Prosto z Irlandii - O służbie zdrowia
    służba zdrowia34 · Irlandia28 · emigracja zarobkowa14 · z życia wzięte67
2013-09-23
Dzisiaj opowiem Państwu o służbie zdrowia w Irlandii. Przyczynkiem do podjęcia tego tematu było wydarzenie z ubiegłego miesiąca, którego głównymi bohaterami byłem ja i HSE.

Stary szpital w Leterkenny ale wciąż działający, foto:Maciej Wysocki

Co to jest HSE? Już wyjaśniam - Health Services in Ireland / Służba zdrowia w Irlandii. Irlandia posiada publiczną służbę zdrowia finansowaną ze źródeł rządowych. Zarząd Służby Zdrowia (the Health Service Executive, HSE) jest organizacją państwową , której zadaniem jest zarządzanie całą publiczną służbą zdrowia w Irlandii.

HSE sprawuje nadzór nad:
- szpitalami,
- służbą zdrowia w ośrodkach lokalnych,
- opieką psychiatryczną,
- opieką nad osobami w podeszłym wieku,
- opieką nad osobami niepełnosprawnymi,
- opieką nad dziećmi i rodzinami,
- rejestracją wpisów stanu cywilnego: urodzin, zgonów i związków małżeńskich,
- przeprowadzaniem ceremonii zawarcia cywilnych związków małżeńskich,
- działalnością w zakresie zdrowia środowiskowego,
- oraz wachlarzem innych usług w zakresie opieki zdrowotnej i społecznej.

Dla zainteresowanych szczegółami wklejam link do strony w języku polskim.

Co zatem wydarzyło się owej środy, 21.08.2013 roku? Aby o tym opowiedzieć, muszę się cofnąć w czasie o mniej więcej półtora miesiąca (jak się później okazało - powinienem się cofnąć w czasie o trzy lata), kiedy to otrzymałem informację, że rzeczonej środy 21-ego mam się stawić w szpitalu, który mieści się w Letterkenny. Wizyta miała odbyć się w Dr Queen's Clinic. Otrzymałem rozbudowany opis jak trafić do tej kliniki, ale broń Boże ani słowa czym zajmuje się lekarz. Ja również nijak nie mogłem odgadnąć jakiej specjalności jest dr Queen, chociaż skojarzenia same pchały się do głowy.

Oczyma wyobraźni widziałem piękną doktor Queen w białej bluzce zapiętej pod szyję i spódnicy do samej ziemi, a w roli asystenta długowłosego przystojniaka - autochtona z łukiem na plecach i długim, ostrym niczym skalpel nożem za paskiem. Dodam tylko, że w okresie działalności długowłosej pani doktor jako znieczulenia używano whisky. Z tym tylko, że ja jakoś nie pasowałem do wizji tej wizyty. Już nawet, chcąc się wczuć w rolę, przeglądałem szafę z ciuchami, ale co wziąłem do ręki, to wszystko było oryginalne „made in China”. Taki los.

Na dwa dni przed datą wizyty dostałem telefon, że owszem - wizyta odbędzie się w uzgodnionym terminie lecz nie w szpitalu, który zalało, a w „ NowDoc”. NowDoc jest „zjawiskiem” podobnym do polskiej świątecznej pomocy lekarskiej. W ciągu dnia jest to normalna przychodnia zdrowia z lekarzami pierwszego kontaktu, a wieczorami i nocą zamienia się w punkt zbiorczy wszystkich zasmarkanych, zakatarzonych, kaszlących, z bólami uszu, brzuchów, obstrukcjami i innymi przypadłościami z całej gminy. Poważniejsze przypadki same się zgłaszają na pogotowie (emergency), o ile są w stanie tam dotrzeć o własnych siłach. Jeżeli nie, to czekają na przyjazd karetki pogotowia. Ewentualnie karawanu firmy pogrzebowej (to już skrajne przypadki, choć nieodosobnione) .

