Premiera Erdoğana wojna z internetem
    Turcja71 · Erdogan9 · społeczeństwo obywatelskie11 · demonstracje40
2014-04-01
Dekada tureckiego prosperity była wizytówką skuteczności premiera Erdoğana. Coraz częstsze protesty społeczne, afery korupcyjne i bezwzględna walka z opozycją postawiły rządzącą AKP pod wizerunkową ścianą. Ratunkiem zaproponowanym przez premiera jest bezprecedensowy atak na wolność w sieci.

Premier Turcji Recep Tayyip Erdoğan, foto: wikimedia commons, Michał Józefaciuk, CC

Jak uczy nas stare powiedzenie, kłamstwo zdąży obiec pół świata zanim prawda włoży buty. Naukę z tej zasady wyciągali wszyscy propagandyści w dziejach, korzystając z ograniczonej wiedzy czy możliwości społeczeństw, którymi kierowali. Tymczasem, dzięki gwałtownemu rozwojowi internetu i mediów społecznościowych, prawda zaczęła przyśpieszać i biegnie dziś po torze niedostępnym dla polityków o silnym zacięciu autorytarnym. Nowe technologie sprawiły, że urząd cenzora jest skazany na porażkę. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu smutni panowie pracujący przy ulicy Mysiej w Warszawie mogli kontrolować treści ukazujące się w przestrzeni publicznej - obieg był tylko jeden, w pełni koncesjonowany przez aparat partyjny. Ale i na wolnym od komunizmu Zachodzie aktywnie działające grupy nacisków czy elity władzy były w stanie kontrolować wydawców i nadawców - ich liczba była wszak ograniczona, a technologia w pełni zależna od uzyskania koncesji. Dzisiaj nadawcą informacji może być każdy człowiek z dostępem do sieci, a portale społecznościowe dają niemal nieograniczoną możliwość dotarcia do szerokiego grona odbiorców. Ta wolność przekazu i niezależność działania stanowi duże wyzwanie dla polityków w krajach demokratycznych, jest też solą w oku autorytarnych przywódców krajów niedemokratycznych.

Polecamy:Czy dekada Erdoğana zakończy się na placu Taksim?

O problemach premiera Erdoğana i jego ugrupowania politycznego słychać od dłuższego czasu. Również w naszym portalu publikowaliśmy teksty poświęcone protestom społecznym, które ostatnio z dużą regularnością wstrząsają Turcją. Zarzuty wobec Erdoğana są bardzo różne, począwszy od lekceważenia opinii publicznej, przez korupcję i demoralizację elit władzy, po brutalne pacyfikowanie protestów społecznych. Nową falę krytyki wywołała śmierć piętnastoletniego Berkina Elvana, który po 269 dniach w śpiączce (został ranny w głowę w czasie manifestacji w czerwcu zeszłego roku) zmarł 11 marca nie odzyskawszy przytomności. Śmierć Elvana była wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności - czternastoletni wówczas chłopiec nie brał udziału w demonstracji, szedł kupić chleb dla swojej rodziny. Jego pogrzeb stał się okazją do zamanifestowania sprzeciwu społecznego wobec brutalności służb mundurowych - ludzie siadali na głównych placach miast, układając przed sobą bochenki chleba i kartki z nazwiskiem Berkina Elvana. Wykazując się wyjątkową empatią, premier Erdoğan zaczął insynuować, że Elvan był terrorystą.

Przy tak napiętej sytuacji w kraju (nie wspominając o niepokojach przy granicy, w końcu w sąsiedniej Syrii od 3 lat trwa wojna domowa) trudno sprawować władzę, a co dopiero wyjść zwycięsko z wyborów. Tymczasem taką właśnie próbę ma przed sobą partia Erdoğana. Stawką jest wybór burmistrza Stambułu, chociaż każdy Turek wie, że w rzeczywistości jesteśmy świadkami referendum dotyczącym samego premiera.

Twitter

W piątek, 21 marca, władze tureckie zablokowały dostęp do mikroblogowego serwisu Twitter. Przyczyną było pojawianie się na portalu oskarżeń korupcyjnych uderzających w rządzące ugrupowanie i brak reakcji administratorów Twittera na wezwania do ich usunięcia. W Turcji z Twittera korzystało ok. 10 milionów ludzi.

Przedstawiciele portalu nie zdecydowali się na oficjalny komentarz do tureckiej decyzji, opublikowali za to instrukcje w języku angielskim i tureckim, które wyjaśniały jak wysyłać twitty przez SMS-y (co nie wymaga dostępu do sieci).

Turcy nadal używali więc portalu, korzystając z wirtualnych sieci prywatnych (VPN), TOR-a (serwisu zapewniającego anonimowy dostęp do sieci) oraz wiadomości tekstowych. VPN Hotspot Shield poinformował, że w ciągu 24 godzin od wprowadzenia blokady pobieralność jego oprogramowania na platformy Androida i Apple'a wzrosła o 33 tysiące procent.

