Paryż - konfrontacja z legendą
    Francja33 · reportaże z podróży201 · Paryż1
2010-08-27
Na wstępie, muszę zaznaczyć, że nigdy nie byłem zafascynowany Paryżem. Mając gorzkie doświadczenia z Wenecją, zdawało mi się, że obraz wszelkich miast "świateł", "miłości" itp jest przejaskrawiony, tworzony na pożytek żądnych zdjęć i torebek Louis Vuitton Japończyków. Mimo to, gdy dowiedziałem się o możliwości spontanicznego zatrzymania się w Paryżu u znajomych, nie wahałem się. Co więcej, wraz z kolejnymi godzinami, które mijały na drodze do wyjazdu, ogarniała mnie klasyczna reisefieber. Wcześniejszy dystans, zastąpiła jaskółcza ekscytacja - taka, jaką musiały odczuwać całe tabuny młodych ludzi ruszających przez wieki, z różnych części świata by poznać smak miasta, które jeszcze przed wojną było niepisaną stolicą świata. Większość miejsc, które znamy z albumów i opowieść, nie dorównuje swojej reputacji. W przypadku stolicy Francji, konfrontacja z legendą okazała się nie być zaskakująca.

Foto: Piotr Woyke

Paryż jest jednym z tych miejsc, w których nie wiadomo od czego zacząć. Dzieje się tak zarówno przez ilość landmarków, których dziwnie by było nie zobaczyć, jak i fakt, że sam spacer przez ulicę potrafi dostarczyć wielu wrażeń. Już sam przylot na lotnisko Charles de Gaulle, jedno z największych na świecie jest pewnym przeżyciem. Ciągnące się przez kilometry terminale, pomieszanie nowoczesnych budowli z brutalistycznymi potworami z betonu - nie muszą one przypaść do gustu, istnieje jednak bariera wielkości, po której przekroczeniu, monument nie pozostawia obojętnym. Specjalny autobus dowożący ludzi z Roissy-en-France (tam się mieści port CDG) do miasta, dojeżdża do stóp Opery Garnier - jednego z niewielu budynków, które zrobiły wrażenie na odbywającym triumf Adolfie Hitlerze. Już na wstępie swojej podróży stanąłem w ogniu krzyżowym słynnego budynku teatralnego, XIX-wiecznej świątyni konsumpcji Galeries Lafayette i bulwaru Haussmana.

Mnogość paryskich atrakcji sprawia, iż podczas niedługiego pobytu konieczne jest wybranie pomiędzy tym, z czego miasto słynie, a tym na czym nam szczególnie zależy, ze względów estetycznych bądź sentymentalnych. Wyjeżdżając w podróż nie można się oddać syndromowi zmuszającemu nas do obchodzenia w jak najkrótszym czasie, jak największej ilości muzeów i zabytków. Sprawia to, iż niewiele pamiętamy z całego wyjazdu, niepotrzebnie męczymy się i nie mam siły na wieczorne rozrywki, w związku z czym ostatecznie zabijamy przyjemność jaką powinny dawać wolne dni. Picie wina z miejscowymi studentami nad rzeką jest zdecydowanie bardziej kształcące i przyjemne, niż krążenie wśród tłumu turystów, chcących koniecznie mieć na dysku aparatu cyfrowego własne zdjęcie Giocondy. To zresztą zabawne, że prawdopodobnie dziewięćdziesiąt procent turystów zwiedzających Luwr, zobaczyła Mona Lisę tylko na ekranie własnego ustrojstwa, karkołomnie wystawianego ponad głowy licznego zgromadzenia. Co do samego Luwru, to przede wszystkim nie należy się nastawiać na zwiedzenie go w jeden dzień. Ogrom samego pałacu i zgromadzonych w nim eksponatów, sprawia, iż zwiedza się go zupełnie inaczej, niż inne popularne muzea sztuki. Częstym widokiem są ludzie przesiadujący pod ścianami rozległej recepcji - z kanapkami, piciem, często drzemiący w przerwie pomiędzy wyprawą do kolejnego skrzydła.

