Priorytety
    edukacja29 · ministerstwo edukacji2 · Kluzik Rostkowska17
2013-11-28
W środę 20 listopada na czele Ministerstwa Edukacji Narodowej stanęła Joanna Kluzik- Rostkowska. Matka trójki dzieci, każde na innym etapie edukacji szkolnej. Nowa minister ogłosiła, że będzie kontynuowała reformę edukacji i pośle sześciolatki do szkół. Czy Pani Minister ma rację? Poniżej zapis z moich obserwacji życia szkolnego klas młodszych.

Szkoła podstawowa, foto: Wikimedia Commons, Anaraga, CC

Obowiązek szkolny, któremu obecnie podlega moje dziecko, spowodował, że od kilku lat na bieżąco przyglądam się życiu w podstawówkach. Co roku na początku września do klas pierwszych idą sześcio- i siedmiolatki. Różnica w wyglądzie i zachowaniu tych dwóch grup wiekowych jest spora. Sześciolatki są spokojniejsze, cichsze, bardziej skupione na nauczycielce. Siedmiolatki za to są śmielsze, większe i bardziej skore do dokazywania.

Uczeń - to brzmi dumnie

6-ciolatki wyrwane spod skrzydeł rodziców, babć i opiekunek bardzo szybko uczą się nowych zwyczajów, rytuałów. Już w listopadzie, czyli po dwóch miesiącach nauki w szkole, są bardzo samodzielne. Wiedzą gdzie jest ich klasa, a gdzie jest toaleta. Znają nazwisko nauczyciela. W drugim semestrze większość dzieci samodzielnie i swobodnie porusza się po szkole. Proces adaptacji emocjonalnej, psychicznej do nowych warunków przebiega u nich zdecydowanie szybciej. Dzieci nawiązują nowe przyjaźnie. Wyraźne postawienie granic przez nauczycieli przy jednoczesnym zrozumieniu dla potrzeb dzieci pomaga im znaleźć się w nowej sytuacji. A że czasem nauczyciel podniesie głos? Cóż, opanowanie rozbawionej grupy wymaga czasem użycia mocniejszych środków. Wie to każdy, kto opiekował się więcej niż trójką, czwórką dzieci jednocześnie.

Mam 6 lat i co z tego wynika

Faktem jest, że współczesne 6-ciolatki są mniej samodzielne niż pokolenie ich rodziców. Obecnie mniej wymaga się od dzieci niż choćby w latach 80-tych, czy nawet 90-tych XX w. W czasach mojego dzieciństwa wszyscy musieliśmy umieć wiązać sznurowadła – butów na rzepy po prostu nie było. Dziś dość często zdarza się, że dzieci zdrowe mają z tym problem. Brak komputerów i kanałów z kolorową telewizją dziecięcą powodował, że woleliśmy czas wolny spędzać na podwórkowym trzepaku, bawiąc się w wojnę lub podchody. Dzięki dodatkowej dawce ruchu łatwiej nam było skupić się na lekcjach. Szybciej uczyliśmy się pisać i czytać. Byliśmy ze sobą bardziej zżyci.

Komputer kontra

Dostęp do współczesnych środków komunikacji komputerów, komórek, telewizji odbiera dzieciom dzieciństwo. Dzieci w wieku lat dziesięciu czy jedenastu są bardziej dojrzałe, a wręcz stare. Wpływa to też negatywnie na ich rozwój intelektualny. Poziom kreskówek, czy seriali prezentowanych na kanałach dziecięcych bywa żenująco niski. Sitcomy dla dzieci pełne są slapstickowych, głupkowatych gagów. Bohaterowie tych komedii często są próżni i głupi. Oszukują dorosłych, ośmieszają uczciwych i pracowitych kolegów. I prawie nigdy nie ponoszą konsekwencji swojego zachowania. A jeśli już , to towarzyszą temu salwy śmiechu z widowni. Na takich bohaterach wzorują się współczesne dzieci.

