Państwa narodowe, etnogeneza i upraszczanie rzeczywistości
    nacjonalizm16 · Europa43 · kultura26
2013-11-20
Od 11 listopada minęło już trochę czasu, dyskusje jednak nie cichną. Obok pytań o źródła frustracji chuliganów zasilających prawicowe ugrupowania, jak sytuacja gospodarcza Europy i świata oraz kondycja stosunków z Rosją, warto spojrzeć nieco głębiej - zapytać siebie o to kim jesteśmy i w jak sztucznych tworach państwowych funkcjonujemy.

Flagi państw członkowskich ONZ wiszące przed kwaterą główną Organizacji w Nowym Jorku, foto: Wikimedia Commons, Aotearoa, CC

Od zarania dziejów organizmy państwowe, nawet te najmniejsze, nie były ściśle jednorodne etnicznie. Nawet jeśli któryś naród dominował, było tam dość miejsca na inne nacje, żyjące obok bądź wsączające się w tkankę dominującego plemienia. Takie przenikanie jest naturalne, to cześć etnogenezy większości narodów. Jedynym wyjątkiem od tego twierdzenia mogą być bardzo małe organizacje państwowe, jak choćby greckie polis, niemniej i tu nie można mówić o jednorodności – a nawet jeśli można, to o wymuszonej. Narody współżyją ze sobą, nie żyją obok siebie, bez oddziaływania. Takie są fakty.

Tymczasem XX i XXI wiek to czas państw narodowych – choć częstokroć dziwne to narody... formowane jak gdyby sztucznie, biurokratycznie. Osobliwe jest bowiem jednoczenie się różnych, odmiennych, obcych sobie plemion we wspólnym kraju, z użyciem języka byłego okupanta, i mówienie o sobie „naród” – to jednak tylko jeden z przykładów.

Ogólnie rzecz ujmując nie ma obecnie państw stricte narodowych. Nie ma – bo też nigdy ich nie było (choć zdaje się, że wielu ludziom zależałoby na takim uproszczeniu rzeczywistości i usunięciu niezrozumiałej różnorodności). Przeszłość to nieustająca fuzja narodów, lingwistyczny i genetyczny galimatias. Tymczasem powszechne przekonanie jest takie, że dany teren zawłaszczony jest przez określony naród. Mniejszości nie są czymś naturalnym, a problemem, bądź też w ogóle nie istnieją w masowej świadomości. Najprostszy przykład – Europa centralna: tu Niemcy, na prawo Polska, na wschód od niej – Ruscy. Proste? Nie do końca – pomijając zawiłości historyczne: Niemcy to różne kraje związkowe, jeszcze do niedawna posługujące się swoimi własnymi odmianami niemczyzny. Pozostałe kraje niemieckojęzyczne to Austria, Luksemburg, częściowo Szwajcaria i Lichtenstein; przykładowo – Lichtenstein nie jest częścią zjednoczonych Niemiec, nie jest jednak tworem niezwykłym. Nie dajmy się zwieść – w czasie rozbicia takich kraików było sporo, tylko na mapie taka „pchła” obok wielkiej federacji może wyglądać nieco osobliwie. Tymczasem jednak taka mała samorządność to normalność i szansa na pozostanie sobą, na tyle ile się da.

Każdy ukierunkowany nacjonalistycznie baran powinien pamiętać o tym, że jego korzenie są szersze niż mu się zdaje, sama zaś kultura to zbiór naleciałości z wielu stron świata

Obok różnych „odmian Niemców” – a należy wspomnieć że część z nich żyje obecnie pod jurysdykcją państwa francuskiego, w Alzacji i Lotaryngii – w samych Niemczech żyje wielu imigrantów, różne germańskie mniejszości, jak choćby Fryzowie czy będący de facto u siebie słowiańscy Łużyczanie (prawie całkowicie wchłonięci przez żywioł niemiecki, ostatni ślad „czasowej” słowiańskości tych ziem). To stan obecny – pomijam całkowicie zaszłości historyczne. Za Odrą – Polska. Niby polsko-polska (o co zadbał Stalin, przerzucając olbrzymie masy ludu z miejsca na miejsce i modyfikując granice), ale na Pomorzu są Kaszubi, mamy też swoje gwary: efekt obcowania dwóch kultur (na Podlasiu, na Górnym Śląsku – dawnym pograniczu), są Górale. Do tego dochodzą mniejszości żyjące u nas od pokoleń – Cyganie, Tatarzy, Łemkowie; mniejszości nowe – takie jak Wietnamczycy, muzułmanie zewsząd (trudniący się dystrybucją gorących dań na wynos) i inni imigranci...

Idziemy dalej na wschód: Białoruś i Ukraina – Rusini wszelakiej maści, Tatarzy... napływowe grupy z państw ościennych... Przy zachowaniu rozbicia tych czterech dużych państw, jakie miało miejsce w przeszłości, i hipotetycznym trwaniu w takim stanie, mielibyśmy w pełni rozwinięte dialekty językowe o statusie języka urzędowego. Sprzyjałoby to tolerancji, zachowaniu odrębności tradycji, różnorodności wszelakiej maści, i dzięki decentralizacji – rozwojowi gospodarczemu. A tak – mamy to co mamy.

