Pancerne mity rocznik 1939
    II wojna światowa82 · Wojsko Polskie11 · broń pancerna2 · historie znane i nieznane28
2011-09-03
1 września nieodmiennie kojarzy się z początkiem szkoły i końcem II RP. O ile ta pierwsza tragedia jest odświeżana cyklicznie, o tyle druga obrosła paskudnym mitem zacofania i beznadziejnego heroizmu. Niemal odruchowo wyobrażamy sobie niemieckie czołgi pędzące na bohatersko, lecz beznadziejnie broniących się piechurów. Gdzieś w tle mignie nam jeszcze szarżujący na czołgi Ułan z szabelką rodem z „Lotnej” Wajdy i Goebbelsowskiej propagandy. Trudno o bardziej usilnie utrwalany, fałszywy i równie krzywdzący dla polskiej myśli technicznej obraz rzeczywistości.

Tradycyjna wizja WP rocznik 1939
Źródło: wikimedia.org

Wbrew temu, co część z nas twierdzi, wszyscy jeszcze jesteśmy dziećmi Peerelu. Jesteśmy ofiarami miksu komunistycznej propagandy i martyrologicznego obrazu naszej historii. Myślę, że właśnie w te dwa „kłamstwa fundamentalne” wpisuje się wypaczony obraz Kampanii Wrześniowej. Oczywiście, że nie mogliśmy powstrzymać hitlerowskiej nawały. Oczywiście, że sojusznicy nie przyszli nam na pomoc, władze państwowe i najwyższe dowództwo opuściły kraj, a 17 września Sowieci wbili nam nóż w plecy. Jednak wbrew bredniom, rozpowszechnianym przez niektóre „autorytety” nie byliśmy wcale dla Niemców łatwym łupem.

Polski żołnierz nie walczył szablą i lancą przeciw niemieckim czołgom, a taczanki i przestarzałe myśliwce nie były wcale naszą jedyną bronią. Mimo kryzysu lat 30-tych, trwającej ciągle odbudowy i integracji kraju podzielonego przez dekady na 3 niepasujące do siebie części, Polacy posiadali nowoczesny sprzęt, często przewyższający uzbrojenie wroga. Niestety II RP padła ofiarą tej samej, bezdusznej statystyki, która kilka lat później spowoduje porażkę III Rzeszy w konfrontacji z Aliantami. Na wojnie ilość zwykle wygrywa z jakością. Inicjatywa zaś jeszcze pomnaża tę przewagę. A ponieważ zwycięzcy zwykle piszą historię, a trudno Polskę uznać za zwycięzcę II Wojny Światowej, zapomniano nasze osiągnięcia. Chcę wam więc opowiedzieć kilka takich zapomnianych historii i rozwiać kilka mitów.

Niepowstrzymany pancerny walec, czyli mit główny

Każde dziecko w szkole uczy się o Blitzkriegu i niepowstrzymanych, niemieckich czołgach. Trudno o równie… powiedzmy, niepełny obraz. Po pierwsze, w czasie Kampanii Wrześniowej niemieckie czołgi i wozy pancerne niejednokrotnie były skutecznie niszczone przez polskie czołgi i działa przeciwpancerne. Mieliśmy doskonałe działa p-panc kalibru 37mm, produkowane na licencji Boforsa. Stanowiły one uzbrojenie piechoty, a specjalna ich wersja stosowana była w polskich czołgach. Prawdziwym zaskoczeniem dla Niemców był też pewien tajny rodzaj broni przeciwpancernej piechoty, o których wspominam poniżej. Ogółem Niemcy stracili w Polsce grubo ponad sześćset czołgów i trzysta samochodów pancernych.

Skutki tej nauczki dało się szybko zauważyć. Już zimą 1939 roku rozpoczęto w Niemczech prace nad wzmocnieniem pancerza czołgów, zwłaszcza lekkich PzKpfw II, ale też cięższych modeli III i IV. W zasadzie wycofano też z pierwszej linii starsze wozy niemieckie. Natomiast, jeśli chodzi o uzbrojenie, to w tym samym czasie wymagany kaliber działa dla wszystkich czołgów poza lekkimi wzrósł do 5cm.

