Pogrobowcy KGB: Federalna Służba Bezpieczeństwa część 2- „Mokryje dieła”–czyli ciemne sprawki
    służby specjalne23 · Rosja257 · kontrwywiad3 · terroryzm65
2009-05-24
”Mokra robota” – tak nazywano za czasów KGB zabójstwa polityczne i inne podobne działania służb. Czasy zimnej wojny co prawda minęły, ale sprawdzone metody nadal pozostają w użyciu. Rosyjskie służby nadal stosują śmierć, jako narzędzie nacisku i kontroli. Niestety trudno walczyć z nawykami. Nawet w konfrontacji z terrorystami zabijanie idzie im sprawniej niż ratowanie życia zakładników.

Odznaka: Федеральная служба безопасности Российской Федерации

Oczywiście nie każdy jest zadowolony z rządów „nowej szlachty”, lecz wybór jest prosty – można grzecznie robić, co każą, lub ryzykować. Ryzykować majątek, wolność, a nawet zdrowie i życie. FSB odziedziczyła po KGB nie tylko gmach Łubianki, ale też ciężką rękę. Więcej energii wkłada w utrzymanie swej władzy i porządku społecznego niż w ściganie bandytów. Zwłaszcza, że sama nie stroni od bandyckich metod i powiązań ze zorganizowaną przestępczością. Metody takie jak szantaż, zastraszanie, preparowanie dowodów, czy nawet zabójstwa są na porządku dziennym. Do tego należy dodać usłużne media, które zawsze pomogą „zgnoić” człowieka, jak to mawiano w polskiej bezpiece. Oczywiście to głownie przypuszczenia i pogłoski. Dowodów nie ma zbyt wielu. Ale są dziwne zbiegi okoliczności.

Ciężka ręka władzy

Na przykład w 1999 roku FSB "dziwnym zbiegiem okoliczności" przeprowadziło analizę nagrania dostarczonego państwowej telewizji, dowodząc, że jest na nim nagi Prokurator Generalny Rosji Jurii Skuratow, wraz z dwiema kobietami, z których bynajmniej żadna nie jest jego żoną. Przy okazji FSB ustaliła, że orgia uwieczniona na filmie została opłacona przez przestępców, wobec których prowadzone są śledztwa. Zupełnie przypadkiem, w tym czasie prokurator Skuratow prowadził dochodzenie w sprawie korupcji na najwyższych szczeblach władzy i był przeciwnikiem prezydenta Jelcyna. Natomiast jednym z komentujących tą sytuację w telewizji był sam szef FSB, protegowany Jelcyna....Władimir Putin.

Nie wszystkie wydarzenia były równie „przypadkowe”. Niektóre wręcz miały charakter wyraźnych sygnałów dla wszelkich przeciwników Kremla. Pod tym względem najczarniejszy był chyba rok 2006, kiedy miały miejsce dwa najgłośniejsze zabójstwa, za które winą obarczane jest FSB i Kreml.

7 października 2006 roku, w dniu urodzin prezydenta Putina, została zastrzelona niezależna dziennikarka i obrończyni praw człowieka Anna Politowska. Była ona bardzo krytyczna wobec władz rosyjskich, a szczególnie ich działań w Czeczenii. Mimo że ujęto jej prawdopodobnych zabójców, to nie zostali oni skazani. Wieloletni proces nie przyniósł żadnego rozstrzygnięcia, mimo że był obserwowany przez wszystkie niezależne media. Nie ustalono też zleceniodawców tej zbrodni. Przynajmniej nie ustalono oficjalnie, bo większość komentatorów wskazywał jednoznacznie w stronę Kremla.

Miesiąc po śmierci Politkowskiej, otruty został były oficer KGB i FSB Aleksander Litwinienko. Był on bardzo krytyczny wobec polityki Putina, a w chwili otrucia prowadził też dochodzenie w sprawie śmierci Politowskiej. Litwinience podano radioaktywny polon – substancję niesamowicie drogą i rzadko spotykaną. W czasach zimnej wojny KGB stosowało w zabójstwach niebezpieczne izotopy i trujące metale. Tym razem wielu, w tym również samo Litwninienko przed swą śmiercią w szpitalu, wskazywali na Władimira Putina, jako zleceniodawcę. Więcej nawet, udało się ustalić z dużym prawdopodobieństwem, że sprawcami był dawny kolega Litwinienki ze służby w FSB, płk Andriej Ługowoj, z którym otruty spotkał się feralnego dnia w sprawie śmierci Politkowskiej. Solidnym śladem było tu radioaktywne skażenie, które znaczyło nie tylko miejsce zbrodni, ale też drogę ucieczki, aż do samolotu którym odleciał do Rosji.

