na śmierć. Ale nie ma wątpliwości co do jednej sprawy - skazania niewinnego człowieka na śmierć. Co jest katastrofą dla każdego sądu, a co dopiero dla Trybunału Wojskowego o niewyobrażalnym prestiżu.

Sąd nad zbrodniarzami czy nad przegranymi?

Pojawiły się też głosy, że Norymberga była sądem nad przegranymi w II wojnie światowej, dlatego nie była właściwym wyjściem z sytuacji. Ale czy podczas procesu sądzono Japończyków i Włochów, walczących po stronie Osi?

No właśnie nie. Na tym polega słabość tego stwierdzenia, wielokrotnie przywoływanego przez przeciwników procesów w czasie ich trwania.

Problem radziecki

Najbardziej newralgiczny punkt w problemie procesów norymberskich. Na pierwszy rzut oka Sowieci nie mieli prawa sądzić Niemców, z którymi wiązał ich przecież pakt Ribbentop - Mołotow, nie powinni wypowiadać się w sprawie winy lub niewinności tych, z którymi okupowali Polskę. Tym bardziej, że prowadzili w Polsce wojnę, na zdrowy rozum, agresywną, która nie miała na celu ochrony własnego interesu. Rozpętanie takiej wojny daje możliwość postawienia zarzutu zbrodni przeciwko pokojowi. Nie mieli oni więc moralnego prawa do zasiadania w ławach sądowych. Ten argument wydaje się logiczny, jednak gdy przyjrzymy się bliżej sytuacji tracimy pewność o jego słuszności.

Po pierwsze: Polska nie była w stanie wojny z ZSRR. Nigdy nie wydano żadnego dokumentu zaczynającego lub kończącego wojnę. Zatem, jeśli nie ma wojny jako takiej to nie może być także zarzutu mówiącego o prowadzeniu wojny agresywnej.

Pod drugie: sam pakt R - M nie był zbrodnią. Był zwykłym traktatem o nieagresji nie zawierającym właściwie żadnych szczegółów dotyczących planowanej wojny. Jeśli można uznać traktat za zbrodnię, to na takich samych podstawach można nazwać zbrodnią pakt Entente - Cordiale, co wydaje się oczywiście absurdalne. Ale, powie ktoś, traktat ułatwiał rozpoczęcie wojny. Przez to logiczne wydaje się postawienie zarzutu może nie tyle o zbrodniach przeciwko pokojowi, jak o spiskowaniu w ich celu. To prawda, jednak pakt był tylko jednym z elementów tworzących ciąg wydarzeń prowadzących do wojny. Przyjmując taką argumentację również postanowienia z Monachium ograniczające restrykcyjną politykę wobec Niemiec mógłby zostać uznany za element spisku.

Po trzecie: osądzenie Sowietów nie było możliwe z oczywistych względów politycznych. Być może w jakiś sposób udałoby się przekonać towarzysza Stalina do pozwolenia na osąd przynajmniej kilku - kilkunastu wyższych oficerów Armii Czerwonej biorących udział w agresji na Polskę. W ZSRR organizowano nawet publiczne egzekucje żołnierzy którym udowodniono (czy aby na pewno?) współpracę z hitlerowcami. Można byłoby ciemnemu ludowi opowiedzieć wtedy bajeczkę mówiącą o tym, że tylko oni mieli coś wspólnego z Hitlerowcami. Jednak czy ów ciemny lud by w to uwierzył? Może w Związku, ale w wolnym świecie na pewno odezwałyby się głośne krzyki sprzeciwu i padły propozycje osądzenia Stalina. Innym argumentem na "nie" jest nieobliczalność Stalina, który mógłby się w najlepszym wypadku obrazić, a w najgorszym zerwać stosunki dyplomatyczne z pozostałymi krajami Wielkiej Trójki, lub, co najgorsze, jako człowiek nieobliczalny zacząć działania militarne.

Najrozsądniejszym wyjściem z sytuacji było usunięcie zarzutu o zbrodniach przeciwko pokojowi i, co za tym idzie, o spiskowaniu celem ich popełnienia.

Nieobecni

Hitler, Himmler i Bormann nie mieli okazji usłyszeć wyroku Trybunału. Czy bez nich proces miał sens? Przecież brakło w nim najpotężniejszych wodzów Rzeszy - Himmlera i samego Fuhrera. Czy stawianie zarzutów ludziom wykonującym często rozkazy płynące z góry nie było nadużyciem? I czy skazanie Bormanna in absentia (pod nieobecność) było właściwe?

Ludzie wstępujący do partii, a szczególnie wyżsi członkowie NSDAP nie tworzyli jej z przymusu. Jeśli wykonywali polecenia Hitlera to była to tylko i wyłącznie ich sprawa. Dlatego proces nad nimi był konieczny. Skazanie Bormanna było właściwe, bo przecież wciąż istniała szansa na odnalezienie go i od razu wykonanie wyroku, bez konieczności osądzenia.

Alternatywy dla Norymbergi

Jak wyglądał sąd nad hitlerowcami na tle innych propozycji?

Stalin w Teheranie wspominał o masowej egzekucji 50 000 wyższych oficerów sił zbrojnych Niemiec. Nawet Roosvelt był skłonny przyjąć takie rozwiązanie, ironicznie ograniczając liczbę skazańców do 49 000 i będąc przekonanym, że “armia amerykańska poparłaby ten plan". Churchill wyszedł z sali, w której toczyła się rozmowa. Oczywiście Stalin potem próbował potem nieco rozluźnić atmosferę zarzekając się, że żartował, jednak to, co robił z rodakami we własnym kraju wskazuje na to, że byłby zdolny do tego typu posunięć.

To jedna z najbardziej drastycznych propozycji, jednak wiele innych, które pojawiły się w czasie wojny i po jej zakończeniu często jej nie ustępowało. Pierwszym pomysłem Stalina było wyznaczenie od 50 do 100 "wyrzutków wyjętych spod prawa", których każdy mógłby zabić bez konsekwencji.

Ostra dyskusja toczyła się w USA, gdzie dużym poparciem ze strony władz cieszyła się propozycja Henry'ego Morgenthaua, który oprócz zabicia wyższych urzędników i oficerów Rzeszy w swoim planie przewidywał trwałe osłabienie pozycji gospodarczej i politycznej Niemiec. Takie rozwiązanie nie było jednak żadną nowością. Od zamierzchłych czasów przegrane państwo musiało po wojnie coś stracić - w większości przypadków niepodległość. Jednak okoliczności stworzyły możliwość zastosowania rozwiązania precedensowego, które zaproponował amerykański sekretarz wojny Henry L. Stimson. Pomyśleć tylko, za zachodnią granicą moglibyśmy mieć sąsiada wymagającego naszej pomocy humanitarnej. A niewiele brakowało.

Słowem podsumowania… Mimo wszystkich błędów i niedociągnięć, jakie pojawiły się przy okazji procesu należy spytać: czym bylibyśmy i gdzie bylibyśmy bez Norymbergi? Drogi czytelniku, odpowiedz sobie sam.

Przy pisaniu artykułu korzystałem z ksiązki Leona Goldensona "Rozmowy norymberskie" pod redakcją Roberta Gellately'ego.


Komentarzy: 1

Gniewosz
4 grudnia 2012 (18:50)
Gniot
Ten artykuł to zbitek jakiejś przypadkowej treści i nierozwiniętych myśli.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Birma. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wywiad z Michałem Lubiną o jego nowej książce „Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”

O książce "Birma. Historia państw świata w XX i XXI w." oraz o problematyce birmańskiej z Michałem Lubiną rozmawia Roman Husarski.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".