Polityczny kołowrotek
    polscy politycy55 · Afery14 · Marek Sawicki3
2014-03-24
Podobno „polityka i muchę można zabić gazetą”. Podobno. W Polsce polityków nie wrzuca się w polityczny niebyt. W najgorszym wypadku odstawia się ich czasowo, słusznie licząc na krótką pamięć wyborców i odbiorców, a następnie odgrzewa jak kotlety na starym oleju.

Marek Sawicki, foto: www.minrol.gov.pl

Polityczna „świeżynka”

Najświeższym przykładem politycznej amnezji jest ponowne osadzenie na stanowisku ministra rolnictwa Marka Sawickiego. W 2012 roku pożegnał się z tą samą posadą po ujawnieniu nagrania rozmowy między szefem Kółek Rolniczych Władysławem Serafinem i byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem. Motywem przewodnim rozmowy była kwestia nadzoru Ministerstwa nad podlegającymi mu spółkami. Wątpliwości budziło także funkcjonowanie samego Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W powietrzu zawisło podejrzenie o nepotyzm, mające swoje podstawy m.in. w późniejszej kontroli NIK, która ukazała np. że na 3629 pracowników Centrali ARiMR, prawie połowa posiada powtarzające się nazwiska, a około 200 mieszka pod tymi samymi adresami.

Minister Sawicki był w o tyle trudnej sytuacji, że media zaczęły interesować się także jego rodziną: synem, który zaliczył egzamin na SGGW z pominięciem regulaminu uczelni, żoną będącą wicedyrektorem szpitala, w którym miały miejsce przetargi przeprowadzone na nie do końca przejrzystych zasadach, a także córką zasiadającą we władzach spółki Bio-World – partnera kongresu, nad którym patronat objęło swego czasu kierowane przez Sawickiego Ministerstwo Rolnictwa.

Teraz minister powraca w blasku reflektorów, niczym antidotum na ostatnie problemy polskich rolników, którzy przegrywają z międzynarodową polityką pod postacią białoruskiego dzika. Nikt nie pyta o jego przeszłość. Przeszłość, która w normalnych warunkach powinna zostać dogłębnie zbadana, a jeśli zarzuty uzyskałyby potwierdzenie – także poddana osądzeniu. Tak byłoby w przypadku zwykłego obywatela. Takie też są standardy państwa prawa, które swoich obywateli czyni równymi.

Ważne jak się kończy, nie jak zaczyna

Leszek Miller – lew lewicy. Znany z ciętej riposty i inteligencji. Chciałoby się powiedzieć, że również z wierności barwom partyjnym, ale w związku z pamiętnym wejściem na listę Samoobrony nie byłoby to prawdą. W polskich warunkach zmiana optyki, jak się to obecnie nazywa, także w polityce nie jest niczym nagannym. Partie można zmieniać na tyle często, na ile pozwoli wyborca, który coraz częściej gubi się w nazwach kolejnych hybryd i partii-krzaków. Liczy się twarz. Nie mylić z zachowywaniem twarzy.

Krótka pamięć wyborców działa na korzyść Millera. Niewielu pamięta chociażby aferę Rywina, której jednym z wątków było rzekome ustalenie pomiędzy Rywinem i Millerem wejścia w życie ustawy medialnej w kształcie proponowanym przez Agorę, chociaż pod pewnymi warunkami, w tym przychylności Gazety Wyborczej wobec Sojuszu. Leszek Miller przetrwał burzę, która na krótko odbiła się w sondażach zaufaniem na poziomie kilkunastu procent (badanie z października 2003r.). Obecnie byłemu premierowi, szefowi Sojuszu Lewicy Demokratycznej ufa 36% wyborców (ranking zaufania do polityków CBOS, styczeń 2014). Wprawdzie czasy bycia numerem jeden ma już za sobą, ale nadal ma realny wpływ na polską politykę i – co dużo bardziej istotne – także rzeczywistość. A jaka jest ta rzeczywistość, każdy widzi… albo woli zapomnieć, na co wiele wskazuje.

Pornografia i szczątki ludzkie

Katalog politycznych wpadek jest szeroki jak polska scena polityczna, która niczym miłościwa matka jest w stanie chyba wszystkich pokochać i… pomieścić. Wpadki dzielą się jednak na te, które można przyjąć z zażenowaniem (jak opowieść o szczawiu) oraz te, które niszczą wizerunek państwa i wiarę w sprawność jego funkcjonowania. Tak było chociażby ze szczątkami ludzkimi i pornografią w celi Mariusza Trynkiewicza, czyli… jego własnym zębem i rysunkami.