Tymczasem Rosjanie rozpoczęli wojnę medialną. Już nie tylko zaprzeczali jakimkolwiek oskarżeniom. Administracja Putnia przeszła do kontrataku. - Sprawdzamy wersję, wedle której to Ługowoj i Kowtun(inny agent rosyjski w Anglii) zostali skażeni polonem przez Aleksandra Litwinienkę - oświadczył przedstawiciel Prokuratury Federacji Rosyjskiej na specjalnie w tym celu zwołanej konferencji prasowej. Państwowe służby i media promowały teorię, wedle której Litwinienko otruł się sam, aby zaszkodzić w ten sposób Putinowi. Jego wspólnikiem miał być miliarder Borys Bierezowski, również mający zatargi z Kremlem. Mimo że poza Rosją trudno było komuś uwierzyć w taki spisek, to brytyjskie dochodzenie zawisło w próżni, ze względu na brak współpracy ze strony rosyjskich służb. Rosjanie żądali wyników angielskiego śledztwa, ale nie zamierzali nikogo pociągnąć do odpowiedzialności. Nie pierwszy raz zabójca miał uniknąć kary, a być może nawet czerpać profity.

Obie te zbrodnie miały charakter zarówno egzekucji, jak i ostrzeżenia. Obie wpłynęły też na złą sławę „nowej szlachty” Kremla. FSB działa jak na wojnie. Bezwzględnie likwidują wszelkie zagrożenia, nie oszczędza też własnych ludzi. W grudniu 2006 roku rozstrzelało na moskiewskiej ulicy komendanta czeczeńskich oddziałów specjalnych, podpułkownika FSB Mowładi Bajsarowa, który zapowiedział, że wskaże prokuraturze zabójców Politowskiej. Zabójcy strzelali na oczach milicji, a potem spokojnie wsiedli do samochodu i odjechali nie niepokojeni „w nieznanym kierunku”. Podobno byli to milicjanci ze spec-komanda, przysłani w tym celu aż z Groznego. Oczywiście nikogo nie zatrzymano, nic nie ustalono i śledztwo szybko umorzono.

W obronie „integralności Federacji Rosyjskiej”.

Na szczęście ściganie dysydentów i ochrona własnych interesów, to nie jedyne pole działań FSB. Jednym z podstawowych zadań Federalnej Służby Bezpieczeństwa jest walka z terroryzmem i „zagrożeniami dla porządku konstytucyjnego, oraz suwerenności i integralności Federacji Rosyjskiej”. Prerogatywy te są rozumiane bardzo szeroko. Jeśli chodzi o integralność, to walka o nią objawia brutalnym tłumieniem wszelkich separatystycznych nastrojów, zwłaszcza na Kaukazie. Ważnym terenem działań FSB jest np. Czeczenia, która w 1992 roku odmówiła podpisania układu federacyjnego. Czeczeńscy bojownicy, to temat dyżurny, którym prezydent Putin posługiwał się bardzo chętnie.

Wielu komentatorów uważa wręcz, że służby specjalne na jego rozkaz rozniecały ten konflikt, a nawet sfingowały niektóre ataki terrorystyczne na rosyjskie miasta, o które oskarżono czeczeńskich terrorystów, aby w 1999 roku wywołać tak zwaną II Wojnę Czeczeńską. W „odwecie” za zamachy, FSB i pokrewne służby zamordowały też pięciu kolejnych prezydentów Niezależnej Czeczeńskiej Republiki Iczkerii, poczynając od Asłana Maschadowa. Wszystko to oczywiście w obronie „integralności Federacji Rosyjskiej”. Tylko, że o tym, gdzie granice federacji powinny przebiegać decydują nie mieszkańcy, czy wybrane rządy, ale władze na Kremlu. Wybory, referenda czy inne podobne fanaberie nic przecież nie znaczą, wobec ich siły argumentów.

Wojna z terroryzmem – lepiej stracić ludzi niż twarz

Biesłan 2004Komandosi FSB, funkcjonariusze OMON i żołnierze osetyńscy - Biesłan 3 września 2004

Z terrorystami jest podobnie jak z przeciwnikami politycznymi – mało, który wychodzi żywy z konfrontacji z jednostkami FSB. Problemem jest jednak to, że równie zabójcze są one dla zakładników. Rosyjskie władze nie uznaje kompromisów. Dlatego o negocjacje proszone są zwykle osoby trzecie – opozycyjni politycy, czy działacze praw człowieka jak Ewgieniij Primakow i Anna Politowska, którzy negocjowali z czeczeńskimi terrorystami, którzy zajęli w październiku 2002 roku teatr na moskiewskiej Dubrowce, przetrzymując 800 zakładników. Wówczas żadna ze stron nie chciała ustąpić. Bojownicy byli wyposażeni w bomby i spory arsenał broni. Grozili, że wysadzą się wraz z zakładnikami. Sytuacja była patowa. W końcu Rosjanie zdecydowali się na atak. Głównie z powodów prestiżowych nie skorzystali z licznie przybyłych specjalistów–antyterrorystów, między innymi z Anglii i Niemiec. Mieli własny plan.

