Oda do utraconego miasta – Orhan Pamuk: „Stambuł. Wspomnienia i miasto”
    Turcja71 · recenzja książki167 · Orhan Pamuk3
2008-11-08
Kiedy przyszły Noblista Orhan Pamuk pisał swoją odę do Stambułu (wydanie tureckie 2003 rok), pisząc, z wysokości mieszkania w kamienicy Pamuków, w którym się wychował, raz po raz spoglądał na wody Bosforu. Z krwi i kości İstanbullu, związany z miastem silnym węzłem stambulskiej melancholii hüzün, nie wyobrażał sobie życia poza nim. A jednak musiał je opuścić.

Po kontrowersyjnych - w oczach przedstawicieli nacjonalistycznych sił w Turcji – wypowiedziach Pamuka na temat tureckiego udziału w zagładzie Ormian i Kurdów, grożono mu śmiercią. W końcu zostawił ukochany Stambuł i wyjechał do Ameryki.

Z tym większymi emocjami czyta się jego książkę, wydaną w Polsce jesienią przez Wydawnictwo Literackie w przekładzie z tureckiego Anny Polat - „Stambuł. Wspomnienia i miasto„”. To wielkie wyznanie miłości, nad którym dzisiaj można już tylko zapłakać. Żyć w Stambule to jednak nie tylko romans, ale i wyzwanie, któremu Pamuk sprostał. Życie na cyplu, życie z przeciętym na pół sercem i intelektem, rozdartym pomiędzy wschodnią codziennością, a zachodnimi ambicjami. Tak dzieli miasto bosforska cieśnina, widoczna z każdego niemal okna miasta na wzgórzach. Miasta ruin.


AUTOBIOGRAFIA

Autobiograficzna książka Pamuka, poświęcona miastu urodzenia i życia, odkrywa te wszystkie niewidzialne połączenia, które wiążą człowieka z wielowarstwowym palimpsestem, jakim jest miasto. Począwszy od ciemnych wnętrz wielopiętrowej kamienicy Pamuków, zamieszkiwanej przez jego wielopokoleniową rodzinę, należącą do zubożałej tureckiej burżuazji. Przez opowieści o bratobójczych walkach, wspólnych wyjazdach nad Bosfor, pasji malarskiej i pierwszej wielkiej miłości, zakończonej fiaskiem, która stała się melancholijną przyczyną porzucenia malarstwa i architektury na rzecz tak wątłego w oczach rodziny zawodu, jakim jest pisarstwo. Warstwa po warstwie poznajemy ten świat i jego obraz, jaki powstawał najpierw w głowie dziecka, potem dojrzewającego młodzieńca, wreszcie mężczyzny, który z niewidzialnego chce utkać namacalne. Opowieść o sobie i swoich najbliższych Pamuk raz po raz przerywa, do tworzenia miejskiej mitologii zapraszając innych artystów z Zachodu i Wschodu. Znajdą się wśród nich największy stambulski poeta Yahya Kemal, szalony historyk Reşat Ekrem Koçu, pisarz Ahmet Hamdi Tanpınar, pamiętnikarz Abdülhak Şinasi Hisar, ale także wielcy europejscy melancholicy: autor „Podróży na Wschód” Gérard Nerval, jego wierny przyjaciel Théophile Gautier, czy sam wielki Gustaw Flaubert. Każdy z nich chciał zrozumieć miasto, ale też dołożyć swoją cegiełkę do budowanego przez wieki, efemerycznego wizerunku stambulskiej egzotyki.

Wielu z nich, zamiast opiewać wspaniałości minionej osmańskiej świetności, ignorując to, na co zwykle zwracali uwagę w mieście przybysze i turyści, ruszyła w stronę nie oświetlonych blichtrem zaułków, przedmieść i obrzeży, tam szukając autentycznego życia. Życia w cieniu straty. O zamieszczonych w książce fotografiach Stambułu autorstwa Ary Gülera, Pamuk napisze: „Widać na nich Stambuł z jednej strony dążący do nowoczesności, z drugiej – żyjący tradycją, w którym stare łączy się z nowym, gdzie muzyka wyraża biedę i rozpad, a ludzie są tak samo smutni jak otaczający ich świat. Te wyjątkowe fotografie, zebrane w albumie 'Stambuł utracony', pokazują Beyoğlu mojego dzieciństwa – z tramwajami, ulicami pokrytymi brukiem, szyldami, zgiełkiem, zaniedbaniem i czarno-białym hüzün - w mistrzowski sposób wykorzystując malowniczość jego zakątków”.