Tureccy politycy usiłowali racjonalizować decyzję o zablokowaniu Twittera. Minister finansów Mehmet Şimşek podkreślał w sowich wystąpieniach publicznych, że serwis nie chciał podporządkować się wyrokom sądowym. "Nie uważam, że jakakolwiek globalna korporacja, nie ważne czy działająca w mediach czy przemyśle, może uważać się za będącą ponad prawem". Minister Şimşek przyznał jednak, że zablokowanie portalu wypłynęło negatywnie na wizerunek jego rządu, ale nie uznał blokady za zamach na wolność słowa. Premier Erdoğan wyrażał publicznie swoje niezadowolenie z powodu używania Twittera do upubliczniania oskarżeń o korupcję w jego najbliższym kręgu.

W środę, 26 marca, sąd administracyjny w Ankarze wydał tymczasowe postanowienie zawieszającego blokadę serwisu i wezwał TIB (turecki urząd ds. telekomunikacji) do przywrócenia dostępu do Twittera, do czasu aż wyda pełne orzeczenie w sprawie blokady. Na wprowadzenie decyzji w życie TIB ma 30 dni, w związku z czym użytkownicy Twittera w Turcji nadal pozostają pozbawieni możliwości normalnego korzystania z portalu. Premier Erdoğan wezwał do "wymazania Twittera", po tym jak serwisie opublikowano oskarżenia o skorumpowanie politycznych elit państwa.

YouTube

Nie był to pierwszy przypadek blokowania dostępu do portalu internetowego w tureckiej historii. W 2008 roku władze wprowadziły blokadę YouTube'a, po tym jak w portalu zamieszczono filmiki uderzające w wizerunek twórcy nowoczesnej Turcji, Mustafy Kemala Atatürka. Ograniczenie zniesiono dopiero dwa lata później, w 2010 roku.

W miniony czwartek Turcy otrzymali powtórkę z rozrywki. Blokada YT została wznowiona, ale tym razem powodem nie było uderzenie w wizerunek Ojca Narodu. TIB zablokował dostęp do serwisu po tym, jak użyto go do opublikowania przecieków z tajnej narady najwyższych władz państwowych, która dotyczyła możliwości sprowokowania Syrii do ataku na Turcję i włączenia się Ankary do wojny, jako strony broniącej się przed agresją. Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło publikację jako "nikczemny atak" na bezpieczeństwo narodowe. Zgodnie z oficjalnym oświadczeniem tureckiego MSZ, nagrane spotkanie, w którym uczestniczył szef resortu spraw zagranicznych Ahmet Davutoğlu, szef wywiadu Hakan Fidan, wiceminister spraw zagranicznych Feridun Sinirlioğlu i zastępca szefa sztabu generalnego Yasar Gürel, dotyczyło możliwych reakcji na syryjską agresję. Problem polega na tym, że na taśmach wyraźnie słychać rozważania na temat "false flag operation", która miałaby być przeprowadzona przez tureckie oddziały na terytorium Syrii. Rozważano trzy warianty: atak na Turcję z terytorium Syrii, atak na turecką enklawę Süleyman Şah niedaleko Aleppo i wreszcie upozorowany atak Al-Kaidy, tak by Zachód stanął murem za zaatakowaną Ankarą.

Tureckie władze uparcie twierdzą, że materiały zostały zmanipulowane - takie wyjaśnienie pojawiło się we wspomnianym oświadczeniu MSZ. Według informacji przekazywanych przez tureckie organizacje pozarządowe, tradycyjne media otrzymały zakaz informowania o taśmach i całym kontekście zablokowania dostępu do jednego z największych portali internetowych.

Po serii przecieków ze spotkań partyjnych oficjeli AKP oraz przedstawicieli władz cywilnych i wojskowych, portale społecznościowe - jako niekontrolowane przez rząd kanały informacji - znalazły się na cenzurowanym. Premier Erdoğan oświadczył, że Twitter i YouTube rozsiewają dezinformację.

Wybory w Stambule

W takich warunkach ważyć się będą losy Turcji. Twitter i YouTube, a być może pozostałe portale, stały się nie tylko narzędziem marketingowym wykorzystywanym w komunikacji z wyborcami, stały się kartą przetargową tureckiej demokracji. Rosnąca świadomość własnej siły i znaczenia obywateli zrzeszonych w wirtualnej sieci nadaje tej demokracji nowy sens.

O losie premiera Erdoğana zadecyduje jego miasto - karierę polityczną rozpoczął jako burmistrz Stambułu i to wybory włodarza miasta nad Bosforem pokażą prawdziwe poparcie AKP. Wybór między Kadirem Topbaşem a Mustafą Sarıgülem nie jest aż tak istotny, jak wybór między Recepem Tayyipem Erdoğanem i jego wizją sprawowania władzy, a opozycją wobec prawicowego radykała.

Niedzielne wybory to pierwsze głosowanie od czasu protestów, które wybuchły w czerwcu zeszłego roku, oraz skandali korupcyjnych, które obnażyły degenerację rządzących.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".