Pierwsza mała wojna w 2014
    Azja Środkowa16 · Tadżykistan3 · Kirgistan5 · spory terytorialne3
2014-01-16
11 grudnia na granicy Kirgistanu i Tadżykistanu doszło do strzelaniny, a według wersji Biszkeku nie obeszło się bez użycia moździerzy i granatników. Niesamowite, że starcie poskutkowało tylko sześcioma rannymi po stronie kirgiskiej i dwoma po stronie tadżyckiej. W związku z niepewną sytuacją Kirgistan zamknął granicę z południowym sąsiadem.

Tadżycka enklawa Woruch, kloop.kg

Do incydentu doszło dwa dni po spotkaniu w przygranicznej Isfarze w Tadżykistanie, gdzie przedstawiciele obu państw próbowali właśnie dojść do porozumienia w sprawie ochrony granic. Dlaczego doszło do wymiany ognia? Jak to w takich przypadkach zazwyczaj bywa, wersje stron bardzo się różnią.

Specnaz na budowie i moździerze przy granicy

Wszystko zaczęło się od tego, że tadżycka straż graniczna zauważyła kirgiskich robotników, którzy budowali drogę na spornym kawałku ziemi blisko tadżyckiej enklawy Woruch. Straż graniczna zażądała zaprzestania prac, ale kirgiscy robotnicy (a raczej towarzyszący im żołnierze) odmówili. Po kwadransie pogranicznicy powrócili z posiłkami.

Według kirgiskich mediów, za drugim razem Tadżycy byli bardziej pewni siebie. Major straży granicznej miał skierować pistolet w bok jednego z kirgiskich żołnierzy. Ale gdy dowódca oddziału specnazu „Boru”, który, jak podaje miejscowa agencja Knews, zabezpieczał budowę drogi, „zwrócił uwagę na jego niestosowne zachowanie”, major strzelił mu w brzuch. Rozpoczęła się strzelanina, Tadżykistan miał ostrzelać pozycje kirgiskiego specnazu z moździerzy, a ten się wycofał, osłaniając robotników.

W Duszanbe sytuację widzą inaczej. W odpowiedzi na prośbę straży granicznej o zaprzestanie prac na spornej ziemi, specnazowcy mieli zacząć przeklinać, po czym ostrzelali pograniczników. Szef miejscowej straży granicznej nie zechciał skomentować informacji o użyciu moździerzy i tadżyckie media w większości cytują kirgiskich kolegów, ponieważ nie mogą uzyskać żadnego komentarza władz.

O co cały spór?

Bezpośrednia przyczyna niepokojów to budowa 11-kilometrowej kirgiskiej drogi dookoła tadżyckiej enklawy Woruch, leżącej w obwodzie batkeńskim. Biszkek potrzebuje jej, ponieważ jedyna porządna droga w regionie idzie przez Woruch, co utrudnia komunikację wewnątrz samego państwa. Z kolei Tadżykistan obawia się, że po ukończeniu budowy Kirgizja izoluje Woruch. Na dodatek droga ma przejść blisko cennych źródeł pitnej wody, które znajdują się na terenach spornych.

To jest opis obrazka

Ukończono już 4-kilometrowy odcinek planowanej drogi. Przez takie incydenty budowa idzie opornie. W kwietniu zeszłego roku robotników zaatakowali mieszańcy Woruch. Prace wznowiono dopiero przed kilkoma dniami.

Za czasów sowieckich żadnego konfliktu terytorialnego tu nie było. Choć, jak opowiadał w czasie zeszłego konfliktu tadżyckiemu portalowi Azja-plus Khoja Abdugafor Gaibow i wtedy ciężko było spotkać dwa jednakowe zdania na temat tego, gdzie kończy się Woruch, a zaczyna Kirgistan.

18 razy tworzono dwustronne komisje terytorialne i za każdym razem decyzja była na korzyść strony kirgiskiej. Po drugiej wojnie światowej kirgiskie władze w trybie jednostronnym włączyły w swoje terytorium ponad 106 tysięcy hektarów ziemi. W 1957 władze tadżyckie otrzymały te dokumenty, ale ich nie uznały – mówił.

No bo za tych pięknych czasów nie tylko granice wewnątrz ZSRR nie miały większego znaczenia, ale też żadna republika nie poszłaby przeciwko zdaniu Moskwy. Teraz centrali nie ma i dwa najbiedniejsze państwa Azji walczą o tę ziemię już prawie dosłownie.

Wzorzec Chiński, czy kolejne „wydarzenia”?

Rozwiązać sytuację można tak, jak i Biszkek, i Duszanbe poradziły sobie ze sporami terytorialnymi z Pekinem. Tadżykistan oddał Chinom część górskiej części regionu Pamir, a w zamian dostał chojne wsparcie finansowe. Z kolei Kirgistan po prostu wymienił się z Chinami spornymi ziemiami w regionie Chan-Tengiri.

Niestety, biorąc pod uwagę, jak małej iskry trzeba, żeby rozpalić konflikt, może pojawić się potrzeba zwrócenia się ku stronie trzeciej. Oba państwa są członkami Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) – więc w teorii to znowu Moskwa może pomóc w rysowaniu granic. Inna sprawa, że Rosja ma swoje problemy na głowie, a sprawność operacyjna sił ODKB sprawdza się tylko podczas białorusko-rosyjskich manewrów wojskowych.

Swoje interesy mają tam też islamiści z Uzbekistanu i Afganistanu, którzy nie mogą się doczekać, aż w tym roku wojska USA znikną z regionu. Napięcia wokół Worucha są im na rękę, bo ułatwiają przemyt narkotyków z Afganistanu. Te bojówki mają już swoją historię związaną z obwodem batkeńskim. W 1999 i w 2000 roku kilka tysięcy dobrze uzbrojonych członków Islamskiego Ruchu Uzbekistanu (IRU) dwukrotnie próbowało się dostać się do Taszkientu. Wojska Uzbekistanu i Kirgistanu z trudem rozbiły bojówki IRU. Realne straty nie są znane do dziś. Zginęło od tysiąca do 10 tysięcy (według dzielnych wojskowych Kirgistanu) islamistów IRU i od 17 do kilkuset żołnierzy wojsk rządowych. Incydent nosi skromną nazwę „Wydarzenia batkeńskie”.

Na dzień dzisiejszy Kirgistan już zamknął granicę z Tadżykistanem. Toczą się dwustronne rozmowy, jednak nie ma żadnych powodów, aby tym razem miały one doprowadzić do rozstrzygnięcia sporów.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".