Po wtóre, zapomnieć można o przewadze technologicznej czołgów niemieckich nad polskimi. Liczby robią wrażenie, gdyż Niemcy mieli we wrześniu do dyspozycji ponad 2,5 tysiąca czołgów. Jednak niemal połowę stanowiły stare wozy, uzbrojone jedynie w karabiny maszynowe. Większość z nowszych pojazdów była uzbrojona w działka 20mm, które nie mogły się równać pod względem siły i zasięgu ognia z armatami 37mm polskich czołgów 7TP. Niestety mieliśmy tych pojazdów jedynie dwa bataliony pancerne, w sumie nieco ponad setkę maszyn. Było to spowodowane wyraźnym niedocenianiem tego rodzaju broni. Priorytet miały działka i inna broń przeciwpancerna.

7TP, 10TP, 14TP – zapomniana pieśń przyszłości

Wikimedia.org Czołgi 7TP
Wikimedia.org


Jeśli nawet polskie czołgi nie odegrały wielkiej roli w 1939 roku, to były konstrukcjami na światowym poziomie. Można powiedzieć, że w wielu kwestiach wyprzedzały światowe trendy. Podstawowy i jedyny produkowany seryjnie polski czołg, czyli 7TP, był czołgiem lekkim. Jak na maszynę tej klasy, posiadał silne uzbrojenie w postaci działa przeciwpancernego 37mm i kaemu. Działo posiadało celownik teleskopowy, który znacznie zwiększał jego celność.

Jeśli chodzi o obserwacje pola walki, to warto wspomnieć o polskim wynalazku, który zrewolucjonizował konstrukcję czołgów. Był to peryskop odwracalny w wynalazku kpt. Gundlacha. Pozwalał on na obserwowanie terenu do przodu i do tyłu, bez potrzeby odwracania się obserwatora o 180 stopni. Umożliwiała to specjalna nakładka pryzmatyczna, zapewniająca w obu wypadkach obraz właściwy, a nie odwrócony. Peryskop Gundlacha był w czasie wojny kopiowany i stosowany przez wszystkie chyba kraje, umożliwiając rezygnację z niebezpiecznych dla załogi, osłabiających pancerz szczelin obserwacyjnych.

Kolejną innowacją był fakt, że w odróżnieniu od wozów niemieckich i brytyjskiego pierwowzoru, 7TP posiadał silnik Diesla a nie benzynowy. Przekładało się to na niezawodność i mniejszą szansę zapalenia pojazdu w wyniku trafienia. Główną wadą tego pojazdu było relatywnie słabe opancerzenie, porównywalne z niemieckimi czołgami PzKpfw II, które jednak przewyższał pod każdym innym względem. Z braku czasu do masowej produkcji nie weszła wersja 9TP, o dwukrotnie większym opancerzeniu i nowym silniku.

Paradoksalnie, wśród niemieckich czołgów lekkich z 7TP mogły się równać jedynie zdobyczne czeskie wozy typ. 35 i 38 posiadające podobne uzbrojenie i lepsze opancerzenie. Polski czołg był wymagającym przeciwnikiem nawet dla potężniejszych wozów średnich PzKpfw III, uzbrojonych w armaty kalibru 3,7 i 5cm, oraz ciężkich (wg. ówczesnej klasyfikacji) PzKpfw IV, Dlatego już zimą 1939 r. zaczęto zwiększać grubość pancerza niemieckich pojazdów.

Wikimedia.org Czołg 10TP w konfiguracji “drogowej”
Wikimedia.org


Brak funduszy i ograniczone możliwości produkcyjne oraz problemy z właściwymi silnikami, będące również zmorą polskiego przemysłu lotniczego, spowodowały, że nie udało się rozwinąć innych polskich konstrukcji. W momencie wybuchu II Wojny Światowej pracowano nad cięższym wozem o bardzo nowoczesnej konstrukcji. Punktem wyjścia było szybkobieżne podwozie Christi, mogące poruszać się na gąsienicach w terenie lub ogumionych kołach po drodze. Projekt kołowo-gąsienicowy okazał się niezbyt udany, ale stanowił punkt wyjścia dla wozu 14TP, w którym zrezygnowano ze skomplikowanej przekładni, niezbędnej do jazdy po drogach. Oszczędzoną w ten sposób masę pojazdu, przeznaczono na dodatkowe opancerzenie. Jego grubości sięgała 50mm i była porównywalna do czołgów Sherman czy T34, które znacznie później zdominowały fronty II Wojny Światowej. Prototyp wyposażono w wieżę czołgu 7TP, ale docelowe uzbrojenie stanowiły 2 kaemy i nowa polska armata przeciwpancerna 47mm, zdolna przebić 50mm pancerz z odległości 1100m.