Miejscem, które na mnie wywarło większe wrażenie, było Musee d'Orsay, które prezentuje głównie sztukę z drugiej połowy XIX wieku i czasów Fin de Siecle. W Polaku, przyzwyczajonym do nieobecności w kraju zbyt wielu znanych dzieł sztuki, budzi nawet pewną irytację, gdy niespecjalnie wyróżniane są obrazy Degasa, zaś autoportret Van Gogha wisi w szeregu z innymi jego tworami. Takie nagromadzenie wszelkich czerwonych maków, śniadań na trawie czy przysięg Horacjusz sprawia, iż widoki w wielkich paryskich galeriach banalnieją. Prowadzi to do zabawnych sytuacji, w których mijamy z obojętnością portrety Da Vinciego. Na dłuższą metę skutkuje też wynajdywaniem zupełnie nieznanych nam artystów, którzy swoim geniuszem przyciągają jednak wzrok, wybijając się bardziej niż obrazy niejednych popularnych mistrzów. Podobnie jak w przypadku Luwru, zwiedzanie Musee d'Orsay to również przyjemność oglądania samego budynku (w tym przypadku jest to dawny dworzec kolejowy) oraz mordęga stania w długich kolejkach, choć, trzeba zaznaczyć, szybko się posuwających. Wstęp do obu muzeów jest darmowy dla ludzi pomiędzy osiemnastym a dwudziestym piątym rokiem życia. Wobec tego, jeśli jesteś biednym studentem, nie obawiaj się. Po wydaniu horrendalnych pieniędzy na hostel i jedzenie, możesz już w spokoju za darmo pozwiedzać.

Nie samymi muzeami Paryż stoi, i podobnie jak na całym świecie, najlepiej poznaje się go poprzez regularne spacery. Podziwianie tracącej już nieco powab nowoczesności La Defense. Z kolei stanie w ogromnej kolejce do wjazdu na wieżę Eiffla nie ma sensu, gdy można pospacerować pod monumentalnym pomnikiem modernizmu czyli Trocadero. Można przy tym doznać spazmów wściekłości, gdyż w pewnym momencie handlarzy plastikową tandetą suwenirową jest więcej, niż samych potencjalnych klientów. Panoramę metropolii możemy ujrzeć też ze schodów bazyliki Sacre-Coeur, serca urokliwego Montmartre. Najlepiej jest się jednak przejść w miejsca mniej zatłoczone turystami, a bardziej miejscowymi, jak Dzielnica Łacińska. To w jej sercu znajduje się Panteon, imponujące miejsce pochówku ludzi, których Republika uznała za swoich najlepszych synów i córki (nie przegapcie grobu Marii Curie, znanej francuskiej fizyczki i chemiczki). Zstępując ze stopni prowadzących do tego wielkiego budynku, człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, że gdyby w Krakowie stał tak piękny przybytek, kłótnie o pochowanie Prezydenta byłyby tylko bardziej zażarte. Warto przy tym zaznaczyć, że całe to gadanie o V Republice jako państwie starającym się szanować dorobek zarówno monarchii, jak i rewolucjonistów, nie powinno być brane zbyt poważnie. Do celów turystycznych można oczywiście zaprzęgnąć Wersal i Joannę d'Arc, jednak w Panteonie, symbolicznie na miejscu chrześcijańskiego ołtarza, postawiono... wahadło.

