Obama wzywa Rosję do dalszej redukcji arsenałów nuklearnych
    rozbrojenia2 · broń jądrowa30 · Obama177 · polityka zagraniczna USA47
2013-06-28
Prezydent USA wygłosił w Berlinie przemówienie, w którym zaproponował Rosji dwustronne zmniejszenie strategicznych sił nuklearnych o jedną trzecią. Jednak na drodze do zawarcia nowego porozumienia stoi wiele przeszkód: od napiętych relacji z Moskwą, po sprzeciw opozycji w amerykańskim Kongresie.

Barack Obama i Władimir Putin podzas szczytu G8 w Irlandii, wikimedia commons, PD, Pete Souza

Szef Białego Domu poruszył w swoim berlińskim wystąpieniu szereg tematów, takich jak znaczenie wolności i demokracji czy zmiany klimatyczne. Nie mogło zabraknąć też miejsca dla kwestii związanych z bronią nuklearną. Pokój i sprawiedliwość oznacza dążenie do uzyskania bezpieczeństwa, które zapewnia świat bez broni nuklearnej, bez względu na to, jak odległe byłoby to marzenie – powiedział Barack Obama, nawiązując wyraźnie do idei całkowitego i powszechnego rozbrojenia jądrowego, którą przedstawił jeszcze jako prezydent-elekt w słynnym przemówieniu w Pradze w 2009 roku. Już po objęciu urzędu prezydenta Obama starał się realizować swoją wizję, m.in. negocjując i podpisując z Rosją Nowy układ o redukcji zbrojeń strategicznych ( START – Strategic Arms Reduction Treaty) w 2010 roku. W trakcie drugiej kadencji amerykańska administracja wystąpiła natomiast z inicjatywą kolejnych redukcji, które mają objąć nie tylko głowice umieszczone na pociskach i bombowcach dalekiego zasięgu, ale również inne kategorie broni nuklearnej.

Techniczne niuanse

Przed omówieniem trudności, od których przezwyciężenia zależy powodzenie planów amerykańskiej administracji, warto poświęcić nieco uwagi dość skomplikowanej technicznej stronie procesu rozbrojeniowego.

Prawie wszystkie dotychczasowe porozumienia między superpotęgami jądrowymi, czyli USA i ZSRR a następnie Rosją, dotyczyły bezpośrednio jednej kategorii broni nuklearnej, mianowicie broni strategicznej. Systemy tego typu - wystrzeliwane z lądu i spod wody pociski balistyczne oraz ciężkie bombowce – wyróżniają się dalekim, bo przekraczającym 5,5 tys. kilometrów, zasięgiem, a także stosunkowo dużą siłą rażenia przenoszonych przez nie głowic, których potencjalny cel stanowią leżące na terytorium przeciwnika miasta oraz kluczowe ośrodki rządowe i wojskowe.

To właśnie tego typu broń dokonałaby największych zniszczeń w ewentualnym konflikcie. Jak dotąd limity traktatowe koncentrowały się na głowicach rozmieszczonych na pociskach i samolotach, pomijając ładunki znajdujące się w rezerwie. W efekcie dochodzi zatem do zatarcia przejrzystości w podejmowanych redukcjach, ponieważ zapasowe ładunki, których liczba nieraz sięga tysięcy, mogą powrócić do wyrzutni i bombowców nawet w ciągu dni, tygodni lub miesięcy od podjęcia stosownej decyzji.

Układy nie uwzględniały również kwestii tzw. taktycznej broni jądrowej, czyli systemów cechujących się krótszym zasięgiem i ograniczoną siłą rażenia, które służą do uderzeń przeciwko wrogim siłom zbrojnym i instalacjom wojskowym, obecnym na teatrze działań wojennych.

Trzeb jednak pamiętać, że wspomnianych kategorii broni nie pomijano bez powodu: oprócz ich mniejszego znaczenia militarnego, rolę odegrały także ewentualne problemy w weryfikacji redukcji przeprowadzonych przez drugą stronę. Pełniąca obowiązki podsekretarza stanu USA ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Rose Gottemoeller podkreśliła, że rozmieszczone siły strategiczne można, w przeciwieństwie do mniejszych jednostek taktycznych czy głowic znajdujących się w magazynach, relatywnie łatwo zlokalizować przy pomocy zwiadu satelitarnego. Poza tym, jak wynika z dalszej części artykułu, państwom przyświecały również bardzo subiektywne przesłanki.