HÜZÜN

Hüzün nie tyle paraliżuje dusze mieszkańców Stambułu, ile jest poetycką licencją, wyznaczającą ramy owego charakterystycznego dla nich, melancholijnego paraliżu. W Stambule każdy zasługuje na swoją własną melancholię i każdy prędzej czy później jej ulegnie. Melancholia w Stambule jest faktem niemal organicznym, bo wyobraźnia szczególnie tu chce wierzyć, że istnieje jakaś materia melancholii, a przynajmniej jej materialne źródło. Pamuk cytuje jednego z badaczy, autora najgrubszej książki o melancholii, kompendium wiedzy - „The Anatomy of Melancholy” - Roberta Burtona. Opisywana przez Burtona, zalewająca serce i duszę „czarna żółć” sugeruje substancjalny charakter melancholii, przeciwstawiając się koncepcji, która widzi w niej czystą nieokreśloność. Jednak esencją Burtonowskiej melancholii jest samotność, w przeciwieństwie do melancholii stambulskiej, którą Pamuk wywodzi z sufickiej tradycji hüzün.

Pamuk twierdzi, że źródłem stambulskich melancholii jest sam krajobraz. Swoją melancholię odczuwa wieczorami, kiedy słońce wcześnie zachodzi; patrząc na ojców, idących bocznymi ulicami w świetle ulicznych lamp z plastikowymi siatkami w rękach; albo gdy w środku zimy przy promowej przystani zobaczy sennego marynarza z wiadrem w dłoni, szorującego pokład, który z dystansu śledzi ekran czarno-białego telewizora. Źródłem jego melancholii bywają starzy sprzedawcy książek, podupadli po finansowych kryzysach, z drżeniem oczekujący na pojawienie się jakiegokolwiek klienta; dzieci grające w piłkę na brukowanych kocimi łbami uliczkach; puste przystanie przy starych willach wzdłuż Bosforu; herbaciarnie wypełnione bezrobotnymi mężczyznami; kobiety ukryte za firankami, czekające na swoich mężów, którym nigdy nie udaje się wrócić do domu o odpowiedniej porze; połamane huśtawki w pustych parkach; cierpliwi stręczyciele, spacerujący w letnie wieczory wzdłuż miejskich skwerów w poszukiwaniu ostatniego pijanego turysty; miejskie mury, bizantyjskie ruiny; fasady domów, które koloru pozbawił bród, rdza, sadza i kurz; mewy, siedzące w ulewnym deszczu na zardzewiałych, obrośniętych mchem barkach; cienka wstążka dymu, wychodząca z jednego z kominów stuletniej rezydencji w najzimniejszym dniu w roku; ulice, na których nigdy nie zobaczysz samotnej kobiety po zachodzie słońca; zmęczone, stare dolmuşes, Chevrolety z lat 50., które w każdym mieście Zachodu byłyby muzealnym eksponatem, a w Stambule używane jako taksówki wspinają się z trudem wąskimi uliczkami, ciężko dysząc...

W kulturze islamu hüzün – rodzaj melancholii nie jest chorobą, którą trzeba leczyć, lecz stanem zasługującym na szacunek. Smutek, żal, ból, towarzyszący hüzün, wynika ze świadomości, że człowiek w swoim życiu nie jest w stanie zbliżyć się do Allaha. Cierpi, ponieważ nie cierpiał wystarczająco, by osiągnąć ten cel. Obecny w kulturze, poezji, muzyce, codziennym życiu Stambułu hüzün staje się doświadczeniem zbiorowym, jest wartością związaną z cemaat - islamską wspólnotą wyznaniową, nie zaś wartością indywidualną. Dzieli się hüzün z innymi, tu: z całym miastem. Wydaje się, że hüzün jest tym elementem stambulskiego życia, który społeczność İstanbullu jak nic innego identyfikuje i scala. Pokrewieństwo z hüzün widzi Pamuk w tristesse Lévi-Straussa, który w „Smutku tropików” opisał melancholię miast tropikalnych, opartą również na zbiorowym doświadczeniu. Jako różnicę pomiędzy nimi wskazuje fakt powiązania stambulskiej melancholii z obecnymi tu na każdym kroku ruinami, ze śladami upadku wielkich, wspaniałych cywilizacji. W opinii Pamuka, mimo że wielu zachodnich pisarzy, podróżników jest tym zachwyconych, wrażliwym mieszkańcom miasta te ruiny pokazują, że współczesny Stambuł jest na tyle biedny i zagubiony, że nie może nawet śnić o wskrzeszeniu przeszłych bogactw, siły i kultury. Mieszkańcy miasta nie mogą nadal czerpać dumy z tego zaniedbanego miejsca, zakurzonego, brudnego, ślepego na otoczenie, nie mogą cieszyć się pięknymi starymi drewnianymi domami, które płonęły podczas częstych pożarów jeden za drugim.


