Piotr Nerlewski: Plan „Jacka Stronga” to była dobra lekcja
    Kukliński3 · kinematografia polska21 · historie znane i nieznane28 · Władysław Pasikowski3
2014-03-07
O debiucie kinowym, o współpracy z gwiazdami polskiego kina, a wreszcie o swoim stosunku do tytułowego bohatera filmu „Jack Strong” opowiada Piotr Nerlewski - aktor, odtwórca roli Bogdana Kuklińskiego w najnowszym dziele Władysława Pasikowskiego. Rozmawia Anna Piwowarska.

Maja Ostaszewska, Marcin Dorociński, Piotr Nerlewski (z tyłu), kadr z filmu „Jack Strong”, jackstrongfilm.com

Anna Piwowarska: Jak trafiłeś na plan „Jacka Stronga”?

Piotr Nerlewski: Prawdę mówiąc – trochę znienacka. Otóż kiedy w szkole odbywał się casting do filmu myślałem, że to nie dla mnie. Nie byłem przekonany, czy w ogóle tam iść. Poza tym brałem już udział w jednym projekcie poza szkołą, więc gdyby – nie daj Boże! – się udało, miałbym problem z pogodzeniem wszystkiego czasowo.

Ostatecznie rzeczywiście nie poszedłem na casting. Jakiś czas później dostałem jednak zaproszenia do Warszawy na drugi etap – wybrali mnie ze zdjęć. Kiedy powiedziałem o tym tacie, bardzo się ucieszył, bo „Jack Strong” to pseudonim Ryszarda Kuklińskiego, a ta postać zawsze cieszyła się dużą sympatią mojej rodziny. Dopiero wtedy pomyślałem, że warto spróbować, bo taka szansa może się nie powtórzyć. Na szczęście – udało się.

Debiutujesz od razu w filmie, który budzi dyskusje w całym kraju. Nie obawiałeś się tego?

Zupełnie się tego nie obawiałem, prawdę mówiąc w ogóle mnie to nie interesowało. To oczywiście dobre dla samego filmu, a także dla młodych ludzi, bo im większe kontrowersje, tym chętniej człowiek sam chce zgłębić tę historię – przynajmniej ja sam tak bym do tego podszedł. I na pewno wybrałbym się do kina, bo to dobry film!

Przeczytaj też naszą recenzję filmu „Jack Strong”

Jak wyglądała Twoja współpraca z wielkimi nazwiskami polskiego kina – Władysławem Pasikowskim, Marcinem Dorocińskim, Mają Ostaszewską?

To było coś wyjątkowego, zawsze o tym marzyłem, naprawdę. W życiu nie pomyślałbym, że to marzenie spełni się tak szybko, bo już na drugim roku studiów. To też przyśpieszyło i zmobilizowało mnie do szybkiego wskoczenia – a przynajmniej próby – na ten wysoki poziom, do którego zawsze chciałem dążyć. Grając z takimi aktorami jak Marcin i Maja wiesz, że byłoby fatalnie, gdyby to coś z twojej strony poszło nie tak.

Z kolei Władysław Pasikowski to najwyższa liga, a ja trafiłem do niego w moim debiucie. To było spore wyzwanie, bo to wymagający człowiek i doskonale wie, co chce osiągnąć. Mam nadzieję, że spełniłem jego oczekiwania – chyba się udało, w innym razie nie byłoby mnie na ekranie.

Moment na planie, który najbardziej zapadł Ci w pamięć?

Na potrzeby filmu musiałem zrobić prawo jazdy – nie miałem go jeszcze, a do rozpoczęcia zdjęć został raptem miesiąc... Udało mi się, chyba Bóg nade mną czuwał! Dlatego moment prowadzenia samochodu był wyjątkowo stresujący. Na jednym z próbnych podejść, kiedy wykręcałem, o mały włos nie wpadłem na drzewo rosnące na chodniku – myślałem wtedy, że już po mnie.

A która scena w filmie okazała się najbardziej wymagająca do zagrania?

Na pewno ta w areszcie. Wtedy grany przeze mnie bohater mówi szczerze co czuje i jakie ma zdanie na temat poczynań swojego ojca. Marcin jest dla mnie wielkim autorytetem, a wtedy musiałem skupić się na tym, że jest to tylko i wyłącznie gra i że jako syn muszę to zrobić autentycznie, a więc z widocznym wielkim bólem w sercu – bo jednak Bogdan kochał ojca.