Magia liczb

Uwzględnienie powyższych definicji pozwala na lepsze zrozumienie dążeń Obamy do poszerzenia zakresu ładunków podlegających cięciom. Zgodnie z amerykańską propozycją, mocarstwa zredukowałyby liczbę rozmieszczonych ładunków strategicznych do poziomu 1000 po każdej ze stron – pułapu o jedną trzecią niższego niż zakłada układ z 2010 roku. Cięcia wyniosłyby więc niecałe 500 głowic w przypadku Rosji i prawie 700 głowic w przypadku Stanów Zjednoczonych.

Tymczasem z danych przedstawionych przez amerykański magazyn Bulletin of the Atomic Scientists wynika, że Rosja dysponuje obecnie 4 500 ładunkami różnych kategorii. USA jest zaś w posiadaniu 4 650 głowic, z czego ponad połowę stanowią środki rezerwowe. Ponadto łącznie blisko 7 tys. ładunków oczekuje na fizyczną eliminację w obu krajach.

Stąd całościowe redukcje osiągnęłyby skromne rozmiary: 11% dla Rosji i 15% dla USA. I to tylko wtedy, gdyby państwa zdecydowałyby się na zniszczenie usuniętych głowic, a nie na umieszczenie ich w magazynach. W każdym bądź razie arsenały jądrowych superpotęg w dalej stanowiłyby ponad 90% arsenału światowego, a droga do „nuklearnego zera” nieznacznie by się skróciła. Dlatego też wizja Obamy wymaga ambitniejszych kroków.

Żądania Kremla

Po zakończeniu zimnej wojny Moskwa nie kryła zainteresowania kolejnymi porozumieniami rozbrojeniowymi. Względy finansowe zmuszały Rosjan, zwłaszcza w ostatniej dekadzie lat 90-tych, do pokaźnych redukcji swojego arsenału, a kolejne układy pozwalały na utrzymanie parytetu z Amerykanami i miały dla Kremla znaczenie prestiżowe. Jednak dzisiejszy klimat w relacjach między Moskwą a Waszyngtonem nie sprzyja negocjacjom, szczególnie biorąc pod uwagę napięcia wokół wojny domowej w Syrii.

Największą bezpośrednią przeszkodą pozostaje natomiast sprawa tarczy antyrakietowej NATO. Chociaż Biały Dom anulował rozmieszczenie najbardziej zaawansowanej wersji rakiet przechwytujących, postrzeganych przez Rosję jako główne zagrożenie dla jej sił strategicznych, to Kreml w dalszym ciągu krytykuje plany dotyczące 3 fazy projektu. Rosyjskie obawy dotyczą zarówno osiągów pocisku SM-3 IIA, jak i miejsc jego rozmieszczenia. Rakieta ma trafić w 2018 roku do baz w Polsce i w Rumunii oraz przypuszczalnie na pokłady okrętów US Navy.

Moskwa żąda w pierwszej kolejności prawnie obowiązującego zapewnienia, że system Sojuszu nie będzie stanowił zagrożenia dla rosyjskich sił dalekiego zasięgu. Rosjanie chcą także wprowadzić limity co do liczby i lokalizacji antyrakiet, zaś odpowiedzią na brak porozumienia w tych kwestiach, będzie m.in. modernizacja rosyjskich sił strategicznych, która mogłaby doprowadzić do wzrostu liczby rozmieszczonych głowic. Wiązanie się dodatkowymi limitami byłoby więc dla Rosji niekorzystne.

Części rozbrojeniowej układanki

Obiekcje Kremla odnoszą się również do amerykańskich planów wyposażenia części pocisków strategicznych w głowice konwencjonalne. Rakiety mają być zdolne do uderzenia w dowolny punkt na globie w ciągu godziny. Według Moskwy, rozbudowa uzbrojenia tego typu podważa równowagę nuklearną między państwami: ładunki konwencjonalne są zbyt słabe aby zagrozić całym miastom, ale ich precyzja pozwala na uderzenia przeciwko siłom jądrowym drugiej strony. Zdaniem ministra spraw zagranicznych Rosji, Siergieja Ławrowa, użycie takiej broni byłoby też mniej kontrowersyjne, bo „pozbawione nieludzkiego efektu działania głowic jądrowych”.

Inny element trudnego dialogu stanowi taktyczna broń jądrowa. Rosyjskie władze zaznaczają, że USA powinno wycofać 200 bomb lotniczych z czasów zimnej wojny, które znajdują się w bazach w Belgii, Holandii, Niemczech, Włoszech i Turcji. Moskwa jest natomiast mniej skora do cięć we własnym, kilku lub kilkunastokrotnie liczniejszym arsenale taktycznym, bowiem rekompensuje on przewagę wojsk konwencjonalnych Sojuszu nad armią rosyjską.

