O tym, że Janusz Palikot lubi szokować i uwielbia być w centrum uwagi wiedzieliśmy od dawna. Kiedyś starczał mu świński łeb i wibrator. Szokował, ale zawsze widział przed sobą cel. Wówczas widział go jako „stańczyk PO”, choć wielu mówi że to porównanie na wyrost. Dziś już i tak nieaktualne. Janusz Palikot postanowił działać na własną rękę. Nie tylko opuścił z hukiem Platformę Obywatelską, ale postanowił „trzasnąć drzwiami”.
"Kulisy Platformy" – frustracje Palikota
Książka „Kulisy Platformy”, to wywiad rzeka z Januszem Palikotem. Rzeka rwąca i zdradliwa. W jej nurcie Palikot topi swoje frustracje. Jest tam wiele plotek i osobliwych historii o politykach. Nie tylko tych z PO. Ale to właśnie Platformę, wziął na celownik jej były gwiazdor, chcąc jakby udowodnić, że nie wyszedł z niej na dobre. Opowieści o działaniu partii i jej kluczowych postaciach mają dowodzić jego antysystemowości i „nowej drodze”, biegnącej gdzieś między legalizacją marihuany a unieważnieniem konkordatu i opodatkowaniem księży. Na lewo od PO, ale bez postkomunistycznego balastu SLD.
Janusz Palikot szydzi niemiłosiernie z byłych towarzyszy. Marszałka Schetynę nazywa „drugoligowym politykiem”, a ministra Grabarczyka „narcystycznym nudziarzem”. Demaskuje Julię Piterę – „To kompletnie dekoracyjna postać. Ma być dokładnie taka, jaka jest. Ma dobrze udawać, że walczy z korupcją i tyle.” Prezydent Bronisław Komorowski jest dla niego „dziadkiem narodowym”. „Prawdziwy Tusk - mieszanina nihilizmu i cynizmu, a z drugiej strony pewnego wdzięku, uroku” - i tak dalej. Obrywa się też przeciwnikom posła z Biłgoraju. Na czele tych ostatnich jest Jarosław Kaczyński. I tu ciekawostka, bowiem Palikot znajduje wspólne cechy u siebie i prezesa PiS. Obaj antysystemowi, jednak - Kaczyński używa antysystemowości do podważania demokracji, a ja do jej wzmocnienia – wyznaje autor „Kulis Platformy”.
”Polska naszych marzeń” i niemieckie zagrożenie
Palikot nie wiedział o jeszcze jednym wspólnym mianowniku – obaj najwyraźniej lubią plotkować. O ile jednak on bardzo uważnie wybierał na cel „byłych sojuszników”, to Jarosław Kaczyński zdaje się walić na oślep, nie zważając wróg, czy przyjaciel. Jego książka, o znaczącym tytule „Polska naszych marzeń”, to w zasadzie dwie odrębne całości.
Pierwsza część dotyczy faktycznie wizji Polski Kaczyńskiego - jej miejsca w świecie i kondycji przyszłej oraz teraźniejszej. To jednocześnie laurka patriotyczna i wywód polityka opozycji. Wiele napisano tu na temat kondycji kraju, dumy narodowej, ale też pozycji Polski w Europie. Tu znajdziemy szerokie komentarze na temat groźnej zdaniem Jarosława Kaczyńskiego polityki Niemiec i pani kanclerz Angeli Merkel. To właśnie ten temat wzbudził wielką i moim zdaniem całkowicie zbędną sensację. Prezes PiS posłużył się niedomówieniem i każdy widzi w nim co chce. Wielu dziennikarzy i polityków najwyraźniej złapało się na ten haczyk. Szukali sensacji i stworzyli „Merkelgate”. Tymczasem o wiele ciekawiej jest w drugiej części książki.
Tabloidowy alfabet Kaczyńskiego
Ta część książki bywa nazywana umownie „Alfabetem Kaczyńskiego”. Znajdziemy tu oczywiście obszerne wspomnienie na temat Lecha Kaczyńskiego. Jarosław wyraźnie Go gloryfikuje. Dowodzi, że to Lech był tym „lepszym spośród braci” – mądrzejszym, zdolniejszym, bardziej obytym. Nie widzę w tym nic złego, ani tym bardziej dziwnego.
Zdziwiło mnie natomiast, że prezes PiS zdaje się brać przykład z Janusza Palikota. Bawi się w plotki i sporo mówi o swoich współpracownikach. Niestety tu zawodzi Jarosława Kaczyńskiego wyczucie. Wyczucie polityczne, towarzyskie i zwyczajnie ludzkie. Prezes nie potrafi powściągnąć języka. Bywa dość złośliwy, a czasem bezwzględnie szydzi. Nie tylko ze swych przeciwników.
Nikogo oczywiście nie zdziwi, że Prezes uważa premiera Tuska za zbyt miękkiego wobec Niemiec i Rosji. Jednak to nie wszystko. Kaczyński wyjawił w książce, że Tusk to „dr. Jekyll i mr. Hyde”. Premier jest wybuchowy i często „rzuca mięsem”, oraz sięga po "znane środki rozluźniające" – cokolwiek by to nie znaczyło. Ogólnie Donald Tusk nigdy nie robił jakiegoś szczególnie dobrego wrażenia. Sikorski dla odmiany „ma taki poziom egotyzmu, który aż nadto rzuca się w oczy. Jego atutem zawsze była żona.” Prezes Kaczyński wyjawia też –„Dla mnie jego wyjazd do Anglii prosto z liceum (w 1981 r.) jest co najmniej tajemniczy. Podobnie jak jego dalsze losy, także w Afganistanie.” – Jak widać nie tylko względem Angeli Merkel snuje się tu sugestie i stosuje niedomówienia.
