Pamięć dotyku - Waldemar Cichoń
    teatr72 · wystawa rzeźby5 · rzeźbiarstwo1 · Waldemar Cichoń2
2008-12-14
Waldemar Cichoń. Koneser literatury, wina i dobrej muzyki. Smakosz i znakomity kucharz. Erudyta. Prowokator, skandalista. Autor awantury artystyczno - politycznej z „Kaczką Dziwaczką” w roli głównej. Artysta. Inny niż inni. Doktor sztuki, ale przede wszystkim rzeźbiarz. Rzeźbiarz niewidomy. Wkrótce obchodził będzie swoje 53 urodziny.

Fot. Piotr Kajmer

Waldemar Cichoń urodził się w 1955 roku w Elblągu jako syn marynarza floty śródlądowej. Poszedł do Liceum Ogólnokształcącego nr 1. Uczęszczał do klasy o profilu matematyczno-fizycznym, chociaż pracę maturalną pisał już o metodach ujmowania perspektywy w malarstwie na przestrzeni dziejów. Rysował, a wolne chwile spędzał w garażu, majsterkował przy starych motocyklach. W piwnicy dziadka – Bronisława Wangiera modelował glinę. Lubił rysować i „dłubać w drenie”. Jego teczkę przyjęto do Gdańskiej PWSSP, ale egzamin okazał się zbyt trudny dla abiturienta nie mającego żadnego przygotowania plastycznego. Uczęszczał więc na zajęcia jako wolny słuchacz. Spróbował jeszcze raz. Nikt nie przypuszczał wówczas, że kiedyś w rodzinnym mieście Waldka stanie pomnik wykonany jego ręką – marmurowe popiersie króla Jagiellończyka. Posąg zdobi podwórze II Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Jagiellończyka w Elblągu.

rzeźby Waldemara Cichonia

Studia skończył w roku 1980 pracą dyplomową „Możliwości i próby zastosowania dialektyki marksistowskiej w historii i teorii sztuki”, w pracowni profesora Franciszka Duszeńki. W połowie lat osiemdziesiątych, już jako absolwent Wydziału Rzeźby, postanowił spróbować pracy w bardzo wymagającym i nietrwałym materiale, jakim jest śnieg. Wraz z Florianem Retkowskim z Tolkmicka wyjechał na Konkurs Rzeźby w śniegu i lodzie w Rovaniemi. Ich wspólna śniegowa praca, przedstawiała ogromną kurę z kobiecym biustem. Stał się prekursorem rzeźby w śniegu w Polsce. Z Finlandii wrócił jako zdobywca wyróżnienia honorowego. Jak się okazało nie była to jedyna nagroda w zakresie instalacji i rzeźby w śniegu. W Calgary w 1988 roku, wyżej na podium stanęli tylko Japończycy i Portugalczycy, 1989 Quebec – III Nagroda, 1992 – Lulea w Szwecji). Za sprawą Waldemara Cichonia w latach 1983-1986, organizowane były również plenery ceramiczne w Kadynach.

Choroba i praca

W tym czasie Waldemar zaczął gorzej widzieć. Zawężało się jego pole widzenia, zanikało poczucie światła. Retinopatia barwnikowa – tak brzmiała jednoznaczna diagnoza lekarzy. Rzeźbiarz musiał powoli rezygnować z tworzenia detali i małych form oraz z technik artystycznych wymagających większej precyzji. Nie zrezygnował jednak ani z intensywnej pracy ani z podróży. Zaprowadzał dzieci do szkoły, robił zakupy, starał się żyć jak dawniej. Wyjechał wraz ze swoją ekipą na Amerykański międzynarodowy konkurs na rzeźbę w śniegu do Milwaukee. Choroba postępowała i wkrótce spowodowała całkowitą utratę wzroku. Po krótkim przestoju w uprawianiu zawodu Cichoń stanął przed kolejnym wyzwaniem, umocnieniem swojego artystycznego miejsca. Okazało się bowiem, iż świat bardzo szybko dokonał na nim stygmatyzacji. Zaczęto go traktować jako niepełnosprawnego artystę. Coraz częściej zapraszano na amatorskie przeglądy twórczości osób niepełnosprawnych i konkursy warsztatów terapii zajęciowej. Niewidzenie nie przeszkodziło artyście w otworzeniu przewodu doktorskiego i w 1997 r. na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku obronie pracy doktorskiej również u profesora Franciszka Duszeńki.

