Ogrzać się kolorem „Jedwabnej opowieści” (reż. Éléonore Faucher)
    film74 · recenzje filmowe146 · Jedwabna Opowieść1 · kino francuskie8
2009-01-09
Kiedy David Lynch skończył XX wiek zaskakującą jak na niego „Prostą historią” (1999), w której opowiadał o mężczyźnie, przemierzającym Amerykę na traktorku - kosiarce do trawy, by spotkać się ze swoim bratem, świat oszalał na punkcie prostych historii. Scenariusze, unikające zgiełku wielkich miast, pisało samo życie. Tliły się w nich ludzkie marzenia, spokój mimo burz, trudne początki i zazwyczaj dobre, choć nie zawsze najsłodsze zakończenia. Takich filmów powstało wiele. Nurtowi „prostych historii” poddała się też z powodzeniem młoda Francuzka Éléonore Faucher. Jej pełnometrażowy debiut „Jedwabna opowieść” (Brodeuses, 2004) został uhonorowany wieloma nagrodami, m.in. Grand Prix Międzynarodowego Tygodnia Krytyki w Cannes.

Obraz francuskiej prowincji kształtowały w nas przez lata klasyczne już filmy Erica Rohmera. „Kolekcjonerka” (1967), „Moja noc u Maud” (1969), „Kolano Klary” (1970), „Zielony promień” (1986), a potem cykl opowieści pór roku („Opowieść wiosenna”, 1990; „Opowieść zimowa”, 1992; „Opowieść letnia”, 1996; „Jesienna opowieść”, 1998). Piewczynią jej uroków jest też Agnès Varda. Na tej podstawie można sądzić, że francuska prowincja to wymarzone miejsce akcji „prostych historii”, choć w wydaniu mistrzów francuskiego kina ich prostota nosi na sobie rysy, ujawnia drugie dno, każe zmagać się bohaterom z dylematami nieraz i filozoficznej natury. Ale ta prowincja ma też w sobie łagodność, ład i wiele subtelności. Często przypomina inkubator, w którym i więcej można się dowiedzieć o ludziach, i więcej widać, bo więcej jest miejsca i czasu na życie, nie tylko na tworzenie jego wizerunków. Rohmer z wprawą łączył w swoich filmach różne środowiska i różne dążenia tak, jak robi to francuska prowincja. Tę szlachetną różnorodność dostrzec można i u Éléonore Faucher.

Uroki podmiejskiego życia nie zwalniają bohaterów z uczestniczenia w dramatach. Dlatego też Faucher rozpoczyna swoją „prostą historię” w minorowym nastroju. Młoda, zbuntowana dziewczyna, która mieszka sama w prowincjonalnym miasteczku i pracuje jako kasjerka w supermarkecie, zachodzi w ciążę z żonatym kolegą z pracy. Jest przerażona. Przekonana, że odda dziecko do adopcji, ukrywa ciążę, próbuje jakoś przetrwać, nie licząc na pomoc skłóconych rodziców, którzy mieszkają na niedalekiej farmie. W dodatku nienawidzi swojego zajęcia, chętnie zostałaby hafciarką. Ten - wydawałoby się - anachroniczny fach wprowadza do opowieści specjalny nastrój. Nastrój niemal archaiczny, jakby w igły i nici pochylonych nad robótką kobiet wnikały wszystkie pokolenia hafciarek, jakby w sprawnych, precyzyjnych ruchach tkwił zamknięty odwieczny kobiecy los. I nad tym wypełnionym niepokojami losem mamy się pochylić.

Dziewczyna wciąż jeszcze po dziecinnemu ucieka, ale jest w niej też pasja, która daje siłę. To artystka, haftując - tworzy. Jej świat składa się z materii. Pełno w nim miękkich tkanin, wełnianych swetrów, ciepłych płaszczy, kolorowych sukienek, szali, a wszystko to w najróżniejszych odcieniach zieleni i błękitu. Ma piękne, ogniście rude włosy. Na polach szaleje jesień, z którą jest jej do twarzy, choć trudno zdecydować, czy Claire to jeszcze wciąż dziewczynka, czy już kobieta. Jak w baśni – przejście neofitki w inny „stan skupienia” zainicjuje doświadczona kobieta. Nie bez przeszkód połączy je haft.

Na planie „Jedwabnej opowieści” spotkały się dwie cudowne, kompletnie różne aktorki – młodziutka Lola Naymark w roli Claire i subtelna, drobna Ariane Ascaride w żałobnej czerni, Francuzka o ormiańskich korzeniach jako pani Mélikian (postać, która w filmie za namową aktorki również pochodzi z Armenii). Pani Mélikian jest zawodową hafciarką, razem z synem prowadziła w domu mały warsztat, współpracuje też z największymi paryskimi projektantami mody. Kiedy Claire trafia do niej z prośbą o przyjęcie do pracy, pani Mélikian akurat przeżywa załamanie po tragicznej śmierci syna. Zgadza się ją przyjąć.

Skupiony na relacji dwóch bohaterek, film Éléonore Faucher rozwija się jak skomplikowany haft, coraz więcej w nim nici, splotów, cekinów, linii i kwiatów, rozkwita. Obie są sobie potrzebne, są dla siebie szansą. Clair dzięki oparciu, jakie znajduje w pani Mélikian, nie dość że spełni swoje marzenia o haftowaniu, pogodzi się też z własnym nienarodzonym dzieckiem, zechce je zatrzymać. Pani Mélikian dzięki pokładanym w niej nadziejom upartej dziewczyny odzyska cel i chęć do życia, będzie miała komu przekazać to, co dotąd w sobie zgromadziła, a co – jak podejrzewała – po śmierci syna stało się nikomu niepotrzebne. Prosta historia, ale jej uroda także dzięki scenerii i detalom ma rzadko spotykany blask. Ten blask, nie raz otoczony cieniem, przechowują stare domy i mieszkający w nich ludzie, ich zwyczaje, gesty, ubrania, piękne przedmioty, które trwają, puderniczka, żyrandol, stare maszyny do szycia, szuflady z guzikami, w których z przyjemnością można zatopić palce, a nawet pole kapusty. Bo właśnie z tej zwyczajności reżyserka buduje świat swojej opowieści, z rozdrobnienia wielu niewielkich zdarzeń, chwil, zapachów i smaków. Warto poświęcić czas, żeby odkryć je razem z nią.

ZOBACZ:
Trailer: „Jedwabna opowieść”
Strona filmu: www.gutekfilm.pl/jedwabna-opowiesc


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".