Przeciwpancerny „sprzęt mierniczy”

Wikimedia.org Karabin p-panc wz.35
źródło: Wikimedia.org


Jeśli chodzi o broń przeciwpancerną, to po prostu nie można nie wspomnieć o najbardziej tajnym z użytych w 1939 roku rodzaju polskiej broni. Rozsyłano ją do poszczególnych jednostek w specjalnych skrzyniach opatrzonych napisem "Nie wolno otwierać/ARnr1/Nr1/sprzęt mierniczy". Sprzęt miał kaliber 7,9 mm, mierzył ponad 175cm długości i z odległości 300 metrów przebijał 15mm płytę stalową, a ze stu metrów był w stanie przebić pancerz każdego czołgu niemieckiego. Mowa tu o polskiej rusznicy przeciwpancernej wz.35, nazywanej też karabinem Ur. Nazwa, czy też skrót, pochodzi od fikcyjnego przeznaczenia tej broni na eksport do Urugwaju. Karabin wz.35 był bardzo nowoczesną bronią powtarzalną, zaopatrzoną w 4 nabojowy magazynek, drewniane łoże karabinowe, składany dwójnóg i lufę długości 120cm.

W ścisłej tajemnicy rozesłano broń do jednostek piechoty i kawalerii we wspomnianych wcześniej, fałszywie oznaczonych skrzyniach. W każdej znajdował się jeden karabin p-panc wz. 35, 3 zapasowe lufy, klucz do luf, 3 magazynki z amunicją oraz instrukcję o nazwie "Dodatek do instrukcji o broni piechoty. Część I. Karabin wzór 35”. Ze względu na ścisłą tajemnicę trudno powiedzieć ile takich zestawów zostało użytych we wrześniu 1939 roku. Wyprodukowano około 7 tys. karabinów, z czego około 4 tysiące dostarczono do jednostek piechoty.

Kampania wrześniowa - rozmowa z Tadeuszem Góralskim ps. „Góral”

Dopiero w połowie lipca zezwolono na szkolenia z obsługi w oddziałach. Można było otworzyć tylko jedną skrzynię, a wszyscy uczestnicy szkolenia byli zaprzysiężeni. Dzięki temu nowa broń okazał się całkowitym zaskoczeniem dla nacierających wojsk niemieckich. Nawet najcięższe czołgi PzKpfw IV neutralizowano na dystansie do 100m, a lżejsze pojazdy nawet z czterokrotnie większej odległości. Przez wiele lat podejrzewano, że silne utajnienie uniemożliwiło szerokie użycie karabinów wz.35, jednak przeczą temu nowsze badania, a zwłaszcza odnalezione, alarmujące meldunki niemieckie z 1939 roku. Pod wpływem doświadczeń z kampanii w Polsce, Niemcy przyspieszyli prace nad własną, bardzo prostą, jednostrzałową rusznicą PzB39.

W rękach Fallschirmjäger i ”Lisa Pustyni”

O jakości polskiej rusznicy świadczy przyjęcie jej na uzbrojenie armii niemieckiej. Zdobyczne karabiny wz.35 były używane przez elitarne jednostki III Rzeszy pod oznaczeniem PzB35(p) [p, od słowa polnisch – polska] do końca 1940 roku, kiedy uzyskano wystarczające wysycenie bronią własnej produkcji. Używali ich np. spadochroniarze, atakujący belgijski fort Eben-Emael. Po wprowadzeniu do użycia PzB39, pozostałe na składzie 800 polskich rusznic i amunicję Niemcy sprzedali armii włoskiej, która używała ich np. w jednostkach rozpoznawczych.

Jeszcze ciekawszy los spotkał zdobyte przez Niemców czołgi 7TP w liczbie około 100 sztuk. Po remontach i modyfikacjach w Łodzi, wozy trafiły do jednostek Wehrmachtu pod oznaczeniem PzKpfw 7TP(p). Część z nich brała udział w ataku na Francję w 1940 roku. W tym samym roku 21 czołgów PzKpfw 7TP(p) znalazło się w elitarnej jednostce Führer-Begleit-Bataillon dowodzonej przez płk Erwina Rommla, późniejszego dowódcy Afrika Korps. Zadaniem tej jednostki była bezpośrednia ochrona Adolfa Hitlera. Jak widać, polska konstrukcja byłą na tyle dobra, aby posługiwał się nią przyszły „Lis Pustyni”, chroniąc samego Führera.