Natomiast w wypadku Bronisława Komorowskiego, Prezes nie sili się nawet na podchody, kiedy pisze o swoich z nim kontaktach. –„Było kilka takich spotkań, nawet wtedy byłem u niego w domu. Ładnie urządzone mieszkanie, piękne portrety. Nie wiedziałem wtedy, że on jest fałszywym hrabią. Wygląd domu weryfikował tezę, że on jest właśnie takiego pochodzenia.” – Wyznanie Jarosław Kaczyński z rozbrajającą szczerością.
Bez skrępowania krytykuje też „zdrajców”, którzy odeszli do PJN. Szukali własnej drogi. Zdaniem Kaczyńskiego Joanna Kluzik-Rostkowska ma „luzacki styl”, ale nie potrafi ciężko pracować. „Elżbieta [Jakubiak]uczestniczyła w spisku, który był z punktu widzenia dalszych wypadków kompletnie bezsensowny. I ten spisek doprowadził w pewnym momencie, najbardziej dla nas niekorzystnym, czyli w czasie wyborów samorządowych, do powołania PJN.” Dla odmiany Michał Kamiński jest niezdyscyplinowany i nazbyt skłonny do zabawy. Prezes odbiera mu też autorstwo słynnego podziału na Polskę liberalną i solidarną. - "Gdy tak opowiada, albo się chwali bez podstaw, albo tego pomysłu nie przekazał, ponieważ szykując przemówienie na pierwszy występ w Wiośnie Polaków sam na to wpadłem".
Strzały do własnej bramki
Równie szczerze i demaskatorsko prezes Kaczyński mówi o swoich dzisiejszych współpracownikach. O Zbigniewie Ziobro dowiemy się, że to „ambitny, zdolny i inteligentny chłopak z Krynicy. Dobrze wychowany." Jednocześnie jednak prezes rozprawia się z wizją Ziobro, jako swego następcy. Sugeruje, aby ten przestał myśleć o sobie jak o delfinie i zadowolił się zaszczytami, jakie spływają na niego, jako podwładnego. Kurskiego gani za zbytnią zapalczywość i niewyparzony język. Na przykład wypomina mu „samowolkę” ze słynnym „dziadkiem z Wermachtu”.
W zasadzie kilka ciepłych słów bez odrobiny jadu i złośliwości przeczytamy o ledwie kilku osobach. "Zyta ma wybitne zdolności w mówieniu do dużego audytorium. Potrafi okręcić sobie publiczność wokół palca. To jest jedyna kobieta spośród tych, które znam, mająca kwalifikacje przywódcze" - Tak pisze Jarosław Kaczyński o Zycie Gilowskiej. Darzy ją niekłamanym szacunkiem. Duże nadzieje pokłada w Beacie Kempie, która jego zdaniem jest „w trakcie rozwoju”. Jest przebojowa, odważna i energiczna, czego najwyraźniej brakuje prezesowi u innych współpracowników. Również Joachim Brudziński jest twardy. „Nie należy do tych, którzy się płoszą w telewizji czy radiu.” Najwyraźniej na szacunek prezesa zasługują jedynie osoby silne, ale niezagrażające jego pozycji.
Na koniec chcę wspomnieć o osobie, którą moim zdaniem prezes najbardziej skrzywdził swoją książką. Mowa tu o Jolancie Szczypińskiej i plotkach na temat jej związku z Prezesem. Ona sama zawsze wypowiadała się na ten temat bardzo ostrożnie i z dużym taktem, mimo że temat z pewnością jest drażliwy. Niestety Jarosław Kaczyński traktuje ją z dużą nonszalancją i brakiem subtelności. - "Kiedy zostałem premierem, przyniosła mi róże i się zaczęło. Zaczęło się love story. I ona to złapała. Nie mam o to do niej pretensji. Umocniła swoją pozycję jako "narzeczona" premiera czy później prezesa. Pokochały ją tabloidy. Chwyciła życie pełną piersią" - pisze z pewną nutką szyderstwa Jarosław Kaczyński.
Jego słowa wydają mi się bardzo brutalne i bezwzględne wobec kobiety. Zdecydowanie bardziej skandaliczne, niż luźna insynuacja wobec Angeli Merkel. Z tym, że media wolą pisać o insynuacjach niż grubiaństwie. W końcu pani Szczypińska nie jest kanclerzem Niemiec i trudno zrobić z tego wielką sensację. Pisząc o niej prezes Kaczyński może nie spowodował międzynarodowego skandalu, ale zbliżył się do Janusza Palikota zdecydowanie bardziej niż by chciał. Może nawet nie do Palikota, lecz do tabloidów. Taniego efekciarstwa, które nie przystoi inteligentowi z Żoliborza, za jakiego się uważa. Tak wielcy antagoniści okazali się do siebie bardzo podobni. Palikot wyłożył publicznie „tajemnice alkowy PO”. Kaczyński zrobił to samo z PiS. Tylko czy w jego wypadku nie zemści się to w przyszłości?
Mam apel do tych, którzy sądzą i głoszą, że nasza polityka międzynarodowa (zwana zagraniczną) rozpostarta jest między Rosję i Europę (ew. Amerykę), między formację...



Start



Komentarzy: 0