Prof. Góralczyk - Chiny spowolnione czy zakręcone?
    chińska gospodarka35 · Chiny152 · yuan5 · dane makroekonomiczne28
2012-03-13
Doroczna sesja chińskiego parlamentu, ostatnia pod kierunkiem „czwartej generacji przywódców” (Hu Jintao, Wen Jiabao, za rok będą już ich następcy - Xi Jinping i Li Keqiang), wywołało spore echo na świecie. Przez media zachodnie przewinęło się przesłanie: Chiny gospodarczo spowalniają. Dotarło ono i na te łamy. A naprawdę - o co chodzi?

Chiny, przemawia Hu Jintao, foto Michał Lubina

Nie ta dzwonnica, nie ten dzwon

Chiński gospodarczy walec opisał niedawno w specjalnym raporcie Bank Światowy. Nie tylko odnotował blisko 10-procentowy wzrost gospodarczy w skali rocznej w minionych trzech dekadach, ale też wyeksponował, iż strefa biedy w Państwie Środka ograniczyła się z 65 do 10 proc. społeczeństwa, a więc z nędzy wyciągnięto w tym czasie pół miliarda ludzi. Co więcej, Chiny wraz z innymi dynamicznymi „wschodzącymi rynkami” dają teraz światu, po kryzysie z 2008 r., aż 2/3 całego globalnego wzrostu PKB. Innymi słowy, Chiny jako jedno z nielicznych państw na globie wypełniają milenijne cele rozwojowe ONZ, mówiące o redukcji biedy i podwyższaniu jakości życia, a równocześnie pozostają kluczowym ogniwem całej zglobalizowanej gospodarki świata. Toteż, gdy teraz ogłaszają, że ich planowany w 2012 r. wzrost PKB wyniesie 7,5 proc., zachodnie media zaczęły bić na alarm.

chińscy przywódcy zrozumieli już kilka podstawowych prawd. Kraj stał się światową gospodarczą (i finansową) potęgą. Coraz więcej od Chin zależy. Wkrótce mogą być nawet gospodarczym liderem. Jako taki, muszą ponosić większą odpowiedzialność - i to już nie tylko za swoje losy, jak było dotąd w okresie reform i otwarcia na świat lecz za losy stanowiącej naczynia połączone gospodarki światowej.

To nie jest jednak spowolnienie spowodowane trudnościami na obcych rynkach, lecz cześć strategicznego pakietu, jaki będzie musiała wprowadzić w życie i tym samym doprowadzić dzieło do końca „piąta generacja przywódców”, która najpewniej będzie rządziła w okresie 2012-2022, a więc wtedy, gdy - zdaniem większości analityków - mimo obecnego spowolnienia Chiny i tak wyprzedzą USA i staną się główną gospodarką świata.

Po 2008 r. chińscy przywódcy zrozumieli już kilka podstawowych prawd. Kraj stał się światową gospodarczą (i finansową) potęgą. Coraz więcej od Chin zależy. Wkrótce mogą być nawet gospodarczym liderem. Jako taki, muszą ponosić większą odpowiedzialność - i to już nie tylko za swoje losy, jak było dotąd w okresie reform i otwarcia na świat (gaige, kiafang), czyli do 1978 r., lecz za losy stanowiącej naczynia połączone gospodarki światowej. Jaki procent tej odpowiedzialności wziąć na siebie, to jedna z najbardziej fascynujących dyskusji toczonych się teraz w chińskich ośrodkach władzy, centrach badawczych i akademickich, a także w mediach i chińskojęzycznym Internecie. Zgody na ten temat najwyraźniej nie ma, ale już sam fakt podjęcia takiej tematyki świadczy, iż elity Państwa Środka coraz bardziej uświadamiają sobie, iż ciąży na nich coś więcej niż tylko brzemię odpowiedzialności za rozwój Chin, czym zajmowały się przez ostatnie trzy dekady.

Jak ma wyglądać nowy lider?

Kryzys w 2008 r., który Chiny dotąd omijał, a przy okazji jeszcze wzmocnił ich rolę światowego gospodarczego lidera, z jednej strony wyraźnie podniósł poziom chińskiej asertywności, ale z drugiej uświadomił im, że nawet tak wielki kolos nie może toczyć się sam, jest uzależniony od światowych rynków i procesów na nich zachodzących. Tamtejsi ekonomiści zrozumieli to szybko. Chiny jako pierwsze, już w listopadzie 2008 r., a więc w niespełna w dwa miesiące po upadku Lehman Brothers, wprowadziły „pakiet stymulacyjny” o niebagatelnej wysokości 4 bilionów yuanów (ok. 586 mld dolarów). To był początek zmiany strategii, która właśnie teraz w pełnym tempie ma być implementowana.