Ebooki o historii w naszej księgarni Ebook.MojeOpinie.pl
Kup ebooka Kompania Braci
Kompania Braci
21,0 17,79 PLN
Kup ebooka Psy Stalina
Psy Stalina
29,9025,34 PLN
Kup ebooka Tajna Wojna Stalina
Tajna Wojna Stalina
39,00 34,17 PLN
Kup ebooka Wicher wojny
Wicher wojny
34,00 30,18 PLN
Jak widać, bardzo ciekawie układały się losy polskich konstrukcji. Wiele z nich posłużyło lepiej innym niż Polsce w 1939 roku. Czołg 7TP przewyższał swych niemieckich przeciwników, lecz nie doczekał się właściwej uwagi polskich władz. Zabrakło pieniędzy, czasu i dobrego silnika. Podobny los spotkał polskie myśliwce, choć tam akurat wybrano gorzej. Służące w naszym lotnictwie myśliwce PZL P11 były wolniejsze nawet od niemieckich bombowców, natomiast kadłub jego eksportowej modyfikacji P24 posłużył niemal niezmieniony do budowy rumuńskiego myśliwca IAR 80, który przewyższał osiągami zarówno Messerschmitta Bf109, jak i brytyjskiego Hawker Hurricane. Ale to już całkiem inna historia.



Komentarzy: 22

Łoza
4 września 2011 (08:56)
no wreszcie....
tak niewiele brakło byśmy zdążyli z niektórymi rodzajami uzbrojenia. Szkoda wielka, co prawda po 17 września to już nie miało znaczenia...jednak nasze bombowce w ilości niewielkiej, potrafiły poczynić spustoszenia...choć większość poszła do Rumunii, jak złoto. A tam zdaje się w ŁOSIU była pierwsze na świecie rozwiązanie dotyczące szklanych wież strzelniczych...potem już wszędzie wykorzystywanych.

Tomasz Wojciechowski
4 września 2011 (13:40)
wrzesień 39...
to wciąż analizowany temat, ale dobrze że redagowane są teksty o takiej tematyce. Z szarż polskiej kawalerii (bo takie miały miejsce, ale tylko w przypadku bezpośredniej bliskości wroga) warto wymienić Krojanty, oraz przebijanie się brygad kawalerii pod Bzurą. Ur faktycznie był innowacyjny, a pancerze niemieckich "Panzerów" słabe, ale chodziło raczej o efekt psychologiczny i mobilności. Warto wspomnieć, jak bohatersko Polacy stawiali opór pod Mokrą przez dwie doby, niszcząc działami "prawosławna", karabinami Ur i granatami sporo czołgów niemieckich.Co do komentarza o bombowcach- jedną z najbardziej znanych akcji było bombardowanie nazistowskich kolumn pancernych pod Częstochową w pierwszych dniach wojny.

Grzegorz Wasiluk
5 września 2011 (00:45)
Artykuł bdb
Zwłaszcza spodobał mi się wstęp. Panie Juliuszu, dobra robota. Ciekaw jestem tylko, kiedy wreszcie prawda przekazana w tym miejscu przez Pana dotrze do świadomości ogółu. Natomiast ze swej strony dodam jedną uwagę ogólną odnośnie katastrofy wrześniowej jako takiej. Trzeba było wtedy zdecydować się, czy iść z Hitlerem na Stalina czy na odwrót zamiast polegać na obietnicach naszych tzw. serdecznych przyjaciół na Zachodzie, którzy nas już przedtem wiele razy rzucili osamotnionych na pożarcie. To dałoby m. in. co najmniej kilkanaście miesięcy dodatkowego czasu na dozbrojenie Wojska Polskiego.

Antoni
5 września 2011 (11:00)
brak źródeł nie lubię tego
poza tym wszystko ok. Polska myśl przewyższała niemiecką i nie tylko. Brakło czasu. Nic by to nie dało. Jednak liczby decydowały w tej wojnie. Najwyżej odsunąłby się atak na Zachód na rok, dwa lata później.

Balrog
5 września 2011 (12:42)
a kiedyż to zachodni sojusznicy nas zdradzili wcześniej?
bo nie za bardzo pamiętam....traktat wersalski? 1920r? Panie Wasiluk? Polska i myśli i pójściu z Hitlerem czy ze Stalinem? Jak słyszę takie głupoty i brak elementarnej wiedzy na temat ówczesnych realiów, to nie wytrzymuję nerwowo.

