Przedwyborcze przemyślenia
    Unia Europejska276 · parlament europejski66 · eurowybory47
2014-05-22
Już tylko kilka dni zostało do wyborów do Parlamentu Europejskiego, które w Polsce odbędą się 25 maja. Trwa kampania wyborcza, która w wielu przypadkach – szczególnie poprzez spoty w Internecie – sięga dna i udowadnia, że podstawową cechą polityka jest nie mieć wstydu.

Parlament Europejski, Strasburg, wikimedia commons, CC

Trwa też kampania zachęcająca do głosowania, w mediach społecznościowych realizowana choćby przez fanpage At Home in Europe, który dla odmiany prezentuje całkiem przyzwoity poziom i pokazuje powody, dla których powinniśmy pójść zagłosować.

Czy rzeczywiście nasz głos się liczy? Patrząc na obecną kampanię i na listy wyborcze mam wrażenie, że to wszystko to jakaś szopka i pozostaje nam wybór między emerytowanymi sportowcami i celebrytami, a „bezrobotnymi”, niezasiadającymi w polskim parlamencie politykami, którzy europarlament traktują jako sposób na przeczekanie do następnych wyborów krajowych, przy czym w Brukseli nie zamierzają się zbyt często pojawiać. I jedni i drudzy – powiedzmy to wprost – kandydują dla pieniędzy. Wszak pensja europarlamentarzysty do najniższych nie należy. Są oczywiście wyjątki – osoby zaangażowane, z misją i pomysłem, ale giną w gąszczu znanych twarzy, sami pozostając nieznani choćby dlatego, że pracę „u podstaw” przedkładają ponad wywiady w telewizji.

Jeśli w większości do parlamentu dostaną się ludzie, którzy nie mają pojęcia o tym jak tworzy się unijną politykę, ludzie przypadkowi, to nie wróży to dobrze na przyszłość. Dlatego właśnie udział w tych wyborach jest ważny

Kolejnym problemem, już w skali całego parlamentu jest obawa, bardzo możliwa do spełnienia, że w tej kadencji parlament zapełni się eurosceptykami, którzy będą blokować wszelkie inicjatywy zmierzające do pogłębienia wspólnoty. Trudno powiedzieć jak bardzo, ale ich liczba na pewno wzrośnie. Zapewne nie będą zdolni niczego bezpośrednio blokować, ale ich głos będzie znacznie bardziej słyszalny. Tym bardziej, że rola Parlamentu Europejskiego rośnie – jeśli przywódcy krajów członkowskich będą trzymać się zapisu z traktatu lizbońskiego, to kandydat wygranej frakcji zostanie szefem Komisji Europejskiej. Takie wyróżnienie eurosceptyków na pewno nie czeka, ale przy nawoływaniach, że Unia powinna się demokratyzować nikt nie przejdzie obok parlamentu obojętnie. Pytanie jaki sens w tym, żeby do rządzenia nią przyczyniał się taki polityk jak Nigel Farage, który najchętniej doprowadziłby do wyjścia swojego kraju ze wspólnoty?

Wydaje się, że UE pokonała najgorszą fazę kryzysu, obroniła euro i udowodniła, że jej czas jeszcze się nie skończył, ale to nie znaczy, że jest lepiej. Tak społeczeństwo, jak i samych polityków dotyka zniechęcenie, marazm spowodowany brakiem pomysłu na przyszłość. Po drugiej stronie niż eurosceptycy stoją największe frakcje i ludzie jak Guy Verhofstadt, kandydat frakcji ALDE (Grupa Porozumienia Liberałów i Demokratów) na szefa Komisji, który uważa, że Unię należy wzmocnić. Taki głos jest bardzo słyszalny w UE, przyznają się do niego także inni ważni politycy, jak Martin Schulz, kandydat frakcji socjalistów. Sęk w tym, że nie wiąże się to z żadnym konkretnym planem, a przede wszystkim z prawdziwą wolą, żeby coś zmienić. Przywódcy państw członkowskich, którzy ciągle mają ostatnie słowo, boją się utraty swojej pozycji, dlatego trudno byłoby im wykonać kolejny krok na drodze do pogłębienia wspólnoty. Polityka zagraniczna także nie jest bez znaczenia, a kryzys w relacjach z Rosją i brak możliwości znalezienia wspólnego stanowiska UE tylko przypomina o różnicach interesów różnych krajów i udowadnia, że Unia nie jest gotowa na większą integrację.

Jaki więc kierunek przybierze UE po wyborach? Jeśli w większości do parlamentu dostaną się ludzie, którzy nie mają pojęcia o tym jak tworzy się unijną politykę, ludzie przypadkowi, to nie wróży to dobrze na przyszłość. Dlatego właśnie udział w tych wyborach jest ważny, po to by udało się „odłowić” jak najwięcej wyjątków i sprawić, żeby parlament miał taką siłę, na jaką zasługuje, jako – jak by nie było – głos społeczeństwa. Sam udział w wyborach jest też manifestacją, pokazaniem poparcia dla samej idei zjednoczenia Europy, która daje nie tylko wygodę, ale i bezpieczeństwo.

Kiedy mamy do czynienia z przykładem Ukrainy, której terytorium zostało de facto zaanektowane przez inne państwo, powinniśmy wiedzieć, że pokój i bezpieczeństwo nie są dane na zawsze, trzeba się o nie starać. A nic nie może nam go zagwarantować bardziej niż UE. O poparciu nie wystarczy myśleć, czasem trzeba je też pokazać, choćby przez pójście raz na kilka lat do urn.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".