Polecamy: 60 lat minęło… Chińskiej Republiki Ludowej

Obawiając się dalszych wstrząsów i fluktuacji na obcych rynkach, a równocześnie uwzględniając zmiany, jakie dokonały się na ich rynku wewnętrznym w trzech dekadach reform, Chiny postanowiły - jak zwykle gradualnie, stopniowo - zmienić całą filozofię reform oraz model rozwojowy. W latach 1978-2008, bez względu na zasadnicze często zmiany stosowanych metod w poszczególnych dekadach (lata 80. - reformy komunizmu; lata 90. wejście w globalizację i budowa kapitalizmu państwowego; pierwsza dekada wieku XXI - koncepcja „harmonijnego społeczeństwa”), ten model opierał się na dwóch podstawowych filarach: nieograniczonych wprost rezerwach taniej siły roboczej oraz za wszelką cenę eksporcie. Teraz i świat się zmienił, i Chiny się zmieniły. Dalej już takiego modelu nie można było utrzymać, bo w samych Chinach groził społecznym wybuchem, a w świecie zewnętrznym, głównie na Zachodzie, coraz bardziej zaniepokojonym chińską ekspansją, mógł rodzić wręcz ostracyzm (wystarczy zajrzeć do wydanej i u nas książki dwóch francuskich autorów, „Chiny światowym hegemonem? Imperializm ekonomiczny Państwa Środka”).

Co proponuje się w zamian? Po pierwsze, powrót do chińskiej tradycji i źródeł tamtejszej cywilizacji (konfucjanizmu). Stąd hasła mówiące o budowie „harmonijnego społeczeństwa” czy „renesansie chińskiej nacji”. Tłumacząc to inaczej, Chiny raz jeszcze dają do zrozumienia, że ponownie pójdą własną drogą, nie będą oglądały się na rady i sugestie płynące z zewnątrz, choć oczywiście chętnie ich wysłuchają, a gdy uznają za słuszne z punktu widzenia ich interesów, naturalnie zastosują także u siebie.

Polecamy: 30 lat chińskiej transformacji – próba syntezy

Jak ta ich nowa własna i odrębna ścieżka ma wyglądać? O to też oczywiście toczą się tam teraz zacięte spory, ale zarysy nowego modelu już się wyłoniły. Przede wszystkim postanowiono, że bogate ma być nie tylko państwo, o co dotychczas zaciekle walczono, ale także jego poszczególni obywatele. Na wspomnianej na wstępie sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL) - parlamentu z dumą podkreślono, że w 2011 r. dochody per capita mieszkańców chińskich miast wyniosły 21 810 juanów a na wsiach 6 977 juanów, co stanowiło odpowiednio wzrost o 8,4 i 11,4 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Równocześnie stale i konsekwentnie odbudowuje się, zniszczoną niemal doszczętnie w liberalnych latach 90., gdy Chiny walczyły o swoje miejsce na zglobalizowanych rynkach, sieć świadczeń socjalnych. Na sesji OZPL podano też, że w 2011 r. już 289 mln osób w miastach i 326 mln na wsiach było objętych podstawową emeryturą, 473 mln osób objęto podstawowym ubezpieczeniem medycznym, aż 177 mln osób otrzymało renty robotnicze, a 143 mln rekompensaty z powodu braku zatrudnienia (zasiłki dla bezrobotnych). Ubezpieczono też 139 mln matek z dziećmi. Nie są to być może jeszcze liczby imponujące, podobnie jak gwarantowane beneficjentom sumy, ale i tak robią wrażenie; szczególnie w zestawieniu z faktem, iż przed kilku laty mieszkańcy państwa mogli jedynie o takich rozwiązaniach marzyć.

Nowy model na horyzoncie

Naturalnie, powrót do idei państwa socjalnego, nawet jeśli w ograniczonym zakresie, jest kosztowny dla budżetu. I to jest jedna przyczyna obecnego chińskiego spowolnienia. Ale jest jeszcze druga, znacznie poważniejsza. Otóż począwszy od pakietu z listopada 2008 r. władze w Pekinie, a w ślad za nimi, choć nie bez oporów, władze regionalne, zaczęły odchodzić do koncepcji „eksport nade wszystko”, na rzecz budowy i szybkiej rozbudowy rynku wewnętrznego. W oficjalnych dokumentach, które również przewinęły się trakcie tej ostatniej sesji OZPL, mówi się już jednoznacznie, że w najbliższej przyszłości chiński model rozwojowy ma opierać się na: (1) silnym rynku wewnętrznym, opartym o na znacznie wyższej niż dotychczas sile nabywczej poszczególnych obywateli; (2) własnych markach (Lenovo, Huawei, Heier, ZTE, to pierwsze przykłady z długiej listy); (3) innowacyjności (w obecnej pięciolatce środki na badania i rozwój mają przekroczyć 2 proc. PKB); (4) rozbudowie sieci świadczeń socjalnych; (5) utrzymaniu kontroli państwa nad kursem yuana, jako jednym z kluczowych narzędzi sterowania wewnętrznym wzrostem i rozwojem, przy równoczesnym coraz szerszym podporządkowaniem yuana siłom rynkowym, co musi być osiągnięte, jeśli ma on odgrywać rolę kolejnej, ważnej waluty światowej (a w założeniach chińskich władz, dokładnie tak ma być).