Juliusz Sabak
5 września 2011 (12:54)
Ułani byli elitą a nie idiotami.
Panie Tomaszu, ja nie neguję zaskakującego ataku kawalerii i efektu psychologicznego. Ale nikt nie atakował tak czołgów, ani nawet umocnionej pozycji piechoty. Ułani byli naszą wersją komandosów i mobilnej jednostki szturmowej, a mnie chodziło o idiotyczną wizję Wajdy, która napawa mnie obrzydzeniem. Pewnie że były Krajanty, Mokra i wiele mniejszy starć, w których potrafiliśmy przetrzebić siły niemieckie. @Grzegorz Wasiluk - panie Grzegorzu, nie było żadnej realnej opcji przeciw Hitlerowi. Opcja z nim przeciw Stalinowi to ciekawy pomysł dla fantastów, popularny wśród niektórych prawicowych pisarzy i historyków, ale z perspektywy politycznej równie realny jak desant brytyjskich i polskich spadochroniarzy w Warszawie w 1944 roku. Im mniej naiwności w polityce tym lepiej. Chciałby pan razem z Niemcami rozliczać się dziś z holokaustu? Z drugiej strony, może bylibyśmy po czymś takim jeszcze dziś członkiem III Rzeszy Europejskiej, zamiast pierwszej Unii Europejskiej. Paradoksalnie, w wypadku wojny Polska rocznik 2011 jest o wiele gorzej przygotowana niż w 1939. Na szczęście wrogów jakby brak.

Grzegorz Wasiluk
5 września 2011 (15:44)
do: Barlog
Jak to kiedy nas zdradzili? A sojusz polsko-angielsko-pruski w latach 1791-92? A francuskie zachęty dla powstania styczniowego, bezustanne zapowiadanie, że na razie jeszcze nie, ale za parę miesięcy ruszy znów Wielka Armia? A podobne obiecanki-cacanki dla Stanisława Leszczyńskiego i konfederatów dzikowskich ze strony zięcia "Lasa" Ludwika XV? A kokietowanie konfederatów barskich przez Fryderyka Wielkiego, a potem drwienie z nich sobie w poemacie Les Confederes, kiedy już krwawo przegrali, o co też chodziło? A podpisanie w 1856 anglo-francuskiego pokoju w Paryżu bez żadnych gwarancji dla Polaków? A ton amerykańskich gazet w 1863; że Polacy to przecież właściciele białych niewolników (pańszczyzna) sprzeciwiający się zbrojnie postępowej carskiej abolicji? A postawa rządu brytyjskiego wobec powstań sląskich, wspierająca Niemców przy milczącej zgodzie Stimsona (stąd przegrany plebiscyt i konieczność trzeciego, najkrwawszego powstania górnośląskiego)? Kiedy przedmówca uwolni się od swojej zgubnej ignorancji?

Grzegorz Wasiluk
5 września 2011 (15:57)
Do Pana Juliusza
Idąc z Hitlerem na Stalina albo na odwrót uniknęlibyśmy naszej największej katastrofy dziejowej jaką było masowe mordowanie, wysiedlanie i wyjątkowo dokładne obrabowanie naszych przodków przez dwóch okupantów. Czy (zakładając pójście z Hitlerem) za wymordowanie części żydostwa europejskiego obciąża się dziś Francuzów, Rumunów, Bułgarów itd.? A nas za pójście przeciw Hitlerowi chyba jednak się obciąża. Chcąc rozwiać wątpliwości w tej mierze wystarczy wrzucić do wyszukiwarki: "polish concentration camps" i poczytać, co się pod tym hasłem na wielką skalę głosi. Zaś III Rzesza Europejska... Można coś takiego zakładać przyjąwszy. że Anglosasi walczyli z hitlerowcami za Polskę, a nie o przewagę na świecie.

Mołojec
5 września 2011 (17:29)
Panzer IV
Ile niemieckich czołgów Panzer IV brało udział w kampanii 39 roku? I skąd taka informacja pojawiła się w artykule?

