Prof. Góralczyk: Koreańska bomba, czyli teatr cieni
    Korea50 · polityka Chin30 · Pacyfik15 · Kim Dzong Un14
2013-02-20
Najpierw była, trzecia z kolei, próba nuklearna, a potem przyszyły bezprecedensowe groźby Pjongjangu skierowane do władz w Seulu, mówiące o „ostatecznym zniszczeniu”. Jest groźnie, bo karty rozdaje ostatni relikt czystego stalinizmu na globie, państwo totalitarne zamienione w komunistyczny reżim klanowy, a bawi się groźnymi zabawkami.

To północnokoreańska armia rządzi krajem, endthelie.com

Co z tego będzie i co z tego może wyniknąć? – zastanawiają się wszyscy. Zastanówmy się i my. Przypomnijmy, że z inicjatywy Pekinu, co ważne, w latach 2003-2005 odbyło się cztery rundy rokowań rozbrojeniowych w ramach tzw. rozmów sześciostronnych. Zerwano je po tym, gdy władze KRL-D zdecydowały się – w październiku 2006 r. – przeprowadzić pierwszą z nuklearnych prób. Udowodniły tym samym, że co inne negocjacje i dyplomacja, a co innego Realpolitik w ich rozumieniu.

Do dziś nic się nie zmieniło. Nadal jest tu sześciu aktorów, którzy mają coś do powiedzenia. Prześledźmy ich pozycje i role.

Rosja. Formalnie próby nuklearne potępia, jest za rozbrojeniem i denuklearyzacją Półwyspu Koreańskiego. Faktycznie jednak jest drugim, obok Chin, państwem najbardziej wspierającym północnokoreański reżim w sensie współpracy i wymiany gospodarczej (jest trzecim partnerem handlowym tego kraju, po Chinach i Korei Południowej). Skrywa jednak swe intencje i działania, bowiem ma świadomość, że medialnie jest na straconych pozycjach. Założyciel dynastii, Kim Ir-sen, był dzieckiem i wychowankiem KPZR, a będąca spadkobiercą ZSRR – Rosja ma w związku z Koreą Północną wiele na sumieniu. Z punktu widzenia Moskwy lepiej więc KRL-D nie popierać, choć swoje należy robić.

mamy na Północy Korei do czynienia z „komunizmem klanowym”, ale także nową ideologią o nazwie „songun”, czyli dominacji armii we wszystkich dziedzinach życia. Albowiem to ona – najliczniejsza armia świata w przeliczeniu ilości żołnierzy na głowę mieszkańca i piąta co do wielkości na globie – jest gwarantem przetrwania systemu

Japonia. W tej partii szachów, a może mahjonga, ma najwięcej do stracenia, obok Korei Południowej. Północnokoreańskie rakiety najszybciej mogą dotrzeć do jej terytorium i w nie mogą być wymierzone. Rząd Shinzo Abe, który właśnie powrócił do władzy, w kontekście ostatnich zachowań władz w Pjongjangu z jednej strony ma twardy orzech do zgryzienia, ale z drugiej – unikatową szansę. Japonia, jako jedyne państwo na globie, które skutków związanych z zasobami nuklearnymi doświadczyło (nie tylko Hiroshima i Nagasaki, ale też niedawna Fukushima) z natury rzeczy będzie najgłośniej przeciwna wszelkim dalszym eksperymentom z nią związanym. I to się dzieje. Oburzenie, jak też strach, Japończyków są autentyczne.

Tyle że Abe ma do czynienia z otwartym sporem z Chinami wokół wysp Senkaku/Diaoyudao, doszedł ponownie do władzy na platformie mocno nacjonalistycznej i stawia sobie za cel zmianę „pokojowego” art. 9 Konstytucji z 1946 r., a tym samym przekształcenia dotychczasowych Sił Samoobrony w prawdziwą armię z nazwy i uzbrojenia. To tymczasem wymaga nie tylko kwalifikowanej większości 2/3 w obu izbach parlamentu, ale też wygrania narodowego referendum. W tym sensie, taktycznie ostatnie zagrywki Pjongjangu obecnemu gabinetowi w Tokio służą, choć strategicznie i mentalnie wszelkim próbom nuklearnym Japonia jest i będzie przeciwna.