Z drugiej zaś strony dzieci od bardzo wczesnego, niemalże prenatalnego okresu swojego życia spotykają się z mnóstwem bodźców, z którymi poprzednie pokolenia nie miały do czynienia. Często jestem zaskoczona tym, że rówieśnicy mojego dziecka o niebo lepiej posługują się komórkami. Korzystają z funkcji, o istnieniu których nie miałam pojęcia. Dla nich wszystko jest łatwiejsze i prostsze, a świat składa się tylko z rzeczy przyjemnych bądź niemiłych. Jeszcze nie nauczyły się, że w życiu wszystko ma różne odcienie szarości.

Gdzie ci rodzice? Orły, sokoły, herosy?

Niektórzy z nas mogli mieć słabszy kontakt z zapracowanymi rodzicami, ale nie byliśmy całkowicie wyalienowani ze społeczeństwa. Ich rolę do pewnego stopnia przejmowali inni dorośli, którzy nie bali się ostrzej reagować na złe zachowanie obcym dzieciom na ulicy. Dziś omijamy dużym łukiem wrzeszczące dzieciaki. Rzadko kto zwraca uwagę na ulicy klnącym nastolatkom. Wychowywanie i naukę podstawowych umiejętności społecznych dzieci częściej pobierają z telewizji niż od rodziców.

Kiedy brakuje w domu zasad, a dziecku nie są stawiane żadne wymagania, wtedy zaczynają się problemy wychowawcze w szkole. Dziecko nie chce uczestniczyć w zajęciach, bywa bardzo niegrzeczne wobec nauczycieli. A w domu nie chce odrabiać lekcji. W takiej sytuacji wielu rodziców zrzuca winę na szkołę, twierdząc, że dzieci mają za dużo zdawane do domu. Nauka polega na powtarzaniu wiedzy wyniesionej z lekcji. Nie każde dziecko ma pamięć absolutną i zapamiętuje wszystkie informacje przekazywane przez nauczyciela.

Nigdy nie patrzyłam na zegarek ile czasu zajmuje mnie, czy mojemu partnerowi odrabianie lekcji z naszym dzieckiem. Bywa, że lekcje odrabia 50 minut. Pierwsze 20 minut poświęca na awanturę, że lekcje są głupie, a następne 30 zajmuje mu ich odrobienie. Jedna moja znajoma powiedziała mi kiedyś, że mam szczęście, bo mogę dziecku poświęcić więcej czasu i odrobić z nim lekcje. Jej koleżanki wracają po pracy do domu i nim ten dom ogarną, nim zrobią kolację, to już im nie starcza czasu dla dzieci. Zdziwiła mnie ta wypowiedź niezmiernie. Przecież dziecko może odrabiać lekcje w kuchni, w czasie gdy mama przygotowuje kolację. Obowiązki domowe można podzielić między domowników. Dzieciom i mężowi tylko na zdrowie to wyjdzie. Dzieciństwo to czas, w którym młodzi ludzie uczą się by być samodzielnymi w życiu dorosłym.

Po pierwsze: Priorytety

Przez ostatnie 25 lat nastąpiła radykalna zmiana priorytetów w rodzinach. Za czasów mojego dzieciństwa rodzice chwalili się osiągnięciami szkolnymi swoich dzieci. Po powrocie z pracy sprawdzali zeszyty, czy lekcje były odrobione. Wykształcenie było w cenie. W chwili obecnej wykształcenie się zdewaluowało. Wielu młodych ludzi idzie na studia, aby opóźnić swój start w dorosłość. Dzieciom nie poświęca się tak dużo uwagi jak kiedyś. Wielu rodziców wychodzi z założenia, że czas na naukę jest tylko na zajęciach lekcyjnych w szkole. Podnoszą larum, że dzieci są przeciążone nauką. A ja się pytam jaką nauką te dzieci są przeciążone? W latach 80-tych uczeń klasy drugiej po pierwszym semestrze musiał znać całą tabliczkę mnożenia do 100. Poziom wymagań wobec ucznia jest tak niski, że tabliczkę mnożenia poznają dopiero dzieci w trzeciej klasie.

Ostatnio usłyszałam bardzo miły komplement od jednej z nauczycielek mojego dziecka. Stwierdziła ona, że widzi po postępach w nauce, że pracujemy z nim w domu. Bardzo mnie tym zaskoczyła. Wydawało mi się, że wspólne odrabianie lekcji jest normą. Bo dla mnie priorytetem jest moje dziecko.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".