O dziennikarskiej etyce
    Wildstein12 · dziennikarstwo śledcze8 · afera hazardowa26 · CBA18
2009-10-13
Autor: Azrael
Rzetelność dziennikarska i etyka to określenia uzupełniające się. I dość odległe polskim dziennikarzom, niezależnie gdzie piszą. Czy jest to prasa codzienna, magazyny i tygodniki, czy po prostu internet. Jakość polskiego dziennikarstwa jest żałośnie niska i na nic zdają się tu korporacyjne działania, wmawiające nam, czytelnikom, widzom i słuchaczom, że jest dobrze, lepiej niż przed laty. Zależność dziennikarzy nie tylko od wydawców, ale również od grup wpływów politycznych, czy biznesowych jest aż nadto widoczna.

Są jednak tacy dziennikarze, którzy gotowi są bronić dziennikarskiej “prawdy i niezależności”, nawoływać do przestrzegania kanonów zawodu, jego posłania i etyki. Słuszna pozycja, gdyby nie to, że sami nie trzymają się standardów niezależnego, rzetelnego dziennikarstwa.

O Bronisławie Wildsteinie, publicyście “Rzeczp0spolitej”, a nie taka dawno niezależnym szefie telewizji publicznej (sic!) pisałem już wielokrotnie, pokazując nie tylko jego przekłamania, polityczne uzależnienie i miałkość przekazu, ale również nierzetelność intelektualną. Pan redaktor Wildstein jednak, od czasu napisania powieści z kluczem, “Dolina nicości” ma status guru, wyroczni dziennikarskiej, żeby nie napisać, “świętej krowy” dziennikarstwa polskiego. Jest postrzegany przez dużą grupę środowisk prawicowych nie tylko jako zdolny, wybitny publicysta, ale również jako pewien punkt odniesienia i drogowskaz moralny. Co nie powie, lub co nie napisze, jest słowem prawdy, czystej prawdy moralnej, etycznej i zawodowej. Zajął pozycję PONAD środowiskiem dziennikarskim – i wszedł na postument przeznaczony dla guru, którego się słucha, ale z którym się nie polemizuje, ponieważ głosi prawdy objawione, nie podlegające dyskusji. Szkoda jednak, że jego czytelnicy (wyznawcy) nie potrafią tego, co wychodzi spod jego pióra czasem odnieść do kontekstu szerszego, niż czysta zawartość artykułu.

Redaktor Wildstein napisał wczoraj rzecz tak manipulacyjną, jakiej do tej pory nawet u niego nie czytałem. Artykulik pod tytułem ”Ta bezwstydna jawność”, umieszczony na portalu “Rzeczpospolitej” jest tak kuriozalnie intelektualnie zakłamany, że aż trzeba go przytoczyć i rozebrać w całości. Dotyczy on postaw (złych w założeniach) dziennikarzy (oczywiście tylko tych poza “R”) w sprawie afer ujawnionych przez Mariusza Kamińskiego.

Pisze pan redaktor;

Dziennikarze są od ujawniania. Od podawania faktów, nie tylko tych oficjalnie nam dostarczanych przez rozmaite gremia, ale od wyszarpywania tych, które ci sami chcą przed nami ukryć.

Zgoda, pod wszakże takim warunkiem, że fakty te zostały zdobyte zgodnie z kanonem rzetelności i uczciwości dziennikarskiej, a nie zostały przekazane dziennikarzowi jako tak zwana “wrzutka” służb specjalnych. Tak się stało w przypadku afery stoczniowej, gdzie ewidentnie dziennikarze “Wprost” otrzymali dokumenty CBA od funkcjonariuszy służby, a ich publikacja miała na celu rozpętanie afery o charakterze politycznym. Dziennikarze nic nie “wyszarpnęli”. Oni po prostu posłużyli jako pas transmisyjny CBA – a służyć to miało nie ujawnieniu faktów, lecz określonym skutkom politycznym.

Dziennikarze są agentami społeczeństwa, muszą być jego oczami i uszami. Powinni docierać tam, gdzie zwykły obywatel ma kłopoty z dotarciem, i dzielić się z nim wiedzą, którą w inny sposób trudno mu uzyskać. Media to dosłownie pośrednicy. To dzięki nim szeroka zbiorowość może zdobyć informacje, które pozwalają jej osądzić stan rzeczy w ich państwie, ocenić polityków i ich rządy. I to w ten sposób media powinny egzekwować swoją kontrolną funkcję.


To co się przedostało do prasy zarówno w sprawach afery hazardowej i drugiej, stoczniowej (w wyniku bardzo kontrolowanych przecieków) wskazuje na to, że świat mediów, dziennikarze stali nie tyle agentami społeczeństwa, co narzędziami w rękach agentów służb. I mają służyć zamydleniu oczu obywateli. Media stały się pośrednikiem – od służb do obywatela, ale nie ma to nic wspólnego z obiektywną prawdą, lecz zostało zmontowane w formę prowokacji i manipulacji. Nie wiele to ma wspólnego ani z przedstawieniem stanu faktycznego, ani z funkcją kontrolną mediów.

Piszę oczywistości? Ale okazuje się, że nie w III RP. Tu jawność zawsze była na cenzurowanym. Walczyli z nią ludzie na dziennikarskich etatach reprezentujący instytucje, które nazywają się mediami. Przypomnijmy tych, którzy ostrzegali przed powołaniem komisji śledczej w sprawie Rywina, lękając się, że jej prace doprowadzą do “obryzgania wszystkich” – jak powiedział klasyk tej formacji.