Juliusz Sabak
5 września 2011 (18:42)
Panie Grzegorzu...
ale tak realnie - Czy wierzy pan w sojusz ze Stalinem? To mrzonki. Sojusz z Hitlerem miałby większe szanse, ale tylko pod warunkiem że u władzy byłaby Endecja. Na to szans nie było. Pana wywodu o Anglikach i III Rzeszy Europejskiej nie rozumiem. To dla mnie dwie odrębne kwestie. Za to przy fantastycznym założeniu sojuszu Niemiecko-Polskiego myślę że Hitler wybrałby ekspansję na wschód i w okolicach pierwszej połowy 1940 roku zaatakował Sowietów, zdobył ZSRR i spokojnie zjadł Francję na deser. Tylko ze to jest całkowita fantastyka. Stojąc miedzy dwiema totalitarnymi potęgami i mając zaszłości z obiema, nie mieliśmy szans uniknąć rabunku i licznych ofiar. Zwłaszcza mając taką skłonność do bohaterstwa i walki za wszelką cenę, do ostatniej kropli krwi. "polskie obozy koncentracyjne" to równie słaby argument jak inne kłamliwe stereotypy dotyczące dowolnej nacji i jej grzechów - Od Mędrców Syjonu zaczynając, na "brudnych arabach" i "pijanych ruskach" kończąc. @Mołojec - Nie za bardzo rozumiem pytanie. W 1939 Niemcy użyli około 200 PzKpfw IV wersji A, B oraz C należących do 9 dywizji pancernych i kilku mniejszych jednostek. Najwięcej miała ich 1 Dywizja Pancerna. Źródła różne, z archiwalnymi zdjęciami Wehrmachtu na początek.

Grzegorz Wasiluk
5 września 2011 (22:46)
No cóż, panie Juiuszu
Nawiązuję tu do teorii rozdwojenia świata na oceaniczny i kontynentalny. Zaś ujmując prościej; UK oraz USA nie mogły sobie pozwolić na wyrośnięcie potęgi zdolnej im wyrwać panowanie nad morzami i oceanami. Nie był to zresztą szowinizm, ale podstawa bytu wszystkich krajów anglosaskich. Dlatego starcie między nimi a państwem Hitlera było nieuchronne. Tak samo zresztą jak wojny między Anglią i Francją, a wcześniej Anglią i Hiszpanią, później zaś ostra rywalizacja amerykańsko-radziecka (dochodziły inne bardzo poważne czynniki, ale ten jeden i tak by wystarczył). Ze względu na ogromną różnicę zasobów między hitlerowcami (nawet korzystającymi z zasobów niemal całej kontynentalnej Europy) a Anglosasami wynik tego starcia był od początku z góry przesądzony i żadnej Rzeszy Europejskiej jako trwałego czynnika, trwającego nawet i do dzisiaj (niczym np. swego czasu Imperium Ottomańskie) by nie było. Co do tego, że nie uniknęlibyśmy narażenia się w końcu i Niemcom i aliantom zachodnim... Bardzo możliwe, ale pójście kursem odmowy porozumienia ze Stalinem, a jednocześnie sprowokowania Hitlera i położenia się żywą przeszkodą na drodze Niemców na Rosję i to na życzenie Anglii, stale dążącej do starcia między dwiema największymi potęgami „tych okropnych ludzi z kontynentu”... To była recepta na stuprocentowo pewną katastrofę. Dla jasności; zgadzam się, że w takim sąsiedztwie i w tym okresie nie było dobrego wyjścia. Nie jest to jednak moim skromnym zdaniem usprawiedliwienie dla wybrania tego najgorszego. „Polskie obozy koncentracyjne” – jako się rzekło, niech każdy sam sobie podrąży i wyrobi opinię. Ani moja ani pańska nie musi być tą jedynie słuszną. Chciałem tylko wskazać, że kolejny raz nasze romantyczne porywy (druga wojna światowa, „Solidarność”) nie zostały docenione, a na odwrót, cały czas się nami pogardza, bo ten świat doczesny, na którym istnieją narody i państwa, liczy się tylko z tymi, którzy umieją wygrywać, a nie pięknie przegrywać. Dziękuję niniejszym jeszcze raz za Pański bardzo dobry artykuł. Z powodu różnic poglądów nie żywię rzecz jasna żadnej urazy (proszę tylko zastanowić się nad tą swoją opinią: Hitler + endecja, poszperać w źródłach, bo ona jest chyba zupełnie chybiona) i ...niestety muszę już wracać do ciężkiej pracy nad jednym z artykułów na współczesne tematy międzynarodowe, do historii XX wieku i do języków. Najuprzejmiej pozdrawiam.