Inne ciekawe przykłady: Francja. Sami Francuzi i imigranci z Maghrebu i czarnej Afryki. Nic bardziej mylnego: celtyccy Bretończycy, Walonowie, Alzatczycy i Lotaryńczy, Baskowie, Korsykanie i wielu innych – dla nich język francuski przez wiele lat, do czasów rewolucji, nie był pierwszym. Ujednolicenie jakie się dokonało, znacznie uprościło nasze pojmowanie świata. Podobnie rozbić kulturowo można choćby Hiszpanię. Są państwa mniej i bardziej jednolite. Wiadomym jest że położenie na przecięciu szlaków handlowych, w dobrym klimacie sprzyja fuzji kultur i koktajlom genetyczno-lingwistycznym. Etnogenezy poszczególnych narodów są bardzo zaskakujące. Co więcej, przez takie prawne, systemowe uproszczenie, będące zbawieniem dla aparatu administracyjnego XIX i kolejnych wieków, dokonuje się kolejny etap ewolucji narodowej – zanikanie odrębności i stapianie w jedno. To zubożenie kulturowe. Warto mieć na uwadze choćby Irlandczyków, którzy – mimo iż są niepodlegli – mówią językiem sąsiada z wyspy obok...

Rezygnowanie z pomniejszych języków i wypieranie ich przez dominujący, urzędowy – to wielka strata. Utrata dziedzictwa. Marginalizacja jednych narodów na rzecz drugich. To częściowo nieuniknione, wpisane w naturę życia społeczeństw. Ale mając tego świadomość możemy zachować różnorodność. Nie można iść tropem Turków, którzy sturczyli swoje mniejszości, a jak się nie dało – po prostu je wyrzynali (np. masakra Ormian). Taki szowinizm nie jest niczym dobrym. Pozorna jednolitość to fikcja. W II Rzeczpospolitej też represjonowano Rusinów – nic z tego dobrego nie wyszło, urazy kwitną po dziś dzień.

Każdy ukierunkowany nacjonalistycznie baran powinien pamiętać o tym, że jego korzenie są szersze niż mu się zdaje (jeśli idzie choćby tylko o same geny), sama zaś kultura to zbiór naleciałości z wielu stron świata.

Dwunastowieczny Rusin spod Kijowa był Słowianinem wywodzącym się z indoirańskiej grupy językowej; mógł mieć w sobie domieszkę krwi potomków Sarmatów czy innych ludów koczowniczych (dajmy na to – Pieczyngów), jednak już jego osiemnastowieczny potomek, stacjonujący w fort Wiernyj (dzisiejszej Ałma-Acie) ma w swoich żyłach zastrzyk krwi polskiej, tureckiej, mongolskiej, a niewykluczone, że także żydowskiej (co odbija się na urodzie). Z pewnością zaś dzięki koligacjom z wielkorusami krew ugrofińską, za pośrednictwem tych samych Wielkorusów także inną, świadczącą o starych czasach – swiońską (tj. wareską), choć i sam mógł nabyć ją wcześniej.

Nie upraszczajmy więc na siłę rzeczywistości. Jest złożona. To, że tak łatwo bierzemy się za łby i zapominamy o tym, jak bardzo jesteśmy ze sobą powiązani (osobiście-jednostkowo bądź społecznie – jako narody, co często na jedno wychodzi) świadczy o naszej nieznajomości historii.

Z powodów wyłożonych wyżej, jestem zwolennikiem państw federacyjnych, z językiem urzędowym ułatwiającym wspólną koegzystencję, ale nie dyskryminującym różnorodności lingwistycznej i kulturowej (choć zawsze będzie to pewien kompromis, i szersze życie polityczne, powstałe w ramach takiego państwa, będzie odbijać się na życiu regionalnym – tj. coś doń dodając i coś ujmując).

Najlepszą formą patriotyzmu jest świadomość tego, kim się jest. Jest to też najlepsza forma terapii zapobiegającej budzeniu się tendencji nacjonalistycznych, a także forma deklaracji przynależności do wspólnoty światowej, tego Brotherood of Men, czy jak to inaczej zwać. Świadomość bycia cząstką czegoś większego – ponadarowego, globalnej wspólnoty. Identyfikacji z innymi ludźmi. Deklaracją człowieczeństwa. Narody nie wzrastają w próżni – oddziałują na siebie wzajemnie. Rozwijają się i zmieniają. Teraz też jesteśmy na pewnym etapie. I jest to tylko etap – czas pokaże co będzie dalej. Stapianie się i zamieranie narodów czy zmiany w obrębie tkanki danego ludu to cześć naturalnych procesów, których powstrzymywanie nie ma większego sensu. Panta rei.

To, że dane zwierzę wydaje się atrakcyjne i idealne, nie znaczy, że jego ewolucja się zakończyła. My też jesteśmy elementem przyrody ożywionej. Należymy do świata zwierząt. Zmieniają się więc nie tyle narody, co zmienia się cała ludzkość: kultura, chcąc pozostać żywą, nie może być tylko odtwarzaniem, musi być współtworzona kreatywnie prze kolejne pokolenia (a to niesie ze sobą zmiany) i wykorzystywana do tych czy innych celów, bo taka też jest jej funkcja; mieszanie się materiału genetycznego jest porządne i zdrowie (egzogamia praktykowana jest od zarania ludzkości – jej przeciwieństwo to powszechnie uznawana patologia). Standaryzacja języka pozornie hamuje jego ewolucję, ale modyfikacje są nieuchronne; za zmianami rzeczywistymi (i ich wymogami) będą szły reformy. Pragmatycznie.

Warto mieć na uwadze, że organizmy państwowe, nasza kultura, obyczaje – służą nam, aby żyć lepiej, bezpieczniej, pełniej. Nie możemy stać się ich niewolnikami. Wytworzyliśmy te narzędzia i mechanizmy, aby ułatwiały nam życie, a nie niewoliły nas mentalnie.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".