„BIEDNY” ROLNIK
W tą scenerię idealnie wkomponowuje się Polskie Stronnictwo Ludowe. Partia, której prezes zamiast o nepotyzmie woli mówić o „wspieraniu rodziny”, a że z publicznej kasy, nieważne. Kiedy ktoś tylko śmiał zakwestionować sens wydawania 17 mld zł w 2009 roku na KRUS [czyli prawie tyle co planowany deficyt budżetowy], chłopska duma nie wytrzymała i posypały się gromy. Za szczyt bezczelności posłowie PSL-u uznali próbę sugerowania, że rolnicy żyją na koszt innych. PSL-owi również nie spodobały się oficjalne statystyki GUS-u, wg których rolnikom wcale nie powodzi się tak źle, na tle reszty społeczeństw: „Najwyższy przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na gospodarstwo domowe w 2007 roku osiągnęły gospodarstwa pracujących na własny rachunek – ok. 4177 zł. W gospodarstwach rolników wyniósł on ok. 3682 zł, pracowników ok. 3070 zł, emerytów ok. 1936 zł. Najniższym dochodem rozporządzały gospodarstwa rencistów – ok. 1472 zł".
Nie zrażony tymi atakami, Business Center Club zaskarżył te przepisy do Trybunału Konstytucyjnego. A w sprawie KRUS uderza tak naprawdę najbardziej irracjonalność argumentacji rolników. 20 lat po transformacji ustrojowej, nadal politycy próbują wyłączyć rolnictwo spod reguł gospodarki rynkowej. A argumentów dla takiej polityki jest coraz mniej. CAP, który pożera 40% środków z budżetu UE, sprawił, że polscy rolnicy przez 5 lat członkostwa dostali 40 mld zł. Efekty widać jak na dłoni - przeciętny dochód rolników wzrósł od 2004 roku o 78,5% [w tym samym czasie przeciętny dochód polskiej rodziny tylko o 36,5%]. Wydaje się, że obecnie nic nie usprawiedliwia faktu, że całe społeczeństwo – również nie najbogatsze – od lat zrzuca się na rolników.
CZY ISTNIEJE ZA TANIA ŻYWNOŚĆ?
A ludowcy nie uważają, żeby w pobieraniu takich przywilejów było coś wstydliwego. Mało tego, opowiadają się za dalszym dotowaniem rolnictwa (sic!). W zeszłym roku Komisja Europejska zawiesiła pobieranie ceł na import zbóż. Minister Sawicki, działając interesie rolników, bo nie konsumentów, wystosował do KE list, w którym domaga się przywrócenia ceł - „Ostatnio stwierdzono zwiększony import zbóż z krajów trzecich, po zaniżonej cenie. Dla naszych producentów spadek poziomu zbiorów połączony z redukcją cen oznacza zmniejszenie przychodów osiąganych z produkcji”.
Chyba tylko rolnik wie, czym jest „zaniżona cena”, bo ja jako konsument nie przyswajam takich pojęć. Tak samo nie rozumiem oporu przeciwko hipermarketom, które Polacy sami wybierają, co tak złości ich konkurencję, która z oczywistych względów [niższe koszty transportu] nie jest wstanie konkurować z nimi cenowo. Jednak dla mnie nie ma czegoś takiego jak „za tania żywność” i – w przeciwieństwie do posła Kłopotka – jest mi to obojętne czy będą spożywał produkty pochodzenia polskiego. Jeżeli ktoś z odległego, biednego kraju potrafi wyprodukować produkty takiej samej jakości i jeszcze je tutaj przytransportować przez pół świata i sprzedać po niższej cenie, to tylko pogratulować. A jeśli jakość tych produktów będzie niższa, to Polacy chętnie zapłacą za świeże i polskie produkty. Wystarczy im dać tylko wybór.