Juliusz Sabak
6 września 2011 (10:20)
Dziękuje panie Grzegorzu.
Doceniam Pana zdanie, mimo że jest odmienne od mojego. Z zasady inne niż moje poglądy interesują mnie bardziej niż klakierstwo. Człowiek kształtuje swoje poglądy w dyskusji, o ile jest cywilizowana. A co do Hitlera i Endecji, nie była to żadna uwaga wobec tej opcji politycznej obraźliwa. Po prostu Dmowski był dyplomatą, a Piłsudski wojownikiem. Pierwszy potrafił działać na salonach i sporo dla Polski ugrał. Drugi odparł Sowietów i proponował prewencyjną wojnę z Hitlerem. Wątpię żeby spadkobiercy Piłsudskiego byli w stanie uwolnić się od jego logiki politycznej. Nawet jeśli przestała być aktualna. Romantyczne porywy doceniają artyści a zwykli ludzie wolą zwyciężać. Dopóki nasi politycy nie zrozumieją że mają być skuteczni a nie bohaterscy, to będziemy skazani na romantyczne i głupie porywy.

Marcin
21 września 2011 (19:27)
3 grosze
Warto byłoby jeszcze wspomnieć o naszych pociągach pancernych i ich znakomitej postawie. A jeśli chodzi o endecję to przecież była to najbardziej antyniemiecka polska partia, więc trudno myśleć że akurat ona zawarłaby sojusz z III Rzeszą.

Iglo
24 września 2011 (17:54)
jak to było...
We wrześniu , podczas największej klęski. Musieliśmy ulec przewadze liczebnej oraz kwalifikacjom dowódczym Wehrmachtu. Nasze dowództwo nie spisało się najgorzej, głowne siły udało sie wycofać na wschód od Wisły lub bronić wspólnej naszej stolicy(Warszawy). Unikając całkowitego okrążenia cio chcieli osiągnąć Niemcy. Nasza technologia nie była zła, ale słabe możliwości produkcji do września . Kłamstwa komuny są uderzające w wielu publikacjach podaje się liczbę 22 czołgów na cały kraj a tyle broniło samej Warszawy. Jednak nie możemy zapominać o odpowiedzialności polityków i wyższych dowódców za klęskę i jej rozmiary.

ajpk
26 września 2011 (17:35)
gdzie propaganda
Rozprawiając się z mitami i komunistyczną propagandą PRL należałoby, mim zdaniem, zapoznać się ze źródłami z tego okresu. Zacznijmy od początku: - od dawien dawna w podręcznikach historii z tego okresu nie używa się pojęcia „kampania wrześniowa” . W materiałach źródłowych rodem z PRL istnieje określenie „wojna obronna Polski 1939 r.” (patrz: Mała Encyklopedia Wojskowa, Wydawnictwo MON 1967 r.; Encyklopedia II wojny Światowej, Wydawnictwo MON 1975; Jerzy Topolski, Dzieje Polski, 1977 r.). Terminu „kampania wrześniowa” nieważne czy pisanego z dużej litery, czy też z małej nikt, kto w miarę poważnie interesował się historią, nie używał. Wydaje się też, iż daleko idącym uproszczeniem jest próba przedstawienia możliwości polskich formacji pancernych na przykładzie jednego czołgu i jednego prototypu, nawet gdyby ten prototyp był najlepszy w świecie. Może natomiast warto byłoby się zastanowić ile to i jakich w naszych siłach zbrojnych tego okresu było jednostek przeciwpancernych, bowiem liczba czołgów w armiach państw sąsiednich była na ogół znana. Mieliśmy, owszem, stosunkowo dobre siły morskie, tylko jaką to rolę odegrały one w obronie kraju. I jeszcze jedno, kiedy w końcu, dotrze do naszej świadomości fakt, że Stalin reprezentował interesy Związku Radzieckiego.