Na moje pytanie jakiej specjalności jest pan/pani Dr. Queen zapadła cisza po drugiej stronie druta.... a po chwili pytanie, czy zrozumiałem, że wizyta jest przeniesiona w miejscu, ale nie w czasie. No cóż, pozostało mi nasłać na nich moją tłumaczkę z nadzieją, że uda jej się dowiedzieć jakiej specjalności lekarz chce się ze mną widzieć. Nic z tego! 21.08 o 2 pm stawiliśmy się w wyznaczonym miejscu - ja i moja pani tłumacz. Do lekarzy chodzę bowiem z tłumaczem w trosce o swoje zdrowie i życie. Jakiekolwiek błędne zrozumienie przekazu informacji pomiędzy lekarzem a pacjentem może skończyć się tragicznie! A już na poważnie - gdy idę do lekarza z bólami żołądka, to nie chciałbym dostać nitrogliceryny pod język (sercowcy wiedzą o co chodzi).

Przy okazji zgłoszenia, że już przybyliśmy, spotkała nas mała niespodzianka ( z angielska suprise ). Okazało się, że moja wizyta u specjalisty od wątroby i żołądka (proszę na tę informację zwrócić szczególną uwagę i zapamiętać) została przeniesiona z października na koniec sierpnia - czyli przyspieszona! A to nie zdarza się często, o nie... Pani przy kontuarze z uśmiechem na ustach (Irlandczycy w 90 % przypadków uśmiechają się) poprosiła, abyśmy usiedli i rozpoczęli proces leczenia od cierpliwego czekania na swoją kolej. Tak też zrobiliśmy. Po 50 minutach wymiany informacji o tym, jak źle się dzieje w naszej „ukochanej” Polsce, jak się mają dzieci, mężowie, żony, znajomi i sąsiedzi zauważyłem, że do tej pory został przyjęty jeden pacjent. Po szybkim przemnożeniu ilości chętnych będących przed nami przez czas przeznaczony na obsługę jednego pacjenta wyszło mi, że będziemy przyjęci w godzinach pracy nocnej pomocy lekarskiej! Ja wiem, że Irlandczycy to naród spokojny, cierpliwy, któremu nigdy i nigdzie się nie śpieszy, a takie przedłużające się oczekiwania to tylko woda na młyn ich gadulstwa, ale to już była lekka przesada!

Pani tłumacz, w przeciwieństwie do mnie, posiadała ograniczoną ilość czasu. Chyba musiała zwolnić opiekunkę, czy też odebrać dzieci z przedszkola... Nieważne - istotne natomiast, że miała mało czasu. Po krótkiej naradzie poszliśmy dowiedzieć się, co to za lekarz chce mieć niewątpliwą przyjemność spotkania z moją nadgryzioną zębem czasu cielesnością. Pani poinformowała nas, że skierowanie do tegoż lekarza wysłał lekarz GP - teraz uwaga, główny punkt programu - 3 (słownie trzy) lata temu. No cóż moi drodzy, Państwowa Służba Zdrowia wszędzie działa tak samo. Co to jest jednak polskie 6 miesięcy?!

Ach, byłbym zapomniał. Parę zdań wcześniej poprosiłem o zwrócenie uwagi na pewną informację. Okazało się, że lekarz, do którego przyspieszono mi wizytę jest tej samej specjalności, co rzeczony pan/pani dr Queen. System komputerowy, który zarządza całą służbą zdrowia włącznie z aptekami, nie zadziałał. Można by rzec, że wszędzie pracują ludzie - z tym, że jedni lepiej, a drudzy gorzej. Taka nasza ludzka przypadłość. Jestem po wizycie u lekarza ( u tego, do którego przyspieszono mi wizytę ). Obsługa mojego „życia wewnętrznego” ruszyła już w lepszym tempie - gastroskopia za miesiąc. Ja w zasadzie nie narzekam na tutejszą służbę zdrowia. Być może wynika to z faktu, że tak jak Irlandczycy jestem wyznawcą kierunku filozoficzno-życiowego o wdzięcznej nazwie Tumiwisizm.