Niestety rolnicy i ich przedstawiciele w parlamencie nie zdają egzaminu z kryzysu. Kurczowo bronią się swoich przywilejów, bez względu na koszty dla reszty społeczeństwa. A te są znaczne. Z danych opublikowanych przez GUS, oprócz wzrostu PKB na poziomie 0,8% w I kwartale tego roku, można wyczytać wiele innych informacji, które powinny dać do myślenia rolnikom o sytuacji innych obywateli.
Otóż np. prawie 80% bezrobotnych nie ma prawa do zasiłku [a do tego większość bezrobotnych, wbrew obiegowej opinii, nie mieszka na wsi]. Gdyby tego było mało, w ostatnim roku najszybciej drożały artykuły spożywcze - „Największy wpływ na dynamikę cen w tej grupie miały podwyżki cen warzyw (o 15,2%) oraz mięsa (o 11,2%). Znacznie podrożał ryż (o 27,3%) oraz cukier (o 27,2%). Wzrosły również ceny m.in. ryb (o 7,5%), tłuszczów roślinnych (o 5,4%) oraz pieczywa (o 4,9%)”.
STREFA WOLNA OD „GMO”
Czy z tych danych polska wieś, ludowcy albo rząd będą potrafili wyciągnąć jakieś wnioski? Wydaje się, że nie. Poseł Kłopotek bez zażenowania mówi, że „lepsza bułka droższa, ale polska”. Premier Tusk na zjeździe sołtysów obiecywał, że zrobi wszystko, żeby „nikt nie poczynił zamachu na wspólną politykę rolną”. Prezydent Lech Kaczyński jeszcze dobitniej stwierdził podczas spotkania z mleczarzami, że: „podstawowym zadaniem naszego kraju jest kontynuacja wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej”.
Ponadto politycy PO wreszcie spełnili swoją obietnicę wyborczą, polegającą na uczynieniu z naszego kraju „strefy wolnej od GMO”. Udało się im w ten sposób stworzyć istnie kuriozalny akt prawny, który zakłada zdławienie farm produkujących żywność modyfikowaną [która np. w Indiach uratowała setki milionów ludzi od śmierci głodowej] nakładając na jej producentów niemożliwe do spełnienia restrykcje prawne. Ponadto dając możliwość państwu, odebrania licencji: „gdyby udowodniono szkodliwość, takich upraw”(sic!). W takim razie, skoro jeszcze nie udowodniono, to dlaczego te ograniczenia? Albo inaczej, w czyim interesie?
W Polsce jak widać, wszyscy troszczą się o rolników. Żeby nie musieli płacić za dużych składek na ubezpieczenie i żeby mieli coraz większe dopłaty do swojej działalności. Rolnicy są wyjątkową grupą. Żaden normalny przedsiębiorca nawet nie pomyślałby, żeby protestować przeciwko temu, że ktoś nie chce kupować jego produktu za cenę, która go satysfakcjonuje. A rolnicze protesty, odnośnie „ceny skupu” ich produktów rolnych, są na porządku dziennym. Nawet już nikogo nie dziwi, że w XXI wieku, w gospodarce wolnorynkowej jakaś grupa społeczna domaga się minimalnych cen sprzedaży. Co zaskakujące, nie dziwi nawet konsumentów.
Komentarzy: 1Mateusz
5 czerwca 2009 (19:29)
Stek bzdur, porównajcie sobie ceny nawozów przed wprowadzeniem dopłat i po, odpowiedź jest taka że środki niezbędne do produkcji rolniczej podrożały o 100%. Na dopłatach nie zyskuje tylko rolnik, ale cały biznes około-rolniczy, z producentami traktorów włącznie. Widać że autor niezbyt zorientowany w temacie. Cena jednego kilograma mięsa wieprzowego to ok 4,00zł, po takiej cenie rolnik sprzedaje trzodę chlewną- a teraz porównajcie sobie cene jednego kilograma kiełbasy w której jest góra 30-40% mięsa... I co ? Kto tu kręci lody ? Największe przebicie ma branża przetwórstwa żywności, tam są największe kokosy.
Coroczne rozliczenie PIT to dobry moment, by zastanowić się ile kosztuje nas polskie państwo.


Start