Czy z perspektywy czasu jest coś, co zagrałbyś inaczej, jakaś scena, której szczególnie żałujesz?

Zawsze po skończonym dniu zdjęciowym człowiek wie, że są rzeczy, które mógłby zrobić lepiej, ciągle chodzi mu to po głowie – nawet dziś, gdy widzę film w kinie, wpadam na to, jak inaczej można by się w danym momencie zachować. Ale z drugiej strony – jest to mój debiut i sam sobie tłumaczę, że pewien luz i doświadczenie zbieram właśnie teraz. Nie ma więc sensu złościć się albo czegoś żałować – no, może tylko tego, że już skończyliśmy zdjęcia. (śmiech)

Czy debiut w filmie zmienił jakoś Twoje podejście do aktorstwa, pokazał, że rzeczywistość na planie wygląda inaczej niż wcześniej się spodziewałeś?

Wyobrażenie było piękne. Rzeczywistość, choć nieco inna, też nie jest zła. Muszę jednak zrozumieć, że jest to moja praca, a czasem, wiadomo – na jednym planie będzie lepiej, na drugim gorzej, wszystko zależy od pracodawcy i zlecenia.

W takim razie jaka była rzeczywistość planu „Jacka Stronga” – czy to był jeden z tych lepszych, czy gorszych?

Szczerze powiedziawszy, jak dotąd nie mam porównania. Ale na tym etapie mogę powiedzieć, że była to spora lekcja profesjonalnego rzemiosła, gdzie nie było miejsca na chwile odprężenia. I była to dobra lekcja – czekam na więcej takich. Już teraz odnoszę wrażenie, że sporo się dzięki temu nauczyłem. Dla młodego aktora ważne jest, by reżyser dawał poczucie bezpieczeństwa, bo wszystko wydaje się nowe – ten cały filmowy światek i to, co się dzieje wokół ciebie na planie. Ja dostałem to bezpieczeństwo.

Wspomniałeś, że Kukliński cieszył się sympatią Twojej rodziny. Dobrze znałeś jego historię, czy praca nad filmem zmobilizowała Cię do odkrycia go na nowo?

Tak, rzeczywiście. Pułkownik był bliski mojej rodzinie, ale nigdy nikt mi nie wspominał o jego pseudonimie, dlatego byłem tak zdziwiony, kiedy dostałem zaproszenie na drugi etap castingu i dopiero wtedy dowiedziałem się od taty, że mowa o Kuklińskim! Babcia często mówiła o pułkowniku, na 1 listopada chodziliśmy na Powązki, gdzie został pochowany, i zapalaliśmy znicz na jego nagrobku. Dla mnie samego rzeczywiście była to okazja, aby zagłębić się w historię tego niezwykłego człowieka.

Czy sądzisz, że film wpłynął na postrzeganie Kuklińskiego przez zwykłych ludzi?

Mam taką nadzieję. Starszego pokolenia już pewnie nic nie ruszy – ostatnio słyszałem na Powązkach kłótnię: bohater czy zdrajca, a kłótnia była rzeczywiście pokoleniowa. Jestem głęboko przekonany, że ludzie nieskażeni starymi czasami i posiadający dostęp do coraz to nowych informacji o Kuklińskim spojrzą na tę historię zupełnie innym okiem, w czym film na pewno pomoże. Oczywiście, rozgorzeje na nowo dyskusja, ale jesteśmy winni Pułkownikowi uznania go bohaterem narodowym. Bogdan może nie do końca tak myślał, ale też nie znał całej prawdy. Gdy jednak wiedział już o wszystkim, zmienił nastawienie, co widać też w filmie.

Czy praca nad filmem miała wpływ na Twoje zdanie o Ryszardzie Kuklińskim?

Tylko utwierdziła mnie we wcześniejszych przekonaniach.

Czy w najbliższym czasie będziemy mieli okazję ponownie zobaczyć Cię na dużym ekranie?

Póki co – nie, nie wydaje mi się… przynajmniej ja o niczym nie wiem! (śmiech)

To jest opis obrazka

Piotr Nerlewski - aktor, student trzeciego roku w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Rola Bogdana Kuklińskiego, syna Ryszarda, to jego kinowy debiut.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".