Teraz pominę swoją skromną osobę i podam trochę faktów. Wszelka odpłatność za usługi lekarskie jest uzależniona od dochodów. I tak ci, którzy są najniżej uposażeni (czyli bezrobotni, osoby pracujący na „jakąś tam część” etatu, rodziny wielodzietne, emeryci i renciści) posiadają tzw. medical card, która upoważnia do bezpłatnej opieki zdrowotnej i zakupu leków za 1.50 euro od sztuki, bez względu na ich rzeczywistą wartość.

W moim przypadku całomiesięczne leczenie kosztuje równowartość jednej godziny pracy, przy czym jest to najniższa stawka godzinowa, czyli 8.65 euro. Wszelkie placówki zdrowia i apteki są podłączone do wspólnego systemu komputerowego. Tutejszy lekarz nie ma zielonego pojęcia o cenach leków. Zwyczajnie drukuje (nie wypisuje ręczne) receptę i w żadnym wypadku nie zawraca sobie głowy jaką odpłatność za dany lek będzie musiał ponieść pacjent. Jego zadaniem jest zalecenie jak najskuteczniejszego leku - i na tym koniec. Opłata za dany lek, jaką musi ponieść pacjent jest przypisana (zgodnie z jego uposażeniem) w medical card. Kolejna ciekawostka dotyczy kobiet - na wizycie u ginekologa w zasadzie brak organoleptycznych badań! Kolejne - jeżeli pacjentka nie zgłasza jakichś zatrważających problemów, to może przejść przez całą ciążę bez choćby jednego badania!

Tak w każdym razie słyszałem. Nie mamy w tym temacie praktyki, bo dla nas za późno, a córka jeszcze się „miga”... Co by tu jeszcze?... A, np. ja podczas mojego dwutygodniowego pobytu w szpitalu przytyłem 2 kilogramy. Żarcia było nie do przejedzenia. Trzy główne posiłki, trzy przekąski, a na każde żądanie obsługa szykowała dodatkowe kanapki, szóstą kawę, soki, napoje, posiłek lub coś do picia dla odwiedzających itd. Osoby chore na nowotwory są pod szczególną opieką państwa! Jakiekolwiek podejrzenie choroby nowotworowej uruchamia procedury ratowania zagrożonego życia. I nie słuchajcie, gdy ktoś powie, że jest inaczej. Wiem, bo miałem okazję zapoznać się z tematem. Syn jednych z naszych przyjaciół został uratowany dzięki tym właśnie procedurom i ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze. I oby tak dalej!

Tym razem dołączę zdjęcia. W moim miasteczku, liczącym około 1950 dusz wg ostatniego spisu ludności, jest stary szpital, nowy szpital i pogotowie ratunkowe, którego siedziby z pewnością pozazdroszczą pracownicy np. Łódzkiego Pogotowia Ratunkowego (miasto Łódź ma ok. 900 000 mieszkańców). Polscy uchodźcy w zasadzie narzekają na tutejszą służbę zdrowia, ale jakoś nie wracają pod opiekuńcze skrzydła NFZ-tu. Jedyne znane mi przypadki wzajemnych relacji emigrant polski - lekarz polski w Polsce, dotyczą leczenia paszczo-szczęki i kontroli życia poczętego (ale to tylko przy okazji urlopu w Polsce tego ostatniego). Powtórzę - ja nie narzekam na HSE. Być może wynika to z mojego stosunku do otaczającej mnie rzeczywistości, a być może to wszystko działa zwyczajnie lepiej, aniżeli w kraju moich dziadów... jakkolwiek to zabrzmiało...

Będę się z Państwem żegnał słowami nieodżałowanego Profesora Mniemanologi Stosowanej, J.T. Stanisławskiego - „I to by było ….” itd. itp.

Kind Regards




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 1

Jason
24 września 2013 (23:13)
kolejki
A u nas bylo dluzsze czekanie na urologa. 3 lata na publiczna sluzbe zdrowia. prywatnie wizyta byla juz po 10 tygodniach. platna oczywiscie.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".