Tu mamy odwołanie się do etyki Pana Wildsteina. Według niego jawność była zawsze cenzurowana, dziennikarze byli korporacyjnymi funkcjonariuszami. Gdzieś w podtekście jest wielokrotnie, a właściwie prawie zawsze przytaczany mit zbrodniczej III RP, powstałej na skutek spisku Okrągłego Stołu. Kto zna publicystykę Bronisława Wildsteina, wie, że jego pogląd na to jest prosty i zdeklarowany; III Rzeczpospolita powstała ze spisku i jest bękartem, a ci którzy jej bronią – są w tym spisku. Nasz redaktor tworzy własny mit, mit odrzucony i przegranych, którzy przez te wszystkie lata nie mogli się wypowiadać, występować, ani w żaden sposób realizować. To oni właśnie mają monopol na określanie tego, co jest białe, aż do oślepienia blaskiem, a co jest czarną, ponurą dziurą.

Dziś mamy do czynienia z kolejną kampanią funkcjonariuszy III RP w dziennikarskich przybraniach. Gazety opublikowały sprawy, które kompromitują znaczących polityków partii rządzącej. Ci się bronią, jak umieją, i oskarżają służbę, która sprawę wykryła, o prowokację, a dziennikarzy o współudział. Okazuje się, że znajdują medialnych sprzymierzeńców, dla których problemami nie są skandaliczne konszachty liderów partii rządzącej z szemranymi biznesmenami, nie jest przeciek, który pali śledztwo w tej sprawie, nie są dziwacznie nieudolne i naruszające reguły próby sprzedaży stoczni, nie – dla nich problemem jest ujawnienie tych spraw.


Nie, problemem nie jest ujawnienie korupcyjnych związków polityków z biznesem, czy nieudolności urzędników państwowych. Problemem jest to, jak to się robi i jak ma to mieć cel. Dla Wildsteina jest jednoznaczne, że ci, którzy bronią praw polityków do obrony i przedstawienie całego obszaru działań administracji w sprawie stoczniowej, to funkcjonariusze mediów. Natomiast ci, jak dziennikarze “Wprost” i “Rzeczpospolitej”, wykorzystywani przez Mariusza Kamińskiego i CBA jako megafony w walce politycznej, na rzecz Prawa i Sprawiedliwości, to białe gołąbki dziennikarstwa, niosące prawdę i li tylko prawdę… Kompletne pomylenie pojęć służby i zadań dziennikarstwa, szczególnie w kontekście dobra społecznego i państwa.

Pisząc tak manipulacyjny artykuł, Wildstein kompletnie abstrahuje od kontekstu działań CBA i Kamińskiego, w ogóle nie bierze pod uwagę tego, jak informacje zdobyte zostały następnie wykorzystane przez niego dla zrobienia polityczno-medialnego zamieszania. Słynna już tarcza antykorupcyjna, założona przez rząd Tuska miała służyć ochronie – a ona właśnie przez niego została wykorzystana jako źródło przecieków.

Mam wrażenie słuchając i czytając Wildsteina, że on strasznie nienawidzi III RP. Ma do tego prawo jako człowiek – choć nie rozumiem dlaczego do Polski wrócił z emigracji. Ale gorsze jest to, że tą nienawiścią szczepi swoją pracę , swoje teksty, a co za tym idzie – infekuje również swoich czytelników, odbiorców.

Wynika to z tego, że dla niego i części jego kolegów z “Rzeczpospolitej” najważniejsze jest to, aby całym swoim aparatem pojęciowym obalić mit sukcesu Polski minionego dwudziestolecia. Począwszy od tego, że teoria spisku służb specjalnych PRL i ich tajnych współpracowników ciążyła ponad belwederskim stołem, poprzez to, że “patriotycznej” opozycji zamknięto usta, aż do tego, że ponoć krępowano swobodę dyskusji i dostęp do polityki i społeczeństwa.

I każdą sytuację wykorzystuje, aby swoją teorię dalej rozpowszechniać. Po płaszczykiem walki o rzetelność dziennikarską.


Komentarzy: 4

Borys
13 października 2009 (21:30)
nic dodać i nic ująć
tak rzekłem

Bonzai
13 października 2009 (21:34)
nei było gościa w kraju
jak podpisywały się Okrągłe stoły, rząd Mazowieckiego powstawał, to teraz uważa że jest czysty. Ma prawo tak uważać. Ale czy ma prawo krytykować?

Bohdan L
13 października 2009 (21:37)
hej Azrael!
a jak tam u Ciebie z tą rzetelnością dziennikarską co? Kotecka, i kilka innych guru wraca do TVP, Ty nie grzmisz, nie krzyczysz, jak Rejtan szat nie zrzucasz....co będą współdziałali z Twoimi dawnymi kolegami? Właśnie...

Klemens
14 października 2009 (00:42)
obaj Ty i Wildstein
jesteście siebie warci...jeden ciągnie w jedną stronę, drugi będzie wygładzał błędy swoich sojuszników...to jak zabawa dziewczynek, która jest piękniejsza...i tak potem wszystkie płaczą i wołają mamo mamo... piszcie rzetelnie a potem dajcie się ocenić innym a nie róbcie tego sami.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Jan Palikot”, czyli co zagraniczne media donoszą o polskich wyborach

Jeszcze w czasie trwania kampanii wyborczej "The Economist" oceniał ją jako nudną. Jeśli do tego dodamy wynik wyborów gwarantujący polityczne status quo, to łatwiej będzie można zrozumieć,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".