Więcej na temat sprawy Trynkiewicza w tekstach Stefana Kabata i Michała Gadzińskiego

Sprawą Mariusza Trynkiewicza żyła cała Polska z przeciążeniem informacyjnym typowym dla podjęcia tematu przez polskie media, czyli torpedowaniem faktami, mitami i historiami z dzieciństwa. Morderstwo i skala jego okrucieństwa, a także nieudolność systemu, stały się podstawą ożywionej dyskusji, w którą nie mógł nie zaangażować się minister sprawiedliwości – Marek Biernacki. Cóż innego powinien zrobić minister, kierujący resortem odpowiedzialnym za wymierzanie sprawiedliwości, niż właśnie wymierzyć sprawiedliwość? Skoro Trynkiewicz wyszedł z winy niemal personifikowanego SYSTEMU, to konieczne wydawało się dostarczenie temu systemowi dowodów, uzasadniających zatrzymanie Trynkiewicza w więzieniu. Nie jest ważne kto, co i czy w ogóle podrzucił, źle zinterpretował. Ważne, że minister kierujący jednym z ważniejszych resortów w kraju, tak ważnym dla budowania zaufania obywatela względem swojego państwa, uzyskał etykietę tego, który „podrzuca dowody”. Już samo podejrzenie wywierania nacisków, czy nawet nadinterpretacji podwładnych w odniesieniu do znalezionych materiałów, powinno wiązać się z konsekwencjami właśnie dla niego.

Marek Biernacki funkcjonuje w polskiej polityce od kilkunastu lat. W tym czasie, poza funkcjami partyjnymi, sprawował także znaczącą rolę w strukturze państwowej. Był m.in. ministrem spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jerzego Buzka. Obejmując to stanowisko zaznaczył, że jednym z priorytetów nadzorowanej przez niego Policji będzie sprawa śmierci Komendanta Głównego Policji – Marka Papały. Sprawy tej nie wyjaśniono do tej pory. Tymczasem rok temu Biernacki stwierdził, że wierzy w przypadkowość śmierci Papały, który miałby być zastrzelony, bo zauważył kradzież samochodu. Aż chciałoby się dodać, że ci, którzy wieszali się w celach w kontekście tej sprawy, zapewne mieliby inne zdanie.

Wyobrażenia i realia

Być może dobór polityków poddanych surowej ocenie jest w jakiejś mierze niesprawiedliwy, nie wyczerpuje bowiem długiej listy nazwisk, które w warunkach polityki ucywilizowanej i za mniejsze przewinienia skazane zostałyby na śmierć polityczną. Być może ten artykuł powinien zawierać nazwiska polityków z każdej strony. Być może. Ma jednak za zadanie tylko zasygnalizować, jak głęboko upośledzone jest polskie życie polityczne. Nie jest w tym sensie na pewno materiałem odkrywczym, ale jeśli tak, to jak wyjaśnić poziom poparcia dla polityków, którzy w jakimś stopniu skompromitowali siebie i państwo? Kogo winić? Polityków, którzy po prostu korzystają z walorów odwiecznego afrodyzjaku jakim jest władza? Wyborców, którzy koncentrują się na dniu codziennym polskiej rzeczywistości, wykreowanej przez tych polityków, a więc mają czym się zająć poza polityką? Może wińmy organa ścigania, będące w takich zależnościach służbowych i politycznych, że stają się niesamodzielne w działaniu? A może media, które rolę „czwartej władzy” pełnią niezbyt sumiennie, skoro znalezienie wyżej przytoczonych informacji zajmuje kilka minut?

W jakim kraju żyjemy? Czasem wydaje nam się, że coraz bliżej nam do Zachodu. Tylko że na Zachodzie polityk przejeżdżający rowerem przez pasy na czerwonym świetle (sprawa Davida Camerona kilka lat temu) ma do czynienia z kryzysem wizerunkowym na taką skalę, że wspomaga go sztab PR-owców walczących o jego dobre imię, by nie stracił posady. Tymczasem w naszych warunkach klasa polityczna, określana czasem jako elita, coraz bardziej przypomina półświatek.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".