One Hot Minute - Podróż w nieznane
    recenzja muzyczna114 · One Hot Minute1 · Red Hot Chili Peppers2 · muzyka rockowa129
2008-11-09
Po odejściu etatowego gitarzysty zespół znajdował się w niemałych problemach. Po próbach nawiązania współpracy i znalezienia wspólnego muzycznego języka z kilkoma utalentowanymi, acz niepasującymi do stylistyki grupy gitarzystami tercet, którym stali się Hoci po odejściu Johna Frusciante poprosił o pomoc znanego z Jane's Addiction szarpidruta Dave'a Navarro.

Nie było to może idealne wyjście z sytuacji - Navarro bynajmniej nie deklarował bezgranicznej miłości do funku, który, jak sam twierdził, był zupełnie nie jego działką. Już w pełnym składzie Red Hot Chili Peppers zabrali się do komponowania, które z gitarzystą, wyraźnie nie odnajdującym się w funk-rockowej stylistyce, nosiło znamię szalonego eksperymentu. Jak to w dziejach RHCP już bywało, praca nad płytą była przeplatana narkotykowymi wyskokami. Tym razem do ćpania wrócił wokalista. Anthony zdołał jednak wyjść z problemów i szybko dołączył do wesołej kompanii. No i co im tam z tego niedorzecznego eksperymentu wyszło?




A sporo całkiem, 13 świeżych kompozycji cieszyć ucho może. Jednak czy na pewno cieszy? Przyjrzyjmy się... Gołym okiem widać, że funku zostało w Hotach niewiele. Owszem, naleciałości gdzieś tam jeszcze przetrwały, jednak w większości materiału próżno szukać energicznego rapu czy rytmicznej gitary. No i efekty, modulacje wokalu, dodawanie kolejnych ścieżek gitary. Navarro zapewne więcej niż przy kompozycji napracował się w studiu - rzucić uchem wystarczy na porywające "Shallow Be Thy Game", najlepszy bodaj utwór w zestawie, czy singlowe "Warped". Ta ostatnia kompozycja niesie za sobą również jak na RHCP dziwaczne, ale ciekawe modulowanie głosu, który zostawia gdzieś z tyłu lecące sobie swoim, jakby niezależnym torem, partie instrumentalne.

To zresztą kolejna zmiana - na BSSM to Kiedis często chrypiał gdzieś w tle, pozostawiając pole do popisu gitarom i perkusji. Znalazła się na tej płycie również niespotykana dotychczas ilość kopiącego dupę czadu. Niemal stonerowa pieśń tytułowa, "Coffee Shop"- tak bezkompromisowo rockowych kompozycji próżno szukać nawet na "The Uplift Mofo Party Plan" - najostrzejszym albumie RHCP wydanym przed One Hot Minute. Wspomnieć należy również, że Chad dudni niezwykle energicznie, nie mając litości dla bębnów. Z drugiej jednak strony słyszymy piosnkę cukierkową, pełną w warstwie muzycznej lukru i słodkości - Areoplane. W tekście już nie jest tak uroczo. Kawałek owszem zacny, ale hm... Red Hot Chili Peppers? To jest Red Hot Chili Peppers? Nie no, coś sobie pomyliłeś...




Siła tego albumu tkwi jednak nie w rzewnym refrenie "Areoplane", ani w ostrych kawałkach pokroju "One Hot Minute", ale w kilku balladach (patrz również: Stadium Arcadium). Balladach wzruszających i poruszających zarazem. Ok, może i w dziedzinie gitarowego spokoju dużo lepiej jest i na Californication, i na BSSM, ale i tutaj odnaleźć można wiele dobra. "My Friends" i "Tearjerker" to urocze utwory, a refren tego drugiego to jeden z najbardziej wzruszających momentów w całym dorobku kompozycyjnym RHCP. Na poły balladową kompozycją, bo kończącą się gitarowym niepokojem, jest "Transcending" - podejmuje on, podobnie jak "Tearjerker" trudny temat śmierci. Tymi dwoma kompozycjami Kiedis wyraził swój żal i pamięć po śmierci Kurta Cobaina - często towarzyszącego Red Hotom w koncertowych wojażach wraz z Nirvaną, oraz aktora Rivera Phoenixa. Aaaa no i nie sposób pozostać obojętnym na "Pea", zakrawającym na swego rodzaju muzyczny psikus solowym popisie Flea.




No ok, nie jest źle, ale... No właśnie, pozostaje jedno ale: gdzie jest John? Ano nie ma. I mimo świetnych utworów pozostaje niedosyt i gdybanie: "Co by było, gdyby John...". A może to i lepiej, może bez jego odejścia nie byłoby Californication, może nie byłoby RHCP jakich znamy, a może... nie byłoby RHCP w ogóle? Zostawiam te dywagacje i polecam "One Hot Minute" każdemu, kto chce poczuć w graniu Hotów "inną" energię.


Komentarzy: 1

dul.
11 luty 2012 (15:39)
opinia
Weźcie do ręki tę płytę i pomyślcie, że to nie jest Red Hot Chili Peppers, tylko po prostu płyta z muzyką i zacznijcie słuchać. Wtedy zobaczycie, że płyta sama w sobie jest genialna; dodając również do tego, że mimo wszystko, funk pozostał i to nie w małych ilościach: przede wszystkim słychać to w \'Walkabout\', Shallow Be Thy Game\', i \'Tearjerker\' ale głównie w Aeroplane ! Zawsze uważałem, że w całej dyskografii RHCP jedna płyta w stylu właśnie One Hot Minute jest potrzebna; a zestawiając ją z zeszłorocznym \"I\'m With You\", widać różnorodność tej kapeli. I to jest piękne !
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".