Dzielnica Łacińska jest jednak niczym w porównaniu z Dzielnicą Chińską, która nie przyciąga wielką architekturą. Znaczy ją przeciętna niska zabudowa i ogromne wieżowce mieszkalne, z którymi równać się rozmiarami, może chyba tylko gdański mrówkowiec. Nie to jest jednak najważniejsze. W azjatyckich restauracjach można się najeść najtaniej i prawdopodobnie najlepiej. Porcje są porównywalne z tymi, które znamy z polskich "chińczyków", niemniej ich smak jest nieporównywalnie lepszy. Najprostsze dania w stylu kurczaka w mleku kokosowym prezentują wielopoziomowe smaki, których nie sposób określić prostymi przymiotnikami. Warte wstąpienia są też supermarkety rodziny Tang, gdzie rzeczone knajpy się zaopatrują. Charakteryzują się one śmiesznymi cenami i ogromem artykułów, które wydają się być niemożliwe do spożycia. Mówiąc o paryskiej gastronomii, oprócz tradycyjnych piekarni, należy się wystrzegać wszelkich "tradycyjnych" francuskich knajp. Po pierwsze, nie istnieje coś takiego jak kuchnia francuska- kraje jednoczące tyle różnorodnych regionów, nie mają jednorodnej kuchni. Po drugie, w Paryżu i tak mało kogo stać na stołowanie się w porządnych restauracjach z kuchnią np. prowansalską. Po trzecie, "miasto świateł" jest wybitnie multikulturowe i stanowi bramę do feeri smaków z całego świata. Sama Dzielnica Chińska to szansa na wypróbowanie kuchni malezyjskiej, indonezyjskiej czy tajskiej. Na koniec tej dygresji kulinarnej, wspomnę tylko, iż po owoce, warzywa i tanie słodycze obowiązkowo należy się udać na północ miasta, gdzie w każdy wtorek arabscy kupcy rozbijają swoje stragany pod stacją metra Barbes-Rochechouart. Trzymając się mocno za kieszenie i torebki (gęste, pełne chwytnych rąk tłumy...), pozostaje nam tylko wybierać w bogactwie pysznych mango, melonów i nektarynek.

Paryż z racji bycia stolicą wielkiego państwa, niegdyś pretendującego do roli mocarstwa światowego, dziś już raczej lokalnego, nie sprzedaje się tanio przyjezdnym i nie mówię tu tylko o tym, że jest upiornie drogi. To jest kwestia przestawienia optyki - w większości miast Zachodu można dostać paranoi przeliczając ceny na złotówki, trzeba pomyśleć o tym, że dla przeciętnego Francuza wcale nie jest to taki wielki wydatek. W każdym razie, francuska metropolia nie uległa chorobie mniejszych, również popularnych miast turystycznych, jak np. Praga. Nie sprzedał on więc swojego atrakcyjnego centrum turystom. Nie napotykamy na każdym miejscu knajp z hamburgerami, kotletami i frytkami. Francuzi są bardzo czuli na punkcie własnej kultury i jej wielkości, wobec czego dbają o to, aby miasto miało swojski charakter. Dzięki temu w okolicach Łuku Triumfalnego, równie dobrze czuje się zwiedzający, jak i nie przygnieciony tanim blichtrem paryżanin. Oto wielka zaleta Paryża, przynależna każdemu wielkiemu miastu jak Londyn czy Berlin - brak uzależnienia od przyjezdnych. Jego życie nie toczy się dzięki turystom, a pomimo ich.

Komentarzy: 4

A.
2 września 2010 (12:02)
A.
bardzo dobry artykuł, strasznie podoba mi się, że Paryż pokazany jest od mniej znanej niemasowej strony, chcę tam pojechać! :)

p.
22 stycznia 2012 (14:27)
refleksja
Osobiście jestem zachwycona Paryżem i bardzo chciałabym jeszcze tam pojechać i mieć do zajęcia więcej czasu, niż 3 dni... Dobry artykuł, masz lekkie pióro i trafne obserwacje.

LaPetiteFille
11 lipca 2012 (07:47)
byłam
zachwycona tym artykułem dopóki nie natknęlam się na jeden megapoważny błąd który nie ukrywam bardzo mnie zazenowal.. Maria Skłodowska-Curie była POLKĄ która wyszła za francuza ! jeśli jesteś polakiem to co napisałeś jest niewybaczalne !

turystka
15 września 2012 (10:48)
. Maria Skłodowska-Curie była POLKĄ
to niewiarygodne i oburzające że Polak nie wie ! Świadczy to o naszej złej edukacji szkół etc.Artykuł świetny.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wyjazdy egzotyczne coraz popularniejsze

Za nami szczyt letniego sezonu turystycznego. Ci, którzy nie zdążyli wykorzystać urlopu, a marzą o relaksie w ciepłym miejscu, nie stoją jednak na straconej pozycji. Za oknem co prawda słota,...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".