To są powody, dlaczego chiński wzrost nieco spowalnia. To nie perturbacje na rynkach światowych, nie trudności z racji konsekwencji światowego kryzysu (chociaż prezes Banku Centralnego Zhou Xiaochuan poskarżył się na sesji OZPL na „negatywne konsekwencje dla Chin”, płynące z kryzysu w strefie euro), lecz taki a nie innym zamysł dalszej modernizacji państwa i innego niż dotychczas lokowania środków budżetowych stoi za tą zmianą.

Co z tego wszystkiego wyniknie, trudno jeszcze dzisiaj powiedzieć. Azjatycki Bank Rozwoju w specjalnym raporcie „Azja 2050” w jesieni ub. r. ostrzega Chiny, by nie popadły w „pułapkę klasy średniej”, tzn. nie spoczęły na laurach w chwili, gdy tamtejsza klasa średnia, teraz szacowana już na niespełna 300 mln osób, spocznie na laurach i przestanie tak jak dotychczas, intensywnie pracować. Z kolei Bank Światowy, we wspomnianym wcześniej raporcie z lutego tego roku „Chiny 2030” wróży im świetlaną przyszłość, włącznie z rolą pierwszej gospodarki świata, jednakże pod pewnymi warunkami. Wymieniono w raporcie sześć podstawowych, m.in. wzmocnienie sektora prywatnego i innowacyjności, właściwe odpowiedzi na niebywałe wyzwania ekologiczne i rosnące klimatyczne, zabezpieczenie bezpieczeństwa socjalnego obywateli, no i wreszcie „przejrzysty i wiarogodny” system fiskalny i bankowy.

A gdzie reformy polityczne?

Jak widać, część z tych zaleceń jest już spełniana. Inne, jak te dotyczące odpowiedniego ułożenia siły państwa i sektora prywatnego, są przedmiotem kolejnych, ożywionych debat, choć widać, że z nadrzędnej roli państwa nadal nikt nie chce zrezygnować. A tymczasem to państwo, choć zmienia model gospodarczy, nadal utrzymuje przestarzały i nieadekwatny do współczesnych wyzwań model polityczny, ciągle jeszcze oparty na „czterech podstawowych zasadach” Deng Xiaopinga z końca lata 70., nakazujących Chinom: (1) kroczenie drogą socjalizmu, (2) poddanie się dyktaturze, (3) kierowniczą rolę Chińskiej Partii Komunistycznej oraz (4) trzymanie się idei Mao Zedonga, wspartych przez pragmatyczne koncepcje Deng Xiaopinga. Co z tym zrobi „piąta generacja przywódców”? - oto jest pytanie!

Bo nie ma raczej wątpliwości, że klasyczny technokrata, legitymujący się doktoratami z gospodarki i zarządzania Li Keqiang, który od marca przyszłego roku ma być nowym premierem, będzie uparcie prowadził dalsze reformy gospodarcze. A kto ma przeprowadzić, też niezbędne, reformy polityczne? Bez których przecież Chiny nie staną się światowym liderem, co im się teraz, szczególnie po 2008 r., wyraźnie marzy i o czym coraz częściej - przynajmniej na arenie wewnętrznej - zaczynają mówić? I to jest właściwe teraz pytanie, a nie sztuczny medialny szum wokół „chińskiego spowolnienia”. Albowiem obecne realia każą nam raczej powiedzieć, iż patrząc w przyszłość Chiny raz jeszcze przyspieszyły, a przy okazji mocno zakręciły, ale nie spowolniły - jeśli nawet odbywa się to kosztem mniejszego niż dotąd wzrostu gospodarczego.

Autor - politolog i sinolog, b. ambasador w Azji, profesor w Centrum Europejskim UW, red. naczelny Rocznika „Azja-Pacyfik”.




Komentarzy: 8

AndrzejK
19 marca 2012 (13:09)
mam problem z ym tekstem....
jednak wszystkie dane wskazują na nie recesję...ale jednak stagnację gospodarki. Niby tutaj profesor pisze, żeto zamierzony plan, ale....czy jest ktoś na świecie, kto mógłby kontrolować takie procesy? Zwalniamy bo chcemy wzmocnić rynek wewn.? Nie za bardzo mi się chce wierzyć. Jest odwrotnie...wpadli w dołek, wiedzą dlaczego...szukają dywersyfikacji....a nie szukają dywersyfikacji to wpadli specjalnie w dołek.