Rosyjskie siły specjalne przeprowadziły szturm, poprzedzony użyciem eksperymentalnej substancji odurzającej, którą rozpylono kanałami wentylacyjnymi. Dzięki temu Rosjanie chcieli uniknąć wysadzenia się terrorystów-samobójców i ewentualnie ocalić zakładników. Ewentualnie, gdyż głównym celem miało być pokazanie nieustępliwości wobec Czeczeńców. Na dodatek sami atakujący komandosi nie znali zastosowanego środka i nie wierzyli w jego skuteczność. Byli przekonani ze zginą w gruzach wysadzonego teatru.

Atak przeprowadzony przez oddziały FSB „Alfa” i jednostkę specjalną „Wympieł” skończył się tragedią. Mimo że żaden z terrorystycznych ładunków nie został detonowany, to w szturmie zginęło, prócz wszystkich 50 terrorystów, również 117 zakładników. Kolejnych 53 zakładników śmiertelnie zatruło się bojowym aerozolem, którym unieszkodliwiono terrorystów. Stało się tak, ponieważ FSB nie ujawniła jakiej substancji użyła, a służby medyczne nie były gotowe na przyjęcie ofiar. Nie wezwano wcześniej karetek, aby nie zaalarmować terrorystów. Nie przygotowano odtrutki. Przyjmujący w szpitalach nieprzytomne ofiary, lekarze nie wiedzieli nic. Działali po omacku. Co na to władze rosyjskie? Rzecznik prasowy Kremla powtarzał jak zacięty gramofon. - Wszystkie oddziały specjalne działały zgodnie z rosyjskimi przepisami i prawem międzynarodowym. Zgodnie z przepisami. Tylko tyle. Reszta nieistotna. Reszta to wina terrorystów.

Niestety akcja na Dubrowce, mimo że nadzwyczajnie trudna, to nie wyjątek, lecz reguła. Zakładnicy giną, terroryści giną, a komandosi „działają zgodnie z rosyjskimi przepisami i prawem międzynarodowym”. Tak jak 3 września 2004 roku w Biesłanie, niewielkim mieście w Osetii, gdzie siły specjalne przeprowadziły szturm na opanowaną przez Czeczeńców szkołę. Szkołę pełną zakładników, głównie dzieci, które przyszły na rozpoczęcie roku szkolnego. Budynek zapalił się, po ostrzelaniu przez komandosów z „Alfy” rakietami zapalającymi typu „Trzmiel”. Ofiarami kul i rozprzestrzeniającego się ognia padło 339 zakładników, w tym 156 dzieci, a kolejnych 700 zostało rannych. W walce zginęło też (wg. oficjalnych danych) 11 żołnierzy, oraz 31 spośród 32 terrorystów. Ostatni napastnik ocalał, ponieważ udało mu się uciec z budynku i został schwytany dopiero w wyniku pościgu. Mimo tak tragicznego przebiegu akcji, państwowe dochodzenie oczywiście niczego nie wykazało. Znów słychać mantrę Kremlowskich pełnomocników.- Wszystkie oddziały specjalne działały zgodnie z rosyjskimi przepisami i prawem międzynarodowym. Niestety rodzinom zabitych to nie wystarcza. Ale pozostaje im tylko mówić, nie dać zapomnieć. Nic więcej.

Tak w ogólnym zarysie wygląda działanie „Rosyjskiego FBI”. Może mało subtelne. Może mało humanitarne. Może brutalne, ale za to skutecznie chroniące Kremlowską administrację przed każdym zagrożeniem. wewnętrznym czy zewnętrznym. Prawdziwym, czy też urojonym.


Komentarzy: 2

ter
27 września 2014 (22:50)
Rosyjski jak i radziecki aparat władzy....
Rosyjski jak i radziecki aparat władzy....musi wytworzyć sobie wyimaginowanego wroga.....bez tego nie potrafi okiełznać narodu - obywateli Rosji..trzeba pokazać wybuchy, akcje zbrojne..nawet kosztem śmierci własnych obywateli...by osiągnąć wynik ......bydlaki...niczym się to nie różni od zamordowania cara i jego rodziny dziś jest to samo.....aby osiągnąć swoje.....

efer
30 stycznia 2015 (11:31)
ha..ha
ter, nie spianaj się...identycznie działa USA
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Ostatnia ofiara wojny Jom Kippur

W czerwcu 2007 r. arabskie media obiegła wiadomość o śmiertelnym wypadku pewnego egipskiego biznesmena. Aszraf Marwan, bo o nim mowa, w niewyjaśnionych okolicznościach wypadł z tarasu swojego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".