FOTOGRAFIE

W Beyoğlu, europejskiej dzielnicy Stambułu, przeciętej długą, szeroką aleją reprezentacyjną Istiklal, która poprowadzi od Mostu Galata na Złotym Rogu do placu Taksim, w mijanych księgarniach stoją w wielojęzycznych stosach książki Pamuka i albumy z fotografiami Ary Gülera. Nazwisko fotografika jest tu znane wszystkim. To słynne „oko Stambułu”. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy i admiratorzy tego miasta – Pamuk i Güler - wreszcie się spotkali. Pamuk zaprosił fotografika, by zamieścił w jego książce swoje zdjęcia. Pisząc o Stambule, wciąż miał przed oczami czarno-białą jego wersję, narzuconą miastu jeszcze w latach 50. przez Gülera. Wiele jego wspomnień układa się według tego wzoru. Od lat pracujący dla tureckich i zagranicznych gazet jako fotorepotrer, Güler stał się miejskim kronikarzem i jednocześnie artystą. Jego talent i żywiołowość, a także zainteresowanie zwykłym życiem, z którego wydobywał niezwykłą fotogeniczność, docenili Henri Cartier-Bresson i Marc Riboud, zapraszając go do współpracy w elitarnej agencji Magnum.

Książka Pamuka jest ilustrowana nie tylko doskonałymi zdjęciami Gülera, które ze skupieniem podpowiadają pisarzowi kolejne słowa i zdania. Znajdziemy w niej fotografie, wyjęte z jego rodzinnych albumów, reprodukcje rycin Mellinga, kart wielkiej „Encyklopedii stambulskiej” Reşata Ekrema Koçu z kolekcją osobliwości, reprodukcje starych pocztówek, pełne magii zdjęcia Salahattina Gizy, Hilmiego Şahenka, czy braci Abdullahów. Pamuk tym samym odkrywa przed czytelnikami kawałek historii tureckiej fotografii. Odkrywa też miasto, którego już nie ma. Strawione pożarami, z roku na rok coraz bardziej kruszejące, melancholijnie sparaliżowane. Ale też miasto gęste, wielokulturowe i nie tak znowu duże, miasto, którym Stambuł był jeszcze w latach 50., 60., zanim rozrósł się w kilkunastomilionową metropolię. Za takim Stambułem Pamuk tęskni. Choć po lekturze jego książki zdaje się raczej, że mógłby powiedzieć: Tęsknię, ale właściwie nie wiem za czym. Gram w stratę. Niewidoczne, bezcielesne chcę zamienić w materialne. Zbieram motywy, wymyślam możliwe koniunkcje, wizualizuję zakończenia. Mój Stambuł...

Strona Orhana Pamuka (pol.) - www.pamuk.pl
(w tekście wykorzystałam fotografie Ary Gülera)


Komentarzy: 1

blumbum
25 sierpnia 2016 (20:49)
No i co z tego?
Pamuk zwyczajnie przynudza. Kreśli psychologiczny portret zbiorowy mieszkańców swojego miasta, co już jest jakimś nonsensem. Ale w literaturze wszystko wolno. Jednakże nie mogę zrozumieć skąd ten zachwyt utworami Pamuka. Nad tymi smętnymi, wielokrotnie wałkowanymi w prozie retrospektywnymi obrazkami, w których autor -wcale nie taki wiekowy - kreśli sztucznie patynowany obrazek z cyklu "jak to drzewiej bywało", nawet, jeśli bywało różnie.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".