Więcej na temat koreańskiego konfliktu

USA. Utrzymują swoje kontyngenty wojskowe zarówno w Korei Południowej (28 tys.), jak w Japonii (47 tys.). Od jesieni 2011 r. zadeklarowały też strategiczny zwrot ku regionowi Azji i Pacyfiku. Pozostały też jedynym supermocarstwem wojskowym na globie, czego nikt nie kwestionuje (choć Chiny szybko się zbroją). W sensie wojskowym to USA mają nadal najwięcej do powiedzenia, o czym reżim północnokoreański wie – i stąd często Amerykanów werbalnie, ale też – jak widzimy – otwarcie prowokuje.

Czy jednak, mając odpowiednie potencjały i sojuszników (Korea Płd., Japonia), Stany Zjednoczone zdecydowałyby się na rozwiązanie siłowe na Półwyspie Koreańskim? Jest niemal pewne, że nie, szczególnie po Afganistanie i Iraku. A tu przecież chodzi jeszcze o przedmurze Chin, szybko rosnącego mocarstwa, i ich strefę bezpośrednich wpływów i interesów. Konflikt wokół KRL-D miałby niewyobrażalne wprost skutki, czego kalkulujące chłodno władze w Pjongjangu mają świadomość, toteż „grają swoje”. A Waszyngton ma tu jeśli nie spętane ręce, to na pewno ograniczone pole manewru.

Dr Nicolas Levi: Wojny na Półwyspie Koreańskim nie będzie

Korea Południowa. Najbardziej zainteresowana, bo przecież ciągle to jeden naród, choć podzielony, a zarazem – jak to w bratobójczych sporach – najbardziej zagrożona. Ona też, niestety, jest politycznie i strategicznie sparaliżowana, podobnie jak USA geopolitycznie. Władze w Seulu przed 20 laty rozważały nawet poważnie opcję zjednoczenia (pewnie siłowego, bo innych szans nie widać), w związku z połączeniem obu państw niemieckich. Tamtejsi eksperci przedstawili jednak kalkulacje, które przestraszyły decydentów co do wysokości kosztów. Uznano, z bólem i rozczarowaniem, że cena za zjednoczenie byłaby niestety zbyt wysoka i niosła ze sobą wprost nieprzewidywalne skutki, nie tylko koszty.

„Polityka słoneczna”, a więc aktywnego angażowania i dialogu prowadzona na przełomie ubiegłego i obecnego stulecia przez władze Seulu, która w czerwcu 2000 r. zaprowadziła nawet ówczesnego prezydenta Kim Dae-junga do Pjongjangu, też nie przyniosła spodziewanych skutków. Nie grają ani izolacjonizm, ani zaangażowanie. Południowej Korei i jej obywatelom nie pozostaje nic innego, jak moralny sprzeciw i symboliczne gesty. Za mocną retoryką niestety nie idzie siła i moc sprawcza, zdolna obalać reżimy.


na następnej stronie o roli Chin, o roli półwyspu koreańskiego w chińskiej polityce oraz o sytuacji w samej Korei Północnej.


Komentarzy: 2

Tomahawki są bezpieczne
8 marca 2013 (07:45)
a tam co raz bardziej gorąco
ciekawe czy ten gówniarz jest mniej przewidywalny i zrównoważony od poprzedników? Wygląda na pokerzystę i to cholernie zdeterminowanego a taki często przegrywa. Tutaj przegrana to pewnie życie kilku milionów ludzi. Nie wytrzyma, coś naciśnie, wyda rozkaz artylerii skierowanej na Seul i gotowe.

Broziu
8 marca 2013 (08:01)
młody podskakuje, a Chiny
cichutko ale jednak, się śmieją i szydzą z USA, Japonii, Korei Południowej....oni doskonale rozumieją że mają/mieli bat na te kraje. Piszę mają/mieli bo własnie nie wiem czy nowy szef Korei Północnej jak napisał Tomahawki (uff co za pseudo)....jest poczytalny czy nie.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".