Kuracz
8 marca 2012 (20:50)
Polskie Wojsko
Jezeli sobie przypominam to WP nie bralo we wrzesniu 1939 roku jakiejs Kampani tylko w Wojnie Obronnej!

satyr
18 marca 2014 (12:19)
stracona szansa
Nie zależnie od tego czy mielibyśmy w 1939 roku parę czołgów więcej, kilkaset rusznic ppanc, w ówczesnej konfiguracji geograficzno-politycznej Polska nie miała szans wygrać wojny z Niemcami. Ale czy była szansa na skuteczny opór? Była! Sojusz z Czechosłowacją. Spróbuję wymienić kilka aspektów pozytywnych tego sojuszu. Bezpieczna granica południowa od strony Karpat. Czesi byli w stanie stawić skuteczny opór Niemcom w oparciu o fortyfikacje Sudeckie (i chcieli walczyć, a pod bronią mieli około 1 mln doskonale wyposażonych i wyszkolonych żołnierzy!). Potężny przemysł zbrojeniowy Czech pozwolił by na uzupełnienie WP w nowoczesny sprzęt począwszy od broni pancernej, lotnictwa i artylerii zarówno cięższych jak i lżejszych kalibrów. Prawdopodobnie gdyby nie było Monachium, nie było by również paktu Ribbentrop-Mołotow! A co za tym idzie możliwość skonsolidowania polskiej obrony w oparciu o Wisłę i Narew (zapomniany plan gen. Juliusza Rómla)! No i Wehrmacht bez czeskiego uzbrojenia też był by słabszy!

Ropuch
20 czerwca 2014 (12:52)
bla,bla i bla
Mity,mitami itp, itd. Prócz uzbrojenia, ważna jest strategia i taktyka walki z użyciem środków przełamania frontu, np. takimi jak czołgi i lotnictwo. Nie zapominajmy tez o wywiadzie. Sukces wojsk niemieckich w Polsce, pomimo strat w ludziach i sprzęcie, dowiódł wyższości niemieckiej strategii nad polską (taka w ogóle nie istniała - teraz kreuje się mity o dostosowaniu strategii rozmieszczenia wojsk polskich wzdłuż całej granicy do ustaleń paktów sojuszniczych z Wlk. Brytanią i Francją). A gdzie i jak wykorzystywano informacje od nieźle pracującego wywiadu polskiego w Niemczech? Od najpóźniej 1934 r. trzeba było zbroić się na potęgę, bo tylko idiota mógł nie dostrzec zagrożenia z Niemiec! I ta propaganda \\\\\\\'\\\\\\\'silni,zwarci,gotowi\\\\\\\", \\\\\\\"armii w darze - warszawscy sprzedawcy gazet w kioskach\\\\\\\" - 1 przestarzały ckm. Ofiarność społeczeństwa na 5, tchórzostwo i prywata \\\\\\\'\\\\\\\'elit władzy\\\\\\\" też na 5. Podsumowywując - Polska padła z racji zlekceważenia przeciwnika i buty elit władzy. I tyle.

Piast
5 listopada 2014 (23:10)
coś w tym jest
Niemcy żeby pokonać Polskę zebrali dwukrotnie większą armię z przewagą w sprzęcie 4-5 razy, do tego pomagali im Rosjanie. Zajęło im to miesiąc (zajęli pół kraju). Dla porównania: w czasie kampanii francuskiej alianci mieli nawet lekką przewagę nad Niemcami, walki toczyły się na większym obszarze i tylko dwa tygodnie dłużej. Dlatego powtórzę: coś w tym jest.

kukuryk
20 czerwca 2015 (14:17)
co z tymi 7TP???
czegoś nie rozumiem ??? Polska miała podobno czytając artykuł ponad sto 7TP a sto się dostało w ręce niemieckie to ktoś walczył ???

oficer WP
26 maja 2016 (19:28)
w przeszłosci i obecnie
Polska geopolitycznie jest skazana na brak sukcesu. Duma, pycha, i buta elit jak to trafnie kolega określił, nie pozwoli nigdy zachować bezpiecznie polskiej narodowości i państwowości. Państwo pomiędzy dwoma mocarstwami z naleciałościami totalitarnymi, będzie zawsze jak piasek miedzy trybami. smutne... A jaki kraj tego świata miałby rzeczowy interes współpracować z naszym krajem//// USA? Niemcy? Rosja? Francja? UK?... smutne

maranzano
17 lipca 2016 (11:10)
hahahah
witam mam pytanko dlaczego czesi nam nie pomogli aaaaaaa? czyzby sobie cos przypomnieli ? nasza władza głupsza od hitlera ? pozdro
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Szwajcarska reduta

Rzym i Sparta stały zbrojne i wolne przez wiele wieków. Szwajcarzy zaś są bardzo zbrojni i bardzo wolni. N. Machiavelli "Książę"
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".