W związku z tym, jak powiedział portalowi Global Security Newswire (GSN) Hans Kristensen, ekspert ds. nuklearnych z pozarządowej organizacji Federation of American Scientists, Zachód będzie musiał zaoferować Rosji ustępstwa obejmujące zarówno siły nuklearne jak i nienuklearne. Sprawy nie ułatwia również różnica zdań w ramach samego NATO, ponieważ część państw byłego bloku komunistycznego sprzeciwia się wycofaniu amerykańskich głowic.

Nie można też pominąć faktu, że Kreml stawia nacisk na realizację obowiązującego porozumienia przed zawarciem następnego. W przeciwieństwie do Rosji, USA nie osiągnęło jeszcze traktatowych pułapów 1550 głowic i 700 środków ich przenoszenia. Redukcje mają co prawda zostać przeprowadzone do 2018 roku, ale dzisiejsza dysproporcja jest wyjątkowo wysoka w przypadku ostatniego limitu - Waszyngton posiada 792 pociski i bombowce, czyli o 60 % więcej niż drugi sygnatariusz. Do długiej listy rosyjskich żądań trzeba jeszcze dopisać postulat włączenia do rozmów wszystkich pozostałych państw nuklearnych.

Sprzeciw Republikanów

Administrację Obamy czekają nie tylko trudne negocjacje z Rosją, ale również starcia z opozycją w obydwu izbach Kongresu. Partia Republikańska niewątpliwe traktuje kwestie rozbrojeniowe jako kolejne pole do zwykłej walki politycznej z egzekutywą, ale w grę wchodzą również bardziej merytoryczne spory.

Centralne argumenty Republikanów brzmią następująco: Iran oraz Korea Północna rozwijają swoje programy jądrowe, a Chiny i Rosja planują szeroko zakrojoną modernizację sił nuklearnych. Redukcje jądrowe osłabią w takim razie bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, dlatego prezydent powinien skupić się raczej na unowocześnieniu amerykańskiego arsenału. Spora część przedstawicieli tej partii zabiega również o ogólne zaostrzenie kursu wobec Moskwy i unikanie nadmiernych ustępstw.

Stanowisko opozycji jest ważne o tyle, że przyjęcie jakiegokolwiek traktatu międzynarodowego przez Senat będzie wymagało poparcia przynajmniej kilkunastu senatorów spoza Partii Demokratycznej. Większość wynosi 67 głosów, zaś Demokratom przypadają 52 fotele, a 2 senatorom niezależnym. Obama nie powinien zatem liczyć na senackie zatwierdzenie nowej umowy rozbrojeniowej czy gwarancji w sprawie tarczy antyrakietowej, których domaga się Moskwa.

Swoistą furtkę stanowi możliwość zawarcia porozumień o charakterze czysto politycznym, a nie prawnym. Problem w tym, że przynajmniej na razie takie rozwiązanie nie odpowiada Rosji, a brak ram prawnych szalenie utrudni weryfikację implementacji ewentualnego traktatu. I w tym wypadku należy liczyć się z reakcją Republikanów, którzy stanowią większość w Izbie Reprezentantów i mogą spróbować zablokować finansowanie inicjatyw Obamy, także inicjatyw rozbrojeniowych.

Idealizm czy pragmatyzm?

Skoro realizacja planów obecnego prezydenta USA niesie ze sobą tyle trudności, to jak silne muszą być pobudki kierujące szefem egzekutywy? Czy chodzi o urzeczywistnienie idealistycznej wizji lub spełnienie osobistych ambicji? Być może tak, ale cała inicjatywa ma mocno pragmatyczne umocowanie.

Traktat rozbrojeniowy z Rosją, a także inne przedsięwzięcia wymienione w Berlinie przez Obamę – organizacja kolejnego szczytu dotyczącego zabezpieczenia materiałów nuklearnych, zainicjowanie negocjacji nad układem zakazującym produkcji materiałów jądrowych dla celów wojskowych, czy wreszcie poparcie dla ratyfikacji przez Senat USA Traktatu o całkowitym zakazie prób jądrowych – nie są zaskakujące, bo współtworzą część programu realizowanego przez ostatnie 4 lata.

Cel jest jasny: mobilizacja reszty państw świata w powstrzymywaniu rozprzestrzeniania się broni nuklearnej oraz wzmocnienie międzynarodowej presji na Iran i Koreę Północną. Dobrowolne redukcje powinny poprawić wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako kraju, który zniechęca innych od budowy bomby atomowej.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".