Półwysep niechciany
    wojna o Krym8 · Krym12 · Ukraina136 · Rosja257
2014-03-21
Kwatera główna floty ukraińskiej zajęta, admirał przetrzymywany w nieznanym miejscu, wreszcie jednak uwolniony. Kijów odpowiada wprowadzeniem reżimu wizowego z Rosją i wychodzi z WNP. P.o. prezydenta Ukrainy Aleksander Turczynow grozi odcięciem półwyspu od ukraińskiej wody i energii. To wszystko wydarzyło się w ciągu raptem kilku dni.

Władimir Putin i Leonid Kuczma wizytujący Flotę Czarnomorską w 2001 r., foto: wikimedia commons, Presidential Press and Information Office, kremlin.ru, CC

Zamiast opowiadać o tym, co za godzinę już będzie nieaktualne, przypomnijmy sobie – dlaczego większość mieszkańców Krymu tak marzy, aby dołączyć do Rosji. Wiadomo, że nie jest ich 97%, jak wynika to z referendum, ale na pewno zwolennicy tego rozwiązania stanowią przeważającą większość. Według Moskwy, Rosjanie na Krymie (albo ludzie rosyjskojęzyczni – Kreml chyba już nie widzi różnicy) w ciągu ostatnich 23 lat byli represjonowani i wręcz marzyli o powrocie do macierzy. Kijów z kolei twierdzi, że żadnych napięć nigdy nie było i wskazuje: patrzcie na Tatarów – oni nie narzekają. Czy trzeba mówić, że obu stronom do prawdy daleko?

Szesnasta republika

Obecnie dwóch pierwszych prezydentów Ukrainy – Leonidów Krawczuka i Kuczmę, odbiera się jako dwójkę starych, jeszcze sowieckich polityków. Ale Ukraina po podpisaniu w Puszczy Białowieskiej porozumienia o rozwiązaniu ZSRR w poziomie nastrojów antyrosyjskich mogła rywalizować z krajami bałtyckimi. Drugie miejsce z prawie 24% głosów w pierwszych wyborach zajął kandydat narodowców, przy których dzisiejsza „Swoboda” wygłąda na lewicę, Wiaczesław Czornowoł. A Leonid Krawczuk, jeszcze będąc szefem komitetu ukraińskiej partii komunistycznej, skorzystał z polityki „glasnosti” i przywrócił Ukraińcom pamięć o Hołodomorze i czystkach sowieckich. Swoją drogą pierwszy ukraiński prezydent, nawet podpisując się pod rozpadem ZSRR, do końca nie wierzył, że Rosja pozostawi Ukrainę w starych granicach.

Parę lat temu Siergiej Chruszczow, syn Nikity Chruszczowa, który w 1954 przekazał półwysep do USRR, wspominał dialog dwóch prezydentów w Puszczy Białowieskiej: „Krawczuk wtedy zapytał Jelcyna: A co my zrobimy z Krymem? – ten machnął ręką: Zabieraj”. Znając życiorys Pana Jelcyna, nie widzimy w takim carskim geście nic dziwnego. Jednak Krawczuk miał wszelkie podstawy do obaw, że Ukraina zostanie bez półwyspu. Jeszcze przed oficjalnym rozpadem ZSRR, w lutym 1991 roku, w obwodzie krymskim przeprowadzono referendum i obwód został przekształcony w twór pod nazwą „Krymska Autonomiczna Sowiecka Republika Radziecka”. Dalsze wydarzenia tyczyły się już w duchu szalonych lat 90-tych.

We wrześniu tego samego roku Rada Najwyższa KASRR ogłasza niepodległość, ale już trzy miesiące później Krym i tak bierze udział w referendum, w którym 54% mieszkańców półwyspu opowiada się za niepodległością Ukrainy. Rok później Rada Krymskiej Republiki przyjmuje konstytucję i raz jeszcze ogłasza niepodległość. Skoro jednak wciąż nikt nie zwraca na to uwagi, Krym wybiera prezydenta – Jurija Mieszkowa. Ten mąż stanu od razu po wygraniu wyborów ogłosił, że półwysep musi natychmiast dołączyć do Rosji. Pewnie rozbawi to czytelników, ale wtedy prezydent Ukrainy, którym był już Kuczma, zapytał Jelcyna – „Co z tym Krymem”? Według ukraińskiego prezydenta, reakcja jego rosyjskiego kolegi była „adekwatna”. Czyli nijaka. Bo wtedy Moskwę bardziej niż sam półwysep interesowała Flota Czarnomorska.