Kospi
22 marca 2012 (11:17)
o ile można zgodzić się co do efektu (czyli do jednak schłodzenia gospodarki)
to jednak przyczyna jest zupełnie inna. Słusznie prof. prawi o tym co działo się w 2008 i 2009 roku. Olbrzymia kasa dotowała gospodarkę. Tak to było ponad 0,5 biliona dolarów. Suma niewyobrażalna...ale czy szokująca? (USA i UE wydały, wypuściły więcej). Te 500 miliardów szło w rynek wewnetrzny, dotowało gospodarkę, utrzymywało ją przy życiu (duży wzrost PKB). Ale gdyby tego państwowego zastrzyku nie bylo? To było 1/3 PKB Chin w tym, okresie. Jaki wzrost gospodarczy byłby wówczas w latach 2008-2011? Niewiele ponad 6, a to przy inflacji i ogromie Chin oznaczałoby katastrfoę dla tego kraju. (Wyczuwalny wzrost gospodarczy dla wielu krajów jest różny, dla Chin przyjmuje się coś w okolicach 6,5-7,2% PKB, u nas np. powyżej 4,3, w USA powyżej 2,8pkb. A to że chcą zmienić model? słusznie, tylko to nie przyczyna stagnacji (nazwijmy to gorszych wyników), a skutek tych gorszych wyników makro. Ceny mieszkań faktycznie spadły o 40-50% w ost. 2 latach. Całe miasta stoją puste. Jets bardzo dużo sygnałów wzrostu wynagrodzeń, skokowych, jednocześnie eksport leci im, pojawia się deficyt handlowy 2 raz z rzedu. Nie jest tam dobrze, (jak na chińskie warunki)...zgadzam się co do skoku cywilizacyjnego Chin, jest olbrzymi.

Borys
22 marca 2012 (13:28)
wystarczy spojrzeć na wskaźniki wyprzedzające PMI
dodać do tego ceny surowców, plus dane z rynku nieruchomości w CHRL i widać, że coś tam sie dzieje. Profesor pisze od strony polityki, zmian w polityce. Obawiam się, że w okresie stagnacji, załamania gospodarczego, niewiele się Hun Jibiao pomylił mówiąc, że to może mieć skutki równe Wielkiej Rewolucji.

Jankiel
25 marca 2012 (22:05)
niesamowita znajomość ludzi władzy w Chinach
Brawo Panie profesorze.

Tato
26 marca 2012 (23:27)
wydaje się, że niepojęty marsz Chin w górę od 30 lat
musi się kiedyś skończyć...ale jak widać nie ma na to szans. Osobiście jestem wstanie sobie wyobrazić, że programowo planują spowolnić gospodarkę, by przesunąć jej ciężar na popyt krajowy. Pytanie czy im się to uda. Świat nie będzie patrzył bezczynnie jak Chiny sobie ustawiają klocki przy tanim yuanie....niech go uwolnią, pomocują się ze spekulantami, jak im pójdzie w górę w rok/dwa o 30-40%, to szybko wrócą do gosp. kierowanej centralnie.

Adam
27 marca 2012 (13:08)
zobaczymy kto ma rację
autor ma olbrzymią wiedzę na temat Chin, Azji Południowej, wie co tam kaman. Zresztą nawet w wielu amerykańskich instytucjach finansowych jest spór i to zażarty, czy Chiny zwalniają czy to odgórne schładzanie.

Bonzo
1 kwietnia 2012 (16:56)
ano właśnie zobaczymy
ale kłótni i to potwierdzam, jest sporo w firmach finansowych. Nie wiedzą co pisać...i chyba przez to nic nie piszą. Nawet finansowe olbrzymy nabrały wody w usta

BiałyKołnierzyk
2 kwietnia 2012 (11:40)
Pytanie właściwie postawione brzmi
czy Chiny są wstanie utrzymać słabego yuana, w sytuacji "wygaszania" jak na chińskie warunki eksportu, a podnoszenia roli popytu wewnętrznego. Raz bez mocniejszego yuana niewiele da się zrobić mając slabego yuana (można podnosić sztucznie pensje, ale inflacja uderzy na mur beton)...z popytem, a mocniejszy yuan jeszcze mocniej wygasi eksport a to ograniczy liczbę miejsc pracy. Nie trzyma mi się to kupy. Nie piszę nawet o spekulantach z całego świata, którzy chętnie by spróbowali się z zapasach z uwolnionym yuanem.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Abekonomia przynosi efekty

Japończycy i gospodarka kraju Kwitnącej Wiśni ponownie wraca na tory wzrostu gospodarczego, co można zaobserwować od początku roku po odczytach danych dotyczących m.in. produktu krajowego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".