Niczym Aureliano Buendii z powieści Marqueza tworzy w swoim małym prywatnym Macondo, w obrośniętej bluszczem pracowni na Starym Mieście. W jedynej zachowanej w całości kamienicy Mennonitów w Elblągu powstają jego oryginalne nadrealistyczne rzeźby. Przed laty sam odkrył to miejsce, postanowił ocalić i nadać mu nowe życie. Dziś każdy mieszkaniec odbudowanej Starówki bez problemu potrafi wskazać, gdzie jest pracownia pana Waldka.

Tworzy głównie w drewnie - wiązie, czarnym kopalnym dębie, gruszy kalifornijskiej czy sumaku. Łączy je z kamieniem, szkłem, muszlami i rogami. Rzadziej z elementami z brązu i detalami żeliwnymi. Swoje prace obdarza tytułami, które mogą być kulturowymi, literackimi lub muzycznymi łamigłówkami. Borgesowskimi labiryntami, do których nieustannie zaprasza odbiorców swojej sztuki. Operuje bardzo szeroką skalą realizowanych prac – zarówno kameralnych plakiet, instalacji i statuetek, jak i form wystawienniczych. Jest również autorem projektów monumentalnych, współautorem Pomnika Ofiar Grudnia 1970 w Elblągu, który stanął na Placu Solidarności.

Pamięć dotyku

Pracuje jeszcze intensywniej niż kiedyś. Istnieje bowiem coś takiego, co sam nazywa pamięcią dotyku. To coś pozwala mu na większe skupienie i zatopienie się w pracy. Kilka razy do roku uczestniczy w wystawach indywidualnych i zbiorowych ekspozycjach. Swoje rzeźby wystawiał między innymi na Zamku w Reszlu, w Centrum Sztuki Galeria El w Elblągu, Galerii „Pryzmat” w Krakowie i w „Arboretum” w Muzeum Narodowym w Warszawie. Staje do rywalizacji artystycznej ze swoimi sprawnymi kolegami i często z nimi wygrywa. W 1980 roku otrzymał Grand Prix na IV Biennale Sztuki Gdańskiej. I Nagrodę na Salonie Elbląskim (1995), I Nagrodę w dziale rzeźby na II Olsztyńskim Biennale Plastyki w 2001 roku. Jego prace prezentowane były między innymi w Galerii Ritzo w Szwajcarii, galerii Aeschi Park i Galerie de l’Aavancon w Bex w Szwajcarii oraz na wystawie we francuskim Compiegne i włoskiej Perugii. Rzeźby pana Waldemara znajdują się także w zbiorach muzealnych i państwowych.

W marcu 2005 roku artysta obchodził swoje 50 urodziny i 25 lecie pracy twórczej. Z tej okazji w Centrum Sztuki Galeria El odbyła się indywidualna wystawa retrospektywna, na której – nomen omen – zaprezentowano 50 prac. Wernisażowi towarzyszył Salon Elbląski „Polityki”, który poprowadził Mirosław Pęczak. W czasie salonowego spotkania artysta porównywał swój proces twórczy sprzed i po utracie wzroku. Było to chyba najbardziej dramatycznym momentem rozmowy. Wieczór uświetnili znakomici goście, przyjaciele rzeźbiarza. Między innymi wystąpił Mateusz Iwaszczyszyn, wokalista i basista olsztyńskiej formacji „Czyści jak łza”. Mały człowiek o wielkim sercu wyśpiewał jubilatowi okolicznościowy limeryk własnego autorstwa.

W 2007 roku Cichoń zdobył statuetkę i wyróżnienie w konkursie "Człowiek bez barier". W plebiscycie tym nagradzane są osoby niepełnosprawne, które budzą podziw i mogą stanowić wzór dzięki swojej życiowej postawie. Takie, które mimo niepełnosprawności prowadzą aktywny tryb życia i tym samym przezwyciężają stereotypowy obraz osoby z niepełnosprawnością. Rokrocznie Waldemar Cichoń przekazuje jedną ze swoich rzeźb na aukcję charytatywną miejscowego Lions Clubu. W Elblągu w dobrym tonie jest posiadanie chociażby jednej pracy Cichonia.

Rok temu zwrócono się do artysty z propozycją zaprojektowania i wykonania pomnika Penelopy, który miałby stanąć u wejścia do portu we Fromborku. To kolejne artystyczne wyzwanie. Rzeźbiarz ma już pomysł i gotowy projekt. Czeka na potwierdzenie zlecenia.