Bezdomna flota

Zgodnie z porozumieniem białowieskim, flotę uważano za część „sił strategicznych WNP”, co oznaczało, że nie można było jej zawłaszczyć tylko dlatego, że stacjonowała na terytorium Ukrainy. W 1992 Krawczuk i Jelcyn podpisali jednocześnie dwie ustawy. Ze strony ukraińskiej – o utworzeniu marynarki ukraińskiej na bazie Floty Czarnomorskiej, a ze strony rosyjskiej – o przekazaniu Floty Rosji. Kijów się obraził, groził wyjściem z WNP, ale Moskwa przypomniała o olbrzymim długu energetycznym. Wtedy zaczęto dzielić flotę. Rosja otrzymała bądź wykupiła 82% statków i prawo stacjonowania jednostki w Sewastopolu.

Taka ciekawostka – Flota Czarnomorska była jedyną na świecie strukturą wojskową, która aż do 1997 roku uważała się za część… Armii Czerwonej. To, czego nie udało się podzielić – poszło na złom. Większa część bazy zaopatrzeniowej okazała się zbędna, tysiące mieszkańców Sewastopola straciło pracę, miasto portowe biło rekordy bezrobocia... Czyli znów – zwykłe lata 90-te.

Upadek KASRR i kwestia narodowa

W międzyczasie wielu rosyjskich polityków, a przede wszystkim mer Moskwy Jurij Łużkow, zaczęło wspierać prorosyjskie siły na Krymie.

Na półwyspie pojawiły się przeróżne prorosyjskie organizacje: „Sewastopol-Krym-Rosja”, „Rosyjskie ruszenie Krymu” i inne. W Krymie stworzono filię „Rosyjskiego Narodowego Zjednoczenia” – organizacji neofaszystowskiej i prawosławnej. Przyjechali, by bronić prawdziwych Rosjan przed „Banderowcami” i krymskimi tatarami, którzy w latach 80-tych i na początku 90-tych wracali z deportacji stalinowskiej.

Kiedy w Kijowie zrozumieli, że Kreml bardziej martwi się o zbliżające się wybory niż o półwysep, który prosi się w skład Federacji, w ciągu roku odwołali krymską konstytucję i zlikwidowali stanowisko tamtejszego prezydenta. Krym uzyskał autonomię, ale dość ograniczoną. Ciekawe, że przeciwko takim zmianom nikt, oprócz odwołanego prezydenta Krymu, nie protestował. Bo w tym momencie Flota Czarnomorska już została podzielona korzystnie dla Rosji, co Moskwę całkiem satysfakcjonowało.

I zrobiło się spokojnie... aż do Pomarańczowej Rewolucji. Kiedy faworyt Kremla przegrał, na Krymie obudziły się siły prorosyjskie. Jeździli do nich nacjonaliści z zachodniej Ukrainy. Spotkania dwóch marszów kończyły się regularną bójką. Kiedy Janukowycz w końcu dostał się na fotel prezydencki, nacjonaliści Tiahnyboka, zamiast bić się na Krymie, ruszyli do parlamentu. O Krymie wszyscy jakoś zapomnieli, a tymczasem znów nacjonaliści, tym razem już rosyjscy, regularnie przeprowadzali w mieście marsze z pochodniami – ostatni mający miejsce przed rosyjską inwazją odbył się w listopadzie ubiegłego roku.

Kijów sam sobie zasłużył na niechęć na Krymie. Wycieczki nacjonalistów, zmniejszenie praw autonomii i ignorowanie problemów półwyspu zaowocowały właśnie takim nastawieniem, jakie widzimy teraz. Z drugiej strony rosyjskie bazy i powoli reanimująca się flota dawały miejsca pracy tysiącom mieszkańcom Krymu. Na urlopy jeździli tu przede wszystkim Rosjanie i to znowu rosyjskie pieniądze wspierały gospodarkę półwyspu. Jednocześnie jednak, od czasów KASRR, oprócz grupki nacjonalistów prorosyjskich, nikt nie wspominał o połączeniu się z Rosją.

Teraz Kijów ucina kontakty z Moskwą. Odwołano ambasadora, wprowadzany ma być reżim wizowy, rodziny wojskowych z Krymu są ewakuowane. Ukraina sama nie ma szans odzyskać półwyspu, tak samo jak i Rosja nie naprawi swojego wizerunku w oczach Ukraińców. Czy półwysep, na funkcjonowanie którego przyjdzie wydać miliardy dolarów, jest tego wart? Jak mówią ostatnie badania opinii publicznej w Rosji – tak. Prawie 80% Rosjan jest zachwyconych polityką Putina. Wydaje im się, że teraz imperium już na pewno „wstaje z kolan”, a najbardziej cieszy ich bezsilność całego zachodniego świata. Pytanie brzmi teraz – jaki będzie następny ruch Kremla, kiedy euforia się skończy? Gdzie następnym razem będą bronili ludności rosyjskojęzycznej?


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".