Sztuka patrzenia i słuchania

Latem 2008 roku artysta prezentował swoje prace na wystawie indywidualnej w średniowiecznym zespole poszpitalnym zwanym Szpitalem św. Ducha we Fromborku. Wystawionych było 26 rzeźb. Poprzez zestawienie ze sobą prac pochodzących z różnych lat, można było zauważyć zarówno różnorodność tematów jak i wyraźnie rozpoznawalne dłuto autora. Myślą przewodnią i klamrą spinającą wystawę była najstarsza na ekspozycji, pochodząca ze zbiorów prywatnych rodziny, jedyna datowana rzeźba - Sztuka patrzenia, która do dziś stanowi przesłanie artysty.

Skandaliczna Kaczka

    Prowokacja jest od wieków jednym z nieodłącznych elementów sztuki. Waldemar Cichoń wie o tym doskonale. Korzystając ze specyfiki czasów, w których żyjemy i mechanizmów władzy rządzącej krajem, Cichoń zaistniał w mediach na skale ogólnopolską. Na wystawę w krakowskiej Galerii Związku Polskich Artystów Plastyków w Krakowie cztery swoje drewniane rzeźby oraz jeden mały i kruchy przedmiot. Była to szklana szpitalna kaczka na mocz, z wydzierganym z moherowej wełny zakończeniem naciągniętym na szyjkę i szklanymi kulkami wewnątrz. Pracę nazwał „Kaczką Dziwaczką”, wiedząc, jakie nasunie skojarzenia i zaliczył do dadaistycznego cyklu pt. „Biżuteria intymna”. Organizatorzy wystawy nie rozpoznali prowokacji i w dniu wernisażu wycofali pracę z ekspozycji jako nie wartościową artystycznie, a przede wszystkim niepoprawną politycznie. Cichoń tylko na to czekał. O całej sprawie poinformował dziennikarzy, którzy podjęli temat i w całej Polsce, wraz z historykami i krytykami sztuki, wszczęli dyskusję o wolności słowa i granicach wolności wypowiedzi artystycznej. Znana krakowska rozgłośnia radiowa zaatakowała artystę, nie wiedząc, że jest osobą niepełnosprawną, na co Cichoń zareagował wnosząc skargę do KRRi TV i Rady Etyki Mediów. Obie sprawę przemilczały. Tym samym artysta upiekł dwie „kaczki” na jednym ogniu. Teraz bowiem ośmieszył same media, ich stronniczość i niekonsekwencję w działaniu (ukaranie komercyjnej stacji telewizyjnej za wystąpienie Kazimiery Szczuki i rzekome obrażenie osoby niepełnosprawnej). Kaczka Dziwaczka stała się już symbolem oporu artysty wobec IV RP.

W czasie fromborskiego wernisażu z głośników sączyło się nastrojowe „Officium” Jana Garbarka. Muzyka to kolejna pasja rzeźbiarza. Waldemar Cichoń jest audiofilem, w swoich zbiorach ma setki czarnych krążków, filmów muzycznych i tysiące płyt CD. Najwyższą pozycję w jego muzycznych gustach stanowi bez wątpienia jazz. Ale jego zbiory to prawdziwe muzyczne panoptikum, obfitujące w przeróżne style i gatunki muzyczne. Od rocka po folk, od radzieckiego punka po portugalskie fado. Od aborygenów do Karlhainza Stockhausena. W jego kolekcji nie brakuje muzyki organowej Bacha, ani hip-hopowych nagrań syna Wojtka. Słucha wszystkiego, co może go wzbogacić i poszerzyć jego wiedzę o świecie. Muzyka towarzyszy artyście podczas pracy i wypoczynku. Odkąd pamięta była dla niego także inspiracją. Wiele rzeźb nosi muzyczne tytuły: Lucky loser, Fado, Apokryficzny gambista, Rap’n’roll, Tango czy najnowsza muzyczna praca Cantus firmus 81-07. Często jego drewniane ludki są grajkami, kolażami rzeźbiarskimi, połączeniem drewna i metalowych instrumentów muzycznych. Sam mówi: „Zestawienie metalu z drewnem, to najbardziej naturalne połączenie w dziejach ludzkości. Kiedy człowiek potrzebował pożywienia – konstruował dzidy i oszczepy. Do uzyskania budulca potrzebował siekiery itd.” W jego twórczości nie dziwią więc ani muzyczne imiona ani atrybuty mające foniczne konotacje. Sztuka nie znosi kompromisów. Cichoń jest człowiekiem niezłomnym, człowiekiem swoich przekonań i własnej prawdy. Prawdy życiowej i artystycznej.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Zaproszenie: 2. Festiwal Wybieram Wschód!

Partnerstwo Wschodnie to idea znacznie wykraczająca poza deklaracje polityków i umowy handlowe – to narzędzie integracji europejskiej, most łączący Wschód z Zachodem. Wiara w ten wymiar...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".